Trump i Putin na spotkaniu w Helsinkach w 2019 r. (Zdjęcie: Getty Images) Autor: Yulia Akimova
Przychylny stosunek Trumpa do Putina miał wpływ na rosyjską propagandę. O tym, jak mieszkańcom Federacji Rosyjskiej „sprzedaje się” kolejną odwilż w stosunkach rosyjsko-amerykańskich i jakich narzędzi używa kremlowska propaganda, przeczytasz w artykule dziennikarki RBC-Ukraina Julii Akimowej.
Treść:
- Kierunek Kursk
- Nie do końca kontrola zewnętrzna
- „Putin jest przebiegły, a ja jestem w pobliżu”
W ciągu trzech lat wielkiej wojny Rosji z Ukrainą propaganda Kremla ulegała wielu przekształceniom. Istnieją setki wersji przyczyn, dla których Władimir Putin zdecydował się zaatakować Ukrainę, a także przepowiedni miażdżących zwycięstw. Wszystkie one są w różnym stopniu absurdalne. Jedną z niewielu spraw, której program przez cały ten czas pozostał wierny swoim pierwotnym założeniom, jest wojna ideologiczna ze Stanami Zjednoczonymi.
Stany Zjednoczone z pewnością zajmowały czołową pozycję wśród głównych wrogów Rosji. Podczas różnych parad „zwycięstwa” czołgom z napisem „Do Berlina” niezmiennie towarzyszyły rakiety z napisem „Do Waszyngtonu”. Do pewnego czasu Kreml był przekonany, że w Ameryce nie ma nikogo, z kim warto byłoby rozmawiać. Dopóki Donald Trump nie wygra wyborów prezydenckich.
Od razu dał jasno do zrozumienia, że widzi Rosję przy stole negocjacyjnym. Już na początku swojej kadencji prezydenckiej skutecznie wyciągnął Moskwę z dyplomatycznego wygnania. W amerykańskiej retoryce Putin nagle zmienił się z „bandyty” i „dyktatora” w „dobrego człowieka”, z którym można robić interesy. Dlatego nawet jeśli słowa Trumpa zawierają krytykę działań Rosji, Kreml reaguje na to powściągliwie i woli w ogóle nie komentować sprawy.
Rosyjska propaganda, przechwytując sygnały od swoich przełożonych, również dostosowuje się do obecnego kursu. Ameryka nagle przestała być wrogiem, co doprowadziło do szeregu innych oświadczeń, które stały w sprzeczności z tym, co wcześniej podawały rosyjskie media. Ukraina nie jest już pod zewnętrznym nadzorem Stanów Zjednoczonych, Putin zaczął mówić o przekazaniu zasobów mineralnych Federacji Rosyjskiej, a Kursk stał się tematem numer jeden, chociaż wcześniej był aktywnie przemilczany.
Kierunek Kursk
Gdy w sierpniu 2024 roku wojska ukraińskie wkroczyły na teren obwodu kurskiego i szybko przejęły kontrolę nad częścią regionu, rosyjska propaganda przemilczała tę historię. Nie było jasne, w jakim kierunku przedstawić wydarzenia – samo stanowisko Kremla do samego końca pozostawało niepewne. Nawet na spotkaniach Putin, jeśli już wspominał o obwodzie kurskim, to czynił to bardzo powierzchownie.
Algorytm działania rosyjskich propagandzistów jest dość prosty. Albo otrzymują bezpośrednie instrukcje, jak omówić konkretny temat, albo sami działają w zależności od okoliczności, starając się za bardzo nie improwizować. W sytuacji na Kursku rosyjskie media zmuszone były domyślać się nastrojów Kremla, więc przekazywały informacje w taki sam sposób, w jaki robił to sam Putin – powierzchownie i bez większego zainteresowania.
