środa, 30 marzec 2011 06:25

Piotr A. Maciążek: 'Ku Nowej Europie...' czyli geopolityczna wykładnia marksizmu

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Ku_Nowej_Europie


  Piotr A. Maciążek

Recenzja: Leszek Sykulski, Ku Nowej Europie: perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji. Spojrzenie geopolityczne z Polski, Instytut Geopolityki i Alfa24, Częstochowa 2011, 122 ss.

Koncepcja kontynentalna zaprezentowana przez Leszka Sykulskiego w książce „Ku Nowej Europie. Perspektywa związku Unii Europejskiej i Rosji” opiera się na współzawodnictwie cywilizacji lądu (Mackinder) i morza (Mahan). Trzonem swoich rozważań autor uczynił dwa paradygmaty. Pierwszym z nich jest  agresywność układu anglosaskiego, który stara się opanować Rimland [1], stanowiący klucz do przewagi nad mocarstwami lądowymi. Drugim – konieczność integracji mocarstw kontynentalnych, które mają szansę stworzyć „jedną z największych, jeśli nie największą koncepcję geopolityczną w historii świata”. Ostatnim elementem zarysowującym tezy Sykulskiego jest rodzący się na naszych oczach wielobiegunowy obraz świata. Spróbujmy zatem przeanalizować model zaproponowany przez autora tej pozycji w oparciu o tekst jego książki.

Pierwszą wątpliwość musi budzić nadmierna „sakralizacja” wykładni geopolitycznej, proponowanej przez autora. Nieprzypadkowo użyłem tego terminu ponieważ Leszek Sykulski jawnie powiela myśl Aleksandra Dugina, nakładając na klasyczne prawidła geopolityczne ideologiczną nakładkę. Morze, to w koncepcjach Dugina symbol wartości płynnych i zmiennych (liberalizm). Ląd to wartości stałe i niezmienne (konserwatyzm). Ludzi morza charakteryzuje chaos, nowoczesność, demokracja, anarchia, kapitał i indywidualizm. Ludzi lądu określa ład, tradycja, hierarchia, porządek, praca i wspólnota. Podobne tezy stawia Sykulski, co w wielkim stopniu zdominowało jego koncepcję i narrację książki. Taki punkt widzenia spowodował, że w drapieżną, agresywną rolę politycznego konkwistadora wschodzi mocarstwo morskie (USA), a lądowa Rosja to naturalna składnia kontynentalnego układu geopolitycznego, dążącego do homeostazy i równowagi. Powyższy podział ról wpływa także na nie znajdujące potwierdzenia w historii twierdzenie Sykulskiego, wedle którego układ wielobiegunowy jest stabilniejszy od jednobiegunowego (autorska niezgoda na pozimnowojenny porządek międzynarodowy?). Tymczasem jak stwierdza Herfried Munkler „imperia różnią się od państw imperialistycznych tym, że inwestują w kraje peryferyjne, starając się im zapewnić stabilność i dobrobyt (…) dla marksistów działania imperium są tożsame z imperializmem, dla innych do zadań imperium należało będzie zapewnianie dóbr wspólnych”. Sykulski wychodzi z marksistowskiego założenia, wedle którego imperium amerykańskiego jest z założenia agresywne i destruktywne. Jak pogodzić taką wykładnię np. z planem Marshalla?

