sobota, 14 lipiec 2012 11:13

Małgorzata Kaczmarek: Geopolityczne emocje świata

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

geopolityka-emocji

 

Małgorzata Kaczmarek

Recenzja: Dominique Moisi, Geopolityka emocji. Jak kultury strachu, upokorzenia, nadziei przeobrażają świat, tłum. R. Włoch, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2012.

Dominique Moisi, politolog i geopolityk francuski. Studiował prawo oraz politologię na Sorbonie i Harvardzie. Jest doradcą we Francuskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych. Wykładał na Harvardzie oraz Collage of Europe. Główne dzieła tego eksperta z zakresu geopolityki i spraw międzynarodowych to: Żyd mało prawdopodobne (Flammarion 2011), Geopolityka emocji, (Flammarion 2009), Nowy Świat: sprawa dla nowej Europy, we współpracy z Jacques Rupnik, (Calmann-Levy, Paryż, 1991). 

Omawiana książka dotyczy zagadnienia geopolityki, lecz patrząc przez pryzmat emocji, sam autor uważa, iż tytuł pozycji jest już w pewnym sensie prowokacją, gdyż jak można racjonalną naukę, zajmującą się potęgonomią i potęgonometrią, łączyć z subiektywnymi a zarazem irracjonalnymi emocjami, które są w stanie doprowadzić ludzi do ostateczności. W nie tak odległych czasach, specjaliści od stosunków międzynarodowych lekceważyli samo znaczenie emocji, w szeroko rozumianej polityce nie było miejsca na lęki, liczyła się perfekcja i profesjonalizm. Jednak w żyjąc w obecnych czasach nie możemy już negować wszechobecnych emocji, w polityce i działaniu przywódców tego świata. Autor pozycji swoją największą uwagę skupia, na można by rzec najważniejszych i pierwotnych emocjach, które od setek lat targają cywilizacjami tj, strachu, nadziei i upokorzeniu. Moisi swój wybór tłumaczy tym, iż każda z tych emocji w pewnym sensie jest powiązana z terminem wiary w siebie, które jest zasadniczym czynnikiem, który przesądza o tym w jaki sposób narody i ich obywatele radzą sobie z podejmowanymi wyzwaniami. Wiara w siebie jest jednym z czołowych elementów zdrowia świata.

Na powyższą pracę składają się: przedmowa, wprowadzenie, a następnie rozdziały których podstawą są właśnie emocje, na końcu książki zamieszczone są podziękowania oraz wykaz literatury z której korzystał autor.

W rozdziale I Globalizacja, tożsamość i emocje, autor potwierdza pogląd, iż obecnego świata globalizacji nie jesteśmy w stanie pojąć nie uwzględniając emocji. Czy wejście na arenę międzynarodową emocji wiąże się z m.in. z tym, że Zachód nie jest w stanie opierać się na własnych wartościach? Do tego dochodzi brak przewagi jeżeli chodzi o gospodarkę oraz, że w takim stanie za wszelką cenę dąży do obrony wolnego, otwartego świata przed wrogimi mocami.

Jednakże autor uważa, że najważniejszym powodem eskalacji emocji, których jesteśmy świadkami należy upatrywać w tym, iż samo zjawisko globalizacji rodzi niepewność i kryzys tożsamości. Ponadto dramatycznym choć nie bezpośrednim skutkiem wszechogarniającej globalizacji jest nowoczesny terroryzm. Dodatkowo, obecnie gdy Zachód utracił kontrolę nad światem medialnym jesteśmy w stanie zapoznać się z toczącymi się konfliktami i wydarzeniami z różnych punktów widzenia i także samo z pewnymi aurami emocjonalnymi. Co więcej niewidzialna natura zagrożeń terrorystycznych oraz zwielokrotnienie groźby konfliktów niepolitycznych tj. pandemii, zmian klimatu doprowadziło do tego, że czynniki sprawcze stanowią podstawę oraz intensyfikują poczucie niepewności, bezbronności i strachu, ludzie Zachodu żyją w nieustannym lęku. Z drugiej strony zaś strach jest niezbędnym elementem przetrwania.

