Anna Trincher nie ukrywa, że jej relacje z biologicznym ojcem już dawno się rozpadły. Uważa, że trudną sytuację można przypisać problemom w życiu osobistym, niskiej samoocenie oraz pragnieniu sukcesu i uznania. Artystka od 7 lat nie utrzymuje kontaktu z ojcem i przyznaje, że nie żywi wobec niego żadnych emocji.
Jak donosi Plitkar, powołując się na stronę internetową „lux.fm”, Anna w wywiadzie w ramach podcastu „I sorry” powiedziała, że od dzieciństwa musiała dostosowywać się do nastrojów rodziców. Ciągle czuła się winna, nie potrafiła chronić swoich granic i uważała, że nie jest wystarczająco wartościowa. Ojciec Trincher, jak powiedziała, był skupiony na swoim życiu i rzadko zwracał na nią uwagę. Do 12. roku życia cała rodzina mieszkała razem, ale po rozwodzie rodziców ich kontakt stopniowo osłabł.
Gwiazda przyznaje, że przez długi czas traktowała swoje osiągnięcia zawodowe jako sposób na udowodnienie ojcu, że jest godna jego miłości i uznania. Marzyła, że pewnego dnia on zrobi krok w jej stronę, ale gdy w końcu tak się stało, odmówiła tego dialogu:
„Po 7 latach całkowitego wyobcowania mój tata zadzwonił do mnie po raz pierwszy. Czekałam na ten moment tak długo, mając nadzieję, że pewnego dnia doceni moją wartość. Ale kiedy zobaczyłam jego telefon, po prostu się rozłączyłam. Nie mogłam odebrać telefonu. W środku nie mam nawet ochoty usłyszeć jego głosu. „Dla mnie jest obcy”.
Anna podkreśla, że nie potrzebuje już tego kontaktu. Przeszła długą podróż wewnętrznego uzdrowienia i nauczyła się żyć bez bólu związanego z przeszłością.