wtorek, 11 grudzień 2012 08:13

Przemysław Sieradzan: Kolorowe, ale nie rewolucje

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

kolory-rewolucji


  dr Przemysław Sieradzan

Recenzja: Krzysztof Kozłowski, Kolory rewolucji, Wydawnictwo POLTEXT, Warszawa 2012, 179 ss. 

Tzw. „kolorowe rewolucje” to jeden z najbardziej kontrowersyjnych fenomenów polityki światowej ostatniego dziesięciolecia. Wśród publicystów i ekspertów nie milkną spory na temat oceny przemian, które dokonały się w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgistanie. Niektórzy skłonni są idealizować „kolorowych rewolucjonistów”, upatrując w nich romantycznych, niezłomnych bojowników o demokrację i sprawiedliwość na obszarze postradzieckim. Inni z kolei postrzegają uczestników manifestacji jako ofiary technik manipulacyjnych stosowanych przez zagraniczne ośrodki wywiadowcze i pionki w rozgrywce mocarstw o hegemonię na globalnej szachownicy. Nie mniejsze emocje wywołały wśród światowej opinii publicznej wydarzenia tzw. „Arabskiej Wiosny”, które wstrząsnęły fundamentami kruchej struktury bezpieczeństwa w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Optymiści chcieli w nich widzieć kolejną falę demokratyzacji – cieszyli się z upadku skorumpowanych reżimów i przekonywali, że masowe wystąpienia antyrządowe trwale zmienią na lepsze oblicze regionu. Pesymiści ostrzegali przed ryzykiem wkroczenia świata arabskiego w fazę permanentnej niestabilności i kryzysem humanitarnym na wielką skalę, wskazując na rosnącą popularność fundamentalistycznej wersji islamu oraz hipokryzję przywódców świata zachodniego, uzależniających wsparcie bądź potępienie protestów od własnych interesów.

Przemiany polityczne na obszarze postradzieckim oraz w świecie arabskim przyjęło się w dyskursie publicystycznym określać mianem „rewolucji” a także przypisywać im tyleż poetyckie, co pretensjonalne epitety („różana”, „pomarańczowa”, „tulipanowa” itd.). Określenia te są często powielane bezrefleksyjnie i schematycznie. Dyskusje na temat tych nadzwyczaj ważnych zjawisk politycznych zazwyczaj sprowadzają się do ekspresji postawy emocjonalnej (już to admiracji, już to potępienia) wobec ich protagonistów i uczestników. Jednocześnie można zaobserwować wyraźny deficyt refleksji naukowej nad genezą i istotą masowych wystąpień przeciwko władzy w różnych regionach świata.

Krzysztof Kozłowski, doktor nauk politycznych specjalizujący się w procesach politycznych zachodzących w Chińskiej Republice Ludowej i Azji Centralnej, adiunkt w Katedrze Studiów Politycznych Szkoły Głównej Handlowej, nie uległ pokusie przyłączenia się do pełnego emocji sporu między apologetami i demaskatorami „rewolucji”. Jego praca Kolory rewolucji, która ukazała się w serii „Współczesne stosunki międzynarodowe” nakładem wydawnictwa Poltext jest przyczynkiem do zupełnie innej dyskusji na temat genezy masowych wystąpień ludności przeciw władzy – dyskusji merytorycznej, wolnej od osobistych sympatii i antypatii oraz apriorycznych tez.

Praca ma charakter popularnonaukowy. Została pomyślana jako pomoc dydaktyczna oraz swoiste wprowadzenie w nadzwyczaj złożony temat i zachęta do dalszych lektur. Czytelnika, który oczekuje od autora pogłębionych, szczegółowych i bogatych faktograficznie analiz uwarunkowań historycznych, społecznych i ekonomicznych poszczególnych aktów antyrządowego sprzeciwu, z pewnością spotka rozczarowanie. Rzetelne studium masowych wystąpień w Eurazji i Afryce Północnej musiałoby jednak liczyć wiele tomów, które i tak nie wyczerpałyby całej złożoności opisywanych procesów. Propedeutyczny charakter pracy Krzysztofa Kozłowskiego wymusił zwięzłość formy. Praca, choć opisuje cały kompleks różnorodnych zagadnień, liczy zaledwie 160 stron, co wymusza pewną powierzchowność opisu. Powierzchowność tę trudno jednak potraktować jako zarzut, ponieważ na polskim rynku wydawniczym brakowało jak dotąd syntetycznego uogólnienia naukowego dotyczącego całej gamy fenomenów politycznych określanych w publicystyce mianem „rewolucji kolorowych”, przystępnego dla nowicjusza, a jednocześnie wolnego od uproszczeń charakterystycznych dla publicystyki. W moim przekonaniu praca Krzysztofa Kozłowskiego jest dobrym wprowadzeniem w nadzwyczaj złożoną problematykę.

