piątek, 28 październik 2011 08:55

Świat się radykalizuje

Oceń ten artykuł
(1 głos)

powrot_boga


  Bartosz Mroczkowski

Recenzja: John Micklethwait i Adrian Wooldridge,  Powrót Boga. Jak globalne ożywienie wiary zmienia świat, Wydawnictwo Zyska i spółka, Warszawa 2011, 466 ss.

Pieniądze, władza i wiara! To zarazem najciekawsze i najbardziej niebezpieczne połączenie w XXI wieku. Religia w dzisiejszych czasach to z pewnością państwo w państwie, rządząca się swoimi własnymi prawami. Kiedy jednak łączy się z rzeczywistym sprawowaniem władzy, wpływa na realizowanie polityki tak wewnętrznej, jak i zagranicznej, popadając ze skrajności w skrajność (w najgorszym wypadku w ekstremizm religijny). Autorzy książki Powrót Boga. Jak globalne ożywienie wiary zmienia świat  Johna Micklethwaita i Adriana Wooldridge, udowadniają, że sekularyzm i idea świeckiego państwa zanika, a Bóg wcale nie umiera – przeciwnie powraca i to najczęściej z jego radykalną odsłoną, ale też z amerykańskim uniwersalizmem.

Religia, bez względu na rodzaj wiary, przybiera na świecie różne formy i próbuje przystosować się do nowoczesności. W Chinach powstają tzw. kościoły domowe, w którym prominenci szukają sensu bytu i dzielą się swoimi filozoficznymi przemyśleniami. Europa się laicyzuje. Bliski Wschód staje się coraz bardziej radykalny, a zachodnia hemisfera dzieli się na północną - zdolną do logicznego łączenia religii i sprawowania władzy, oraz południową, w której wiara przyjmuje nieco prymitywniejszą formę, łączą w sobie nieraz  elementy od wierzeń ludowych po egzorcyzmy.

Początek książki to niejako vademecum filozoficzne - czym religia jest, kto w nią wierzy i dlaczego. Autorzy przytaczają sporą ilość cytatów intelektualistów i filozofów, nawet sprzed kilku wieków, co też nadaje ton całej lekturze. Motywem przewodnim jest problematyka sekularyzmu i nowoczesności w świecie, który w rzeczywistości po II wojnie światowej przeżywał religijny „boom”, przechodząc potem przez lata 60` i 70`, w których rodziła się radykalna myśl lewicowa z ideą oddzielenia państwa od kościoła. Doskonałym przykładem był prezydent John F. Kennedy, który, pomimo swojej katolickiej wiary, usilnie starał się być prezydentem bardzo indywidualnym – niezależnym od środowiska kościelnego. Później amerykańscy prezydenci podkreślali i bardzo utożsamiali się ze swoim wyznaniem - w szczególności Ronald Reagan, który we własnych przemówieniach często cytował Biblię, a dodatkowo, w czasach Zimnej Wojny – wrogów Ameryki oficjalnie porównywał do piekła – Związek Radziecki i „imperium zła”.

John Micklethwait i Adrian Wooldridge ciekawie opisują różnice między amerykańską „uniwersalną” religijnością, a europejskim laicyzmem. Ocena jest gorzka, ponieważ w USA katolicyzm i ogólnie chrześcijaństwo nigdy nie było religią narzuconą (poza nawracaniem rodowitych Indian), a wiarą z wyboru kolonii, których mieszkańcy przybyli z chrześcijańskiej Europy. W takim rozumieniu religia przeżywała swoistą ewolucje z dekady na dekadę, stając się nieodłączną częścią pojęcia nowoczesności. Zatem słowa każdego amerykańskiego prezydenta „God bless America” to nie objaw radykalizmu, ale otwartości religii na „nowe”, demokratyczne i rozwinięte technologicznie i gospodarczo państwo.

