wtorek, 09 marzec 2010 08:21

Robert Potocki: Gra o Arktykę: rozdanie wstępne

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt dr Robert Potocki Recenzja: Krzysztof Kubiak, Interesy i spory państw w Arktyce, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2009, 209 ss.
Książka Krzysztofa Kubiaka - znanego w Polsce marynisty i analityka polityczno-militarnego - poświęcona rywalizacji międzypaństwowej w rejonie Arktyki jest pracą pionierską na naszym rynku. Składa się ona z pięciu zasadniczych rozdziałów, poświęconych kolejno strategii politycznej Kanady (s. 23-53), Danii (s. 54-68), Norwegii (s. 69-91), Rosji (s. 92-147) oraz USA (s. 148-172). Całość wieńczy dobrze skonstruowane wprowadzenie (s. 11-22) i refleksje końcowe (s. 173-181). W zasadzie jest to swego rodzaju encyklopedyczny przewodnik do studiowania problemów polityczno-ekonomicznych wspomnianego obszaru. Autor swoje rozważania rozpoczyna nie tylko od przybliżenia nam etymologii, czy też zakresu pojmowania tytułowego regionu (s. 13-15), lecz także jego roli w okresie Zimnej Wojny (s. 15-19).

I co warto odnotować w tym już momencie był to - z punktu widzenia geostrategii globalnej - obszar kluczowy dla bezpieczeństwa, jeśli nie wręcz nie przetrwania dla obu, zwalczających się wówczas supermocarstw. Wynikało to z dwóch zasadniczych przesłanek. Po pierwsze - kierunek północny to najkrótsza droga dla rakiet balistycznych i lotnictwa strategicznego w tamtym czasie. Stąd też większość arsenału nuklearnego miała zaprojektowaną trajektorię po liniach południkowych (przez Arktykę), nie zaś przez Atlantyk. I po drugie - ogromna czasza lodowa oraz ekstremalny klimat umożliwiał skryte podejście na wody terytorialne przeciwnika okrętów podwodnych, co mogło potencjalnie zadecydować o szansach „pierwszego uderzenia" lub też „manewru odwetowego" w przypadku III wojny światowej. Ponadto w przypadku rozpoczęcia działań wojennych przez ZSRR przeciwko NATO spodziewano się w pierwszej kolejności sowieckich prób przełamania linii Svalbard-Finnmark, a następnie opanowania największego „lotniskowca" atlantyckiego - Islandii, w celu odcięcia szlaków komunikacyjnych z USA do Europy (rubież Angmagssalk-Rejkiawik-Trondheim)[1]. Z tego też - zdaniem recenzenta - Arktyka to czwarty, choć jakże ignorowany, zimnowojenny front geostrategiczny, obok Europy, Bliskiego Wschodu i Azji Wschodniej (wg określenia Zbigniewa Brzezińskiego)[2].

Poszczególne rozdziały są zasadniczo zbudowane według tego samego schematu, na który składają się część geograficzna, podmiotowość historyczno-prawna oraz analiza kreatywności polityczno-militarno-gospodarczej. A co jest w tym przypadku jeszcze istotniejsze, autor w swym przesłaniu w sposób bardzo wyważony i nader przekonywający pokazuje zróżnicowane „strategie arktyczne" tytułowych podmiotów geopolitycznych, biorąc za punkt wyjścia swoich rozważań cechy indywidualne poszczególnych państw, historyczność ich aspiracji, istniejące środki, podstawy instytucjonalne i legislacyjne, metody oraz cele im przyświecające.

I tak w przypadku Kanady mamy do czynienia z krajem, który uprawia politykę w stylu „między aspiracjami a możliwościami". K. Kubiak zauważa w tym przypadku, iż „północne aspiracje" tego kraju są pochodną położenia geograficznego, ekonomii oraz tradycji historycznej. Autor z dużym znawstwem kreśli dylematy legislacyjne Ottawy i w gruncie rzeczy stwierdza, że roszczenia te w gruncie rzeczy sprowadzają się do międzynarodowego uznania dla władztwa nad Przejściem Północno-Zachodnim. Równocześnie zdając sobie sprawę z anachroniczność teorii sektorowej kanadyjska argumentacja sprowadza się do powoływania się na prawo morza oraz trwające współcześnie konflikty asymetryczne[3].

