poniedziałek, 12 październik 2015 07:23

Konrad Rękas: Szlakiem Gromyki i Primakowa

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

Konrad Rękas

Recenzja: Mateusz Piskorski (red. nauk.), Wybór wystąpień i wywiadów ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa, Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Aspra-JR, Warszawa 2015, 206 ss.

Działania wielkich mocarstw w środowisku międzynarodowym mają w sobie coś z przedstawienia, a ściślej nawet – z filmu kryminalnego. Chodzi nie tylko o jasne obsadzenie głównych ról państwowych w kontraście „dobro” vs. „zło”, ale także o epizody w obrębie samych państw. Zarówno w polityce amerykańskiej, jak i sowieckiej/rosyjskiej od dekad obowiązuje podział na „dobrego i złego glinę”.

Co charakterystyczne jednak – o ile w USA „gołębiem” bywa z reguły sekretarz stanu, a „jastrzębiem” sekretarz obrony, o tyle na Wschodzie regularnie bywało odwrotnie. To ministrowie spraw zagranicznych, niczym legendarny już Andriej Gromyko, byli „Misterem Niet”, podczas gdy siłownicy, jak marszałek Rodion Malinowski kierując armią optowali często za niemilitarnymi metodami rozwiązywania sporów. Uogólnienie to rzuca zresztą dodatkowe światło na to, kto w historycznym sporze Waszyngton vs. Moskwa jest stroną faktycznie, a kto deklaratywnie tylko agresywną.

MID-owiec – jeden z wielu, zawsze sam

Refleksja taka wydaje się konieczna w sytuacji, gdy czytelnikowi polskiemu przedstawiono wreszcie pierwszy i nieocenzurowany zapis wystąpień i wywiadów ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, Siergieja Ławrowa. Na tle innych członków rosyjskiego zajmuje on pozycję szczególną – tak ze względu na swe stanowisko (naturalnie związane z pewną elastycznością i względną niezależnością), ale także pochodzenie spoza ścisłego kręgu służb specjalnych, traktowanego jako zasób kadrowy przez prezydenta Władimira Putina dla spraw i resortów newralgicznych. Traktowany długo jako następca raczej fatalnego jelcynowskiego ministra Andrieja Kozyriewa, niż nawiązującego do twardszych tradycji rosyjskiej i radzieckiej dyplomacji Jewgienija Primakowa – S. Ławrow również i dziś z pewnością nie jest „jastrzębiem”, zwłaszcza na tle takich polityków jak choćby Siergiej Iwanow, czy Dmitrij Rogozin. U zarania obecnego załamania w relacjach międzynarodowych Rosji z Zachodem ministrowi zarzucano słabe przygotowanie zwłaszcza obsady placówek dyplomatycznych Federacji do nowych wyzwań, obciążano też odpowiedzialnością za pewną zachowawczość i spowolniony czas reakcji dyplomatycznej Kremla na jawnie wrogi kroki ze strony USA i bloku zachodniego.

Z drugiej jednak strony trudno przekazowi ministra S. Ławrowa odmówić konsekwencji, zwłaszcza w poruszaniu strun celowo pomijanych w propagandzie zachodniego establishmentu (której echo dominuje także nad Wisłą). Dziś coraz prymitywniejszy marketing polityczny Zachodu wolałby zapewne móc posłużyć się figurą Nikity Chruszczowa walącego butem w blat ONZ, zwłaszcza, że za krzykiem Nikity Siergiejewicza krył się przecież strach za skutecznym podjęciem konfrontacji. I tak znacznie twardszy w swych wystąpieniach niż przed laty S. Ławrow wydaje się zresztą być tym groźniejszy, że za jego nienagannymi dyplomatycznymi manierami straszony rosyjską agresją świat zachodni domyśla się woli i wynikającego z niej zagrożenia ze strony stojącego na czele Imperium Zła Judoki-KGB-isty. Obraz ten rzecz jasna jest przesadzony (o czym wiedzą znający kulisy ucierania się decyzji politycznych na Kremlu, w których niekiedy naprawdę ciężko dopatrzeć się owej niezłomnej woli, czy żelaznej konsekwencji), nie mniej jednak należy się zgodzić, że S. Ławrow wydaje się być przy W. Putinie takim szefem dyplomacji, jakiego prezydentowi Federacji Rosyjskiej akurat potrzeba. W dodatku ormiańskie korzenie dodają ministrowi tak korzystnemu na światowych salonach semickiego wyglądu, co również można korzystnie zdyskontować dla realizacji celów rosyjskiej polityki międzynarodowej. W tym właśnie sensie S. Ławrow jawi się jako następca może nie samego A. Gromyki, ale już na pewno bardziej J. Primakowa niż A. Kozyriewa.