Historia nie jest zresztą najmocniejszą stroną „Ku Nowej Europie”. Jej autor twierdzi m.in., że „powstanie Pakistanu z woli Londynu było obliczone wprost na osłabienie indyjskiego ośrodka siły” [s. 90] - tymczasem w marcu 1946 roku misja brytyjska zakomunikowała, że odradza podział Indii na rzecz utworzenia państwa zjednoczonego czego dobitnym przykładem była mieszana hindusko-muzułmańska konstytuanta [2]. Pokrycia w historii nie posiada także kolejne stwierdzenie Sykulskiego, wedle którego agresywne mocarstwo amerykańskie „potrafi nazwać prawdziwą interwencję humanitarną «nieuzasadnioną agresją»”, byle odpowiadało to imperialnym interesom amerykańskim. Słowa te padają w kontekście konfliktu o Bengal Wschodni, w którym dochodziło do ludobójstwa, rzekomo ignorowanego przez Waszyngton, wspierający Pakistan [s. 48]. Tymczasem „w dniu 14 września 1971 senacka komisja ds. zagranicznych uchwaliła rezolucję o zaprzestaniu pomocy gospodarczej dla Pakistanu, a 8 listopada administracja prezydenta Richarda Nixona postanowiła przerwać dostawy sprzętu wojskowego dla Pakistanu” [3]. Innymi słowy Sykulski dopasowuje fakty historyczne do swojej koncepcji amerykańskiego imperium zła - agresywnego mocarstwa morskiego, wbijającego klin w Eurazję. W związku z tym w książce znajdziemy także takie „perełki” jak stwierdzenie, wedle którego zbrojenia Reagana są winne obecnym zbrojeniom na świecie [s. 46], lub „Gruzja dokonała agresji na Osetię” (czyli samą siebie?). Jak w tym przypadku traktować zdecydowane działania „lądowej” Francji i pasywne posunięcia „morskiego” USA, a „Ukraina powstała z woli Rosji jako bufor oddzielający FR od agresywnego, ekspansjonistycznego Zachodu” (sic!).

Inne nieścisłości w koncepcji autora są jeszcze bardziej porażające. Nie wiadomo dlaczego w kontynentalnym bloku Paryż-Berlin-Moskwa sytuuje on Francję - dawniej państwo kolonialne, tradycyjnie morskie, a dziś nadal posiadające silną flotę, Gujanę Francuską, posiadłości na Pacyfiku i jedną z największych morskich stref ekonomicznych na świecie. Sykulski snuje przed nami wizję połączenia mocarstw lądowych w blok kontynentalny, ale nie odnosi jej w żaden sposób do Związku Radzieckiego, który przecież – posługując się parafrazą autora - „związał geopolityczne masy lądu” w Eurazji i próbował de facto stworzyć blok kontynentalny (po zajęciu części Niemiec przez ZSRR do urzeczywistnienia tej idei brakowało już jedynie Francji). Także Rosję w swoim koncepcyjnym układzie Sykulski traktuje bezrefleksyjnie (brak uwag krytycznych pod jej adresem), a jego narrację dominuje niejako integracyjna konieczność dziejowa. Zresztą takie mistyczne dominanty bardzo często przeważają u autora nad geopolitycznym wykładem.

Książka Sykulskiego roi się także od nieścisłości i błędów logicznych - oto kilka przykładów, które zwróciły moją uwagę. Fundamentem koncepcyjnym „Ku Nowej Europie...” jest pokojowa integracja bloku kontynentalnego w oparciu o wymianę gospodarczą i technologiczną oraz utworzenie wspólnego systemu bezpieczeństwa, odseparowanego od NATO. Tymczasem Leszek Sykulski, nazywając Ukrainę państwem sezonowym, przedstawia jej podział na Galicję Wschodnią (integrującą się z UE), Małorosję (która może przyłączyć się do Rosji) i Republikę Kijowską „stanowiącą swoisty bufor” [s. 111]. Po co w tym miejscu Europy bufor geopolityczny skoro czeka nas pokojowa integracja bloku kontynentalnego?