Z kolei Unię Europejską w okolicach koła podbiegunowego reprezentują głównie Dania i Norwegia. W tym przypadku recenzentowi zabrakło zarysowania tej problematyki na przykładzie Islandii. Niemniej jednak dla Krzysztofa Kubiaka Dania to przykład polityki opartej na „zręczności i wytrwałości", zaś w przypadku Norwegii - „elastyczności i konsekwencji". Recenzent pozwolił sobie na sumaryczne potraktowanie tych państw z dwóch przyczyn. Po pierwsze - jak zarysowuje nam to prezentowana praca - przykład stosunków duńsko-norweskich pokazuje, jak wygląda rozstrzyganie sporów terytorialnych w ramach Starego Kontynentu (Ziemia Eryka Rudego, s. 56-58), z drugiej zaś ukazuje niuanse rywalizacji na kierunku zachodnim (spory Danii z Kanadą i USA), jak i wschodnim (Norwegii z Rosją). W tym ostatnim przypadku mamy bowiem do czynienia z pewnego rodzaju militaryzacją polityki regionalnej. Wracając jednak do zasadniczego wątku zawartego w rozdziałach 2 i 3 trzeba odnotować fakt, iż aktywność duńska sprowadza się głównie do udowodnienia hipotezy naukowej, iż Grzbiet Łomonosowa jest naturalnym przedłużeniem masywy grenlandzkiego, co w konsekwencji pozwoliłoby Kopenhadze na nabycie praw do szelfu kontynentalnego. Nierozwiązanym problemem Danii pozostaje jednak nadal tlący się „separatyzm grenlandzki"[4]. Z kolei w perspektywie Oslo chodzi głównie o „uprawianie morza". Norwegia - jak pokazuje to autor - jest jedynym, obok Rosji państwem, które do tej pory jasno określiło zasięg swych roszczeń terytorialnych i zaprezentowało ich uzasadnienie merytoryczne. Nie ukrywa on, że w tej praktyce jedynym „gorącym punktem" jest spór graniczny z Rosją o delimitację Morza Barensta.

Gdybyśmy w tym miejscu pokusić się o pewne uwagi generalizujące, to w recenzowanej rozprawie widać jest wyraźnie, że w przypadku Kanady chodzi w pierwszej kolejności o kontrolę nad szlakiem komunikacyjnym, to w przypadku państw UE o dostęp do określonych surowców kopalnych. W przypadku zaś Rosji o jedno i drugie. Krzysztof Kubiak wyraźnie eksponuje, że na Dalekiej Północy Moskwę cechuje „siła argumentów i argument siły". Pierwsza trudność, która nam tu nie umyka to jest zdefiniowanie „rosyjskiej Arktyki". Zdaniem recenzenta w tym przypadku należałoby w tym przypadku jednak wyodrębnić obszar podbiegunowy związany z Oceanem Arktycznym oraz tereny eurazjatyckiego Wielkiego Stepu ekonomicznie związane z rozwojem kolei transsyberyjskiej[5]. Siła argumentów sprowadza się do trzech fundamentów: (1) formalnej akceptacji prawa przepływu przez Przejście Północno-Wschodnie, przy równocześnie niezwykle restrykcyjnej ich interpretacji, motywowanej względami bezpieczeństwa; (2) utrzymaniu sporu z Norwegią na zasadzie status quo, gdyż Moskwę satysfakcjonowałoby wyłącznie rozwiązanie oparte już dziś na teorii sektorowej; (3) w miarę jak najbardziej swobodnej interpretacji Międzynarodowego Prawa Morza. Kluczem do zrozumienia specyficznego zachowania Kremla jest w tym przypadku tradycja imperialna, postrzegająca potęgę głównie w kategoriach wielkoprzestrzennych oraz ustawiczne zabiegi o status głównej „potęgi surowcowej" w stosunku do Europy, czy Chin[6]. Z kolei na obszarze „rosyjskiej Arktyki" - jako argument siły - funkcjonuje Flota Północna, która stanowi największy, najsilniejszy komponent moskiewskiej potęgi morskiej. I co jest najistotniejsze w gruncie rzeczy jest to aż po dziś dzień zgrupowanie nastawione na działania o charakterze ofensywnym, choć jego możliwości, w stosunku do czasów ZSRR, zostały już mocno ograniczone. Trzeba jednak pamiętać, iż od czasów upadku imperium sowieckiego właśnie ta formacja wojskowa uchodzi w Rosji nie tylko za symbol potęgi talassokratycznej, lecz wręcz „gwarantuje" Kremlowi status gracza globalnego, o czym świadczy chociażby „ekspansja nawalistyczna" na Karaibach (głównie Kuba) i krajach andyjskich (przykładowo Wenezuela).

