piątek, 26 marzec 2010 07:00

Robert Potocki: Geopolityka: geografia stosunków międzynarodowych

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt
dr Robert Potocki
Recenzja: Saul Bernard Cohen, Geopolitics: The Geography in International Relations, wyd. II, New York 2009, 457 ss.
Saul Bernard Cohen to amerykański geopolityk, prezentujący się jako geograf i politolog, który w 1963 roku zasłynął książką Geography and Politics in a World Divided (wyd. II, Oxford 1973).  W swej klasycznej już rozprawie poświęconej interpretacji ładu globalnego w okresie Zimnej Wojny zdecydowanie odrzucił on binarną koncepcję porządku światowego (H. Mackinder, N. Spykman). Dla tego autora przestrzeń nie była bynajmniej współzależną jednością geopolityczną, lecz raczej składała się z odrębnych obszarów geograficzno-politycznych. W ówczesnej rzeczywistości było to ujęcie dość nowatorskie, lecz w gruncie rzeczy - z perspektywy geohistorii - było to nawiązanie do niepoprawnego wówczas politycznie Hausoferowskiego modelu panregionów ukształtowanych południkowo. Z biegiem czasu, w miarę transformacji planetarnego układu sił wspomniany geoanalityk dokonywał jednak bieżącej korekty swej koncepcji. I właśnie jedną z najnowszych interpretacji tego typu ery postzimnowojennej po 11 IX 2001 roku jest tytułowe opracowanie: Geopolityka - geografia stosunków międzynarodowych.

S. B. Cohen podzielił recenzowaną książkę na 14 rozdziałów, z których pierwsze cztery mają charakter rozważań wstępnych: założenia badawcze, definiowanie geopolityki, teoria systemu światowego, periodykacja Zimnej Wojny oraz jej następstwa na nowego porządku światowego. Następnie (rozdziały 5-13) autor omawia charakterystykę oraz uwarunkowania poszczególnych  dziewięciu jednostek przestrzenno-politycznych: (1) Ameryki Północnej i Środkowej (NAFTA), (2) Latynomeryki, (3) Europy atlantyckiej i Magrebu (terytorialny odpowiednik zachodniej części Cesarstwa Rzymskiego), (4) Eurazji (w granicach byłego ZSRR i Mongolii), (5) Azji Wschodniej (Chiny i Indochiny), (6) strefy Pacyfiku (od Japonii po Australię), (7) Azji Południowej (subkontynent indyjski), (8) Środkowego Wschódu (świat arabski, ludy turskie, kraje Zatoki Perskiej, Afganistan) oraz  (9) Afryka Subsaharyjskiej (Afryka Negryjska). Całość wieńczy podsumowanie (rozdział 14), w którym autor podejmuje się formułowania pewnych prognoz dotyczących przyszłości krótkoterminowej, bibliografia oraz indeks tematyczny. Zasadniczy rdzeń rozważań stanowią  rozdziały środkowe, które zbudowane są według jednolitego schematu: uwarunkowania wstępne, charakterystyka polityczno-przestrzena danego regionu i króciutkie podsumowanie zakończone przywołaniem konkretnej literatury przedmiotu.

Jak nieco wcześniej wspomniano, pierwszą część stanowią założenia teoretyczne. Na początku swych rozważań stawia on założenie, iż wydarzenia z 11 IX 2001 roku zdezaktualizowały tezy o „końcu geografii" (s. 1), po czym nie pisząc tego wprost mówi także o „powrocie historii" (Realpolitik, Weltmachtpolitik). Z kolei w rozdziale 2 (s. 11- 31) omawia on kolejno klasyczne definicji geopolityki, następnie skupia swoja uwagę na geopolityce państwowocentrycznej (G. Kennan, H. Kissinger, Z. Brzeziński) i globalnej (P. Taylor, I. Wallerstein, I. Lacoste), zaś na zakończenie koncentruje swoje rozważania na wzmiankowaniu założeń eurazjatyckiej szachownicy, zderzenia cywilizacji oraz geopolityce (neo)krytycznej. W sumie, w części tej poza pobieżnym przeglądem z zakresu historii analityk ten zwraca uwagę na globalne procesy dezintegracyjne oraz formowanie się pewnym stref niestabilności, uciekając równocześnie od własnego zdefiniowania tytułowego pojęcia. Tym niemniej biorąc pod uwagę całość recenzowanej rozprawy pod pojęciem geopolityki autor rozumie „geografię" współczesnych stosunków międzynarodowych, co zresztą sugeruje w sposób dość wyraźny już sam podtytuł książki.