Autor nie porusza także kwestii przyszłego losu Białorusi oraz krytykuje koncepcję Partnerstwa Wschodniego, które ma zintegrować tereny postradzieckie z UE. „Takie postawienie sprawy jest w swojej istocie obliczone na podział kontynentu (…) program ten [Partnerstwa Wschodniego] ma na celu integrację części Pasa Środkowego Eurazji, aby stworzyć przeciwwagę geopolityczną dla rosyjskiego ośrodka siły” [s. 106] pisze Sykulski - ale skoro osią swojej koncepcji uczynił budowę pokojowego, transkontynentalnego połączenia Eurazji, to obszar buforowej Europy Wschodniej trzeba będzie jakoś połączyć z integrującą się Rosją i UE. Skoro nie dokona tego Partnerstwo Wschodnie to pozostaje nam w ramach koncepcji Sykulskiego - Rosja… Paradoksalnie w innej części swojej książki autor stwierdza, że Pas Środkowy Eurazji kontroluje Ameryka. Zatem w tym kontekście działania Partnerstwa Wschodniego niwelowałyby wpływy morskiego, geopolitycznego wroga Europy (sic!). Niestety autor, z góry nieprzychylny polskiej inicjatywie, odnosi ją jedynie do Moskwy. Sykulski postuluje również w swojej książce stworzenie nowego, regionalnego układu o bezpieczeństwie zbiorowym na terenie Europy Środkowej w oparciu o Polskę, Rosję, Niemcy, Włochy i Turcję [s. 108]. Jest on koniecznym elementem pozbawiającym geopolitycznych wpływów agresywne mocarstwo morskie, penetrujące Eurazję właśnie w tym strategicznym miejscu za pomocą NATO. Sykulski nie zadaje jednak podstawowego pytania: przed kim miałby chronić postnatowski system bezpieczeństwa regionalnego (sic!)?

Nieścisłe są także koncepcyjne fragmenty omawianej pozycji, dotyczące włączenia Japonii w obręb bloku kontynentalnego. „Naturalnym procesem z punktu widzenia geopolityki będzie poszerzenie osi Paryż- Berlin- Moskwa o Tokio” [s. 87]”, jak pisze prezes Instytutu Geopolityki, dodając w innym miejscu, że „Japonia to azjatycki, geopolityczny odpowiednik Wielkiej Brytanii” [s. 87]. Swoistym memento dla tych stwierdzeń może być zdanie autora, w którym mówi że „nie będzie silnej Europy jeśli jeden z decydujących głosów w niej będzie miała Wielka Brytania" [s. 86], stąd tak ważna jest koncepcja integracji asymetrycznej, pozwalająca na głębsze procesy jednoczące wśród głównych państw kontynentu, umożliwiająca odłączenie pojedynczych ogniw" (fragment odnosi się do Wielkiej Brytanii, tym ogniwem jest zatem Londyn) [s. 86]. Powyższe fragmenty wykluczają się przecież wzajemnie. Sykulski stosuje podwójne standardy wobec dwóch państw stanowiących wzajemny „odpowiednik geopolityczny”. Wielka Brytania ma odseparować się od bloku kontynentalnego, a jej geopolityczny odpowiednik – Japonia - zintegrować się z nim.

Wskazane przeze mnie błędy i nieścisłości, podporządkowywanie faktów promowanej przez autora idei powodują, że wyłącznie na tej podstawie ciężko dyskutować na poważnie nad koncepcją bloku kontynentalnego, choć ona sama niewątpliwie warta jest pogłębionej debaty. Ramy „Ku Nowej Europie” zawierają niespójny obraz, oderwany od rzeczywistości politycznej i przesiąknięty mistyczną otoczką „wartości duchowych” i „dziejowych konieczności”. Pozycję można traktować jako intelektualną zabawę nacechowaną rusofilizmem i silnym antyamerykanizmem. Z pewnością nie jest to obiektywne spojrzenie badacza i chłodny wykład, w którym kalkuluje on otaczający świat.

Przeczytaj inne recenzje tej książki:

Marcin Domagała: Na drodze budowy Bloku Kontynentalnego

dr Radosław Domke: W stronę osi Paryż-Berlin-Moskwa

Witold Szirin Michałowski: Geopolityka elit Europy

dr Mateusz Piskorski: Którędy do celu?

Łukasz Reszczyński: Trudna debata

dr Robert Potocki: Wielka Europa jako koncepcja geopolityczna?

Ronald Lasecki: Świt Wielkiej Europy

_______________________________________
1 Pierścień okalający Eurazję - światową wyspę.
2 Kuszewska A., Indyjsko-Pakistański konflikt o Kaszmir, Warszawa 2010, s. 30
3 Tamże, s. 106

Czytany 10107 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04