piątek, 22 kwiecień 2011 08:34

Robert Potocki: Euro-Syberia jako koncepcja geopolityczna?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

eurosyberia

  dr Robert Potocki

Recenzja: Marc Rousset, La nouvelle Europe: Paris-Berlin-Moscou – Le continent paneuropéen face au choc des civilisations, Godefroy de Bouillon, Paris 2009, ss. 538.

W 2002 roku francuski geoanalityk Henri de Grossouvre opublikował rozprawę Paris-Berlin-Moscou: La voie de l’indépendance et de la paix (Paris 2002), w której postulował budowę nowego porządku geopolitycznego na obszarze Euroazji od Atlantyku po Pacyfik [1]. W jego opinii ten wielkoprzestrzenny projekt transkontynentalny, oparty na trzech graczach geopolitycznych: Francji, Niemczech i Rosji – miał stanowić swoiste remedium na nie tyle współczesny Pax Americana, co raczej Pox Americana. Równocześnie była to także swoista reakcja na tezy Zbigniewa Brzezińskiego, wyrażone w jego Wielkiej Szachownicy (Warszawa 1997) [2]. Tak się wówczas złożyło, iż niecały rok później – w kontekście amerykańskiej inwazji na Irak – doszło do zawiązania nieformalnego sojuszu politycznego pomiędzy wspomnianymi mocarstwami oraz krótkotrwałego napięcia strategiczno-kulturowego na linii Paryż-Waszyngton, które przybrało nawet formę „wojny medialnej” [3]. Z tego samego też okresu pochodzi także słynny, już Rumsfeldowski, podział na „Starą” i „Nową Europę”. Ostatecznie z tego taktycznego sojuszu niewiele zostało, jednak w wyniku ówczesnych napięć transatlantyckich pojawiły się dwie inicjatywy godne odnotowania. Po pierwsze – relacje między prezydentami Francji (Jacques Chirac) i Rosji (Władimir Putin) oraz kanclerzem Niemiec (Gerhard Schröder) przybrały charakter niemal natury osobistej [4], z drugiej zaś – w tej atmosferze, w Paryżu powołano do istnienia Stowarzyszenie Paryż-Berlin-Moskwa (Association Paris-Berlin-Moscou), którego prezesem został wzmiankowany na początku tegoż akapitu autor, zaś podstawowym celem tejże instytucji jest wypracowanie platformy współpracy między Europą a Rosją [5].

 

Historia zabiegów, czy też debaty intelektualnej wokół stworzenia sojuszu kontynentalnego sięga swymi korzeniami ostatnich dekad XIX wieku. Miała ona ścisły związek z Pax Britanica. Także niebagatelną rolę odegrały tu związki polityczne niemiecko-rosyjskie (rozbiory I Rzeczpospolitej, koligacje rodzinne między Romanowymi a dynastiami panującymi w Rzeszy, wpływ Petersburga na proces zjednoczenia Niemiec, stosunki niemiecko-sowieckie w latach 1918-1941), francusko-rosyjskie (sojusz polityczno-wojskowy w latach 1892-1918, zbliżenie z ZSRR w latach 1935-1939, spuścizna polityczna gen. Charlesa de Gaulle’a), mit (sowieckiego) rosyjskiego supermocarstwa wzrosły na bazie wyników II wojny światowej, konfrontacja okresu Zimnej Wojny oraz rosyjska doktryna „suwerennej demokracji”. Współcześnie do argumentacji na rzecz utworzenia tego bloku dołączyły jeszcze dwa postulaty: (1) Konieczność zastąpienia po 1991 roku globalnego Pax Americana ładem wielobiegunowym i policentrycznym oraz (2) Unia Europejska oraz Rosja – jako gracze geopolityczni – są od siebie ściśle współzależni oraz posiadają „kompatybilne” systemy gospodarcze (rosyjska ropa naftowa i gaz ziemny w zamian na inwestycje kapitałowe i nowoczesne technologie).