We wszystkich tych sporach pozycję „wyczekującą" zajęły Stany Zjednoczone, które z racji posiadania po 1991 roku statusu jedynego hipermocarstwa są potencjalnym „głównym rozgrywającym". Postawa ta jest - zdaniem autora - wynikiem dwóch, pozornie sprzecznych działań politycznych. Po pierwsze USA nie ratyfikowały konwencji o prawie morza z 1982 roku, co z legislacyjnego punktu widzenia pozbawia ich prawa do wszelkich tytułów prawnych. Z drugiej jednak strony Waszyngton monitoruje wszelką aktywność „państw arktycznych" i konsekwentnie jak one wzmacnia swą obecność regionie i to zarówno w sektorze gospodarczym, jak i militarnym. Dlatego też recenzent wolałby w tym przypadku unikać autorskiego określenia go mianem „gnuśnego olbrzyma" (s. 171) na rzecz opcji „wyczekującego gracza". W końcu USA posiadają siły i środki, by w tym regionie sprostać zarówno europejskiej, jak i rosyjskiej penetracji. Ponadto w miarę ocieplania się klimatu arktycznego należy liczyć się z aktywizacją tej obecności, szczególnie zaś w sferze militarnej. W sytuacji panowania globalnego tranzyt największych okrętów amerykańskich z Atlantyku na Pacyfik i na odwrót przez Cieśninę Beringa byłby o ponad 40% krótszy, niż w przypadku Przylądka Horn. A właśnie ten „czynnik czasowy" byłby kluczowy w przypadku konfliktów bliskowschodnich oraz w regionie Oceanu Indyjskiego[7].

W konsekwencji, we wstępnym podsumowaniu, trzeba odnotować iż otrzymujemy spójny i przemyślany obraz, który pokazuje nam jak przemiany klimatyczne w rejonie Arktyki w pływają na rywalizację mocarstwową i jej geoekonomiczne implikacje oraz współczesny przegląd stanu wyzwań i zagrożeń. Wychodząc z powyższych założeń z recenzowanej rozprawy nasuwają się trzy zasadnicze wnioski: (1) przemiany klimatyczne - pomimo ich dyskusyjności - są określoną rzeczywistością polityczną kreującą nowe rodzaje wyzwań, poczynając od biologicznych i ekologicznych, a na wojskowych kończąc; (2) Daleka Północ to prawdopodobnie obszar o dużym potencjale rozwojowym, szczególnie dla USA, Kanady, UE i Rosji, zwłaszcza w przypadku nasilenia się konsumpcji „paliw kopalnych". Stawka w tej rozgrywce jest duża zważywszy na fakt, iż wedle wstępnych szacunków może tam występować 10% globalnych zasobów ropy naftowej oraz 29% gazu ziemnego; wreszcie (3) jest to region geopolityczny, wokół którego rywalizacja dopiero się rozpoczyna, a co za tym idzie narastają różnego rodzaju emocje i rozbieżności[8]. Ostatecznie też trzeba przyznać, iż Krzysztof Kubiak zafundował nam przystępną i godziwą ucztę intelektualną.

