Prezydent Republiki Serbskiej Milorad Dodik i rosyjski dyktator Władimir Putin (Zdjęcie: Getty Images) Autor: Dmitry Levitsky
O tym, czy na Bałkanach może wybuchnąć nowy ostry konflikt, jaką rolę w tych wydarzeniach odgrywa dojście Donalda Trumpa do władzy w USA oraz w jaki sposób wojna Rosji z Ukrainą wiąże się z bezpieczeństwem na Bałkanach, można przeczytać w artykule dziennikarza RBC-Ukraina Dmitrija Lewickiego.
TREŚĆ
- „Kryzys wieku średniego” w Bośni
- „Kolorowe” retrospekcje Vučicia
- Antyserbski sojusz wojskowy
Jeżeli jakiś przywódca polityczny zostaje umieszczony na liście osób poszukiwanych w swoim kraju, istnieje duże prawdopodobieństwo, że wkrótce zostanie zauważony w Moskwie. Przywódca Republiki Serbskiej (RS) Milorad Dodik również podążył tą utartą ścieżką. Niech Dodik nie będzie głową państwa, lecz jedynie głową jednostki terytorialnej – RS – w Bośni i Hercegowinie. Jednakże dzięki jego wysiłkom, przy pełnym wsparciu Rosji, na Bałkanach doszło do najpoważniejszego kryzysu politycznego od czasów wojen z lat 90.
Właśnie dlatego władze Bośni i Hercegowiny niedawno wszczęły procedurę mającą na celu umieszczenie Dodika oraz przewodniczącego parlamentu Republiki Serbskiej Nenada Stevandicia na liście osób poszukiwanych za granicą. Wcześniej Dodik został skazany na rok więzienia i zakaz zajmowania się polityką przez sześć lat ze względu na swoje separatystyczne dążenia.
Znany ze swego prorosyjskiego stanowiska i chęci odłączenia się od Bośni i Hercegowiny (BiH), Dodik zainicjował uchwalenie ustawy zakazującej działania państwowych organów sądowniczych i policji na terytorium RS.
Trybunał Konstytucyjny BiH tymczasowo zablokował tę decyzję, a bośniacka prokuratura nakazała aresztowanie przywódcy RS. Mimo obowiązującego wewnętrznego nakazu aresztowania, Dodik w zeszłym tygodniu udał się do sąsiedniej Serbii, a następnie przybył do Moskwy.
Bośnia chce umieścić Milorada Dodika na międzynarodowej liście poszukiwanych (Zdjęcie: Getty Images)
Tymczasem w Belgradzie miał miejsce największy protest w historii Serbii. Tysiące Serbów wyszło na ulice, domagając się, aby władze prezydenta Aleksandara Vučicia przeprowadziły przejrzyste śledztwo w sprawie tragedii na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie (gdzie w listopadzie 2024 r. zawalił się dach i zginęło 14 osób) i ukarały odpowiedzialnych.
Siły bezpieczeństwa próbowały rozproszyć protest i rzekomo użyły przeciwko protestującym broni akustycznej, tzw. armaty dźwiękowej. Następnie, aby uspokoić masy, władze serbskie podjęły decyzję o dymisji rządu. To jednak nie pomogło i protesty trwają nadal.
W obliczu niestabilności spowodowanej powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu i groźby wycofania wojsk amerykańskich z Europy, sąsiednie Kosowo poszukuje alternatyw dla misji pokojowej NATO i zawarło sojusz wojskowy z Chorwacją i Albanią, krajami, które miały konflikty zbrojne z Serbią.
Co dzieje się na Bałkanach i czy te małe płomienie mogą przerodzić się w ogromny pożar w środku kontynentu europejskiego – opowiemy szczegółowo poniżej.
Kryzys wieku średniego w Bośni
Prawie 30 lat temu, w listopadzie 1995 roku, w amerykańskim mieście Dayton podpisano porozumienie pokojowe między Serbią, Chorwacją oraz Bośnią i Hercegowiną, które przewidywało zachowanie suwerenności i integralności terytorialnej tej ostatniej, ale dzieliło ją na dwie autonomiczne jednostki: Federację Bośni i Hercegowiny oraz Republikę Serbską. Rząd centralny otrzymał ograniczone uprawnienia, podczas gdy większość uprawnień pozostała w gestii tych dwóch podmiotów.
