środa, 11 maj 2011 08:31

Immanuel Wallerstein: Bliski Wschód: sojusznicy w chaosie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

USflagglob


  prof. Immanuel Wallerstein

W ciągu ostatnich 50 lat polityka USA na Bliskim Wschodzie była budowana w oparciu o bardzo bliskie relacje z trzema państwami: Izraelem, Arabią Saudyjską i Pakistanem. W 2011 r. polityka ta stanęła w sprzeczności z interesami trzech, wyżej wymienionych, krajów i to w bardzo zasadniczych kwestiach.

Również takie państwa, jak Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Rosja, Chiny i Brazylia nie zgadzają się z amerykańską polityką w regionie bliskowschodnim. Wydaje się, że prawie nikt nie jest zwolennikiem przewodnictwa Stanów Zjednoczonych. Co chwilę można obserwować bolesną frustrację prezydenta, Departamentu Stanu, Pentagonu i CIA, którzy widzą, że sytuacja wymyka się im spod kontroli.

 

Przyczyna, dla której Stany Zjednoczone stworzyły tak bliski sojusz z Izraelem jest wciąż tematem wielu dyskusji. Klarownym jest jednak, że przez wiele lat stosunki te były zacieśniane i to na izraelskich warunkach. Izrael mógł liczyć na amerykańską pomoc finansową i wojskową pomoc, a także na ochronę przed zgłoszeniem veta na Radzie Bezpieczeństwa ONZ.

Ostatnie wydarzenia spowodowały przesunięcie się w prawo poparcia zarówno u polityków izraelskich, jak i amerykańskich. Izrael trzyma się dwóch kwestii: wiecznego opóźniania poważnych negocjacji z Palestyną oraz nadziei, że ktoś zbombarduje Irańczyków. Polityka Obamy zmierzała bardziej w kierunku tego drugiego punktu – na tyle, na ile polityka wewnętrzna na to pozwalała amerykańskiemu prezydentowi. Napięcia na tej linii są nader wysokie, zaś Netanjahu modli się, jeśli w ogóle to robi, o zwycięstwo prezydenckie Republikanów w 2012 r. Szczyt kryzysu może jednak nastąpić zanim Zgromadzenie Ogólne ONZ przegłosuje uznanie Palestyny za państwo członkowskie. Wówczas Stany Zjednoczone, próbując walczyć z tym procesem, znajdą się na przegranej pozycji.

Odkąd prezydent Franklin Roosevelt spotkał się z królem Abdulem Azizem w 1943 r., Arabia Saudyjska znajdowała się w uprzywilejowanych relacjach z USA Obaj politycy byli zdolni do kontrolowania polityki w sprawie ropy naftowej w wymiarze światowym. Razem współpracowali w kwestiach militarnych, a Stany Zjednoczone liczyły trzymanie w ryzach przez Saudyjczyków pozostałych reżimów arabskich. Dzisiaj jednak saudyjski reżim poczuł się nader zagrożony ze strony drugiej arabskiej rewolucji. [Rijad] czuje się również bardzo zaniepokojony gotowością Stanów Zjednoczonych do nałożenia sankcji i poparcia detronizacji Mubaraka przez jego wojskowych, tak samo jak i amerykańską krytyką, aczkolwiek łagodną, saudyjskiej interwencji w Bahrajnie. Obecnie, priorytety obydwu są zupełnie odmienne.

Podczas Zimnej Wojny, kiedy Stany Zjednoczone dostrzegły zbyt bliskie relacje między Indiami,  Związkiem Radzieckim i Chinami (niezależnie od panujących tam systemów), udzieliły wsparcia Pakistanowi. Obie strony współpracowały, pomagając Mudżahedinom w Afganistanie, zmuszając wojska radzieckie do wycofania się. Obie strony prawdopodobnie również współpracowały nad powstrzymaniem rozwoju Al-Kaidy. Od tamtego czasu dwie kwestie uległy zmianie. Po Zimnej Wojnie Stany Zjednoczone znacznie ociepliły stosunki z Indiami, co doprowadziło nieraz Pakistan do frustracji. Ponadto Pakistan i Stany Zjednoczone znacznie różnią się w koncepcjach, w jaki sposób radzić sobie z coraz większą siłą zarówno Al-Kaidy, jak i Talibów w Pakistanie i w Afganistanie.

