Litewski minister spraw zagranicznych Kestutis Budrys (zdjęcie: Vitaly Nosach / RBC-Ukraina) Autor: Milan Lelich
W wywiadzie dla RBC-Ukraina litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys mówił o negocjacjach pokojowych i roli Stanów Zjednoczonych, o bezpieczeństwie europejskim w nowych realiach i o europejskiej pomocy dla Ukrainy, o zagrożeniu ze strony Rosji dla krajów bałtyckich i o członkostwie Ukrainy w UE.
„W 2030 roku, 1 stycznia, będziecie mogli zostać członkami Unii Europejskiej – i to jest możliwe” – powiedział litewski minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys podczas otwarcia projektu Ukraina2EU w Kijowie, co spotkało się z aplauzem publiczności.
Ukraine2EU to program zainicjowany przez UE, Litwę i Danię (do którego później dołączyła Szwecja), którego celem jest pomoc Ukrainie w dotarciu do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej.
Oprócz wsparcia tego strategicznego zadania, Litwa od pierwszego dnia pełnoskalowej inwazji niezwykle aktywnie pomagała Ukrainie. Według Instytutu Gospodarki Światowej w Kilonii, Litwa udzieliła Ukrainie różnego rodzaju pomocy wynoszącej 1,8% jej PKB – pod tym względem plasuje się na trzecim miejscu wśród wszystkich krajów partnerskich Ukrainy na świecie.
W rozmowie z RBC-Ukraina przed konferencją Budrys zauważył, że nie wszystkie kraje europejskie zwiększają własne wydatki na obronę i podejmują długoterminowe zobowiązania do wspierania Ukrainy, tak jak robi to Litwa, dlatego konieczne jest „zadzwonienie tym dzwonkiem i wylanie wiader lodowatej wody na łóżka, na których ktoś spokojnie śpi”.
Jeśli chodzi o główny temat ostatnich miesięcy – negocjacje pokojowe – szef litewskiego MSZ podkreśla: Rosja nigdy nie robi niczego z własnej woli, tylko pod presją sankcji, ograniczeń ekonomicznych, silnej siły militarnej i tym podobnych. „Jeśli to pierwszy raz w historii, kiedy Rosja zachowuje się inaczej, będę bardzo zaskoczony” – powiedział Budrys. Dlatego minister proponuje dać Amerykanom czas na działania dyplomatyczne – i sprawdzić, czy „Rosja będzie taka sama, jaką znaliśmy od setek lat”.
– Dzisiaj głównym tematem w kontekście wojny na Ukrainie są oczywiście negocjacje pokojowe i różne próby osiągnięcia przynajmniej jakiegoś rodzaju rozejmu. Czy widzisz jakieś oznaki, że Rosja może w niedalekiej przyszłości zgodzić się na zawieszenie broni?
„Nie widzieliśmy, aby Rosja zgodziła się na cokolwiek z własnej woli, a jedynie poprzez wzajemnie akceptowalny proces, gdy każda ze stron czyni pewne ustępstwa. Rosja nie jest takim typem negocjatora i nie jest takim typem gracza międzynarodowego.
W obecnej sytuacji Litwa doskonale zdaje sobie sprawę, że jest agresorem, a wojna, którą rozpoczęła Rosja, była nielegalna i tak należy traktować Rosję. Z pozycji prawa i władzy, jest to właściwa droga do osiągnięcia sprawiedliwego i trwałego pokoju. Litwa nie jest krajem neutralnym, który przygląda się wydarzeniom z boku. W pełni popieramy Ukrainę i jej wysiłki na rzecz ochrony i obrony własnej przyszłości.
Kiedy więc mówimy o Rosjanach, wierzymy w środki i precedensy, które sprawdziły się wcześniej: silna siła militarna, stosowanie ograniczeń gospodarczych, sankcje i używanie zamrożonych aktywów jako dźwigni. I jeśli będzie to pierwszy raz w historii, kiedy Rosja zachowa się inaczej, będę bardzo zaskoczony.
Kęstutis Budrys na konferencji Ukraine2EU (zdjęcie: dzięki uprzejmości organizatorów)
– Jak ocenia Pan działania Stanów Zjednoczonych w kontekście negocjacji pokojowych i fakt, że Stany Zjednoczone publicznie pozycjonują się jako mediator między Ukrainą a Rosją, a nie jako sojusznik Ukrainy, jak to było wcześniej?
„Doceniamy wysiłki administracji Trumpa, aby jak najlepiej wykorzystać drogę dyplomatyczną. Chcemy, aby były one wspierane przez twarde narzędzia dyplomatyczne i dźwignię przeciwko Rosji, gdy lub jeśli Putin nie wykaże chęci powstrzymania agresji i nie zgodzi się na warunki zawieszenia broni.
Więc to uznajemy i dopiero po tym procesie będziemy w stanie całościowo ocenić, czy Stany Zjednoczone były pośrodku, czy były po stronie Ukrainy, a może nawet po drugiej stronie. Dajmy im więc możliwość podjęcia działań dyplomatycznych i przekonania się, czy Rosja będzie taka sama, jaką znaliśmy od setek lat.
– Biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi i działania prezydenta Trumpa, czy możemy powiedzieć, że dziś bezpieczeństwo Europy jest w istocie sprawą samej Europy? A czy sądzi Pan, że Europa „obudziła się” po przemówieniu J.D. Vance’a na konferencji w Monachium, po skandalu w Gabinecie Owalnym, po wypowiedziach samego Trumpa i zrozumiała, że pilnie musi zadbać o własne bezpieczeństwo?
