wtorek, 20 maj 2014 09:29

Andrzej Dołęga: Wybory w warunkach upadłości

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

ukr_flag_upad  Andrzej Dołęga

Potrzeba legitymizacji władzy uzyskanej w wyniku przewrotu wynika z konieczności uzasadnienia przed światem zewnętrznym mandatu do reprezentowania państwa w stosunkach i negocjacjach na arenie międzynarodowej. Poza tym celem, istotne jest również dostosowanie wizerunkowe do obowiązujących kanonów globalnej poprawności politycznej: legitymacji wyborczej, która przybrała znamiona normy uniwersalnej. Stąd dążenie do przeprowadzenia wyborów sankcjonujących rezultaty przewrotu stanowi naturalny odruch de facto władz każdego państwa. Nie inaczej jest w przypadku Ukrainy.

Kontekst międzynarodowy

Podjęcie próby legitymizacji przewrotu dokonanego 23 lutego br. ma wyraźny kontekst geopolitycznej rozgrywki. Można z dużą dozą prawdopodobieństwa, a wręcz pewności założyć, że większość państw tzw. Zachodu uzna wyniki wyborów a priori, bez specjalnego zwracania uwagi na tzw. standardy demokratyczne obowiązujące w przypadku wyborów przeprowadzanych w sytuacjach zwyczajnych oraz na terytorium państw wrogich bądź nawet neutralnych. Można też założyć, że takiej optyce i próbie zastosowania podwójnych standardów przeciwstawi się Federacja Rosyjska, gdyż – jak zauważył już w lutym prof. Aleksander Dugin„najważniejsze jest, by uznawać wydarzenia w Kijowie za antykonstytucyjny przewrót oraz odmówić uznania legalności i legitymizacji puczystów. Oznacza to jednocześnie odmówienie Ukrainie w jej obecnym stanie politycznym prawa do suwerenności, podobnie jak Gruzji odmówiono prawa do suwerenności nad Cchinwali i Suchumi”. Podobny pogląd podzielany był, według badań przeprowadzonych przez Rosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej pod koniec marca, przez 68% ankietowanych Rosjan. 4 marca także prezydent Władimir Putin oświadczył, że Rosja nie może uznać wyborów, które przeprowadzone zostaną w atmosferze chaosu i terroru, zaś ich ewentualne przeprowadzenie powinno zostać poprzedzone przyjęciem w ogólnonarodowym referendum konstytucji pozwalającej  na zachowanie jedności państwa ukraińskiego. „Według konstytucji Ukrainy, niemożliwe jest przeprowadzenie nowych wyborów w okresie urzędowania obecnego prezydenta Janukowycza. Jeśli wybory miałyby być legalne, należałoby najpierw dokonać zmian konstytucji, biorąc pod uwagę federalizację” – mówił już w kwietniu prezydent Rosji. Na początku maja, w wyniku przeprowadzonych z przewodniczącym pracom Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) prezydentem Konfederacji Szwajcarskiej Didierem Burkhalterem, władze rosyjskie złagodziły stanowisko, uznając, iż rozważenie uznania wyborów jest możliwe pod warunkiem, że władze w Kijowie powstrzymają operację zbrojną prowadzoną przez nie na południowym wschodzie kraju. Jak wiemy, ten warunek Moskwy, wynikający również z porozumień genewskich zakładających rozbrojenie wszystkich stron toczącego się konfliktu, nie został spełniony.

Instrumentem legitymizacji wyborów przez struktury związane z państwami wspierającymi nowe władze Ukrainy będą z pewnością obserwatorzy zagraniczni, w tym 1054 przedstawicieli Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE (struktury o szczególnym statusie, znajdującej się de facto pod kontrolą Stanów Zjednoczonych), 236 – Światowego Kongresu Ukraińców (emigrantów z Ukrainy, przede wszystkim obywateli USA i Kanady, reprezentujących przeważnie nurty nacjonalistyczne), 222 – Ukraińskiego Kongresowego Komitetu Ameryki (diaspory z USA), a także fundacji takich, jak Narodowy Instytut Republikański, związanych z określonymi siłami politycznymi dominującymi w Waszyngtonie. Zastępca sekretarza stanu Victoria Nuland otwarcie zapowiedziała, że Biały Dom zamierza sfinansować pobyt na Ukrainie i działalność 225 obserwatorów długoterminowych i ponad 3300 obserwatorów krótkoterminowych, co – jak nietrudno się domyśleć – wiąże się z określonymi wobec nich oczekiwaniami, zgodnymi z linią polityki zagranicznej USA. Podobnych instrumentów pozbawiona jest Federacja Rosyjska, której obywatele płci męskiej w wieku od 16 do 60 roku życia objęci są zakazem wjazdu na terytorium Ukrainy. Nie zostali ponadto zarejestrowani obserwatorzy z państw członkowskich Wspólnoty Niepodległych Państw, do której Ukraina nadal zresztą należy.