Tylko najbardziej radykalni propagandyści i tak zwani korespondenci wojenni dopuszczali krytykę moskiewskiego kierownictwa wojskowego za niepowodzenie bitwy na Kursku, ale potem i oni milczeli. Wszystko jednak uległo zmianie, gdy Donald Trump oświadczył, że chce zakończyć wojnę, więc postanowił porozmawiać z Putinem.
Aby poprawić „pozycje negocjacyjne”, rosyjskie dowództwo przeniosło wojska tylne z frontu na Kursk, gromadząc w tym rejonie około 60 000 żołnierzy. W ciągu kilku tygodni wojskom rosyjskim udało się przejąć kontrolę nad większością terytorium kontrolowanego przez ukraińskie siły zbrojne. Podczas operacji Putin rzekomo przybył nawet na Kursk. Rosyjski dyktator, ubrany w śmieszny mundur wojskowy, chodził po pokoju kontrolnym i rozmawiał z wojskiem.
Rosyjskie wojsko w obwodzie kurskim (Zdjęcie: Getty Images)
Wszystkie rosyjskie media natychmiast poinformowały o „genialnej operacji wyzwoleńczej” i udostępniły zdjęcia Putina w kamuflażu. Obwód kurski stał się tematem numer jeden i dyskutowali o nim dosłownie wszyscy. Propagandyści nagle zaczęli się poważnie niepokoić o los mieszkańców regionu. Jeden z rzeczników Kremla, Władimir Sołowjow, w nietypowym dla siebie stylu mówił o „dzielnych dzieciach” z Sudzy i ciężarówkach z pomocą humanitarną. Media, które w sierpniu 2024 roku nie podjęły tego tematu, już w marcu nazwały operację „kurskim cudem” i wycisnęły z niej wszystko, co się dało.
Gdy Trump ogłosił, że w Kursku okrążono około 2,5 tysiąca ukraińskich żołnierzy, Kreml nie musiał nawet dawać sygnału swoim mediom. Pomimo że Ukraińskie Siły Obronne wciąż znajdują się w regionie, „kurski cud” przedstawiany jest Rosjanom jako zwycięstwo, a fakt obecności tam wojsk ukraińskich jest tuszowany. Jak również czy byli w ogóle otoczeni, czy nie.
„Nikt w mediach nie mówi szczególnie o tym, że kontrola nad obwodem kurskim nie została przywrócona. Rosjanie celowo unikają tego tematu. Jak powiedział kiedyś Putin pewnemu uczniowi – Rosja nigdy się nie kończy, więc kto wie, czy w Moskwie nie ma jakiejś wioski na granicy obwodu kurskiego, jakiegoś terytorium, które nie jest kontrolowane przez Rosję” – powiedział Andriej Kowalenko, szef Centrum Zwalczania Dezinformacji przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, w komentarzu dla RBC-Ukraina.
Rosyjska propaganda ma w swoim arsenale wiele opcji i narzędzi. W przypadku Kurska media mogą skutecznie „zgubić” ważny temat, ale jeśli będzie się czym chwalić, od razu zrobią z niego legendę. Nie można powiedzieć, że z tej opcji korzystają tylko Rosjanie – wszystkie media bez wyjątku podkreślają to, co jest ważne. Ale akcent, a właściwie jego brak, nie jest tym samym, co całkowite zapomnienie, jak to miało miejsce w przypadku Kurshchiny.
Donald Trump w pewnym stopniu przyczynił się do tego, że kwestia Kurska ponownie pojawiła się na agendzie Rosji. Ponieważ Putin chciał wymusić negocjacje, postanowił szybko zająć w nich korzystniejszą pozycję. Wygląda na to, że rosyjska propaganda po raz pierwszy oparła się na amerykańskim kierownictwie jako na ważnym źródle informacji o „okrążeniu” ukraińskich sił zbrojnych.
Nie do końca kontrola zewnętrzna
Innym narzędziem, które rosyjscy propagandyści opanowali do perfekcji, jest umiejętność bardzo szybkiej restrukturyzacji. Co więcej, punkt widzenia, który dziś jest prezentowany jako coś oczywistego, miesiąc temu mógł być zupełnie odwrotny.
