czwartek, 12 lipiec 2012 08:46

Robert Potocki: Polityczne myślenie o Europie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Cichocki_jednosc


  dr Robert Potocki

Recenzja: Marek Cichocki, Problem politycznej jedności w Europie, Wydawnictwo: Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2012, 178 ss.

Wielka Recesja 2008 roku uzmysłowiła Unii Europejskiej, iż kryzys, którą ją dotknął w następstwie załamania się rynków finansowych, ma nie tyle charakter koniunkturalny, co systemowy. Podstawowy problem jaki się z tym zjawiskiem wiąże, dotyczy dwóch (re)definicji podstawowych paradygmatów. Po pierwsze – pojawia się tu wątpliwość dotycząca podmiotowości integracji europejskiej, gdyż praktyka pokazała, iż wszystkie dotychczasowe koncepcje zjednoczeniowe okazały się nieprzystawające do określonej rzeczywistości geokulturowej. A po drugie – należy powrócić do pytania o fundamenty cywilizacji europejskiej, w sytuacji kiedy postmodernizm w gruncie rzeczy zdyskredytował klasyczny system aksjologiczny [1].

Współczesna Unia Europejska w swojej pragmatyce politycznej zanegowała w praktyce całą dotychczasową tradycję etyczną, estetyczną i filozoficzną, a zamian zaproponowała „kulturę symulakr” opartą o agnostycyzm poznawczy. W konsekwencji otrzymaliśmy też „produkt” w postaci Unii Europejskiej, który nie niesie sam w sobie żadnych realnych treści. Mało tego, w kontekście zapaści finansowej okazało się, iż dotychczasowa formuła integracji w zasadzie już się wyczerpała, i aby nabrała ona „nowego wigoru” potrzebny jest pewien nowy impuls. Tym ważniejszy, gdyż z perspektywy polityki globalnej uwikłana w spory wewnętrzne Europa ulega coraz większej marginalizacji, w stosunku do takich potęg, jak USA, ChRL czy Indie. Unia Europejska, jeśli pragnie nadal zachować status mocarstwa światowego – chociażby jako civilian power – musi także wypracować nową formułę integracyjną. Wynika to chociażby z prostej kalkulacji potencjałów, gdyż każde państwo europejskie z osobna a nawet ich koalicja nie jest w stanie na dłuższą metę rywalizować w skali planetarnej z mocarstwami kontynentalnymi. Takiej konkurencji może sprostać jedynie Unia Europejska (nawet w granicach z 2012 roku), która postrzegana jako jednorodny „ośrodek siły” posiada zasoby i możliwości teoretycznie porównywalne z potencjałem Stanów Zjednoczonych. W praktyce przez Europą pojawia się alternatywa: albo marginalizacja „Europy helleńskiej” albo też status mocarstwa globalnego nr 2, jeśli wykaże ona zdolność do przekształcenia się do „ośrodek siły” posiadający określoną „zdolność decyzyjną”. Jednym słowem UE potrzebna jest nowa formuła polityczna, która będzie się przede wszystkim odwoływała określonych korzeni kulturowych i systemu aksjologicznego.

