W Berlinie rośnie niepokój związany z możliwym zmniejszeniem obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Europie. Zakulisowe doniesienia wskazują na rozważanie wycofania do 30% amerykańskich żołnierzy. Budzi to szczególne obawy w Niemczech, które pozostają kluczowym ośrodkiem rozmieszczenia sił USA na kontynencie europejskim, pisze geopolityka.org, powołując się na Politico.
Minister obrony Niemiec Boris Pistorius odbył wizytę roboczą w Waszyngtonie, gdzie spotkał się z szefem Pentagonu Petem Hegsethem. Tematem rozmów była przyszłość amerykańskiego kontyngentu w Europie. Pistorius podkreślił, że Berlin chce być częścią procesu podejmowania decyzji dotyczących przeglądu amerykańskiej strategii wojskowej. Pentagon przygotowuje raport dotyczący globalnego rozmieszczenia wojsk. Dokument ma zostać przedstawiony we wrześniu. Decyzje mogą dotyczyć zarówno Europy, jak i regionu Indo-Pacyfiku.
Na terytorium Niemiec stacjonuje około 35 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wśród najważniejszych obiektów strategicznych znajdują się baza lotnicza Ramstein oraz poligon szkoleniowy w Grafenwöhr. Oba obiekty odgrywają kluczową rolę w zapewnieniu logistyki, szkoleniu wojsk oraz strategicznym odstraszaniu, w tym z udziałem komponentów nuklearnych. Mimo długotrwałej współpracy wojskowej, Niemcy nie mają gwarancji utrzymania obecnego poziomu obecności USA.
NATO również śledzi sytuację z niepokojem. Ambasador USA przy Sojuszu zapewnił partnerów, że nie należy spodziewać się niespodziewanych decyzji, jednak dyskusje w kwaterze głównej trwają codziennie. Ministerstwo Obrony Niemiec powstrzymuje się od komentarzy na temat szczegółów rozmów, ale w kręgach politycznych rozważa się kilka scenariuszy rozwoju wydarzeń, w tym stopniowe zmniejszenie kontyngentu o jedną trzecią.
W obliczu rosnącej niepewności Berlin stawia na wysiłki dyplomatyczne i zwiększenie budżetu obronnego. W 2025 roku wydatki na obronność mają wynieść 86 miliardów euro, a do 2029 roku mogą wzrosnąć do 153 miliardów — co stanowi około 3,5% PKB. W ten sposób Niemcy chcą umocnić swoją pozycję jako wiarygodnego partnera i zachować obecność wojsk USA, jednocześnie modernizując infrastrukturę dla sojuszników.
W lipcu kanclerz Friedrich Merz przeprowadził rozmowę telefoniczną z Donaldem Trumpem, podczas której poruszono temat dostaw broni dla Ukrainy oraz obecności wojsk amerykańskich w Europie. Kwestia ta pojawiła się również podczas wizyty w Waszyngtonie. Trump zaznaczył, że kraje europejskie powinny robić więcej, ale jednocześnie uznał postępy Niemiec. W Berlinie odebrano to jako pozytywny sygnał.
Wśród analityków politycznych podkreśla się znaczenie osobistych kontaktów w kontekście możliwego powrotu Trumpa do władzy. Kontakty z kluczowymi postaciami w Waszyngtonie mogą mieć wpływ na decyzje, zwłaszcza jeśli chodzi o osobistą dyplomację. Ostateczna decyzja pozostanie jednak w gestii USA, a partnerzy europejscy mogą jedynie przygotować się na jej skutki.
Przeczytaj także: Korea Północna mobilizuje wojsko do udziału w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie.