Gdy Waszyngton nawiązał możliwie najszerszą komunikację z Moskwą, propagandziści musieli porzucić kilka podstawowych tez. Jednym z nich jest Ukraina, znajdująca się pod kontrolą zewnętrzną Stanów Zjednoczonych. Ogólnie rzecz biorąc, temat „zewnętrznej kontroli” w Rosji jest omawiany od dawna – właściwie od czasu ucieczki Wiktora Janukowycza z Kijowa w 2014 roku. Rosjanie, straciwszy własną dźwignię kontroli nad Ukrainą, natychmiast oskarżyli Stany Zjednoczone o bycie nowymi „panami” Kijowa.
Rosyjscy politycy, urzędnicy i propaganda nieustannie to powtarzają. Ich słowa zostały chętnie podchwycone przez różnych gauleiterów, zdrajców i wspólników Rosji – sam Medwedczuk użył określenia „kontrola zewnętrzna” pięć razy w swoich komentarzach dla dziennikarzy. Naturalnie, idea, że Ukraina w zasadzie może posiadać i posiada podmiotowość, wydaje się rosyjskiej propagandzie i jej odbiorcom bluźniercza.
Sprzedawanie motywu „zewnętrznej kontroli” stało się o wiele trudniejsze, gdy w Białym Domu pojawił się Trump. Już po kilku tygodniach aktywnej komunikacji z Ukrainą stało się oczywiste, że Stany Zjednoczone nie mają nic wspólnego z „kontrolą zewnętrzną”. W przeciwnym razie mało prawdopodobne byłoby, aby doszło do skandalu w Gabinecie Owalnym 28 lutego, mało prawdopodobne jest, aby Kijów upierał się przy swoich „czerwonych liniach”, a Zełenski powiedziałby, że Trump jest pod wpływem rosyjskiej propagandy.
Co więcej, Ukraina nie zgodziła się od razu na porozumienie w sprawie zasobów mineralnych. A to jest ta sama Ukraina, która według Kremla została już dawno sprzedana Waszyngtonowi wraz ze wszystkimi znajdującymi się tam zasobami mineralnymi. Podczas gdy propaganda jest zdezorientowana i próbuje wymyślić, co z tym zrobić, Putin wychodzi do mediów i mówi, że sam jest gotowy rozmawiać z Trumpem o rosyjskich zasobach.
Zełenski i Trump na spotkaniu 28 lutego (Zdjęcie: Getty Images)
„A co możemy powiedzieć o Europie i Ukrainie w tej sytuacji? Przecież był przemyślany plan – Amerykanie rządzą wszystkimi, stoją za wszystkimi, Ukraińcy nie są niezależni, Europejczycy też nie, wszyscy realizują chytre plany Ameryki. Teraz musimy wymyślić nowy plan – Ukraińcy stają się subiektywni, nie zgadzają się na propozycje Trumpa, a Europejczycy stają się subiektywni” – zauważa rosyjski opozycyjny politolog Iwan Preobrażeński w komentarzu dla RBC-Ukraina.
Według Preobrażeńskiego Kreml nie zdecydował jeszcze, jak wytłumaczyć Rosjanom obecną sytuację. I najprawdopodobniej propaganda zrobi to, co już wiele razy robiła wcześniej – zapomni, że kiedykolwiek o tym mówiła. W tym samym czasie w samym społeczeństwie rosyjskim sytuacja taka już się kształtuje.
W opinii Rosjan sam Władimir Zełenski jest niewątpliwie „marionetką” w rękach kolektywu Zachodu (choć nie jest jasne, czy obecnie Stany Zjednoczone należą do tego kolektywu). Ukraina, która dotychczas znajdowała się pod całkowitą kontrolą USA, zamienia się w „dzikie pole”, na którym mityczne bataliony nazistowskie nie słuchają prezydenta i są gotowe kontynuować wojnę, podczas gdy pokojowo nastawiona Moskwa walczy o jej zakończenie.