Dlatego też, z tym większą uwagą, należy zwrócić uwagę na nową książkę Marka Aleksandra Cichockiego poświęconej właśnie tej tematyce. Czytelnikowi zajmującemu się filozofią polityczną, czy też historiozofią, autora nie trzeba już przedstawiać, zwłaszcza, że wcześniejsze jego pozycje, takie chociażby jak: Porwanie Europy (Warszawa 2004), Władza i pamięć (Warszawa 2006) przeszły już do kanonu współczesnej polskiej myśli politycznej. Recenzowana praca jest jednak pozycją nietypową, gdyż nie zawiera w sobie klasycznego wstępu, ani też podsumowania. W zamian za to otrzymujemy w zasadzie sześć esejów – które można czytać zarówno z osobna, jak i jako zamkniętą całość – poświęconych różnego rodzaju projektom politycznej integracji Europy na przestrzeni dziejów. Rozdział I Rzut oka na problematykę stanowi swego rodzaju wprowadzenie w historyczne formy kształtowania się jedności europejskiej: eksperymenty panhellenistyczne, interpretacje (neo)średniowieczne rzymskiej idei imperium, koncepcje prawa publicznego i wielkiej przestrzeni oraz konstytucjonalizacji Unii Europejskiej. Rozdział II Poszukiwanie wspólnoty losu pokazuje, iż współczesny projekt integracji europejskiej odwołuje się w uproszczeniu zasadniczo do trzech modeli historycznych: „suwerenności (post)westfalskiej”, dorobku oświecenia (szczególnie tego w wydaniu francuskim) oraz spuściźnie II wojny światowej. Z kolei rozdział III Proto-Europa: federalistyczne eksperymenty starożytnych unaocznia nam, iż już starożytni Grecy wypracowali nie tylko ideę polis, którą można określić jako namiastkę nowoczesnego państwa narodowego, lecz także kilka formuł integracji ponadpaństwowej, które mogą stać się podstawą współczesnej refleksji metodologicznej, czy też instytucjonalnej. Natomiast rozdział IV Imperium, czyli integracja przez uniwersalizację zawiera w sobie nie tylko krytykę modelu rzymskiego, czy jego średniowiecznego odpowiednika, lecz także refleksję nad redefinicją tego pojęcia, które urasta obecnie do miana nowego paradygmatu integracyjnego Unii Europejskiej, jako swoistej alternatywy wobec wcześniej już istniejących. W tym kontekście warto zwrócić uwagę na część V Podmiotowość i granice integracji, która skupia się na pojęciu suwerenności i ewolucji historycznej tego pojęcia. Całość podsumowania stanowi rozdział VI Czas wielkich obszarów, który wskazuje na geozoficzne podstawy Unii Europejskiej.

Zamiarem recenzenta nie jest bynajmniej prezentacja wszystkich tez przedstawionych przez autora, niemniej pragnie się on odnieść do kilku wątków tematycznych eksponowanych w rozprawie. Przede wszystkim trzeba zauważyć, iż z perspektywy historiograficznej proces budowy politycznej jedności Europy przebiegał według Marka Cichockiego przez kolejne etapy polis, republiki, monarchii, imperium, państwo narodowe, wreszcie postnowoczesnego neoimperium (choć nie używa on tegoż pojęcia). Niemniej od razu widać pewną specyfikę dziejów Europy – otóż obserwując rozwój tej cywilizacji od razu widać, iż kluczem do politycznych dziejów Starego Kontynentu jest wzajemnie przenikający się proces dziejowy integracji i dezintegracji zarazem, który nakłada się na warstwę geograficzną i kulturową, zmienną w czasie i przestrzeni. Filozof ten przede wszystkim zwraca jednak uwagę, iż co prawda proces powstawania Wspólnot Europejskich, a następnie Unii Europejskiej nadał procesowi integracji europejskiej niesłychaną dynamikę. Przede wszystkim należy zauważyć dość banalną rzecz, z której doprawdy rzadko zdajemy sobie sprawę: fenomen integracji Europy po II wojnie światowej wynika przede wszystkim z faktu, iż po raz pierwszy w historii mamy do czynienia z procesem, który nie odwołuje się do czynnika hegemonicznego wspartego hard power. Autor ten wskazuje, iż współczesny apaństwowy model konstytucyjno-polityczny UE opiera się na trzech wyznacznikach: krytycznym podejściu do „suwerenności westfalskiej”, dziedzictwie oświecenia oraz spuściźnie II wojny światowej. Przeprowadza on krytyczną analizę tego rodzaju redukcjonizmu. Warto jednak zwrócić uwagę na następujące fakty.