Autor w tym rozdziale proponuje stworzenie kartografii emocji. Za przykład podaje nam konflikt izraelsko-palestyński, który z jednej strony toczy się o terytorium, suwerenność i bezpieczeństwo, lecz z drugiej strony jest przesiąknięty silnymi emocjami. Autor uważa ten konflikt za swoisty zwór zderzenia się dwóch typów emocji – upokorzenia i strachu. Politolog, skupiając swą uwagę na emocjach, obecną rzeczywistość opisuje prostymi słowami „w epoce globalizacji relacje z Innymi stają się bardziej fundamentalne nie kiedykolwiek przedtem”. W czasach globalizacji stosunki z Innymi są tak znaczące, iż sami musimy się zastanowić kim jesteśmy, nie możemy dokonać podziału świata w kategoriach nam wygodnych „my” i „oni”, czyli np. kultury azjatyckie. Jednakże tożsamości azjatyckie dowodzą tego, że są obdarzone większą zdolnością przystosowania się do skonfliktowanego świata niż tożsamość zachodnia. Jeżeli ludzie Zachodu w dalszym ciągu utożsamiać się będą z tym, iż są centrum świata, to podążają w prostym kierunku do zagrożenia i rozchwiania własnej tożsamości. Dodatkowo autor uważa, że to właśnie emocje są kluczem do uchwycenia sensu toczącego się globalnego konfliktu.

Bezsprzecznie autor ma rację, gdy sądzi, że podział otaczającego nas świata na regiony, odpowiednie do konfiguracji emocji, stanowi olbrzymie wyzwanie. Co najważniejsze Moisi twierdzi, że jesteśmy w stanie zmienić emocje, tylko potrzebni są do tego odpowiedni ludzie.

W rozdziale II Kultura nadziei francuski politolog zaczyna od tego, iż nadzieja to zaufanie, dodatkowo twierdzi, że nadzieja przenosi się z Zachodu na Wschód. Ponadto zwraca uwagę, iż nabrała ona bardziej materialistycznego, świeckiego znaczenia. Nadzieja w XXI w. jest oparta na lepszym dostatnim życiu doczesnym nie zaś na wierze w jakiś lepszy, przyszły świat czy to na ziemi, czy w niebie. W dzisiejszych czasach nadzieją jest sukces ekonomiczny i społeczny, który ma miejsce przede wszystkim na Wschodzie. Kontynent azjatycki sukcesywnie oddala się od wiary, a całą swą uwagę skupia na nadziei płynącej z postępu materialnego, który społeczeństwo może dostrzec i namacalnie poczuć. Moisi podkreśla, że kultura nadziei nie obejmuje całej Azji. Duch nadziei obecny jest w Chinach, opuścił Japonię lecz nie dotarł jeszcze do państw lezących w linii miedzy Pakistanem a Filipinami.

Zawsze gdy mówimy o nadziei na kontynencie azjatyckim, na myśl przychodzą dwa przewodzące kraje – Chiny i Indie. Mimo, iż są gigantami – to z drugiej strony diametralnie różnią się. Autor w tym rozdziale dowodzi, iż Chiny powróciły z dalekiej podróży i ponownie predystynują do tytułu Państwa Środka. W samym kraju słychać opinie, że to właśnie czas działa na korzyść Chin, które starają pozbyć się swoich słabych punktów. Jesteśmy także świadkami tego, jak Chiny wyrastają na mocarstwo na arenie międzynarodowej. Tak samo obywatele Demokratycznej Republiki Chin (Tajwanu) żądają od swych przywódców coraz więcej w kwestii zmian. Autor dowodzi, że Chiny staną się „hegemonem” bez większego trudu. Wystarczy, że będzie wykorzystywał błędy popełniane przez innych. Jedyną przeszkodę ku temu stanowią Tajwan i Tybet. Można się pokusić o tezę, iż to Chiny, a nie już Stany Zjednoczone Ameryki w rejonie Azji Wschodniej pełnią rolę swoistego stabilizatora.

W trakcie gdy Chiny wróciły z dalekiej podróży, to Indie powoli wstępują na arenę światową. Sami Hindusi są dumni z tego, że w trakcie ich krótkiej historii wolnego kraju zdołali tyle osiągnąć. W Indiach prawdopodobnie jest więcej nadziei i zdecydowanie mniej desperacji, aniżeli w przypadku Chin. Mimo to naród hinduski jest bardzo niepewny swojej tożsamości i rosnącej potęgi państwa. Ponadto, o ile wiara chińska jest oparta na triumfalnej przeszłości, to przypadek Indii opiera się na wizji przyszłości. Na koniec Japonia jako odizolowany kraj na kontynencie azjatyckim, na długi czas „zanurzyła” się w przeszłości, związanej z II wojną światową i jej rolą w tym konflikcie. Ponadto, bezsprzecznie Japonia jest pełna lęku, lecz diametralnie lęk ten różni się od obaw wszechobecnych na Zachodzie. Przede wszystkim Japonia obawia się natury, z którą jeszcze nikt nie wygrał. To obawa przed tsunami, trzęsieniami ziemi i powodziami. Ponadto po krachu z lat 90. widoczne jest to, że Japonia nie jest w stanie się podnieść. Autor uważa, iż Kraj Kwitnącej Wiśni ma wiele wspólnego z Europą – oba te twory mają skłonność do depresji, niepokoju i egocentryzmu.