Rozdział, zatytułowany Korzenie rewolucji, jest próbą teoretyczno-metodologicznego ujęcia różnych form przemian społeczno-politycznych oraz adekwatnego zdefiniowania podstawowych pojęć stosowanych w dalszej części wywodu. Autor prześledził ewolucję semantyczną pojęcia „rewolucja” oraz dokonał dyskusyjnego, lecz logicznie poprawnego podziału ujęć teoretycznych, wyróżniając „model klasyczny” i „model refolucji”. Przytaczane definicje omawiane są dość wysokim poziomie ogólności, a wywód nie jest wolny od uproszczeń wymuszanych przez propedeutyczny charakter pracy, które jednak mogą razić część czytelników. Złożone teorie przedstawione są w sposób klarowny i przystępny. Bardzo ciekawym elementem rozdziału jest ekstrapolacja teorii Thomasa Kuhna dotyczącej rewolucji naukowych na rewolucje społeczno-polityczne, przedstawiane jako zmiana paradygmatu sprawowania władzy i fundamentalnych zasad, konstytuujących wspólnotę polityczną. Wadą rozdziału jest całkowite pominięcie lewicowych ujęć rewolucji, które niestety dla części badaczy pozostają tematem tabu. Powołanie się na Marksa, Bakunina, Lenina, Trockiego, Marcusego, Wallersteina czy Żiżka, chociażby nawet w kontekście polemicznym, z pewnością wzbogaciłoby wywód. W kontekście rozważań nad refolucją zabrakło mi odwołań do całej, nadzwyczaj bogatej, teorii non-violence, jedynie wspomnianej w studium.

Wysoko oceniam rozdział drugi pracy, zatytułowany „Kolorowe rewolucje na obszarze postradzieckim”. Przekonująca wydaje się część opisowa rozdziału, która wymagała pieczołowitej selekcji ogromnego materiału. Wydarzenia zostały zrekonstruowane w sposób lakoniczny, lecz zarazem bardzo konkretny i poprawny merytorycznie. Zaletą pracy jest obiektywny i wyważony sposób narracji, w którym bardzo rzadko można dostrzec osobiste preferencje autora. Autor rozwiewa romantyczne mity na temat przemian w Gruzji, na Ukrainie i w Kirgistanie, ukazując ich powierzchowny, a nierzadko politykierski i klikowy charakter. Nie ulega przy tym pokusie demonizacji liderów opozycji czy przedstawienia wydarzeń przez pryzmat międzynarodowego spisku czy choćby zredukowania ich do gry światowych potęg o globalną dominację. Bardzo ciekawy jest fragment dotyczący „rewolucji udaremnionych”, w którym opisane zostały wydarzenia w regionach słabo znanych przeciętnemu czytelnikowi prasy. Błędem wydaje mi się jednak włączenie Karaczajo-Czerkiesji do listy regionów, w których doszło do próby zmiany władzy za pomocą masowych protestów ludności (w istocie mieliśmy do czynienia ze zbrojną konfrontacją klanów karaczajskich pozbawioną jakiejkolwiek „nadbudowy” ideologicznej), zaś zupełnym nieporozumieniem wydaje się wymienienie wydarzeń, do których doszło w 2005 roku w Inguszetii (pisze o tym zresztą sam autor, opisujący sytuację w kaukaskiej republice w kontekście polemicznym). Mocną stroną rozdziału jest podsumowanie, zawierające ciekawe wnioski uogólniające. Nie zgadzam się wprawdzie z tezą o korelacji szans na sukces przemian politycznych z poziomem wolności obywatelskich w kraju – Armenia i Białoruś nie wydają się państwami autorytarnymi w znacząco większym stopniu, niż Kirgizja A. Akajewa czy Gruzja E. Szewardnadze. Pozostałe prawidłowości odnotowane przez autora są jednak przekonujące i składają się na pewien uniwersalny, spójny model tzw. „kolorowych rewolucji na obszarze postradzieckim”. Szczególnie przekonujące wydają mi się jednak uwagi dotyczące powierzchownego charakteru przeobrażeń politycznych, które w istocie nie zmieniły mechanizmów sprawowania władzy. Żaden spośród rekonstruowanych procesów nie spełniał definicji rewolucji przedstawionych w rozdziale teoretycznym. Autor wskazał Gruzję jako jedyne państwo postradzieckie, w którym przemiany (quasi-)rewolucyjne wywarły względnie trwały wpływ na sytuację polityczną. W momencie gdy pisał swoją książkę nie mógł przewidzieć wyborczego zwycięstwa partii „Gruzińskie Marzenie” Bidziny Iwaniszwili, które potwierdziło jego tezę o powierzchowności przeobrażeń politycznych na obszarze postradzieckim.