Po pierwsze, z historycznego punktu widzenia państwo narodowe jest swego rodzaju fenomenem kulturowym, który usiłuje się zanegować usiłując budować Unię Europejską, w konsekwencji czego obserwujemy zderzenie dwu tożsamości: narodowo-państwowej oraz europejskiej. Stąd też stale obecny jest tu spór filozoficzno-normatywny między „separatystami” a „integrystami”, choć tożsamość narodowa może – zdaniem recenzenta – współistnieć z tożsamością europejską, gdyż chodzi tu o dwa zupełnie różne punkty odniesienia. Ten pierwszy może z powodzeniem stanowić uzupełnienie drugiego, wszakże pod warunkiem wypracowania określonych ram kulturowo-społecznych.

Po drugie – M. Cichocki słusznie zauważa, iż pojęcie Oświecenia jest zróżnicowane i minimalistyczne podejście ograniczające się do dziedzictwa francuskiego jest drogą do nikąd. Problem nie tkwi jednak wyłącznie w stosunku do religii, lecz także do spuścizny rewolucji z lat 1789-1799. „Postępowa” interpretacja tych wydarzeń odwołuje się do idealizmu politycznego, przy równoczesnym okazywaniu „pomroczności jasnej” w stosunku do faktu, iż znalazły się w niej wątki dokładnie odwrotne. I można się w jej pragmatyce dopatrzeć wydarzeń, których zwieńczeniem był totalitaryzm i eksterminacja narodów [2]. Tu pojawia się jednak dodatkowy paradoks. Otóż zdaniem recenzenta, jeśli korzeni współczesnej Unii Europejskiej upatrujemy w dziedzictwie karolińskim, względnie ottoniańskim, to nie sposób tu pominąć idei Christianitas, jako pojęcia kluczowego i podstawowego dla zrozumienia tegoż fenomenu. Jeśli poszukujemy obecnie formuły integracyjnej, to nie sposób pominąć faktu, iż właśnie w okresie średniowiecza Europa miała daleko bardziej zaawansowaną formułę uniwersalną, niż ma to nawet miejsce współcześnie. Spoiwem było oczywiście chrześcijaństwo, jednakże – pomijając wątek eklezjalny – był to równocześnie określony model kulturowo-państwowy, gdzie wątki uniwersalne były uzupełniane i ubogacene przez partykularyzmy. I to przenikanie odbywało się w obie strony. Także ówczesny model Świętego Cesarstwa Rzymskiego z powodzeniem spełniał warunki Rzeszy Europejskiej, gdyż odwoływał się do wspólnych zasad cywilizacyjnych. Paradoks dziejowy polega na tym, że relatywizacja i partykularyzm religijny, powstanie autarkicznej gospodarki kapitalistycznej oraz negowanie pozycji cesarstwa i papiestwa doprowadziło z czasem do upadku poczucia wspólnotowości. Jednakże wydaje się, że współcześnie historia zatoczyła ponownie koło, może zamiast szukać „nowych formuł integracyjnych” może należałoby przywołać te z przeszłości. Marek Cichocki nie bez racji pisze tu o sieciowym neomediewaliźmie sieciowym, jako nowym paradygmacie europejskim. Także mówiąc o reformie instytucjonalno-normatywnej Unii Europejskiej warto może zastanowić się nad formułami republiki rzymskiej, czy też Świętego Cesarstwa Rzymskiego. To co było dla modernistów anachronizmem, dziś okazuje się modelem idealnym.