W tym kierunku podąża także najnowsza rozprawa Marca Rousseta Nowa Europa: Paryż-Berlin-Moskwa – Kontynent Paneuropejski wobec zderzenia cywilizacji, wydana przez wydawnictwo Godefroy de Bouillon. Autor ten (doktor nauk ekonomicznych oraz absolwent Columbia University oraz Harvard Business School) w 2001 roku opublikował rozprawę Les Euroricains („Euro-rykanie”), w której poddał totalnej krytyce marginalizację Europy atlantyckiej w ramach nieformalnego imperium amerykańskiego. Dlatego też, nim przejdziemy do głównych tez recenzowanej rozprawy, warto jest uczynić w tym miejscu dwie uwagi natury edytorskiej. Po pierwsze – monografia ta stanowi kontynuację wspomnianych rozważań dotyczących roli Europy po 1991 roku, a po drugie – sam podtytuł jest nieco mylący, gdyż nie odnosi się on bynajmniej do Huntingtonowskiego zderzenia cywilizacji, lecz szkoły binarnej w geopolityce klasycznej, która wyznaje zasadę, iż podstawą rywalizacji globalnej w historii jest rywalizacja potęgi morskiej z kontynentalną (Halford Mackinder, Karl Haushofer, Carl Schmidt). W sumie poglądy i argumenty są charakterystyczne dla myśli politycznej francuskiej Nowej Prawicy.

Motywem przewodnim książki są – jak już o tym wspomniano – losy “zmarginalizowanego” Starego Kontynentu w epoce Pax Americana. Jej autor próbuje znależć receptę na powrót Europy do Wielkiej Gry, jako niezależnego ośrodka siły. W jego opinii, aby dokonał się ten proces, powinna ona poprzestać na odgrywaniu roli subregionu w ramach systemu transatlantyckiego oraz jako rozwiązanie alternatywne – nawiązać bliską współpracę strategiczną i gospodarczą z Rosją (s. 11). Tym samym Marc Rousset poddaje w wątpliwość dwa podstawowe paradygmaty, które legły u podstaw świata zachodniego. W pierwszej kolejności stwierdza on, iż drogi rozwoju cywilizacyjnego UE i USA nieodmiennie się rozchodzą, wskutek istnienia znacznych różnic w kulturach strategicznych obu podmiotów (s. 12). Następnie wychodzi on z założenia, iż centrum globalnej potęgi nie znajduje się bynajmniej po obu stronach Atlantyku, lecz na obszarze “transkontynentalnej” Europy. W konsekwencji podejmuje on intelektualną próbę zerwania z atlantyzmem na rzecz paneuropeizmu, gdyż “Europa nie rozciąga się od Waszyngtonu do Brukseli, lecz od Brestu po Władywostok” (s. 516). Recenzowana rozprawa składa się z trzech podstawowych części. W pierwszej relacjonuje on zabiegi emancypacyjne Unii Europejskiej pod egidą Francji i Niemiec, ze szczególnym uwzględnieniem dla tych celów roli Rosji. W części tej podstawą do rozważań jest głównie spuścizna polityczna gen. Charlesa de Gaulle’a. Kolejną odsłonę stanowią rozważania wokół osi Paryż-Berlin-Moskwa. Z kolei, w ostatniej części konstruuje on futurystyczny projekt Paneuropy, z Francją jako centrum cywilizacyjnym.

Marc Rousset rozpoczyna swe rozważania od krytyki systemu transatlantyckiego, którego symbolem jest przede wszystkim kontrolowane przez Amerykanów NATO. Jednakże po 1991 roku, wraz z zakończeniem Zimnej Wojny, Unia Europejska staje się coraz bardziej “kontynentalna” w tym sensie, że jej główne zainteresowania przesunęły się w kierunku wschodnim, co ma związek nie tylko z jej terytorialnym rozszerzeniem, ale przede wszystkim wynika także z faktu, iż zbliżyła się go granic Rosji. Równocześnie jednak hegemonię i unilateralną politykę USA definiuje ona w kategoriach “kultury konfliktu”. Z drugiej także strony współczesny projekt Europy jest konceptem pozbawionym podstaw kulturowo-duchowych oraz granic, a w konsekwencji skazany na porażkę (s. 109-111). Podstawowym zarzutem stawianym przez autora jest stwierdzenie, że UE nie została zaprojektowana, jako “ośrodek siły”, w sytuacji, gdy system światowy ulega nieustannej transformacji. Największą jednak słabością jest jednak nieumiejętność zerwania z przeszłością i zbudowanie “Europy jako mocarstwa”. Jego zdaniem cierpi ona zatem na swoisty kompleks “Piotrusia Pana”, który zadawala się status quo. Inną przyczyną jej słabości jest istnienie w jej granicach amerykańskich “koni trojańskich” z Wielką Brytanią na czele.