Rozdział III Kultura upokorzenia, upokorzenie jako niemoc, to emocja, która jest uwidaczniana z powodu utraty kontroli nad własnym życiem. Aktualnie kultura „złego upokorzenia” krzewi się przede wszystkim w regionach świata arabsko-islamskiego. Mimo iż nie istnieje arabska jedność to jednak mamy do czynienia z czymś na kształt „arabskiej emocji”. Jest faktem, że religia muzułmańska prężnie rozwija się pod względem demograficznym. Gdy jednak spojrzymy na wszystko przez pryzmat czynników psychologicznych i emocjonalnych, to w kręgu muzułmańskim dominuje wrażenie politycznego i kulturowego upokorzenia i wielki głód godności. Nie dziwi więc obecnych w tych regionach wzrost radykalizmu islamskiego. Poczucie upokorzenia arabsko-islamskiego ma zasadniczą przyczynę, mianowicie jest nią świadomość upadku historycznego. Motorem działań radykalnych ugrupowań jest ponownie lęk lecz tym razem przed rozpadem. Autor upatruje początku upadku islamu wraz z początkiem odrodzenia się religii chrześcijańskiej na Zachodzie, przełom zaś nastąpił w 1683 r. w bitwie pod Wiedniem. Źródłem upokorzenia świata arabskiego jest także państwo izraelskie, już samo ukonstytuowanie się tego tworu było swoistym szokiem dla świata arabskiego. Odebrali to bowiem jako fakt własnego upadku. Najbardziej drażliwą kwestią było nie to, iż państwo izraelskie powstało, lecz to, gdzie powstało – w miejscach świętych Arabów. Należy podkreślić bardzo ważną kwestię, iż sami Izraelczycy umiejętnie podsycają poczucie upokorzenia arabsko-islamskiego, tylko czy zdają sobie sprawę z tego, jakie to może mieć dla nich konsekwencje? Tezą jest, iż do takich działań Izraelczyków popycha brak poczucia bezpieczeństwa.

Jednakże właśnie poczucie upokorzenia może stać się potężną bronią nie tylko dyplomatyczną, o czym zdążyliśmy się przekonać patrząc na wydarzenia historii najnowszej Bliskiego Wschodu. Przywódcy arabscy bardzo chętnie sięgają po argumenty, które mają wpędzić w poczucie winy państwa, które zmuszają do ustępstw świat arabski, jednak nawet i ta taktyka powoli zawodzi.

Do tych wszystkich czynników upokorzenia dołącza rozczarowanie globalizacją. Zatem pytanie samo się nasuwa, skąd się bierze to poczucie wszechogarniającej porażki i niemocy? Czy można wszystko zrzucić na karb religii islamskiej?

Nie należy zaprzeczać, że stosunki między islamem a chrześcijaństwem także dołożyły cegiełkę do kultury upokorzenia. Obie dążą do nawracania. Aktualnie to islam jest religią pełną werwy, która poszerza swój zasięg, a chrześcijaństwo dziś kojarzy się w Europie głównie ze skandalami i powolnym odwrotem religii chrześcijańskiej. Więc dziwi dlaczego temu religijnemu sukcesowi nie towarzyszą sukcesy gospodarcze i społeczne. Mimo wszystko religia nie umniejsza poczucia upokorzenia muzułmanów. Ludzie Zachodu w dalszym ciągu nie są w stanie zrozumieć, dlaczego radykalne organizacje, uważane za terrorystyczne, znajdują tak wielu zwolenników. Może to właśnie terroryzm jest odpowiedzią na ogarniające społeczeństwa arabskie upokorzenie? Jedynym miejscem w którym można dostrzec iskierkę nadziei są Zjednoczone Emiraty Arabskie – oaza dobrobytu i luksusu.

Rozdział IV Kultura strachu autor zajmuje trzecią pozycję, gdyż, jak wskazuje, jest to przeważająca dziś na Zachodzie emocja. Od pewnego czasu to nie Zachód dyktuje warunki. On sam, do czego nie jest przyzwyczajony, musi do pewnych warunków się dostosować. Autor jednak wprowadził rozróżnienie na strach panujący w Ameryce i na strach obecny w Europie. Podstawą strachu w Europie jest utrata władzy nad przyszłością – strach ten jednoczy wszystkie kraje europejskie. Kolejnym czynnikiem strachu jest rozczarowanie jakie niosła ze sobą demokracja na Zachodzie – rozczarowanie to wciąż się pogłębia. Autor uważa, że kultura strachu nie zrodziła się wraz z 11 września. Wydarzenie to jedynie potwierdziło i pogłębiło to zjawisko. Zarówno w Ameryce i w Europie panuje strach przed Innymi, którzy powoli wdzierają się krajów europejskich. Jednak, gdyby Europa miała więcej wiary w siebie i umiejętności do przezwyciężania przeszłości, to na nowe okoliczności, które obecnie targają Europą, mogłaby zareagować odważniej i skuteczniej. Panuje niepewność, co do tego, czym powoli staję się Europa. Strach przed Innymi ma przede wszystkim podłoże demograficzne i geograficzne. Istnieją poważne obawy, że Europa zastanie zalana Innością. Aby odbudować swoją potęgę, Europa jest zmuszona do bardziej intensywnej pracy oraz szybszego rozwoju.

