niedziela, 15 wrzesień 2013 10:35

Rafał Zgorzelski: Nowy wspaniały Irak

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

nowy_irak


  dr Rafał Zgorzelski

Recenzja: Mariusz Zawadzki, Nowy wspaniały Irak, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2012, 336 ss.

W 1253 roku Hulagu-Chan – zaczyna swą opowieść Mariusz Zawadzki, autor książki „Nowy wspaniały Irak”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa WAB w Warszawie w roku 2012 – z wielką armią ruszył na ziemie islamu, żeby zgodnie z najlepszymi tradycjami swojego dziada Czyngis-Chana plądrować, rabować i gwałcić, a także mordować wszystkich, którym się to nie spodoba. Podczas oblężenia przez Mongołów Bagdadu kalif Al-Mustasim więcej czasu poświęcał swym nałożnicom niż zajmował się obroną miasta. W dniu 13 lutego 1258 roku Mongołowie zdobyli Bagdad i przez kolejnych 7 dni go grabili oraz niszczyli. Hulagu-Chan osiągnął swój cel nie zrażając się niekorzystną dla siebie wyrocznią astrologa, który wieszczył, iż konsekwencją podniesienia ręki na państwo kalifa będzie seria plag.

M. Zawadzki pisze, że amerykańska wyprawa na Bagdad, zakończona zdobyciem miasta w dniu 9 kwietnia 2003 r., była zaskakująco podobna do mongolskiej. W roli kalifa, który do końca lekceważył najeźdźców osadza Saddama Husajna, nowy Hulagu-Chan to George W. Bush, a funkcje astrologa pełni sekretarz stanu USA Colin Powell, najpierw przeciwny tej wyprawie, a potem, niczym astrolog powołany przez chana w miejsce kolegi pesymisty, wręcz odwrotnie, zaliczający się do jej orędowników.

Mariusz Zawadzki wskazuje na jeszcze jedno uderzające podobieństwo. Tak samo jak w roku 1258 Bagdad zdobywa najpotężniejsza armia świata, w konfrontacji, z którą obrońcy miasta nie mieli żadnych szans. I znowu Bagdad zostało splądrowany. Tyle, że tym razem nie przez najeźdźców, a lokalnych rzezimieszków, którzy wykorzystali dni chaosu i bezprawia.

Mongołowie zdobyli Bagdad, złupili miasto, wymordowali jego ludność i ruszyli dalej; Amerykanie – wręcz przeciwnie – postanowili zatrzymać się tu na dłużej po to, by zbudować demokrację na modłę zachodnią.

Książkę M. Zawadzkiego czyta się jedynym tchem. Pełno w niej retrospekcji i porównań potwierdzających to, że historia lubi się powtarzać, choć nie zawsze jest nauczycielką życia. Zresztą autor reportażu wskazuje też na uderzające podobieństwo tworzenia się nowego ładu w Iraku po upadku S. Husajna z okresem powstawania państwowości irackiej pod czujnym okiem sekretarza do spraw kolonii Winstona Churchilla. I tu przemożny wpływ na bieg pozytywnych zdarzeń miał sojusz z pozoru… niepozornych przedstawicieli elit kolonialnych oraz lokalnych szejków.

M. Zawadzki opisuje wydarzenia, w których współuczestniczy. Oddaje głos amerykańskim żołnierzom, Brytyjczykom, Irakijczykom – zarówno tym, którzy wspierają nowe władze, jak i tym pozostającym do nich w głębokiej opozycji. Słyszymy wybuchające bomby, strzały z karabinów, czujemy jak opada nam na ramiona pustynny pył. Autor pokazuje różne postawy Amerykanów, stosujących w Bagdadzie metodę kija (bezpardonowe przeszukiwania domostw mające na celu wytropienie buntowników i znalezienie broni) oraz marchewki (wręczających wystraszonym dzieciom zabawki). Amerykanów popełniających błędy, lecz działających, w przeciwieństwie do Brytyjczyków stacjonujących w Basrze, którzy wystawiają nos z koszar tylko wtedy, gdy naprawdę muszą. Charakteryzuje życie codzienne Irakijczyków, to jakimi problemami żyją, rozpadanie i tworzenie się różnych elementów państwowości. Wreszcie poszukiwanie takich narzędzi, które pozwolą najskuteczniej utrwalić demokrację.

Amerykanie – mówi jeden z bohaterów książki M. Zawadzkiego – szukali w Iraku broni. Po roku okupacji ta broń się znalazła i została przeciw nim użyta. Ale to nie jest broń chemiczna ani biologiczna tylko ciemnota i analfabetyzm. Zresztą Amerykanie popełniają głupie błędy, które są wodą na młyn. W dniach 22 i 23 maja 2003 r. amerykański namiestnik Iraku Paul Bremer rozwiązuje armię iracką, wywiad i specsłużby. Na bruk trafia z dnia na dzień niemal 400 tys. osób. Wyższa kadra oficerska armii S. Husajna traci wszelkie przywileje a ponadto otrzymuje szlaban na pełnienie stanowisk państwowych. To samo dotyczy wysokiej rangi działaczy prohusajnowskiej partii Baas. Oliwa dolana do ognia robi swoje. Późniejsze nieszczęścia są w dużej mierze konsekwencją tych decyzji. Tworzą one społeczne zaplecze do buntu, który znajduje odzwierciedlenia w takich organizacjach jak Armia Mahdiego.

M. Zawadzkiego wiele rzeczy zaskakuje w tym nowym Iraku. Ociera się o śmierć, a to wpadając wraz z opancerzonym wozem, którym przemierza drogę, na minę, a to spotykając się z buntownikami, w których szeregach znajdują się także ludzie wpływowi i światli tacy jak szejk Abdul Sattar Al-Bahadli – niekoronowany władca Basry, znający wrocławski eksperymentalny Teatr Laboratorium Jerzego Grotowskiego.

Tam, gdzie oficjalne władze nowej administracji państwa nie mają nic do powiedzenia rządzą niepodzielnie szejkowie. Można się z nimi bić – to wojna z wiatrakami lub próbować ułożyć się. Amerykanie to wreszcie pojmują, no i zmieniają taktykę sprzymierzając się często z dawnymi bandytami, lecz takimi, którzy mają posłuch, w celu zaprowadzenia porządku.

Książkę M. Zawadzkiego nie tyle warto, co należy przeczytać. Czas poświęcony na jej lekturę zostanie spożytkowany właściwie.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa.

Czytany 4199 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04