Równocześnie jednak w skali globalnej dokonuje się przemiana systemowa, która jest niekorzystana dla całego Starego Kontynentu. Autor poddaje tu krytyce koncepcje pokoju hegemonicznego lansowane przez Stany Zjednoczone, globalizację identyfikowaną jako MacDonaldyzację oraz przesunięcie punktu ciężkości polityki ekonomicznej z Atlantyku w kierunku Azji, ze szczególnym uwzględnieniem problemu wyłaniania się nowych wielkich mocarstw kontynentalnych takich jak Chiny, czy Indie. Marc Rousset wychodzi w tym momencie, ze słusznego skądinąd założenia, że zagrożenia odczytywane w Waszyngtonie i Europie nie muszą się pokrywać, z drugiej zaś strony nastał już czas, aby ten ostatni podmiot geopolityczny wziął odpowiedzialność za swoje dalsze istnienie.

Jaką zatem receptę na “schyłek Europy” dostarcza mam autor? Przede wszystkim w swoich rozważaniach powraca on do Karolińskiej koncepcji Starego Kontynentu. I proponuje przebudowę Unii Europejskiej w mocarstwo, którego rdzeniem byłaby Françallemagne – unia francusko-niemiecka. „Czy jest możliwe – pyta on – zbudowanie państwa francusko-niemieckiego, tak jak było to dawniej w przypadku Austro-Węgier? Francja i Niemcy to organizm przestrzenny liczący ponad 140 mln mieszkańców [...]. Jest to warunek wstępny dla europejskiej jedności [...]. Francja i Niemcy są połączone Schicksalgemeinschaft, ‘wspólnotą przeznaczenia’” (s. 133) i proponuje rozszerzenie tego projektu o Włochy, Hiszpanię, Kraje Beneluxu oraz Austrię (s. 532). W tym miejscu warto jednak odnotować, iż Skandynawia, Państwa Bałtyckie i Polska są postrzegane przede wszystkim poprzez pryzmat orientacji euratlantyckiej, co jest – zdaniem recenta – nadmiernym uproszczeniem problemu. Dla czytelnika obeznanego ze współczesną francuską myślą polityczną postulat ten nie jest także żadną nowością, gdyż już w latach 2003-2004 przetoczyła się nad Sekwaną i Szprewą dyskusja nad projektem federalizacji Unii Europejskiej, z francusko-niemieckim państwem związkowym jako jego “twardym jądrem”. Zresztą stanowisko to i sposób prezentacji i argumnetacji niemal do złudzenia przypomina projekt “Republiki Reńskiej” Christiana Saint-Étienne’a z 2004 roku [6].

Autor recenzowanej rozprawy proponuje także Europejczykom dokonanie przeglądu „geografii zagrożeń”. Przede wszystkim widzi on zagrożenie dla przyszłości i stabilności Starego Kontynentu głównie w ekspansji USA w głąb eurazjatyckiego interrioru oraz na Bliskim Wschodzie. W jego opinii działania strategiczne i polityczne Waszyngtonu sprowadzają się głównie do powstawania coraz to nowych ognisk zapalnych oraz destabilizowania nowopowstałych państw na obrzeżach i pograniczu Unii Europejskiej. Areną „nowej wielkiej gry” jest przede wszystkim obszar od Bałkanów aż po Azję Środkową. W pewnym uproszczeniu można nawet przyjąć, że jest to teren określony przez Z. Brzezińskiego jako „Globalne/Eurazjatyckie Bałkany”. Na wspomnianym terytorium – pod pretekstem promowania demokracji – Waszyngton wspierał w latach 2000-2006 „rewolucje wyborcze” (Serbia, Gruzja, Ukraina, Kirgistan), w celu osiągnięcia dwóch zasadniczych celów: (1) osłabienia Rosji, jako głównego rozgrywającego na terenie byłego ZSRR (s. 307) oraz (2) zapewnienia sobie kontroli nad zasobami surowców energetycznych oraz szlakami ich transportu z głębi azjatyckiego kontynentu na Zachód (s. 312). Szczególnie istotną rolę w rozgrywkach tych odgrywa Gruzja i Ukraina, które można w tym przypadku określić mianem sworzni geopolitycznych (s. 355, 376).