Wyznaczono Wysokiego Przedstawiciela ONZ, który będzie monitorował sytuację w autonomicznych częściach BiH. Posiada szerokie uprawnienia, m.in. możliwość unieważniania decyzji władz lokalnych i odwoływania urzędników, którzy zagrażają stabilności kraju.
Po objęciu stanowiska prezydenta Republiki Serbskiej w 2010 r. Dodik zaczął wzbudzać zamieszanie, forsując pomysł secesji od BiH. Wielokrotnie proponował przeprowadzenie referendum w sprawie niepodległości autonomii serbskiej, a w 2023 r. wezwał do przystąpienia do BRICS, wbrew proeuropejskiemu kursowi BiH, która oficjalnie dąży do przystąpienia do Unii Europejskiej. Przez długi czas mieszkańcy Sarajewa wybaczali Dodikowi jego wybryki, ale w zeszłym roku ich cierpliwość się skończyła.
Bośnia i Hercegowina istnieje na podstawie porozumienia pokojowego zawartego prawie 30 lat temu (Zdjęcie: Getty Images)
W czerwcu 2024 r. Zgromadzenie Narodowe (jak nazywa się parlament w RS) uchwaliło ustawę zakazującą publikowania decyzji Biura Wysokiego Przedstawiciela w Dzienniku Urzędowym RS. Był to kolejny krok w konfrontacji z oficjalnym Sarajewem, po nieuznaniu Christiana Schmidta za Wysokiego Przedstawiciela i zakazie współpracy z nim. Mimo odwołania tych decyzji przez Schmidta, posłowie przyjęli kolejną ustawę – o niewykonywaniu decyzji Sądu BiH.
W odpowiedzi, w sierpniu prokuratura BiH postawiła zarzuty Dodikowi i szefowi Dziennika Urzędowego RS, Milošowi Lukiciowi (ten drugi został uniewinniony). Dodika oskarżono o próbę destabilizacji BiH i ułatwienie odłączenia się RS od państwa. Rozprawom towarzyszyły opóźnienia, blokowanie budynku sądu i prowokacje. 26 lutego sąd wydał wyrok kończący tę głośną sprawę.
Parlament RS odpowiedział na decyzję sądu zakazem działalności policji państwowej i wymiaru sprawiedliwości BiH na terytorium Serbii, co jeszcze bardziej pogłębiło podział między autonomicznymi częściami Bośni.
Ostatnie decyzje Dodika i podległych mu władz Republiki Serbskiej wiążą się z ociepleniem stosunków Waszyngton-Moskwa po powrocie Trumpa, zauważyła międzynarodowa obserwatorka i redaktorka portalu Balkan Observer Natalia Iszczenko w rozmowie z RBC-Ukraina.
Już w grudniu 2023 r. Dodik w wywiadzie dla serbskiej stacji telewizyjnej TV Prva zasugerował, że zamierza oddzielić RS od Bośni w przypadku drugiej prezydentury Trumpa. A już w tym roku nowa administracja Trumpa jasno dała do zrozumienia, że problemy Europy są sprawą Europejczyków.
„Dodik postanowił, że teraz nikt go nie będzie ganił i zrobi to, co planował od dawna” – uważa Iszczenko.
Jej zdaniem wszystkie działania Dodika mają na celu uczynienie z Republiki Serbskiej de facto niezależnego i odrębnego bytu z całą jego strukturą pionową. Tak więc gdy pojawi się „okno możliwości”, separacja może zostać przeprowadzona de jure.
Taki rozwój sytuacji ewidentnie doprowadzi do niestabilności na kontynencie europejskim, na czym skorzysta wyłącznie Rosja. Dodik od dawna zgadza się być „pożytecznym idiotą” Kremla, powiedział były dyrektor Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Serbii Cedomir Stojković w wywiadzie dla RBC-Ukraina, ponieważ nie było trudno przekonać go do wszystkiego, co Moskwa chciała mu narzucić.
„Przez lata budował swój wizerunek polityczny w Republice Serbskiej na narracjach, które Rosja promowała w Bośni i Hercegowinie. Dzięki temu Rosja prowadziła operacje psychologiczne wśród ludności RS, a Dodik, jako pożyteczny idiota, wykorzystywał konsekwencje tych operacji do wzmocnienia swojej pozycji politycznej wśród obywateli, płynąc na fali narracji, które Rosja siała” – tłumaczył Stojkovic, który obecnie kieruje Grupą Październikową, zajmującą się rozpoznawaniem hybrydowych operacji Kremla.