Warto tu jednak wspomnieć, iż w konsekwencji zmian klimatycznych na Dalekiej Północy i dość szerokiego dostępu do Oceanu Lodowatego będzie przede wszystkim dwóch wygranych: Rosja i Kanada. W pierwszym przypadku nastąpi wzmocnienie wizerunku „supermocarstwa energetycznego", z powodu występowania na obszarze Arktyki określonych złóż surowców energetycznych. Co więcej otwarcie żeglugi przez Przejście Północno-Wschodnie - abstrahując nawet od jego przyszłego prawnie-międzynarodowego statusu - przyniesie znaczne i wymierne korzyści ekonomiczne Moskwie i niewątpliwie przyczyni się do rozwoju infrastruktury jej kresów północnych i wschodnich, a tym samym wzmocnienia jej relacji z Syberią. Na dłuższą metę może doprowadzić to do modernizacji społeczno-gospodarczej kraju[9].

W przypadku Kanady nastąpi zjawisko identyczne, tylko w nieco skromniejszym wymiarze. Ponadto oba wspomniane państwa unikną wielu poważnych problemów spowodowanych globalnym ociepleniem - nasilających się huraganów i narastającej fali upałów w środkowej części kontynentu. Przemiany klimatyczne mogą także spowodować, że miliony hektarów ziemi będzie się już nadawała do wykorzystania rolniczego, zaś dostęp do miejscowych surowców zostanie znacznie ułatwiony. Co więcej sezon wegetatywny wielu roślin znacznie się wydłuży i w dalszej konsekwencji spowoduje to dalszy spadek zapotrzebowania krajowego na energię niezbędną do ogrzewania/chłodzenia. Także nowego rodzaju towarem eksportowym mogą tu stać się hektolitry słodkiej wody zmagazynowanej w postaci lodu a przeznaczone na sprzedaż do krajów dotkniętych problemami globalnej suszy.

Tego rodzaju nadwyżki i atuty Rosja oraz Kanada będą mogły z powodzeniem wykorzystać zarówno na modernizację wewnętrzną, jak i wzmocnienie wpływów międzynarodowych. Z drugiej strony recenzentowi zabrakło w książkę także refleksji na temat „arktycznych aspiracji" Unii Europejskiej, ze szczególnym uwzględnieniem ograniczonej w końcu roli państw nordyckich (zwłaszcza Islandii, Szwecji i Finlandii). Ponadto trzeba zauważyć, iż od czasu rosyjskiej ekspedycji „Arktyka 2007" obserwujemy nie tylko nasilenie rywalizacji wielkomocarstwowej w tym regionie, lecz i pewnego rodzaju militaryzację dotychczasowych peryferii[10].

W konsekwencji recenzentowi nasuwają się dalsze, następujące refleksje. Tytułowa rozprawa została bardzo dobrze przygotowana pod względem edytorskim. Mapy i tabele zaprezentowano w sposób niezwykle czytelny. Z kolei treść została przedstawiona w sposób niezwykle przejrzysty, czytelny i prostolinijny, co czyni problematykę i ciekawszą, ale i przystępną dla czytelnika, który nie jest szerzej obeznany z tytułową tematyką. Tym niemniej po zapoznaniu się z całą zawartością pozostaje pewien niedosyt. Przede wszystkim z jednej strony przydałby się artykuł wstępny na temat na temat wpływu ocieplania się klimatu na „geopolityczne podchody" wokół Arktyki, z drugiej zaś brak jest ewidentnie omówienia „wielkiej gry" wokół tego regionu. W refleksjach końcowych są co prawda zawarte sugestie tego typu (s. s. 178-180), jednak jest to w gruncie rzeczy wyłącznie pobieżne potraktowanie tematu.