Z zainteresowaniem przeczytałem rozdział trzeci, zatytułowany „Arabska Wiosna Ludów”, opisujący niepokoje społeczne w państwach Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. W rozdziale tym znajdziemy analizę socjodemograficznych i ekonomicznych przyczyn zamieszek, które doprowadziły do zmiany władzy w Tunezji i Egipcie oraz stały się pretekstem do zbrojnej ingerencji państw NATO w Libii. Autor precyzyjnie rekonstruuje przebieg wydarzeń w poszczególnych państwach (także tych, gdzie protesty zostały skutecznie spacyfikowane przez władzę, jak choćby w Bahrajnie). Wydarzenia zostają przedstawione jako pewien proces o zasięgu całego regionu przy wyeksplikowaniu istotnych różnic i ukazaniem specyfiki wydarzeń w poszczególnych państwach. Autor podjął polemikę z tyleż trywialnym, co powszechnym w publicystyce poglądem, że świat arabski stanowi pewną koherentną, homogeniczną całość. Mocną stroną pracy są uwagi o charakterze generalnym i polemicznym, ukazujące złożoność i niestabilność sytuacji, a także pozwalające spojrzeć na wydarzenia w państwach muzułmańskich w sposób wolny od uproszczeń i ideologicznych klisz. Autor zwraca uwagę na heterogeniczność ideową sił protestu w świecie arabskim oraz spory ambicjonalne oraz doktrynalne wśród opozycji i elit władzy, które sprawiają, że procesy polityczne w krajach arabskich przestają się czytelnikowi jawić jako manichejska konfrontacja „dyktatury” z „narodem”.

Szkoda, że autor nie pokusił się o porównanie wydarzeń na obszarze postradzieckim i w świecie arabskim. Takie porównanie z pewnością wzbogaciłoby książkę. Praca ma jednak charakter propedeutyczny, a nie komparatystyczny. Żałuję też, że autor nie zdecydował się na konsekwentne odrzucenie publicystycznej frazeologii i rezygnację z propagandowych w istocie pojęć „rewolucja”, „Wiosna Ludów” itp. Pojęcia te jednak tak zakorzeniły się w dyskursie publicznym, że całkowite wyrugowanie ich wymagałoby prawdziwej ekwilibrystyki słownej.

Kolory rewolucji są pracą potrzebną, interesującą i dobrze napisaną – przystępnym wprowadzeniem w nadzwyczaj złożony kompleks procesów, które w dodatku znajdują się in statu nascendi. To cenna lektura dla studentów kierunków humanistycznych i społecznych oraz osób chcących lepiej zrozumieć rzeczywistość geopolityczną współczesnego świata. To skromne objętościowo studium należy jednak traktować jako tylko (lub aż!) pierwszy krok na drodze do zrozumienia nadzwyczajnej złożoności fascynujących fenomenów rewolucji, które w istocie rewolucjami nie są.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa POLTEXT.

Czytany 4846 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04