Milorad Dodik od dawna pracuje dla Kremla, realizując własne cele (zdjęcie: Getty Images)
Ważnym czynnikiem jest też to, że Bośnia i Hercegowina, ze swoją konstytucją, funkcjonuje na mocy tymczasowego porozumienia pokojowego, które obowiązuje już prawie 30 lat, zauważyła Natalia Iszczenko w rozmowie z RBC-Ukraina. Choć Bośniacy dążą do utworzenia pełnoprawnego państwa, Serbowie uważają to za odejście od pierwotnego zamysłu Układu z Dayton, który przewidywał większą autonomię RS.
Podział Bośni i Hercegowiny to scenariusz, na który Europa nie może sobie pozwolić. Według Stojkovica jest tego trzy powody: powstanie w Europie nowego państwa kontrolowanego przez Rosję, osłabienie pozycji Europy wobec Moskwy i otwarcie „puszki Pandory” na całym kontynencie europejskim.
„W tych okolicznościach jedynym nieuniknionym rezultatem jest to, że RS pozostanie częścią BiH, a Europa zrobi wszystko, co konieczne, aby tak pozostało. Jedynym scenariuszem, w którym separacja mogłaby nastąpić w obecnym kontekście, jest przegrana Ukrainy z Rosją, co pozwoli Moskwie stać się potężnym szantażystą Europy. Dlatego wszystkie te kwestie są ze sobą powiązane i inteligentni politycy w Europie to rozumieją, więc nie pozwolą, aby którykolwiek z tych scenariuszy – separacja lub zwycięstwo Rosji – się spełnił” – uważa Stojkovic.
Obaj eksperci uważają, że Dodik zostanie aresztowany tak szybko, jak to możliwe. W końcu to nie tylko kwestia prawna, ale również kwestia bezpieczeństwa. Najpierw jednak musimy poczekać na właściwy moment, gdy ryzyko eskalacji zostanie zminimalizowane.
„To jedyny powód, dla którego jeszcze go nie aresztowano. Jednak tak jak kiedyś pytano o Slobodana Miloševicia, oskarżonego o zbrodnie wojenne w Hadze, lub o licznych generałów, którzy byli sądzeni za te same zbrodnie – dlaczego jeszcze ich nie aresztowano? Ostatecznie wszyscy zostali aresztowani i skazani. I to samo stanie się z Dodikiem” – podsumował Stojkovic.
Długoletnim, lojalnym partnerem politycznym Dodika jest prezydent sąsiedniej Serbii, Aleksandar Vučić. Ale teraz ma też wiele własnych problemów.
„Kolorowe” retrospekcje Vučicia
Protest studentów przeciwko serbskim władzom i korupcji, który miał miejsce w Belgradzie 15 marca, był największym od czasu obalenia reżimu Slobodana Miloszevicia. Formalne żądania uczestników obejmują ujawnienie całej dokumentacji dotyczącej korupcji, która doprowadziła do tragedii w Nowym Sadzie, zidentyfikowanie osób, które zaatakowały protestujących, oraz uwolnienie wszystkich osób zatrzymanych podczas poprzednich protestów.
Jednak zdaniem Stojkovicia nieformalne żądania są o wiele głośniejsze i potężniejsze, jednocząc rekordową liczbę protestujących: rezygnacja rządu, rezygnacja Vučicia i odesłanie go oraz kluczowych postaci skorumpowanego systemu do przeszłości.
W połowie marca w Serbii odbył się masowy protest (zdjęcie: Getty Images)
Jak zauważył Stojkovic, tragedia w Nowym Sadzie to tylko impuls, który doprowadził do eskalacji niezadowolenia społecznego, narastającego od 12 lat. Według niego, Vučić od lat stosuje różne metody utrzymania się przy władzy, w szczególności podobne do rosyjskich: kontroluje media i wywiera presję na wyborców, przy jednoczesnym zachowaniu formalnej demokracji. Służby bezpieczeństwa zastraszyły opozycję, a korupcja osiągnęła niespotykany dotąd poziom, co wzmocniło władzę Vučicia.