Warto jednak zapytać o strategiczne konsekwencje otwarcia dostępu do Arktyki. Wstępne szacunki mówią, że w praktyce będzie to możliwe już/dopiero około połowy XXI wieku. Przede wszystkim w tym przypadku do gry włączą się nowe podmioty, ze szczególnym uwzględnieniem UE, Chin, Japonii i być może także i Indii oraz Korei. I w konsekwencji mogą pojawić się nie tylko nowe roszczenia, lecz, i sposoby ich umotywowania. Przykładowo odwołując się do „zasad historycznych" Pekin mógłby się domagać równych praw w dostępie do tytułowych złóż surowcowych i szlaków morskich i to zarówno wzdłuż Przejścia Północno-Zachodniego (szczególnie w okolicach Grenlandii, Islandii), jak i całego Szlaku Północno-Wschodniego. Wynika to chociażby z hipotezy nawalistycznej Gavina Menzesa, który na podstawie zachowanych zapisków kronikarskich (list papieża Mikołaja V do biskupów islandzkich z 1448 roku) oraz kartograficznych (mapa Waldseemüllera z 1507 roku) udowadnia, że w latach 1422-1923 jedna z chińskich ekspedycji morskich - wchodzących w skład floty admirała Zheng He, której celem było poznanie całego ówczesnego świata i dopłynięcie do wszystkich istniejących w tamtych czasach portów - płynąc z Afryki do Panameryki w kierunku północnym opłynęła od zachodu nie tylko Grenlandię i Islandię, lecz poszukując drogi do domu w kierunku wschodnim przetarła szlak żeglugi od Morza Białego po Morze Czukockie. Wspomniany autor nie wyklucza także dotarcia w tym samym czasie podróżników chińskich do Bieguna Północnego[11]. Podniesienie tego typu sposobu argumentacji przez Pekin - przy całej jego dyskusyjności - miałoby ogromne następstwa geopolityczne i to w skali globalnej, szczególnie, że identycznie byłoby z Antarktydą.

Wracając jednak do zasadniczego wątku naszych rozważań, należy odnotować, iż w przypadku otwarcia Arktyki mamy trzy następstwa geoekonomiczne: (1) łatwiejszy dostęp do surowców strategicznych i innych bogactw naturalnych regionu, a co za tym idzie, nasilenie z tego powodu rywalizacji mocarstwowej; (2) drastyczne skrócenie szlaków komunikacyjnych z Atlantyku na Pacyfik (4-5 tys. mil), co może za sobą pociągnąć ekonomiczno-polityczny upadek (anarchizację) Ameryki Środkowej (upadek roli Kanału Panamskiego) oraz wzmocnienie konfliktu bliskowschodniego wskutek upadku gospodarczego państw położonych nad Morzem Czerwonym; po (3) wreszcie - casus Arktyki nie pozostanie bez echa, jeśli chodzi o sprawy Antarktydy[12]. Nakreślony tu scenariusz posiada oczywiście wiele wariancji, gdyż jego realizacja i weryfikacja jest w dużej mierze uzależniona od tego na ile (jeszcze) paliwa kopalne będą odgrywały swoją rolę w rozwoju wielkich mocarstw, no i określonych przemian klimatycznych[13]. Niemniej z perspektywy teorii doktryn geopolitycznych oznacza to, że Ocean Arktyczny może już w połowie XXI wieku przejąć rolę, jaką przez ostatnie stulecia (XVI-XX wiek) odgrywał Atlantyk. Wspomniane uwarunkowania wywołają z kolei określone posunięcia natury militarnej, choć w przeciągu 4-5 kolejnych dekad ryzyko konfliktu zbrojnego na tym terenie jest stosunkowo znikome. Wynika to z tego prostego faktu, że w chwili obecnej Arktyka jest nadal „obszarem sportów ekstremalnym", zaś przekształcenie jej w subekumenę wymaga ogromnych nakładów finansowych i dostępu do określonych technologii przeznaczonych na rozbudowę infrastruktury portowej, i logistycznej. Co więcej „potęgi arktyczne" są zainteresowane w pokojowym rozstrzygnięciu swych sporów, czy zaspokojeniu roszczeń, w obawie przed wejściem na ten obszar „mocarstw nienasyconych"·. Współcześnie jednak - jak słusznie zauważą nasz autor - dywagacje te pozostają (jeszcze) w sferze teorii, gdyż „[...] „aktualną fazę działań ukierunkowanych na zawłaszczenie Arktyki określić można mianem «wstępnej». Globalne ocieplenie spowodowało [jednak], że do [...] zidentyfikowanych obszarów zapalnych [...] Dołączył nowy, północny region potencjalnej niestabilności" (s. 181).