Amerykę wg Moisi'ego można podzielić na dwie części – Amerykę, którą jednoczy strach oraz Amerykę, która jednoczy strach przed strachem. Zwycięstwo nad strachem i przełomowym momentem w dziejach historii Ameryki będzie wygrana Baracka Obamy przedstawiciela dalekosiężnych nadziei. Ponadto Ameryka w przeciwieństwie do Europy nie zatraca się, patrząc co rusz w przeszłość, tylko zdecydowanie patrzy w przyszłość i czekające tam na nią zmiany.

W rozdziale V Trudne przypadki Dominique Moisi opisuje te kraje, które w żaden jednoznaczny sposób nie są w stanie przynależeć do jednej z opisywanych kultur strachu, nadziei czy upokorzenia. Rosja, to państwo, w którym wszystkie trzy podstawowe emocje są bardzo silne i targają społeczeństwem tego kraju. Widoczna jest tam pogoń, czy też tęsknota, za dawną potęgą. Wraz z przeobrażeniami ustrojowymi w latach 90. upadł mit trzech sił: armii, państwa i imperium z czym rosyjscy dygnitarze nie chcą się pogodzić do dziś. Towarzyszący dziś Rosji strach i upokorzenie daje miejsce nadziei, która jest związana z czysto ekonomicznymi i materialistycznymi warunkami życia.

Izrael – niewielkie, młode państwo otoczone przez nieprzyjaciół. W kraju niezaprzeczalnie widoczny jest strach demograficzny – Żydów w znacznym stopniu jest mniej, aniżeli sąsiadujących z nimi Arabów. Kolejnym zarzewiem strachu jest Iran, który publicznie mówi o swoich zbrojeniach i nienawiści do narodu żydowskiego, czy te dwa kraje są w stanie obok siebie współistnieć, odpowiedzi na to pytanie nie otrzymamy o wszystkim zadecydują wydarzenia, które się rozegrają.

Afryka, zdaniem Moisi to kontynent rozpaczy, ale i zarazem nadziei. Dużą wagę autor przywiązuje do kreowanego w mediach obrazu Afryki –czy jest on prawdziwy, tego już nie wiemy. Kontynent ten ponownie został odkryty przez silniejsze państwa za sprawą licznych surowców naturalnych tamże występujących. Dziś, dla Afryki przykładem winna świecić Republika Południowej Afryki, która odniosła sukces. Na kontynencie afrykańskim widoczna jest także nadzieja, która realizuje się przez coraz prężniej działające aktywistki polityczne oraz zmiany polityczne w afrykańskich krajach. Nie da się zaprzeczyć temu, iż na Czarnym Lądzie dokonał się też wzrost gospodarczy.

Ameryka Łacińska – tam widoczna na każdym kroku jest przybierająca na sile przemoc. Upokorzenie także ma swoje miejsce w tym skrawku świata za sprawą Stanów Zjednoczonych, które w dalszym ciągu ingerują w wewnętrzne sprawy krajów latynoamerykańskich. Nieodłącznym elementem Ameryki Łacińskiej są kartele narkotykowe, których rządzący nie chcą bądź nie mają siły zniszczyć.

Rozdział VI Świat w 2025 roku, Moisi bawi się w futurologię, swoiste political fiction, rysując na końcu książki kilka możliwych scenariuszy świata w 2025 roku. Jest to niewątpliwie wyśmienity fragment książki, odważny, biorąc pod uwagę jak łatwo czas weryfikuje wszelkie prognozy. Moisi rozważnie przedstawia jednak różne możliwości, nie wskazując na żadną z nich jako mniej lub bardziej prawdopodobną. Tytuły scenariuszy mówią same za siebie: „Gdy zwycięży strach” i „Gdy zwycięży nadzieja”. Nadzieja, według autora, to zrzeczenie się z hegemonii naszej wersji cywilizacji i uznanie inności – w szczególności Islamu – za równorzędnego partnera. Droga do tego zdaje się być wciąż daleka.

Reasumują – powyższa książka jest niewątpliwie pozycją ciekawą, a przede wszystkim nowatorską w podejściu. Tym samym powinna wzbudzić należne zarówno jej, jak i autorowi zainteresowanie.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej Wydawnictwa PWN.

Czytany 8779 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04