Jednocześnie, jak zauważyła Natalia Iszczenko w komentarzu dla RBC-Ukraina, serbskie protesty, które w tej czy innej formie trwają od listopada ubiegłego roku, nie mają charakteru geopolitycznego. Nie mają na przykład flag UE ani haseł promujących integrację europejską. Wręcz przeciwnie, niektórzy protestujący domagają się między innymi „niepoddawania Kosowa”.
Zdaniem Stojkovicia jednak twierdzenie o „niebezpieczeństwie dojścia do władzy sił prorosyjskich po Vučiciu” jest wspólną operacją propagandową i polityczną samego Vučicia i Moskwy. W rzeczywistości, jego zdaniem, nie ma takiego zagrożenia.
„Partie opozycyjne są o wiele bardziej proeuropejskie niż ten rząd kiedykolwiek. Oczywiście, po dziesięcioleciach hybrydowych ataków Rosji na Serbię i potężnej kremlowskiej propagandzie, w opozycji są pewne elementy prorosyjskie. Ale główne siły prorosyjskie są w szeregach obecnego rządu. Połowa serbskiego rządu składa się z prorosyjskich ministrów, a jedna trzecia obecnego rządu to bezpośredni agenci Kremla” – jest przekonany Stojkovic.
Ponadto w opozycji parlamentarnej nie ma radykalnych elementów, a radykałowie prorosyjscy, którzy nie są częścią partii Vučicia, nie zdołali dostać się do parlamentu w ostatnich wyborach, mimo pomocy ze strony Federacji Rosyjskiej.
Serbski prezydent już nazwał protest w Belgradzie próbą stworzenia „Majdanu”, najwyraźniej nawiązując do ukraińskiej rewolucji godności. Vučić lubi straszyć Serbów „Majdanami” i „kolorowymi rewolucjami”, gdy tylko rozpoczynają się jakieś antyrządowe akcje. Ukraińcy zazwyczaj odbierają to jako nawiązanie do naszych rewolucji, ale zdaniem Iszczenki, w rzeczywistości nie dotyczy to ich.
„Serbia jest kolebką „kolorowej rewolucji”. „Pierwsza tak zwana »kolorowa rewolucja« miała miejsce, gdy Serbowie obalili reżim Miloszevicia” – wyjaśnił Iszczenko.
Pierwsza „kolorowa rewolucja” miała miejsce w Serbii przeciwko reżimowi Miloszevicia (zdjęcie: Getty Images)
Vučić był wówczas członkiem ekipy Miloševicia, więc kiedy mówi o „Majdanie”, to w pierwszej kolejności pamięta tamte czasy, a nie Ukrainę – uważa Iszczenko.
„On doskonale wie, o czym mówimy. I dlatego ogłosił, że już zaczął pisać książkę o tym, jak walczyć z „kolorowymi rewolucjami”. Vučić uważa, że pokonał tę „kolorową rewolucję”, nie pozwolił na nią itd.” – mówi RBC-Ukraine.
I nikt inny, tylko Moskwa, nie pomaga Vučičowi w walce z protestami. Stojković jest przekonany, że Rosja jest głęboko zaangażowana w działania mające na celu niedopuszczenie do zmiany władzy w Serbii, wiedząc, że następny rząd nie będzie prorosyjski.
„Jednak ostatnie dekady pokazały, że Kreml zawsze gra na dwie strony: wspierając prorosyjski rząd, jednocześnie stara się wpływać na opozycję, aby utrzymać swoje wpływy w kraju docelowym podczas zmiany władzy. Ta sytuacja nie jest wyjątkiem. Przydałoby się, gdyby Europa, Ukraina i Zachód w ogóle pomogły serbskiej opozycji uznać te próby Kremla, wzmacniając ich odporność na takie wpływy. W każdym razie Kreml nie będzie w stanie wywrzeć takiego samego wpływu na przyszły rząd, jak na obecny” – uważa.
Antyserbski sojusz wojskowy
Tymczasem pod koniec marca minister obrony Kosowa Ejup Makedonci podpisał deklarację o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony ze swoimi odpowiednikami z dwóch krajów NATO – Chorwacji i Albanii. Trzy państwa zgodziły się pracować nad zwiększeniem interoperacyjności swoich armii poprzez wspólne szkolenia i uczestniczyć w zwalczaniu zagrożeń hybrydowych.