Z kolei w rozdziale kolejnym kreśli on zasadnicze teoretyczne zręby własnej koncepcji porządku globalnego (s. 33-60). W jego ujęciu geopolityczna struktura świata ma przede wszystkim charakter hierarchiczny. Na szczycie tej piramidy znajdują się regiony/obszary geostrategiczne (The Geostrategic Realm) będące areną rywalizacji polityczno-przestrzennej o charakterze planetarnym. W gruncie rzeczy są to odpowiedniki Haushoferowskich panregionów. Te jednak dzielą się na mniejsze jednostki nazywane regionami geopolitycznymi (The Geopolitical Region). Ich zasadniczą cechą jest ich specyficzna autonomiczność w ramach obszarów geostrategicznych. Z kolei na samym dole tej drabiny występują etno-terytorialne „ośrodki siły" uporządkowane według reprezentowanego przez nie potencjału, położenia geograficznego i pełnionej funkcji w systemie światowym (regionalnym). W praktyce jednak nie negując samej wartości wspomnianego układu  z metodologicznego punktu widzenia struktura ta wydaje się nazbyt uproszczona, gdyż w ramach regionów geopolitycznych mogą występować jeszcze mniejsze jednostki terytoriano-polityczne. Ponadto każdorazowo taki podział jest sam w sobie dyskusyjny niejako z definicji, jak i z racji prezentowanych granic.

Pierwotnie system globalny składał się z dwóch obszarów geostrategicznych: świata oceanicznego oraz interkontynentalnego. Jednakże wraz z zakończeniem Zimnej Wojny i upadkiem sowieckiego komunizmu wyemancypował się jeszcze jeden kontynentalny region geopolityczny: obszar wschodnioazjatycki. Współcześnie zatem - według autora - występują następujące regiony geopolityczne: (1) oceaniczny - podzielony na poniższe regiony geopolityczne: Ameryka Północna  i Środkowa, Ameryka Południowa, Europa i Magreb, strefa Pacyfiku; (2) kontynentalny, eurazjatycki - obejmujący swym zasięgiem obszar postsowiecki oraz Mongolię; (3) kontynentalny, wschodnioazjatycki - składający się z dwóch regionów geopolitycznych: Azji Wschodniej (Chin) i Południowej. Ponadto na pograniczu regionów geostrategicznych znajdują się dwie strefy pęknięcia/niepokoju (The Shatterbelt, Crush Zone): Środkowy Wschód oraz Czarna Afryka. Jeszcze innym pojęciem którym operuje autor są styki geopolityczne (The Gateway). Współcześnie tą swoistą rolę pogranicza z perspektywy hemisfery zachodniej odgrywają Karaiby, Europy i Magrebu - przede wszystkim Finlandia i Maroko, zaś strefy Pacyfiku - Tajwan i Singapur  (s. 51). Do tej hierarchizacji powrócimy jeszcze podczas naszych dalszych rozważań.

Teraz jednak warto zwrócić uwagę na rozważania w rozdziale 4 dotyczące periodyzacji okresu Zimnej Wojny (s. 61-90).  Saul Cohen dzieli wspomniany okres na trzy fazy: okres kształtowania się systemu dwublokowego (1945-1956), komunistycznej penetracji obszaru przymorskiego (1957-1979) oraz przesilenia imperialnego świata sowieckiego (1980-1989). W tym momencie jest to specyficzne odejście od klasycznego już podziału  czasowego porządku binarnego na I Zimną Wojnę (1948/49-1968), epokę dètente (1968-1980) oraz II Zimną Wojnę (1980-1989/91). W następstwie upadku ZSRR i transformacji szeregu krajów Europy Środkowej nastał Pax Americana, które zasadniczą cechą są konflikty o charakterze asymetrycznym.

Swoje zasadnicze rozważania dotyczącej ładu globalnego autor rozpoczyna od dość dyskusyjnego stwierdzenia: „Sześć wielkich ośrodków siły - USA, UE, Japonia, Rosja, Chiny i Indie - dominuje na światowej scenie geopolitycznej [...]. Wśród nich USA, UE i Japonia mają korzystne położenie geograficzne oraz modernizują swój potencjał ekonomiczny. Rosja musi prowadzić politykę reintegracji geograficznej [...]. Chińskie «złote wybrzeże» pełni rolę fabryki świata [...]. Indie to lider w tworzeniu wysokich technologii [...]" (s. 91). W jego opinii relacje między tymi mocarstwami mają decydować o współczesnym i przyszłym układzie sił w skali planetarnej. Jednakże zdaniem recenzenta właśnie to wstępne założenie - obok dość ogólnikowo umotywowanej hierarchizacji struktury globalnej - jest samo w sobie dość dyskusyjne. Przede wszystkim S. Cohen nie dokonuje skrupulatnej analizy wewnątrzsystemowej każdego ze wspomnianych wielkich potęg.

