środa, 21 marzec 2012 08:20

Robert Potocki: Kres pewnego mocarstwa?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

bacevich_kres


  dr Robert Potocki

Recenzja: Andrew Bacevich, Granice potęgi: Kres amerykańskiej wyjątkowości, Wydawnictwo: Rambler, Warszawa 2011, 256 ss.

Andrew Bacevich to emerytowany pułkownik armii amerykańskiej o litewskich korzeniach i profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Bostońskim. W maju 2007 roku w Iraku na improwizowanej pułapce minowej zginął jego syn – także Andrew. Internacjolog ten określa się mianem katolickiego konserwatysty. Na dotychczasowy jego dorobek składają się przede wszystkim takie prace jak – American Empire: The Realities & Consequences of US Diplomacy (Harvard 2002) oraz The New American Militarism: How Americans are Seduced by War (New York 2005). Ostatnia jego pozycja: The Limits of Power: The End of American Exceptionalism została wydana w 2008 w wydawnictwie Macmilan. Ponieważ ukazała się ona w ostatnich miesiącach prezydentury George’a Busha jra, została w USA odebrana przede wszystkim jako wyraz znaczącej krytyki „doktryny Busha” a przede wszystkim koncepcji wojny prewencyjnej.

 

Właśnie ta ostatnia pozycja została udostępniona w 2010 roku przez wydawnictwo Rambler (powstałe po perturbacjach w „Sprawach Politycznych”), w dość dobrym polskim przekładzie oraz szacie edytorskiej. Punktem wyjścia rozważań wydaje się wilsonowska koncepcja polityki zagranicznej. Jednak tym co zajmuje autora najbardziej jest problem nadwyrężenia imperialnego USA w świecie współczesnym. A. Bacevich jawi się tu jako neodeklinista, który jakby niechcący wplątał się w wewnątrz-amerykański dyskurs na temat erozji pozycji Waszyngtonu jako mocarstwa globalnego Na uwagę przede wszystkim zasługuje fakt, iż autor poszukuje źródeł upadku geopolitycznego głównie na płaszczyźnie wewnętrznej – któremu towarzyszy głęboka analiza kondycji społecznej oraz bezpretensjonalna krytyka obecnej polistrategii. Dochodzi on do wniosku, iż podstawowym problemem jest hedonizm oraz mitologia społeczeństwa konsumpcyjnego. W zasadzie spostrzeżenia te nie są aż taką nowością, gdyż diagnozę tego rodzaju wystawił już w 1993 roku Zbigniew Brzeziński, który tego rodzaju tendencje określił mianem permisywnej kornukopii [1]. Zasadnicza różnica między wzmiankowanym geopolitykiem a recenzowanym autorem polega na tym, że w opinii tego ostatniego niemożność zaspokojenia dostępu do określonych zasobów i dóbr „naturalnych” stworzyły warunki do globalnej ekspansji republiki znad Potomaku. Andrew Bacevich problem wspomnianego już nadwyrężenia imperialnego sprowadza do zatem trzech zasadniczych kryzysów: społeczno-ekonomicznego, politycznego oraz wojskowego.

W pierwszej kolejności konstatuje on, iż jednym z nie do końca uświadomionych konsekwencji zimnej wojny było dla Stanów Zjednoczonych zawiązanie sojuszy w krajami w praktycznie wszystkich krajach świata i w rezultacie zaciągnięcie szeregu międzynarodowych zobowiązań. Tu przełomem okazała się szczególnie prezydentura Ronalda Reagana, która narzucając ZSRR nowy wyścig zbrojeń oraz ograniczając dostęp do „twardej waluty” z pomocą saudyjską oraz z powodu embarga na technologie związane z wydobyciem i transportem ropy naftowej. W konsekwencji Waszyngton zbudował on bezpretensjonalną potęgę wojskową, która po 1991 roku nie miała już swego odpowiednika. To zaś skłoniło decydentów do sięgnięcia do Hard Power, czego w rezultacie końcowym jest doktryna Busha. W tej sytuacji sami Amerykanie (jakoby) uwierzyli, iż siła zbrojna może być optymalnym remedium służącym nie tylko do rozszerzenia własnej strefy bezpieczeństwa, lecz i propagowania zasad demokracji, i wolnego rynku (vide: klasyczny przykład to przede wszystkim wojna w Iraku). Tutaj autor, nie bez kozery zauważa, iż jedną z zasadniczych przyczyn tej ekspansji był zarówno idealizm, jak i konsumpcjonizm: „rozrzutny tryb życia”. A. Bacevich unika jednak w tym momencie głębszej analizy socjo-politycznej tego rodzaju tendencji, jednakże z szerszego kontekstu wynika, że głównie problem tkwi w nadmiernym uzależnieniu USA od importu ropy naftowej. Nie jest on jednak na tym polu pierwszym autorem, który podnosi ta kwestię. Warto tu odnotować chociażby pracę Michaela Klare’a [2]. Ponadto pod uwagę zupełnie nie bierze on pod uwagę alternatywnych źródeł energii (gaz łupkowy, geotermia, energia odnawialna), postępu technologicznego, nowych ośrodków wydobycia (Region Transkaspijski, Arktyka), ani też tzw. dynamicznej koncepcji bogactw naturalnych.