Kolejnym interesującym aspektem pozycji jest odnotowanie faktu powrotu religii do korporacji. Istnieją firmy, które nie dość, że w swoich budynkach udostępniają świątynie, to jeszcze zatrudniają pastorów. Natomiast w europejskiej filozofii przez termin nowoczesność rozumie się sekularyzację, czyli oddzielenie państwa od Kościoła. Często kończy się to manifestami, a niedawnym przykładem może być Polska i „paradoks krzyża” pod pałacem prezydenckim. A więc transformacja rozumowania religii, jako wolnego wyboru, jest fenomenem w świecie, rządzącym się prawami nauki. Ludzie z o wiele bardziej dogłębną wiedzą, niż nasi przodkowie, dalej odczuwają potrzebę wiary. Różnica polega na tym, że w USA największy odsetek chrześcijan to południowoamerykańscy imigranci. Analogicznie sytuacja wygląda w Wielkiej Brytanii z wyznawcami islamu.

W świecie opanowanym przez ideologię globalizmu, religię bardzo często sprowadza się do poziomu produktu na sprzedaż. Dla zbierania „wiernych” przez ubiegły wiek wykorzystywano różne sposoby, a więc stosowano marketing „społeczny”. Wykorzystywano kaznodziei, którzy swoimi kazaniami podróżowali po całym kraju. Gdy technika rozwinęła się, przerabiano samochody na minikaplice, z rozkładanymi konfesjonałami, zaś w niektórych modelach pojawiły się nawet organy kościelne.

Recenzowany tytuł porusza temat religii, nie tylko chrześcijańskiej, na każdym kontynencie. Ukazuje jej rozwój i problematykę, włącznie z ekstremizmem al-Kaidy. Książka podaje również przykłady decyzji, dyktowanych przekonaniami religijnymi, podejmowanych przez głowy państw, a także ich kontakty z przedstawicielami innych wyznań. Dobitnie wskazuje również w jaki sposób wiara potrafi być wykorzystywana dla celów politycznych i materialnych. Pozycja obfituje w przypisy i odwołania. Niestety wielość ukazujących się cytatów i nazwisk ich autorów niekiedy utrudnia swobodne czytanie tekstu.

Powrót Boga. Jak globalne ożywienie wiary zmienia świat to druga strona medalu. Zupełnie inne spojrzenie na temat religii. Z pewnością nie jest to książka, która neguje albo opowiada się za wiarą. Raczej pokazuje skrajne różnice występujące na kontynentach oraz wielkie znaczenie religii w stosunkach międzynarodowych. Wbrew filozofom, takim jak Nietzsche, Bóg nie umiera bez względu na to czy jest to Tora, Koran czy Biblia. Wiara jest powszechnie obecna i rozrasta się w niebywałym tempie. Powody są różne. Zainteresowanie, według autorów, nie zależy już od stanu majątku, ale od wewnętrznej potrzeby jej wyrażania. Ma ona tylko bardziej radykalne odbicie w strefach konfliktów zbrojnych oraz problematyce migracyjnej, których to tematów pośrednio, czy bezpośrednio dotyczy.

W pozycji niestety zabrakło opisów konfliktów zbrojnych, stricte opartych o różnice na tle religijnym, które są powszechnie obecne chociażby w Afryce. Jest to „smaczek”, który autorzy (ateista i katolik) najwyraźniej chcieli pominąć i zrealizować temat z czystym naukowym podejściem. To im rzeczywiście się udało. Braki jednak zastępują ciekawostki ze świata korporacji i ich polityk, wykorzystujących różne religie dla własnych, partykularnych celów.

Książka Johna Micklethwaita i Adriana Wooldridge’a niewątpliwie jest podstawą, w rozumowaniu tej ponad fizycznej strefy stosunków międzynarodowych. Autorzy zaskakująco trafnie udowadniają, że pomimo rosnącego ateizmu, równolegle rozwija się religia. Tym samym „końca Boga” w państwie nowoczesnym nie widać. Przeciwnie! Więcej wolności i swobody powoduje poszukiwanie przez człowieka sensu i wiary.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej Wydawnictwa.

Czytany 4930 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04