Pracownicy Pentagonu ostro zareagowali na dekret prezydenta USA Donalda Trumpa, na mocy którego Ministerstwo Obrony zostało przemianowane na Ministerstwo Wojny, pisze geopolityka.org, powołując się na Politico.
Z informacji podanych przez portal wynika, że znaczna część pracowników wyraziła „rozczarowanie, gniew i otwarte oburzenie”. Uważają oni, że zmiana nazwy nie rozwiązuje realnych problemów armii amerykańskiej, a jedynie skomplikuje pracę resortu.
Oczekuje się szerokiej wymiany symboliki: nowe pieczęcie, dokumenty i blankiety będą musiały zostać przygotowane dla ponad 700 tysięcy obiektów we wszystkich 50 stanach oraz w 40 krajach świata. Zmiana obejmie również mundury, gadżety pamiątkowe, a nawet serwetki w stołówkach Pentagonu.
Były pracownik ministerstwa oświadczył, że realizacja dekretu będzie kosztować miliony dolarów. Podkreślił, że takie wydatki nie rozwiążą pilnych problemów sił zbrojnych. Jego zdaniem może to negatywnie wpłynąć na wizerunek USA na świecie: „Nasi wrogowie wykorzystają ten fakt, aby przedstawić kraj jako podżegacza wojennego”.
Jeden z urzędników, który poprosił, aby nazywać go „przedstawicielem Ministerstwa Wojny”, zaznaczył, że koszty będą rosły w trakcie realizacji dekretu.
Kontekst
5 września Donald Trump podpisał dekret o przywróceniu historycznej nazwy „Department of War”, która była używana w USA do 1947 roku. Dokument zobowiązuje wszystkie departamenty wykonawcze i agencje do stosowania nowej nazwy w komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej.
Zwolennicy decyzji twierdzą, że zmiana nazwy symbolizuje „nową siłę Ameryki” i jest bardziej otwartym pozycjonowaniem armii. Krytycy ostrzegają natomiast, że krok ten jedynie podkreśli agresywny wizerunek USA i utrudni relacje zarówno z sojusznikami, jak i z przeciwnikami.
Przeczytaj także o tym, że Polscy demonstranci zablokowali ruch ciężarówek na przejściu granicznym „Medyka – Szeginie”