Drugi symptom to z kolei kryzys natury politycznej, a szczególnie ideologizacja sfery polistrategii oraz przerosty biurokracji w instytucjach odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i wojskową. W pierwszej kolejności A. Bacevich przeprowadza krytykę myśli politycznej, szczególnie zaś odnosi się do tych wątków, które odwołują się do kategorii „narodu wybranego”. W jego opinii podstawowym przesłaniem tej „doktryny” jest przebudowa ładu globalnego na wzór made in USA. W zasadzie diagnoza ta nie jest także zbyt nowatorska, gdyż takową prowadzili już chociażby Henry Kissinger, czy też Robert Kagan [3]. Niemniej jednak w tym przypadku krytyka to przede wszystkim nad wyraz czytelna aluzja do „wojującego” neokonserwatyzmu. Zdaniem recenzenta zasadniczym problemem dyskusji wewnątrz-amerykańskiej nie jest tu jednak kwestia celów samej misji globalnej (one są w zasadzie poza dyskusją), lecz taktyka i instrumenty potrzebne do ich realizacji – a dokładniej daleko posunięta militaryzacja polityki zagranicznej.

I tu dochodzimy już do ostatniego wątku słabości imperialnej USA, którym są najnowocześniejsze (obok japońskich – dodajmy) ekspedycyjne i mobilne siły zbrojne, które zdolne są do działania w skali globalnej i to w kilku miejscach jednocześnie. Andrew Bacevich konstatuje pewien na pozór wewnętrznie sprzeczny „postnowoczesny paradoks” – który polega na tym, że Waszyngton dysponuje współcześnie największym (i to bezdyskusyjnie) kompleksem militarnym, który równocześnie nie potrafi sobie radzić z konfliktami lokalnymi na peryferiach systemu globalnego. Nadmierna technologizacja działań zbrojnych, niecierpliwość opinii publicznej, nierozważne (lub wręcz brak) przygotowanie polityczne poszczególnych operacji ekspedycyjnych, przy rosnących jednocześnie lawinowo kosztach finansowych i nikłych rezultatach końcowych sprawia, iż zaangażowanie to sprowadza się nie tylko do dyskredytacji dobrego imienia Waszyngtonu, lecz i służy utrwalaniu stereotypu o nieefektywności „twardego” oblicza potęgi. W konsekwencji powstaje też efekt domina, który z jednej strony pochłania olbrzymie koszta prowadzonych już „operacji pokojowych” i to bez gwarancji ich sukcesu, a przynajmniej ich zakończenia, a z drugiej – prowokuje napięcia w innych częściach świata (zarówno wewnętrzne, jak i lokalne), w sytuacji, gdy poszczególni dyktatorzy nabiorą przekonania na temat swojej bezkarności (vide w 2011 roku powstania ludowe w Libii, Syrii, czy Jemenie). Tu jednak – zdaniem recenzenta – trzeba poczynić uwagę, iż ten specyficzny charakter potęgi wojskowej USA sprawia, że jej przeciwnicy ustawicznie poszukują „technologii niwelujących”. Podstawowym przykładem tego typu zamierzeń są konflikty asymetryczne.

Normatywizm Andrew Bacevicha diagnozuje, iż problem nadwyrężenia imperialnego sprowadza się to zbyt uciążliwego uzależnienia od konsumpcji produktów energetycznych, nadmiernej militaryzacji polistrategii oraz nieefektywności sił zbrojnych wobec współczesnych wyzwań, głównie o charakterze humanitarnym i asymetrycznym. W konsekwencji także Ameryka traci swoją wyjątkowość, gdyż są to „symptomy chorobowe” charakterystyczne, dla każdej historycznie już istniejącej formacji imperialnej. Tu jednak – niejako z samej definicji – wynika, iż w każdym imperium tkwią zarówno źródła jego trwania, jak i dezintegracji. Ważne jest jednak to, aby z perspektywy metropolii te pierwsze przeważały, nad tymi ostatnimi. Dlatego też – zdaniem recenzenta – mówienie o upadku pozycji międzynarodowej USA jest jeszcze zbyt przedwczesne, choć pod uwagę trzeba wziąć pod uwagę trzy znamiona ewolucji współczesnego ładu globalnego: (1) tranzycję potęgi w Azji (ChRL, Indie, Japonia), (2) transpozycję potęgi samego Waszyngtonu oraz (3) geopolityczną transformację (wzrost/upadek) Unii Europejskiej. I równie istotny jest tu problem posiadania atrakcyjnej wizji polityki globalnej, zdolności decyzyjnej, i posiadania zasobów niezbędnych zarówno do rozwiązywania sytuacji kryzysowych, jak i „wabienia” nawet potencjalnych konkurentów, szczególnie zaś na obrzeżach Euroazji.

Niniejsza recenzja zostanie opublikowana w pierwszym numerze czasopisma Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego Studia Geopolitica.

____________________________________________
1 Warto w tym miejscu zacytować samego autora: „Na scenie dziejów zagrożenie utopijnym fanatyzmem może więc ustąpić przed walką świata wiecznie nienasyconych konsumentów ze światem głodnych obserwatorów”. Por. Z. Brzeziński, Bezład: Polityka światowa na progu XXI wieku, Warszawa 1993, s. 51-79, zwłaszcza s. 77.
2 M. Klare, Krew i nafta: Niebezpieczeństwa i konsekwencje rosnącej zależności Ameryki od importowanej ropy naftowej, Warszawa 2006, passim.
3 H. Kissinger, Dyplomacja, wyd. III, Warszawa 2002, passim; R. Kagan, Dangerous Nation: America’s Place in the World from Its Earliest Days to the Dawn of the Twentieth Century, New York 2006, passim.

Czytany 5516 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04