Pierwszym obszarem, który eksponuje nasz geoanalityk jest oceaniczny region geostrategiczny, na który składa się hemisfera zachodnia, atlantycka Europa oraz Magreb. Głównym rozgrywającym w tych częściach świata nadal pozostają USA, jednakże na obszarze Panameryki S. Cohen odnotowuje zarówno procesy integracyjne (na północ od Meksyku), jak i narastanie separatyzmów politycznych w południowej części tego nieformalnego „imperium wewnetrznego". Specyficzną rolę w tych rozważaniach odgrywa jednak zachodnia część Europy, do której autor „dokleił" Magreb (s. 165-200). Już połączenie w jeden region geopolityczny tych dwóch obszarów zachodniego Śródziemnomorza jest samo w sobie nieszablonowe. Jego zdaniem za posunięciem tym przemawiają następujące argumenty: historyczna przynależność do świata zachodniorzymskiego, spuścizna kolonialna, świecka koncepcja państwa oraz ciążenie ku Europie. Jeśli jednak przyjąć ten punkt widzenia, to - zdaniem recenzenta - autor lekceważy tym samym tendencje integracyjne w Europie Środkowo-Wschodniej oraz ekspansję UE w kierunku południowo-wschodnim i wschodnim. Równocześnie jednak zauważa on, że w przypadku powodzenia projektu Stanów Zjednoczonych Europy może powstać supermocarstwo.

Równie intrygujące wydają się rozważania na temat Eurazji (s. 201-251). Tu punktem wyjścia są koncepcje Halforda Mackindera. Problem w tym, że S. Cohen traktuje te dociekania dość swobodnie, gdyż do strefy tej włącza zarówno cały obszar postsowiecki (uwagę na leży zwrócić uwagę na państwa bałtyckie), Bałkany i Mongolię. Tu jednak z perspektywy Realpolitik należy  wyeksponować fakt, że Litwa, Łotwa i Estonia są już autonomicznymi częściami Zachodu, zaś   Bałkany znajdują się pod na różnych etapach integracji z UE. Także należałoby wskazać, iż kraje Europy Wschodniej (Białoruś, Ukraina, Mołdawia) i regionu transkaspijskiego znajdują się w sytuacji pogranicza geopolitycznego, który stanowi obszar dość konfliktogenny. Dobitnie pokazała to w końcu wojna sierpniowa. Z kolei Mongolia to dawna chińska prowincja Mongolia Zewnętrzna.

Z kolei w przypadku wschodnioazjatyckiego regionu geostrategicznego, autor, wskutek wzrostu pozycji wielkomocarstwowej Chin przewiduje epokę turbulencji, zwłaszcza, że wobec tego faktu nie będą mogły przejść obojętnie zarówno Japonia, jak i Indie. Z kolei w Indochinach należy liczyć się z nasileniem rywalizacji z Wietnamem oraz regionalnymi napięciami wokół Tajwanu i Korei Północnej. W dalszej części rozważań Samuel Cohen z dużą znajomością tematu opisuje dwie strefy pęknięcia: Środkowy Wschód oraz Czarną Afrykę. O ile w tym pierwszym przypadku wątek ten jest już dość dobrze, o tym w tym drugim wartym odnotowania jest problem chińskiej eksploracji Afryki Wschodniej.

Podsumowując całość rozważań warto odnotować jakie konkluzje dla perspektywicznego ładu globalnego snuje nasz geoanalityk (s. 421-428). Po pierwsze - nie wyklucza on powstania czwartego regionu geostrategicznego - Azji Południowej z Indiami na czele, który będzie posiadał handlowo-morski charakter. Po drugie - pojawią się nowe strefy niestabilności np. andyjska oraz pogranicza (Azja Środkowa, Europa Wschodnia, Kaukaz). W panregionie zachodnim zapanuje dawno oczekiwane kondominium amerykańsko-europejskie. Z kolei do ligi mocarstw światowych ma awansować także Brazylia, jako czołowe mocarstwo latynomerykańskie. W konsekwencji zwraca on uwagę, że XXI wiek będzie sprzyjał dalszemu rozwojowi porządku wielobiegunowego, w którym pierwszoplanową rolę będzie jednak odgrywał tandem potęg zachodnich.