Po trzecie wreszcie – Unia Europejska odwołuje się do spuścizny II wojny światowej. Chętnie w tym kontekście zwraca się uwagę na dziedzictwo nazimu ze swymi praktykami eksterminacyjnymi (szczególnie holokaustu) oraz proces pojednania francusko-niemieckiego, jako wyraz przezwyciężenia rezultatów tej hekatomby. I ponownie jest to wersja uproszczona, gdyż w podtekście pomija się milczeniem fakt degrengolady w zasadzie mocarstw europejskich. Z perspektywy geopolityki globalnej II wojna światowa była w zasadzie ostatnią konfrontacją Europejczyków, w rezultacie której wszystkie państwa Starego Kontynentu przegrały swój stan posiadania i status, zaś jego obszar został podzielony na strefy wpływów supermocarstw wywodzących się z tego samego kręgu kulturowego. W rezultacie proces integracji europejskiej możemy postrzegać jako swojego rodzaju reakcję na te fakty. Tu warto jednak odnotować jeszcze kilka niepożądanych efektów ubocznych. Przede wszystkim trzeba jasno przyznać, iż proces pojednania niemiecko-francuskiego w okresie Zimnej Wojny wynikał także z dwóch przemilczanych okoliczności: poczucia zagrożenia ze strony eurazjatyckiego komunizmu, z którego dziedzictwem Europa nie może się uporać, jak to miało miejsce z nazimem oraz faktu zaistnienia „euratlantyckiego żandarma”, który z gorliwością pilnował, aby Europejczycy ponownie nie „skoczyli sobie do gardeł”. Warto w tym kontekście podjąć temat badawczy o roli USA w procesie integracji europejskiej.

Marek Cichocki ma bez wątpienia rację pisząc, iż II wojna światowa stanowi punkt zwrotny w politycznym myśleniu o Europie. Tu warto także uwypuklić jego wysiłki intelektualne zmierzające do dowartościowania koncepcji Paneuropy. Autor ten jednak zwraca uwagę jeszcze na jedną bardzo ważną okoliczność. Współcześnie chętnie odwołujemy się do liberalnych koncepcji integracyjnych, milczymy w przypadku zaistnienia analogii komunistycznych i zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, iż także faszyzm był swego rodzaju doktryną uniwersalistyczną. Nie chodzi tu wyłącznie o Imperium Germańskie Narodu Niemieckiego budowane przez III Rzeszę, lecz o fakt, iż eurofaszyzm powstał w gruncie rzeczy nie tylko jako reakcja na komunizm, lecz także na geopolityczną i cywilizacyjną degrengoladę Europy po I wojnie światowej [3].

Wszystkie te okoliczności pokazują, iż proces polityzacji integracji europejskiej jest bardziej złożony, niż to jesteśmy sobie wyobrazić. Czym jest zatem Unia Europejska? Problem w tym, że nie bardzo wiemy skąd pochodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Wiemy jedynie tylko tyle, że Christianitas to już „anachroniczna przeszłość”, zaś Unia Europejska to nie Stany Zjednoczone Europy. W podsumowaniu warto zatem podkreślić, iż historiograficzne rozważania Marka Cichockiego pokazują, iż warto jest czasami powracać do przeszłości tam szukać odpowiedzi na nurtujące współczesnych pytania.

Recenzowana monografia nie jest jednak lekturą łatwą, jednakże sama już jej treść skłania do zadumy i reflekcji nad kondycją politycznej Europy. I w sposób dość jednoznaczny pokazuje, gdzie warto szukać natchnienia – w tradycji i mądrości przodków. W końcu czas kryzysu to nie tylko okres niepokojów, lecz także zadumy i reflekcji. A zatem do lektury i dyskusji. Na przekór idei zmierzchu Zachodu Europa nadal wzywa! Europa to nie tylko określona przeszłość, lecz i przyszłość, gdyż nie istnieje nic takiego jak „nieuchronność historyczna”.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa PISM.

______________________________________________________
1. F. Gołembski, Cywilizacja europejska, Warszawa 2012, s. 145-161.
2. P. Gaxotte, Rewolucja francuska, Gdańsk 2001; R. Secher, Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea – departament zemsty, Warszawa 2003.
3. R. Lasecki, Imperium Europejskie jako neofaszystowski mit palingegetyczny, „Templum” 2011-2012, nr 11-12, s. 40-98.

Czytany 5144 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04