Marc Rousset wcale nie ukrywa, iż właśnie w Rosji widzi on głównego gwaranta stabilności całego regionu postsowieckiego, gdyż powstałe w 1991 roku sprowadza do kategorii państw „niezrównoważonych wewnętrznie”. Równocześnie jednak wyznaje dość anachroniczny i ahistoryczny już dziś pogląd, iż Ukraina jest dla Rosjan częścią Rosji (s. 363-367), choć równocześnie proponuje pośrednictwo francusko-niemieckie w zbliżeniu obu tych krajów. „Europejczycy – pisze on – powinni zabiegać o podtrzymywanie procesów pojednania rosyjsko-ukraińskiego i rosyjsko-gruzińskiego, zamiast zabiegać o przyjęcie Ukrainy i Gruzji do NATO, co dla Rosji oznacza nic innego jak casus belli” (s. 527). Także analizując źródła i przyczyny marginalizacji UE: dyzindustrializację, drenaż mózgów, zapaść demograficzną, stopniową islamizację, wzrost konkurencyjności rynków amerykańskich i azjatyckich, terroryzm, słaby potencjał geopolityczny autor doszukuje się podobnych zagrożeń także w stosunku do Moskwy. W tej sytuacji proponuje on zawiązanie „wspólnoty losów”, tym bardziej, że obie części Starego Kontynentu należą do świata chrześcijańskiego. „Nadszedł już czas, – konkluduje – aby Francja, Niemcy i Rosja podjęły współpracę na wiele sposobów w ramach wspólnych projektów, [...] aby Euro-Syberia zdecydowała o powstrzymaniu upadku Starego kontynentu, aby młodzi Europejczycy pozbyli się złudzeń nadętego egoizmu materialistycznego [...] oraz unicestwiła bierność społeczeństwa konsumpcyjnego [...]” (s. 12).

W konsekwencji też – wychodząc z podstawowego założenia o współzależności strategicznej i gospodarczej między UE i Rosją postuluje on pozyskanie dostępu do złóż surowców energetycznych, i strategicznych tej ostatniej w zamian za dokapitalizowanie tej gospodarki oraz udostępnienie określonych technologii wydobywczych. W tej sytuacji także „Prawo zatrudnienia musi być uznane przez narody europejskie [...] od [...] Portugalii do Cieśniny Beringa, w tym w regionie Kaukazu Północnego. Na tej plaszczyźnie 500 mln Europejczyków i 150 mln Rosjan powinny być w stanie rozszerzyć granice kulturowe Europy aż do Władywostoku” (s. 46). Celem tak zarysowanego projektu jest nie tylko wzmocnienie europejskiego stanu posiadania na Dalekim Wschodzie, ale i zbudowanie autarkicznego Bloku Kontynentalnego zdolnego do konkurencji zarówno z USA, jak i Azją.

Geopolityk ten nie ukrywa, że gdyby ZSRR wygrał Zimną Wojnę idea Euro-Syberii – kosztem krajów Europy Zachodniej – byłaby już zrealizowana, jednak współcześnie żadne z wielkich mocarstw kontynentalnych nie jest – z racji posiadania ograniczonych zasobów wojskowych, ludzkich oraz materiałowych – w stanie samodzielnie stworzyć Bloku Kontynentalnego (s. 532). Nadrzędnym celem osi paneuropejskiej jest zatem stworzenie III Rzymu (s. 198). Nie należy go jednak mylić z rosyjską koncepcją polityczną występującą pod ta samą nazwą. Dla Marca Rousseta I Rzym to czasy Imperium Romanum, zaś II – okres Renovatio Imperium Romanum, identyfikowanego przede wszystkim z Europą Karolingów, czemu jednak towarzyszyło następnie wielowiekowe rozbicie kontynentu. W konsekwencji historia Europy zatoczyłaby w ten sposób koło i pozwoliłaby jej osiągnąć na nowo status tego starożytnego supermocarstwa. „Koncepcja Euro-Syberii zakłada, iż możliwa jest pełna niezależność [Paneuropy], która nie zagraża żadnemu sąsiadowi, ale z drugiej strony Chiny, USA oraz Islam [z uwagi na posiadany potencjał geopolityczny] nie będą mogły zagrozić jej prawdziwej niezależności. Dlatego też Francja i Niemcy powinny przemodelować ‘architekturę’ Europy we współpracy z Rosją” (s. 198-199). Równocześnie jednak Marc Rousset nie obawia się „imperializmu moskiewskiego”, gdyż koniec końców przyznaje, iż sojusz wojskowy Europy z Moskwą nie jest w stanie zastąpić gwarancji bezpieczeństwa ze strony NATO. W jego opinii (Neo)karolińska „Nowa Europa” połączona byłaby nadal więzami militarnymi z USA (po wzmocnieniu i usamodzielnieniu własnego potencjału obronnego) oraz ekonomiczno-społecznymi z Rosją. Sojusz wojskowy Zachodu broniłby zatem Europę przed potencjalnymi „niespodziankami” ze strony Kremla, zaś kompeksowa współpraca z Rosją sprzyjałaby jej modernizacji społecznej oraz europejzacji. Z kolei sama Unia Europejska osiągnęłaby status jednego z ośrodków siły w wielobiegunowym świecie oraz doprowadziłaby do deamerykanizacji swej ponowoczesnej tożsamości kulturowej. W ten sposób proces „europeizacji” Europy dobiegł by końca.