Zdaniem recenzenta omówiony tu model geopolitycznej hierarchizacji świata stoi jednak w zupełnej sprzeczności z „koncertem wielkich potęg". Przede wszystkim trzeba tu podkreślić, że jedynym supermocarstwem, które faktycznie prowadzi politykę globalną po 1991 roku są wyłącznie „przesycone" Stany Zjednoczone. Przyszłą rolę światową UE i Chin trudno jest obecnie sprecyzować z uwagi na to, że znajdują się one obecnie w fazie głębokiej transformacji wewnątrzsystemowej. Z kolei Indie to kraj „na dorobku", zaś Japonia dopiero od kilku lat (głównie w związku z nuklearyzacją Korei Północnej i wzrostem pozycji Chin) nieśmiało próbuje zdefiniować na nowo swoją rolę wielkomocarstwową. Natomiast w przypadku Rosji mamy podstawowy i nierozstrzygnięty dylemat; czy jest to mocarstwo schyłkowe cierpiące na przesilenie imperialne, czy też odrodzona potęga „nienasycona"? W tym miejscu nasuwa się także i kolejna konkluzja, że współcześnie źródła potęgi globalnej występują w oceanicznym regionie geostrategicznym (USA, UE) oraz kontynentalnym, wschodnioazjatyckim (głównie Chiny), natomiast Eurazja może stać się zarówno źródłem nowej supermocarstwowości, jak i strefą niestabilności.

Na zakończenie niniejszej recenzji należy stwierdzić, iż model polityki globalnej Saula Cohena zaprezentowany w opracowaniu stanowi w gruncie rzeczy ogniwo pośrednie między nurtem klasycznym a neoklasycznym w myśli geopolitycznej. Jest to także kolejna wariancja i odsłona koncepcji teoretycznej zbudowanej jeszcze przez autora w rozprawie z 1963 roku. Tym niemniej nie sposób odmówić mu konsekwencji i sporej dozy odwagi w sposobie interpretacji ładu globalnego. Niewątpliwie jako jeden z pierwszych autorów dostrzegł on postępującą erozję porządku jałtańsko-poczdamskiego, lecz równocześnie nie sposób nie zauważyć, że wspomniany model opisu świata posiada trzy zasadnicze słabości. Po pierwsze mówiąc o geografii stosunków międzynarodowych  odwołuje się on do kryteriów polityczno-ekonomicznych i czasami do etnokulturowych, przy czym  zupełnie bagatelizuje takie uwarunkowania jak przestrzeń fizyczna oraz długofalowe uwarunkowania historyczne. W konsekwencji w rozważaniach tych dominują zmienne czynniki geopolityczne nad  „wartościami stałymi", przez co prezentowany przez niego system ma charakter chwilowy, i niejako samoistnie musi on ewoluować wraz z globalnymi przeobrażeniami przestrzenno-politycznymi. Z tego też powodu wnioski dotyczące bieżącej Wielkiej Gry mają charakter ściśle koniunkturalny i odnoszą się do konkretnego momentu historycznego.  Po drugie - zdaniem recenzenta autor przywiązuje może nieco nadmierną uwagę do analizy napięć między poszczególnymi regionami, błyskotliwie prezentuje jego dynamikę, lecz równocześnie niedocenia procesów dezintegracyjnych zachodzących wewnątrz poszczególnych stref. I po trzecie - warto zwrócić uwagę na fakt, iż trwanie S. Cohena przy zdaniu o współistnieniu dwóch obszarów geostrategicznych (oceanicznego i interkontynentalnego) bynajmniej nie dezaktualizuje - a wręcz przeciwnie - podkreśla ponadczasowość i pewnego rodzaju trwałość modelu Śródziemia Halforda Mackindera i Przymorza Nikolasa Spykmana.

Autor ten jednak zauważał że ukształtowana w okresie Zimnej Wojny równowaga między regionami geostrategicznymi miała swoje teoretyczne podstawy. Według S. Cohena upadek systemu bipolarnego miał swoje korzenie w ewolucji struktury ekonomicznej, innowacyjności technologicznej, ewolucji stosunków społecznych oraz rewolucji militarnej. Ponadto ład globalny zdaje się ewoluować w kierunku daleko posuniętej wyspecjalizowanej integracji regionalnej, co prowadzi do pewnego rodzaju turbulencji w strefach pęknięcia (co dostrzega autor), jak i na stykach geopolitycznych (co jest bagatelizowane). Tym niemniej na zakończenie warto także podkreślić, że książka została napisana w sposób przystępny, w której widać zarówno ewolucję poglądów autora, jak i trwanie pewnych „wartości stałych". Natomiast z polskiej perspektywy aż prosi się nie tylko o rodzimy przekład recenzowanej pozycji, lecz przede wszystkim o rozprawę monograficzną dotyczącą ewolucji modelu ładu globalnego Saula Bernarda Cohena, który - bądź, co bądź - uchodzi za jednego z najbardziej wpływowych, cytowanych i wznawianych współczesnych geoanalityków z kręgu anlo-amerykańskiego.
Czytany 13810 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04