„Każdy ma swój schemat – dla niektórych są bataliony nazistowskie, a niektórzy uważają, że są bardzo sprytni, na przykład: „Tak, wiem, że jest propaganda, ale ukraińska armia nie słucha Zełenskiego i Amerykanów, zobacz, co piszą amerykańskie gazety, jak kiedyś współpracowali, a teraz już nie”. Ten obraz świata się wyłania, nie rozpada się, można zbudować na tym schemacie jakiś pomysł” – dodaje Preobrażeński.
Najprawdopodobniej to właśnie ta pozycja wkrótce zacznie być zarastana rosyjską „analityką”. Propaganda zostanie dostosowana do tego i da Rosjanom to, w co chcą wierzyć, bo jeśli przyznamy, że Ukraina jest przedmiotem, trudniej będzie uzasadnić inwazję.
Ten sam schemat działa w przypadku kwestii rozejmu lub pokoju w ogóle, w dowolnym kontekście. Początkowo propagandziści aktywnie współdziałali z Kremlem i bojową mniejszością, która naprawdę chciała „Kijowa za trzy dni”. Stąd wzięły się wypowiedzi Margarity Simonian w stylu „co jest nie tak z tą Ukrainą”. Kreml liczył na małą, zwycięską wojnę, która nie dotknie większości Rosjan. Jednak minęły trzy lata i, według Preobrażeńskiego, wszelkie badania społeczne przeprowadzone w Rosji pokazują, że ludzie chcą zakończenia walk.
W tej sytuacji propagandziści liczą również na samoregulację, wokół której będą kształtować swoje stanowisko. Ponieważ Kreml, opierając się w tej kwestii wyłącznie na Putinie, sam nie wie jeszcze, czy chce zakończenia wojny, media mają tutaj swoją małą, ale wolną rękę. Innymi słowy, jeśli dojdzie do rozejmu, ludzie sami sobie to wytłumaczą, a propaganda pomoże im sformułować własne myśli.
„Poczekają trochę, zobaczą, jak zareagują ludzie, przeprowadzą badania, grupy fokusowe, zamknięte ankiety, uzyskają ogólny obraz i przekażą go ludziom. Dlaczego Kreml to robi – nie wiem, jaka będzie odpowiedź na to pytanie. Osiągnął wszystkie swoje cele, Putin oszukał wszystkich, ponieważ mamy niesamowitą współpracę z Trumpem, a co nas obchodzi ta marna Ukraina, teraz podzielimy cały świat. Nieważne, jaka jest wersja, najważniejsze, że ludzie chcą, żeby to się stało” – dodał Preobrażeński.
„Putin jest przebiegły, a ja jestem w pobliżu”
Jeśli przeanalizujemy obecne nastroje rosyjskiej propagandy, możemy odnieść wrażenie, że nastąpiła kolejna odwilż w stosunkach między USA i Rosją. Historie o głodujących Amerykanach i starszych ludziach umierających bez ubezpieczenia zdrowotnego gdzieś zniknęły. Z jakiegoś powodu wojska amerykańskie nie biorą już udziału w „strasznych zbrodniach” w Donbasie; Amerykańskie bazy wojskowe przestały dostarczać „ukraińskim nazistom” nową broń masowego rażenia.
Oczywiście, w dzisiejszych okolicznościach korzystne jest dla Kremla budowanie przyjaznych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Trump wyciąga rękę do Putina i oferuje rozmowę, by wysłuchać jego stanowiska, grając na dumie rosyjskiego dyktatora. W tym momencie w pionie Kremla nastroje zaczynają się gotować. Działający według systemu roju propagandziści najpierw sami się regulują i działają intuicyjnie – nikt Trumpa specjalnie nie gani, ale też nikt go nie chwali, wypowiedzi są ostrożne. Następnie rozpoczynają się negocjacje między stroną rosyjską i amerykańską, a na końcu wytyczne zostają „ujawnione” mediom.