[1] O. Tunader, Cold Water Politics: The Maritime Strategy and Geopolitics of Northern Front, London 1989, s. 36-42. W literaturze political fiction, nakreślony tu wariant wybuchu III wojny światowej poczynając od sowieckiej inwazji na Islandię nosi kryptonim „Czerwony Sztorm". Kanwą opowieści były jednak autentyczne „gry wojenne" rozgrywane w kresie Zimnej Wojny przez sztabowców z NATO. Por.: T. Clancy, Czerwony Sztorm, Warszawa 1992.
[2] Z. Brzeziński, Plan gry: USA-ZSRR, Warszawa 1990, s. 37-47.
[3] K. Kubiak, Arktyczne problemy Kanady, „Raport" 2008, nr 5, s. 48-56.
[4] E. Kużelewska, Grenlandia wobec procesu integracji europejskiej, [w:] Państwa - regiony - świat w kształtującej się rzeczywistości globalnej, red. K. Kamińska, S. Mrozowska, G. Piwnicki, Gdańsk 2009, s. 171-179.
[5] H. Mackinder, Geograficzna oś historii, opr. R. Potocki, Częstochowa 2009, s. 21-23.
[6] B. Kaluga,  Arktyka w polityce zagranicznej Federacji Rosyjskiej, (3 III 2010).
[7] J. C. Carman, Economic and Stategic Implications of Ice-Free Arctic Seas, [w:] Globalization and Maritime Power, Washington 2002s, s. 171-183; G. Piwnicki, J. Bojko, Zmiany w strategii morskiej USA w warunkach globalizacji, [w:] Państwa - regiony - świat, s. 93-103.
[8] R. Czarny, Daleka Północ - High North źródłem konfliktów czy szansą XXI wieku? [w:] Zachód w globalnej i regionalnej polityce międzynarodowej, red. E. Kużelewska, A. Bartnicki, Toruń 2009, s. 22-35.
[9] W przypadku Rosji w przypadku osłabienia jej pozycji międzynarodowej, z uwagi na zapaść demograficzną, deindustralizację po 1991 roku oraz brak dostępu do odpowiednich technologii, może dojść także do sytuacji krańcowo odmiennej: Kreml nie będzie w stanie wykorzystać pojawiających się atutów, co w konsekwencji może pociągnąć za sobą niemożność zagospodarowania wielkich przestrzeni. Zdaniem F. Hill i C. Gaddy'ego Moskwa i tak wpadła w „syberyjską pułapkę", co jej wynikiem „nadwyrężenia imperialnego". W rezultacie wobec tego państwa mogą pojawić się roszczenia terytorialne ze strony innych wielkich mocarstw np.: Chin  czy też Japonii. Z kolei wg opinii T. A. Kisielewskiego osłabienie Rosji na Dalekim Wschodzie doprowadzi z czasem do sytuacji, że tereny na wschód od Jeniseju i Bajkału zostaną inkorporowane przez Pekin. Por.: F. Hill, C. Gaddy, Siberian Curse: How Communist planners left Russia Out in the Cold, Washington 2003, s. 76-100; T. A. Kisielewski, Średnioterminowe perspektywy rozwoju sytuacji geostrategicznej Rosja - Chiny - NATO, Toruń 2002, s. 27-38, 74-77.
[10] T. Kijewski, Rywalizacja o surowce energetyczne w Arktyce, „Bezpieczeństwo Narodowe" 2009, t. I-II, nr 9-10, s. 276-282.
[11] G. Menzes, 1421 rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat, Warszawa 2002, s. 255-265.
[12] A. Makowski, Arktyka - wspólne dziedzictwo czy wspólny problem, „Prawo Morskie" 2008, t. XXIV; J. Symonides, Status prawny i roszczenia do Arktyki oraz Bieguna Północnego, „Państwo i Prawo" 2008, nr 1.
[13] T. Kijewski, op.cit., s. 282-288.
Czytany 7856 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04