Rosyjskie ataki dronów na terytorium Polski, będącej członkiem NATO, stały się kolejnym przykładem naruszenia „czerwonych linii” w wojnie. Jak podaje The New York Times, Kreml stosuje tę taktykę nie tylko w wymiarze wojskowym, ale także dyplomatycznym, pisze geopolityka.org.
Moskwa tradycyjnie zaprzecza swojemu udziałowi w takich incydentach. Jest to element jej wieloletniej strategii zaprzeczania, którą po raz pierwszy aktywnie wykorzystano w 2014 roku podczas aneksji Krymu, gdy Władimir Putin twierdził, że „zielone ludziki” nie były rosyjskimi żołnierzami. Wówczas ta taktyka pomogła osłabić reakcję Zachodu.
Zdaniem analityków, mimo ogromnych kosztów wojny, Rosja wciąż zachowuje zdolność do prowokacji — od ataków na zachodnie obiekty na Ukrainie po loty dronów przez granice NATO. Jednocześnie eksperci przypominają, że również sojusznicy Kijowa przekroczyli „czerwone linie” Kremla, pozwalając Ukrainie używać rakiet dalekiego zasięgu do ataków na terytorium Rosji.
Przedstawiciele władz Ukrainy uważają, że nawet nieuznane ataki Kreml może przekształcić w narzędzie negocjacji. Według jednego z doradców Kancelarii Prezydenta, Rosja jest w stanie działać w ramach strategii „eskalacji dla deeskalacji”. Może to oznaczać propozycje gwarancji dla Warszawy i jej sojuszników w zamian za ustępstwa polityczne lub wojskowe.
W ten sposób Moskwa stara się wykorzystywać zagrożenie i niepewność do manipulowania negocjacjami, pozostając formalnie poza bezpośrednimi oskarżeniami.
Wcześniej informowano, że w Polsce doszło do wybuchu na poligonie: są poszkodowani