Ostatecznie też należy stwierdzić, iż mimo swej objętości rozprawa ta niewiele wnosi nowych argumentów na rzecz osi Paryż-Berlin-Moskwa od czasu ukazania się monografii Henri de Grossouvre’a. Zasadnicza różnica polega jednak na tym, że koncepcję tą sytuuje w globalnej sytuacji geopolitycznej, jaka się ukształtowała w latach 2004-2008 (od kryzysu irackiego po wojnę gruzińską). Także projekt wzmocnienia europejskiego stanu posiadania nie jest z zasadzie niczym nowym, gdyż takie rozwiązanie proponował w 2004 roku chociażby Zbigniew Brzeziński [7]. Argumentacja Marca Rousseta sprowadza się głównie do lansowania tezy o konieczności budowy Europy jako mocarstwa posiadającego zdolność konkurowania z USA i Azją. Do tego potrzebna jest jednak pomoc Rosji jako zaplecza terytorialnego, wojskowego i surowcowego. O ile autor z dużą dociekliwością i dokładnością charakteryzuje współczesne słabości UE (zapaść demograficzna, problem islamu, brak wizji rozwoju, kryzys tożsamości), to równoczesnie bagatelizuje dylematy rosyjskiej „demokracji suwerennej” oraz „supermocarswa energetycznego”. W swoich rozważaniach dotyczących bezpieczeństwa energetycznego nie uwzględnia także tzw. dynamicznej koncepcji bogactw naturalnych. Autor ma jednak niewątpliwie rację, kiedy wyznaje pogląd, iż pozbawienie USA statusu “mocarstwa europejskiego” doprowadziłoby do rekonfiguracji globalnego układu sił, chociażby z tej racji, iż utraciłyby one w ten sposób możliwość działania na obszarze eurazjatyckiego interrioru. Tym niemniej ceną za stworzenie Paneuropy byłoby uznanie obszaru postsowieckiego za rosyjską strefę wpływów, Unii Europejskiej za domenę duetu Niemcy-Francja oraz uczynienie z Moskwy główną potęgą wojskową Starego Kontynentu, co wywołałoby nie tylko podziały wewnątrz samej UE, lecz i powrót resentymentów historycznych.

