czwartek, 02 wrzesień 2010 08:40

Łukasz Reszczyński: Na geopolitycznym tropie

Oceń ten artykuł
(1 głos)

alt

Łukasz Reszczyński

Recenzja: Witold Michałowski, Ałtajskie tropy, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2010, 244 ss.

 

„Ałtajskie tropy” to książka rzadko spotykana na polskim rynku wydawniczym. Jej bogata konstrukcja utrudnia zakwalifikowanie jej do znanych gatunków. W przeważającej części jest ona relacją podróżniczą, zawierającą jednak treści, których w klasyce gatunku odnaleźć nie sposób.

Zdecydowanie największą zaletą, a jednocześnie swoistym magnesem „Ałtajskich tropów” pozostaje ich autor. Postać dość ekscentryczna, ale i niezwykle doświadczona. Witold Michałowski to specjalista w zakresie budowy rurociągów, który pracował przy budowie nitek m.in. w krajach byłego ZSRR, Kanadzie, Iranie, Iraku i Libii. Jest autorem kilkudziesięciu opracowań naukowych dotyczących tematu. Obecnie redaguje kwartalnik „Rurociągi”. Jest też autorem licznych książek – praca „Skok na rurę” z 1998 roku została nawet sądownie ocenzurowana w Polsce. Jak stwierdza sam autor, jego największa miłością są podróże, stąd też jego bogate doświadczenie w tym zakresie. To on kierował pierwszą polską wyprawą w góry mongolskiego Ałtaju. W swojej bujnej karierze był również działaczem politycznym (w Samoobronie). Dość mocno związany z Czeczenią – w 1997 roku był obserwatorem tamtejszych wyborów, został również pełnomocnikiem muzułmańskiego Czeczeńskiego Związku Zawodowego. Ciekawostką jest fakt, że Michałowski był również członkiem czeczeńskiego specnazu podczas walk tej republiki o niepodległość w latach dziewięćdziesiątych. Ogromna wiedza zdobyta podczas wypraw, a także niecodzienna ciekawość świata autora aż nadto widoczne są w „Ałtajskich tropach”, które jako książka stricte podróżnicza zdecydowanie wyróżnia się od innych tego typu pozycji na rynku.

Książka Michałowskiego to fascynująca podróż po nieznanych szerzej zakątkach dalekiej Syberii, Tuwie, Chinach i Kaukazie. Autor nie ogranicza się jedynie do opisów odwiedzanych miejsc, lecz z historyczną manierą odkrywa ich pradawne dzieje, które znajdują ciekawe koneksje wobec wydarzeń współczesnych. Tak jest chociażby w przypadku opowieści o asasynach, w których Michałowski upatruje mitycznych przodków współczesnych fundamentalistów islamskich. Dość ekscentrycznie brzmią również zapiski na temat domniemanego grobu Jezusa z Nazaretu, który autor odwiedza w kaszmirskim Srinagarze. Opowieści Michałowskiego są żywe i napełnione ekspresją, która niesamowicie wciąga czytelnika w wir historycznej gry. Dla europejskiego czytelnika z pewnością cenne okażą się rozważania na temat pochodzenia cywilizacji starego kontynentu, która jak przekonuje autor, nie pochodzi jedynie z rejonów Morza Śródziemnego, ale również (a może nawet przede wszystkim) z „bezmiernych obszarów Wielkiego Stepu i himalajskich płaskowyżów”.

Recenzowanie książki tak ciekawej postaci, jaką niewątpliwie pozostaje Michałowski onieśmiela. Ogrom wiedzy zawarty w „Ałtajskich tropach” to przede wszystkim kapitał, jaki zbierał autor przez wiele lat swoich podróży i dociekań. Wyjątkowe okoliczności w jego karierze sprawiały, że wiele wydarzeń obserwował bezpośrednio, nierzadko biorąc w nich udział jako jedna ze stron. Jest tak chociażby w przypadku zapisów dotyczących Czeczenii. Tak szczegółowego przedstawienia sytuacji walczących o niepodległość Czeczenów nie podjął się nawet Wojciech Jagielski w swoich „Wieżach z kamienia”, który jako rasowy dziennikarz aż nadto epatuje w tym przypadku obiektywizmem. Czeczeńską wojnę o niepodległość w latach dziewięćdziesiątych trudno ujmować obiektywnie, gdyż ogrom racji wydaje się być tylko po jednej stronie. Podobne stanowisko zajmuje Michałowski, którego antyrosyjskość momentami bywa dość agresywna.

Mimo pozornej stronniczości autor wysnuwa w przypadku Rosji i Kaukazu dość ciekawe geopolityczne tezy. Twierdzi m.in., że dążąca do „odzyskania imperialnej pozycji na kontynencie euroazjatyckim” Rosja „sięgnie – bo musi sięgnąć – po Ukrainę, Białoruś i wybrzeże Morza Bałtyckiego” gdyż „musi dysponować dziesiątkami milionów ludzi, którzy byliby w stanie coś z tą blisko 1/6 ziemskiego globu zrobić”. Michałowski jest również zdecydowanym przeciwnikiem rosyjskiej polityki (terroru) wobec narodów Kaukazu. Wojnę w tym regionie uważa za niemożliwą do wygrania. Jest przekonany, że kaukaskie narody walczą we wspólnej sprawie (dotyczącej również Polaków) „w imię obrony najszlachetniejszych ideałów ludzkości”. Celność twierdzeń autora znakomicie weryfikuje obecna sytuacja geopolityczna na Kaukazie oraz w byłych, „europejskich” republikach proradzieckich, gdzie Moskwa ponownie odbudowuje swoją silną pozycję.

Mimo braku sympatii dla Rosji (choć autor szczegółowo precyzuje jej adresatów – rosyjscy komuniści, Żyrinowski, mafia, KGB, Gazprom, nowi Ruscy), Michałowski oddaje „wielkość” jej narodowi. Obarcza odpowiedzialnością za obecną uległość Polski wobec wschodniego sąsiada, decydentów I Rzeczpospolitej.

Ciekawie prezentują się rozważania autora nad tematem przyszłej roli Rosji w geopolitycznym świecie. Twierdzenie o „niezmiennych, geopolitycznych pryncypiach Moskwy” trwających od wieków brzmią ciekawie zwłaszcza wobec słyszalnych ostatnio głosów o „ociepleniu” rosyjsko-polskich kontaktów, oraz „resecie” w relacjach z Waszyngtonem.

„Ałtajskie tropy” są lekturą uniwersalną, zaspokajającą oczekiwania różnych grup czytelników i badaczy. Ogrom wiedzy, dobry zmysł narratorski oraz podróżnicze zacięcie sprawiają, że pozycję tę śmiało można osadzić wśród klasyki gatunku podróżniczego, obok książek Kapuścińskiego czy Jagielskiego. Dzięki Michałowskiemu tereny dalekiej Azji nabierają w percepcji czytelnika bogatszego znaczenia, które jeszcze lepiej pozwala zrozumieć geopolityczne prawa rządzące tym kontynentem. Nie pozbawione ironii, dobrego humoru i buntowniczości „Altajskie tropy” to potrzeba lektura uzupełniająca, a także odkrywająca nową wiedzę na temat azjatyckich narodów.

Czytany 5227 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04