Kontekst prawno-ustrojowy

Lutowe wydarzenia w Kijowie mogą być z punktu widzenia obowiązującego wówczas na Ukrainie prawa określone wyłącznie jako zamach stanu. W wyniku braku konsekwencji legislacyjnej i niedbałości prawnej urzędującym de iure prezydentem państwa ukraińskiego jest nadal Wiktor Janukowycz. Zgodnie bowiem z obowiązującą konstytucją, usunięcie głowy państwa z urzędu możliwe jest wyłącznie w przypadku jego pisemnej rezygnacji, stanu zdrowia uniemożliwiającego pełnienie obowiązków, śmierci lub zakończenia procedury impeachmentu. Żadna z powyższych okoliczności nie miała miejsca, choć zdominowana przez opozycję wobec W. Janukowycza Rada Najwyższa miała możliwość wszczęcia ostatniego ze wspomnianych trybów. Parlamentarna większość posłużyła się wszakże innym argumentem, twierdząc, iż W. Janukowycz „w sposób niekonstytucyjny odsunął się od swoich obowiązków konstytucyjnych”. Jest to sformułowanie nie posiadające żadnego wsparcia w zapisach ustawy zasadniczej, co tym samym czyni punkt widzenia o zamachu stanu w pełni uprawnionym. Postanowienie Rady Najwyższej o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów głowy państwa w dniu 25 maja 2014 roku ma w świetle powyższego niezgodny z konstytucją charakter, co czyni same wybory wyjątkowo trudnymi do legitymizacji.

Dodatkowym problemem mogą już wkrótce stać się zmiany ukraińskiej konstytucji. Okazuje się bowiem, że Ukraińcy głosować będą 25 maja na prezydenta, którego prerogatywy mogą już wkrótce zostać dramatycznie ograniczone na rzecz wzmocnienia systemu parlamentarno-gabinetowego. Kierunek reformy konstytucyjnej będzie, jak łatwo przewidzieć, zależał od rezultatu wyborów. Brak reformy konstytucyjnej prowadzi jednak w sposób ewidentny do sytuacji, w której obywatele wybierają głowę państwa, nie będąc w stanie zweryfikować jego kampanijnych obietnic z uwagi na możliwą zmianę ustroju.

Kontekst polityczny

W warunkach panującego po przewrocie chaosu, a właściwie upadku struktur państwa, faktycznie niemożliwe stało się prowadzenie kampanii wyborczej przez wielu kandydatów niepodzielających zasadniczych przekonań obozu autorów puczu. 14 kwietnia niezależny kandydat Oleg Cariew został napadnięty i pobity przed budynkiem kanału telewizyjnego ICTV w Kijowie. Napadnięto również na innego kandydata, byłego gubernatora obwodu charkowskiego Michaiła Dobkina, zaś współpracujący z nim mer Charkowa Giennadij Kernes został ciężko ranny w wyniku przeprowadzonego na niego zamachu.

Okoliczności kampanii wyborczej sprawiły, że trzech z zarejestrowanych kandydatów zabiegających o głosy południowego wschodu kraju postanowiło złożyć rezygnację z udziału wyborach. 2 maja uczynił to O. Cariew. „Zrezygnowałem w momencie, gdy wojsko prowadzi operację zbrojną przeciwko własnemu narodowi. Nie sposób przeprowadzać wyborów, gdy każdego dnia zabijani są ludzie, codziennie giną ich dziesiątki. (...) To wybory, w których nie ma wyboru. To wybory, w których jedni kandydaci mogą prowadzić kampanię tylko na zachodniej Ukrainie, a inni tylko na wschodniej. Jakikolwiek prezydent, który zostanie w nich wybrany, będzie zawsze tylko półprezydentem, prezydentem połowy Ukrainy” – stwierdził nieco później. Tego samego dnia z kandydowania zrezygnowała była minister polityki społecznej i liderka partii „Naprzód Ukraina!” Natalia Korolewskaja. 16 maja z udział w kampanii przerwał lider Komunistycznej Partii Ukrainy, jeden z weteranów ukraińskiej sceny politycznej Petro Simonenko, który oznajmił, iż proces wyborczy nie może odbyć się bez zakłóceń w sytuacji, kiedy „oligarchowie tworzą nie tylko swoje grupy bandyckie, ale również formacje zbrojne”. Wcześniej przywódca ukraińskich komunistów został pobity w sali obrad Rady Najwyższej przez parlamentarzystów nacjonalistycznej „Swobody”.

Wszystko wskazuje na to, że w sposób rażący naruszona zostanie ponadto zasada powszechności wyborów. 19 maja w imieniu władz Donieckiej Republiki Ludowej o nieuznaniu wyborów oznajmił tamtejszy „ludowy gubernator” Paweł Gubariew. Podobne deklaracje złożyli przedstawiciele Ługańskiej Republiki Ludowej. Oznacza to, iż w co najmniej dwóch obwodach Ukrainy (w pierwszym i piątym pod względem liczby ludności), zamieszkiwanych przez ponad 6,5 mln obywateli wybory prezydenckie nie odbędą się wcale, bądź będą miały miejsce wyłącznie w niektórych obwodach do głosowania. Trudno dziś powiedzieć, na ile obszar obydwu obwodów będzie w dniu głosowania kontrolowany przez władze proklamowanych niedawno republik, można się jednak pokusić o prognozę, iż znaczne ich tereny, w tym duże miasta, będą w dniu wyborów wyłączone spod jurysdykcji Kijowa. Wybory, rzecz jasna, nie odbędą się również na Krymie, który Ukraina nadal uważa za cześć swojego terytorium. Wszystko to wpłynie znacznie na frekwencję wyborczą, a zatem też na poziom legitymizacji wybranego polityka.

Mając świadomość powyższych sprzeczności i problemów, eksperci Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych postanowili, mimo wszystko, na Ukrainę pojechać, by opowiedzieć choćby znikomej części Polaków na pytania o sytuację za naszą wschodnią granicą.

Fot. newallpaper.com

Czytany 27377 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04
Więcej w tej kategorii: Wybory »