
Po pierwszych trzech etapach sezonu Ferrari ma ponad trzy razy mniej punktów niż McLaren, a włoski zespół plasuje się dopiero na 4. miejscu w Pucharze Konstruktorów. Jednocześnie Frederic Wasser nie obiecuje szybkiej poprawy.
„Wyniki wyścigu odzwierciedlają to, co widzieliśmy w kwalifikacjach” – przyznał szef Scuderia po zakończeniu Grand Prix Japonii. – Z samochodem, który mamy teraz, prawdopodobnie nie moglibyśmy osiągnąć więcej. W kwalifikacjach byliśmy o dwie, trzy dziesiąte dziesiąte za najlepszymi, a w wyścigu było mniej więcej tak samo.
Są obszary, w których mamy problemy i musimy nadal pracować nad tym, jak najlepiej wykorzystać potencjał tego samochodu przed wyścigiem w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej. Już wkrótce wprowadzimy szereg nowych funkcji technicznych, ale zanim je wdrożymy i spróbujemy poprawić wydajność podwozia, musimy rozwiązać problemy z wyważeniem.
Gdy już je rozwiążemy, sensowne będzie podjęcie próby zrobienia kroku naprzód. Oczywiście, że będziemy wprowadzać aktualizacje, ale zrobią to również nasi konkurenci, więc nie spodziewaj się, że wszystko zmieni się z dnia na dzień. Musimy spróbować wykorzystać jak najlepiej ten samochód, bo SF-25 ma potencjał. Oto zadania, które stoją przed nami w kolejnych dwóch etapach sezonu.
Po testach zimowych my i wszystkie inne zespoły uzyskaliśmy bazę danych, na podstawie której przygotujemy samochód do wyścigu w Bahrajnie. Tam będziemy mogli uzyskać dokładniejszy obraz tego, gdzie jesteśmy i w jakich obszarach musimy się poprawić”.
Vasseur przyznał, że Ferrari musiało pójść na kompromis w kwestii ustawień samochodu w Japonii, aby uniknąć powtórki problemu, który zdyskwalifikował Lewisa Hamiltona w poprzedniej rundzie w Chinach.
W przypadku samochodów bazujących na zasadzie efektu przyziemnego, każde zwiększenie prześwitu ma wpływ na wydajność podwozia, ale właśnie to zespół był zmuszony zrobić w Japonii.
„Oczywiście, wszyscy chcemy, aby prześwit był niższy i wszyscy chcemy mieć większy docisk. Byłoby lepiej, ale jest pewien limit – wyjaśnił szef włoskiego zespołu. – Ten limit wiąże się również z ryzykiem, że spód samochodu będzie ocierał się o tor, ale jest on również dyktowany przez przepisy.
W miarę upływu weekendu wszystkie zespoły starają się znaleźć ten limit, starając się obniżyć wysokość zawieszenia tak bardzo, jak to możliwe, ale jeśli przesadzą, zawieszenie będzie za niskie. Każdy wie, że wydajność zależy od wysokości jazdy. Kilka razy już zostaliśmy zdyskwalifikowani, a wszystko dlatego, że próbowaliśmy zbliżyć się do tego limitu.
Nie jest to coś specyficznego dla SF-25 ani coś typowego tylko dla samochodów Ferrari – dotyczy to wszystkich zespołów. Jednakże w ostatnich dwóch latach nie mieliśmy najlepszego początku sezonu i tej sytuacji nie można nazwać idealną. Oczywiście, że wolelibyśmy walczyć o zwycięstwa niż zająć piąte miejsce.
Nie oznacza to jednak, że powinniśmy zmienić podejście – rok temu byliśmy w niemal takiej samej sytuacji, a pod względem tempa wszystko było nawet odrobinę gorsze. Ale reakcja zespołu na te problemy była bardzo silna, kontynuowaliśmy pracę i stopniowo osiągnęliśmy poprawę”.
Źródło