Przemówienie Putina w Łużnikach (Zdjęcie: Getty Images)
„Zaczynają napływać sygnały. Jednym z nich jest spotkanie z szefami kanałów telewizyjnych Aleksieja Gromowa, byłego rzecznika prasowego Putina i zastępcy szefa jego administracji, który odpowiada za klasyczną propagandę. Na tym spotkaniu z pewnością rozdaje listy osób, do których należy zadzwonić, aby otrzymać komentarze na temat Trumpa. Ci, którzy trafnie skomentowali sytuację z punktu widzenia Kremla, czyli ci, którzy chwalą Trumpa i Stany Zjednoczone, zostali tam wybrani” – zauważył Preobrażeński.
Próbują zaszczepić Rosjanom przynajmniej „umiarkowane poglądy Trumpa”, a propaganda jest podzielona na segmenty. Dla większości społeczeństwa Trump jest mediatorem, który w końcu usłyszał Putina. Absurdalne w swej istocie i formie „oddziały Putina” składające się z kilku starszych kobiet już gratulują Trumpowi zwycięstwa. Znajdzie się tam również coś dla tych, którzy nadal chcą otwarcie wyśmiewać Amerykanów.
„W tej chwili rosyjska propaganda wyśmiewa zespół Trumpa i samego Trumpa. Począwszy od Rush-faszystów, takich jak „Rybar” (popularny kanał Z, red.), kończąc na Sołowjowach i różnych innych. Śmieją się z Witkoffa, śmieją się z Rubio, krzyczą, że nie wstrzymają ognia itd. Wyśmiewają i gloryfikują swój zespół negocjacyjny. Próbują pokazać i podnieść rating Putina i politykę Putina wewnętrznie, ponieważ sprzeciwiają się Trumpowi” – zauważa Andriej Kowalenko.
Istnieje również równoległa strategia – mówienie o tym, jak Putin i Trump są najlepszymi przyjaciółmi, a także o tym, jak Rosja i USA, jako dwa duże państwa, ostatecznie podzielą świat na strefy wpływów. Krótko mówiąc, przeciętny Rosjanin ma tutaj w czym wybierać.
Nie ma jednak mowy o tym, że Ameryka nagle przestała być wrogiem ideologicznym. Bez względu na to, jak bardzo propaganda nazywa Stany Zjednoczone niemal sojusznikiem Kremla, ani same media, ani Kreml, ani Rosjanie w to nie wierzą. Po prostu w dzisiejszej rzeczywistości Moskwie opłaca się tak mówić, a społeczeństwo, przyzwyczajone do polegania w tych sprawach na telewizji, chętnie to transmituje.
„Wiele osób uważa, że ci na górze wiedzą lepiej. Jeśli podjęto decyzję o zaprzyjaźnieniu się z Trumpem, to znaczy, że musimy zaprzyjaźnić się z Trumpem. Putin wie, co robi, jest mądrzejszy ode mnie, jest prezydentem. Powiedział, że mam dobre stosunki z Trumpem. On gra w jakąś grę, ale jeśli mówi, że Trump jest dobry, to Trump jest dobry. Putin jest przebiegły i ja jestem z nim” – dodał Preobrażeński.
W razie jakichkolwiek nadużyć ze strony administracji USA, rosyjska propaganda mogłaby się łatwo przeorganizować. I tutaj zaczną od wypowiedzi Putina. Jeśli w pewnym momencie rosyjski dyktator zadeklaruje, że Trump wbije mu „nóż w plecy”, historie o Amerykanach umierających z głodu powrócą do rosyjskiej agendy. A dołączy do nich Trump – tym razem w roli najgorszego i odwiecznego wroga Rosji.