„Ta współpraca nie stanowi zagrożenia dla nikogo, ale jest dodatkowym zobowiązaniem do utrzymania pokoju i stabilności w regionie Bałkanów Zachodnich. Razem z Albanią i Chorwacją Kosowo jest silniejsze, region jest bezpieczniejszy, a świat jest bardziej stabilny” – powiedział Makedonci.
Ten faktyczny sojusz wojskowy między krajami, które w swojej historii toczyły konflikty zbrojne z Serbami, jak można było się spodziewać, wywołał irytację w Belgradzie, który nazwał deklarację „otwartą prowokacją”.
Jednak zdaniem ekspertów, przyczyną tego sojuszu jest właśnie Serbia, a także polityka obecnej administracji USA. Jeśli Trump rzeczywiście podejmie decyzję o wycofaniu wojsk amerykańskich z Europy, w tym z misji pokojowej NATO w Kosowie (KFOR), zagrozi to stabilności w regionie.
Kosowo szuka alternatywy dla sił pokojowych NATO (Zdjęcie: Getty Images)
„Jeśli chodzi o strategiczne posunięcia Europy w regionie, oczywiste jest, że Europa przygotowuje się na wszystkie możliwe scenariusze na kontynencie. Kosowo nie jest częścią NATO, co oznacza, że jeśli Ameryka opuści europejską architekturę bezpieczeństwa, Kosowo pozostanie bez formalnych sojuszy. Dlatego właśnie powstaje ten nowy sojusz” – wyjaśnił Stojkovic.
Serbia odpowiedziała na sojusz Kosowa, Chorwatów i Albanii umową obronną z Węgrami, która przewiduje dziesiątki wspólnych programów do 2025 r., w tym ćwiczenia wojskowe i strzelania. Nie jest tajemnicą, że Budapeszt sympatyzuje z Serbami, zauważył Iszczenko w rozmowie z RBC-Ukraina, a to stwarza zagrożenie dla Bośni i Kosowa, gdyż węgierski kontyngent bierze udział w misjach pokojowych na ich terytoriach.
„Nawet Bośniacy już poprosili o usunięcie Węgrów z kontyngentu pokojowego w BiH, ponieważ otwarcie popierają Dodika. Węgrzy są również w kontyngencie pokojowym NATO w Kosowie. W Prisztinie uważają, że Węgrzy niczego im nie gwarantują. Być może gwarantują Serbom, ale nie im” – dodała.
Stojkovic uważa, że jeśli Trump rzeczywiście naruszy architekturę bezpieczeństwa tej części Europy, eskalacja napięć jest z pewnością możliwa. Ale będą miały miejsce tylko wtedy, jeśli zorganizuje je Rosja. Jego zdaniem jedynym państwem zdolnym do wywołania takiej eskalacji jest pozostająca pod wpływem Rosji Serbia. Dlatego też, jego zdaniem, niezwykle ważne jest doprowadzenie do zmiany rządu serbskiego na taki, który w żadnym wypadku nie będzie dążył do tego typu eskalacji.
***
Rosyjska agresja na Ukrainę jest ściśle związana z sytuacją bezpieczeństwa na Bałkanach, w Europie i na całym świecie. Jeśli wojna zakończy się pokojem niesprawiedliwym dla Ukrainy, może to być zapowiedzią nowych zmian geopolitycznych, szczególnie na Bałkanach.
Według Iszczenki, precedens zmiany granic w Europie, a nawet sama sugestia takiej zmiany, może wywołać ruchy separatystyczne w Republice Serbskiej, a Serbia może poczuć pokusę odzyskania kontroli nad Kosowem.
Jednak zdaniem Stojkovica podstawowe przyczyny niestabilności w Europie leżą w Rosji. Dlatego Europa musi zrozumieć, że tylko klęska Rosji na Ukrainie może zagwarantować pokój na kontynencie europejskim. A każdy pokój osiągnięty bez zwycięstwa będzie jedynie preludium do większej wojny — przyszłego konfliktu, który nie będzie ograniczony do Ukrainy.
Przygotowując materiał wykorzystano publikacje agencji Politika, Reuters, Radia Evropa e Lirë, oświadczenia serbskich i kosowskich urzędników, a także komentarze międzynarodowej obserwatorki i redaktorki portalu Balkan Observer Natalii Iszczenko oraz byłego dyrektora Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Serbii, obecnego przewodniczącego Grupy Październikowej Cedomira Stojkovicia.