– Europa miała powody, żeby się obudzić po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Kiedy zobaczyliśmy stan naszych zapasów, naszych rezerw i naszego własnego potencjału militarnego, musieliśmy polegać na przywództwie i amerykańskich zasobach, ponieważ Europa ich po prostu nie ma.
I tak, wysłaliśmy znaczną część na Ukrainę, ale to nie wystarczy dla Ukrainy, to nie wystarczy dla obrony Europy. Dlatego nie mogę się zgodzić, że wybory w USA były powodem „przebudzenia”. Powodem tego jest Rosja.
A my wciąż nie robimy wystarczająco dużo. Jeśli chodzi o Litwę, to robimy jej bardzo dużo. Zwiększamy wydatki na obronę i od dziesięcioleci zobowiązaliśmy się wspierać Ukrainę. Nasi partnerzy w regionie robią to samo, ale nie wszyscy w Europie robią to samo. I nadal musimy dzwonić tym dzwonkiem i wylewać wiadra lodowatej wody na łóżka, na których ktoś spokojnie śpi. I oczywiście, aby to zrobić, musimy włączyć Amerykanów w powstrzymywanie Rosji i planowanie obronne obszaru euroatlantyckiego, bo to także ich terytorium.
– Czy uważasz, że jest możliwe ich przyciągnięcie?
„Nie widzę żadnych przesłanek, że nie będą zaangażowani, że nie są częścią sojuszu NATO, który opiera się na jednej zasadzie – ufać sobie nawzajem, że będziemy się wzajemnie chronić w przypadku wojny.
Tak, jesteśmy świadkami różnych procesów i rewizji stanowisk w Europie jako kontynencie. To naturalny proces i nie sądzę, żeby ich już z nami nie było. Naprawdę mam powody sądzić, że Stany Zjednoczone pozostaną częścią europejskiej architektury bezpieczeństwa, a także, że Ukraina również stanie się częścią tej architektury. Ponieważ nie widzę przyszłości bezpieczeństwa europejskiego bez Ukrainy. Dlatego w interesie narodowym Litwy leży, aby Ukraińcy byli bezpieczni, silni i byli członkami Unii Europejskiej.
– W jakim stopniu Europa jest w stanie w tej chwili zrekompensować Ukrainie ewentualne przerwy w dostawach pomocy wojskowej ze Stanów Zjednoczonych?
„Istnieją krytyczne dostawy, których nie mamy w zastępstwie, i wszyscy wiemy, jakie one są. Dlatego musimy kontynuować współpracę ze Stanami Zjednoczonymi. Inną rzeczą jest to, że potrzebujemy większej współpracy między UE a Ukrainą jako przyszłym członkiem UE w przemyśle obronnym. Litwa już inwestuje w ukraiński przemysł obronny i szukamy projektów współpracy między naszymi firmami. I wierzę, że będziemy silniejsi dzięki własnej produkcji i nie będzie luk między Ukrainą a Europą w tym, co produkujemy. To jest nasz cel.
Ambasador UE na Ukrainie Katarina Mathernova, wicepremier Olha Stefanishyna, Kestutis Budrys (zdjęcie: dzięki uprzejmości organizatorów)
– Financial Times niedawno opublikował artykuł, w którym stwierdzono, że jeśli na Ukrainie dojdzie do zawieszenia broni, zagrożenie ze strony Rosji dla krajów bałtyckich, w szczególności Litwy, wzrośnie, ponieważ Rosja będzie mogła przerzucić swoje wojska z Ukrainy bliżej waszych granic. Czy zgadza się Pan z tą opinią i jak ogólnie ocenia Pan ryzyko inwazji Rosji na kraje bałtyckie w niedalekiej przyszłości?
– Rosja od wielu lat stanowi bezpośrednie zagrożenie militarne dla krajów bałtyckich. Nie chodzi tu tylko o poziom zagrożenia, ale także o poziom naszej odporności i zdolności do odstraszania i obrony. Dlatego przy ocenie ryzyka bierzemy pod uwagę nie tylko samo zagrożenie.
Zagrożenie dzieli się na możliwości i intencje. I nie mam wątpliwości co do intencji Rosji. Pozostają. Chcą podbić sąsiednie kraje. I tak będzie dopóki Putin będzie u władzy. I jest kwestia możliwości. Teraz są na Ukrainie i w jej pobliżu. Oczywiście po pewnym czasie zostaną przeniesieni do baz, z których przybyli.
Kiedy więc policzymy możliwości, w przyszłości będą one dla nas coraz większe. Ale w planach Rosji i w naszym planowaniu obronnym widzimy, że jesteśmy ze sobą powiązani. Nie będzie więc tak, że jeden kraj stanie się celem ataku, a inne zostaną pominięte. Będziemy więc stanowić jedną długą linię frontu i musimy wszystko zaplanować, abyśmy mogli się bronić.
– Czy Ukrainie uda się ukończyć drogę do pełnego członkostwa w UE do 2030 r., czy może to nastąpić wcześniej?
– To jest termin ostateczny. Musimy ustalić ten termin i odliczać terminy wszystkich innych ważnych decyzji, które trzeba podjąć. Litwa inwestuje w ten wspaniały projekt, który uruchamiamy dzisiaj, swoją najlepszą wiedzę i doświadczenie zdobyte w procesie akcesji do UE. Wierzymy, że możecie to zrobić do 2030 roku. Dlatego jesteśmy tak zaangażowani w to, ponieważ inspirujecie nas swoim oddaniem i motywacją.