Recenzowana rozprawa dowodzi także iż w skali Europy definiowanej geograficznie konkurują ze sobą dwa podstawowe projekty integracyjne. W opinii atlantystów – kontynent ten to przede wszystkim obszar wschodniego zlewiska Atlantyku. Dlatego też integracja europejska powinna objąć wszystkie kraje kontynentu łącznie z Turcją, lecz z wyłączeniem Rosji z uwagi na jej rozległość terytorialną. Dopiero na tej bazie można nawiązać partnerstwo strategiczne z eurazjatycką Moskwą. Z kolei zwolennicy bloku kontynentalnego lansują tezę o równorzędności i paralelnym współistnieniu dwóch projektów integracji europejskiej: Unii Europejskiej zdominowanej przez sojusz niemiecko-francuski oraz Wspólnotę Niepodległych Państw kierowaną przez Rosję. Granicą obu tych systemów jest była granica ZSRR z wyłączeniem Krajów Bałtyckich.
Czytając jednak rozprawę Marca Rousseta musimy sobie uzmysłowić jednak fakt, iż współcześnie oś Paryż-Berlin-Moskwa nie jest realną kontrpropozycją wobec Pax Americana, z uwagi na dysproporcje potencjałów, nadwyrężenie imperialne Rosji oraz “cywilny” charakter UE. Autor zupełnie bagatelizuje fakt, iż o ile Moskwa w wielkiej grze kieruje się logiką Realpolitik, to UE egzystuje na poziomie neofunkcjonalizmu politycznego, zaś USA posiadły umiejętność balansowania na pograniczu świata nowoczesnego i postmodernistycznego. Na recenzowaną książkę należy także spojrzeć poprzez pryzmat wewnątrz-francuskiej debaty na temat roli i pozycji Paryża jako mocarstwa światowego i jego roli na Starym Kontynencie, szczególnie w odniesieniu do Niemiec. Przede wszystkim recenzowana rozprawa stara się podtrzymywać mit wielkomocarstwowy odwołując się przede wszystkim do oświeceniowej wizji Europy z Francją jako centrum kulturowym. Z drugiej strony jest ona do pewnego stopnia intelektualną reakcją na zachwianie “równowagi potencjałów” w ramach duetu na rzecz RFN po wcieleniu NRD. W konsekwencji w ramach UE wzrosła pozycja Berlina, głównie z racji posiadanych zasobów gospodarczych i finansowych. Tym niemniej oś francusko-niemiecka jako główna “oś napędowa” Unii Europejskiej po 2004 roku traci na znaczeniu, na rzecz nowych form współpracy [8]. Także o ile faktem jest, że stosunki francusko-rosyjskie i niemiecko-rosyjskie odznaczają się dużym “dwustronnym zaangażowaniem”, o tyle zarówno Paryż, jak i Berlin nie są skłonne współpracować ze sobą na tym polu, a raczej konkurują w zabiegach o przychylność Kremla. Nie dotyczy to oczywiście perspektyw rozszerzenia NATO o Ukrainę i Gruzję, których krytyka nie jest w tym przypadku zupełnie bezzasadna. Trzeba jednak przyznać, iż współczesna Francja jest stosunkowo bezkrytyczna wobec Rosji (przykładowo: casus wojny sierpniowej), zaś Niemcy zachowują się tu bardziej powściągliwie (np. inicjatywa rozciągnięcia planów ewentualnościowych NATO pod kryptonimem “Eagle Guardian” na Polskę i Kraje Bałtyckie). Ma to swoje przełożenie także na stosunki z Rosją [9].

______________________________________________________________

1 A. Barańska, R. Potocki, Geopolityka Europy: oś Paryż-Berlin-Moskwa? [w:] Teorie i casusy globalizacji, red. R. Bäcker, J. Marszałek-Kawa, Toruń 2006, s. 86-109; R. Potocki, Oś Paryż-Berlin-Moskwa [w:] Na szachownicy dziejów i międzynarodowej polityki: Księga pamiątkowa dedykowana Profesorowi Zbigniewowi Brzezińskiemu, red. H. Kocój, M. Szczerbiński, Gorzów Wielkopolski 2006, s. 205-213; A. Barańska, Oś Paryż-Berlin-Moskwa w rozważaniach Henri de Groussovrea, „Geopolityka” 2008, nr 1, s. 50-61.
2 R. Potocki, A. Barańska, Francuski odpowiednik „Wielkiej Szachownicy”, „Sprawy Wschodnie” 2004, nr 2-3, s. 227-235.
3 A. Szeptycki, System zachodni wobec „kryzysu irackiego” (wrzesień 2001 – marzec 2003 r.), [w:] Od starej do nowej Europy? Kierunki integracji europejskiej, red. R. Bäcker i inni, Toruń 2005, s. 6-80.
4 A. Szymański, E. Wyciszkiewicz, Spotkania Putin-Schröder-Chirac -- znaczenie i perspektywy, „Biuletyn PISM” 2005, nr 53.
5 Association Paris-Berlin-Moscou, (7 IV 2011).
6 Ch. Saint-Étienne, Potęga albo śmierć: Europa wobec imperium amerykańskiego, Warszawa 2004, s. 159-250.
7 Z. Brzeziński, Wybór: Dominacja czy przywództwo, Kraków 2004, s. 121-123.
8 A. Giddens, Europa w epoce globalnej, Warszawa 2009, s. 240-244; T. G. Grosse, Europa na rozdrożu, Warszawa 2008, s. 72-75, 86-92.
9 K. Pisarska, Polityka Unii Europejskiej wobec Federacji rosyjskiej przed i po 2004 roku: czynniki zmian i kierunki ewolucji, „Rocznik Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej” 2010, z. 3, s. 31-49.

Czytany 7648 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04