Jednym z głównych celów amerykańskiej polityki zagranicznej po upadku Związku Radzieckiego było powstrzymanie rozwoju autonomicznych polityk w państwach Europy Zachodniej. Jednak dzisiaj trzy największe kraje – Wielka Brytania, Francja i Niemcy – są w stanie takie polityki prowadzić. Ani twarda linia Georga Busha, ani miękka dyplomacja Baracka Obamy nie zmieniła tej sytuacji. Obecne warunki, w których Francja i Wielka Brytania proszą Stany Zjednoczone o podjęcia bardziej aktywnej walki z Kaddafim, zaś Niemcy zajmują odwrotne stanowisko, są mniej istotne od kwestii, w której wszystkie trzy wymienione państwa europejskie mówią o swoich oczekiwaniach bardzo głośno i wyraźnie.
Rosja, Chiny i Brazylia, w kwestii relacji z USA, grają bardzo ostrożnie swoimi kartami. Cała trójka była przeciwna wszystkiemu, co Ameryka ostatnio zdziałała. Nie są one jednak w stanie w pełni zablokować Stanów Zjednoczonych (np. za pomocą weta w Radzie Bezpieczeństwa), ponieważ USA nadal mają pazury, których mogą z powodzeniem użyć. Jednak z pewnością nie współpracują ze sobą. Emanacją tej sytuacji było fiasko ostatniej podróży Obamy do Brazylii, której celem było wypracowanie nowego podejścia do prezydent Dilmy Rousseff. To się nie udało, co pokazuje, jak małą siłę przebicia posiadają obecnie Stany Zjednoczone.

Wreszcie zmianie uległa polityka wewnętrzna USA. Ponadpartyjna polityka zagraniczna odeszła w  historyczną pamięć. Obecnie, kiedy Stany Zjednoczone zdecydowały się pójść na wojnę w Libii, badania opinii publicznej wskazały tylko około 50% wsparcie społeczne dla tej decyzji. Politycy obu stron atakują Obamę za to, że jest zbyt jastrzębi, lub zbyt gołębi. Wszyscy czekają tylko na hasło, aby rzucić się na niego. Jedyną rzeczą, którą można zrobić w tej sytuacji, to zmusić prezydenta do zwiększenia zaangażowania USA w każdym miejscu i tym samym doprowadzić do jednoczesnego zaostrzenia reakcji pośród wszystkich sojuszników.

Madeleine Albright nazwała Stany Zjednoczone "niezbędnym narodem”. USA są nadal gigantem na scenie międzynarodowej. Ale to jest niezdarny gigant, niepewny kierunku i drogi, którą podąża. Miarą upadku USA jest w pewnym stopniu gotowość jego dawnych najbliższych sojuszników zarówno do przeciwstawienia się temu państwu, jak i do wyrażenia tego faktu publicznie. Kolejną miarą upadku USA jest w pewnym stopniu brak odwagi do publicznego przyznania się iż, to, co robią i twierdzą, znajduje się tak naprawdę pod kontrolą. Stany Zjednoczone rzeczywiście musiały wydać bardzo dużą sumę pieniędzy, aby zapewnić uwolnienie z więzienia w Pakistanie agenta CIA.

Skutki tego wszystkiego? Rozszerzenie się globalnej anarchii. Kto skorzysta na tym wszystkim? To pytanie na chwilę obecną pozostaje otwarte.

© Immanuel Wallerstein/Agence Global, tłum. Robert Kobryński

fot.sxc.hu/Svilen Milev

Materiał został przygotowany w ramach programu analitycznego ECAG – Libia 2011.

Czytany 18562 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04