Wspólnym szlakiem

Tak się zaś składa, że choć sama Polska ma dla Federacji na polu dyplomacji znaczenie raczej marginalne (przede wszystkim ze względu na oczywistą niesamodzielność geopolityczną III RP, będącej dla USA wasalem drugiej kategorii, zarządzanym nawet nie bezpośrednio, ale przez europejskie nadpaństwo oraz Berlin w kwestiach szczegółowych) – to jednak właśnie cele stawiane sobie w skali globalnej i europejskiej przez Kreml są całkowicie zgodne z interesami narodowymi Polaków i naszą racją stanu. Widać to znakomicie na przykładzie publikacji wydanej przy staraniu Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych oraz Międzynarodowego Instytutu Nowych Państw. Wśród szeregu wypowiedzi S. Ławrowa ważnych dla sytuacji Polski, ale jednak pośrednio (jak podkreślanie negatywnych skutków dokonanej przez Zachód destabilizacji politycznej w państwach basenu Morza Śródziemnego) – są i takie, które mogłyby być wprost wytycznymi i dla polskiego MSZ (gdybyśmy takowy mieli w naszym biednym państwie okupowanym przez wasalną III RP...). S. Ławrow mówił m.in.: „Jak nieustannie podkreślamy, Rosja jest zainteresowana tym, żeby UE była silna i niezależna. Jest ona naszym strategicznym partnerem. Niezależnie od tego, że ktoś próbuje to za wszelką cenę zmienić, tak pozostanie. Zbyt wiele mamy wspólnego, zbyt wiele spraw nas wiąże, przy czym nie tylko w handlu, gospodarce i inwestycjach, ale także w sprawie zainteresowania pokojem i stabilnością w Europie i w jej sąsiedztwie. Oby nikt z drugiego końca naszej planety, prowadząc tu swoją politykę (a każdy ma prawo ją prowadzić) nie robił tego wbrew interesom Unii Europejskiej i Rosji” [1]. Trudno o jaśniejsze wskazanie wspólnoty eurazjatyckiej – na całym jej obszarze, wraz z zaznaczeniem wciąż otwartej oferty współpracy. Oczywiście, jest to propozycja zdecydowanie perspektywiczna, o czym S. Ławrow znakomicie wie, zaznaczając ironicznie czytelną dla wszystkich niesamodzielność „dyplomacji europejskiej”, podległej Johnowi Kerry i innym kierownikom polityki amerykańskiej.

Projekty kooperatywne wiążę się jednak w ustach S. Ławrowa z celem nadrzędnym, którym dla Federacji pozostaje „kształtowanie się multipolarnego demokratycznego ładu światowego”. A to jest też, a w każdym razie powinien być najważniejszy cel dla Polski, już nawet nie w kategoriach interesu, czy odzyskania utraconych elementów suwerenności – ale po prostu biologicznego przetrwania narodu.

Prostota czyni jasność

Wystąpienia S. Ławrowa są pouczające dla polskiego czytelnika także dlatego, że jasnością, prostotą i konkretnością wywodu odbiegają znacznie od unijnej bełkotliwej nowomowy, oparte na metajęzyku, w którym „nie” to „w zasadzie tak”, a entuzjastyczne poparcie, to inna nazwa dla uzasadnionych zastrzeżeń i wątpliwości. Rosyjski MID-owiec w klarowności wywodu bije też oczywiście na głowę tanich propagandystów, dobieranych do kolejnych ekip rządzących III RP, ze szczególnym uwzględnieniem nadętych balonów kierowanych do zapełniania stołka szefa MSZ nad Wisłą. Przy okazji możemy też uzyskać kilka trudnych dostępnych w Polsce informacji na temat faktycznego przebiegu rozmów w kwestii ukraińskiej, czy usłyszeć zdania rzadko słyszalne nawet u w miarę niezależnych komentatorów w Polsce, np. że kluczem dla zrozumienia i rozwiązania kryzysu bliskowschodniego pozostał „brak uregulowania kwestii palestyńskiej”, czyli skutecznego zakończenia konfliktu arabsko-izraelskiego. To banalnie proste, acz kapitalne spostrzeżenie – uświadamiające całość ciągu przyczynowego: obecna fala uchodźców jest poniekąd pochodną wojen domowych w Syrii, Iraku czy Libii – te są związane z wzrostem aktywności islamistów (wspieranych przez USA i cały Zachód) – ta nie byłaby możliwa bez obalenia dotychczasowych rządów w Trypolisie i Bagdadzie (oraz próby powtórzenia tego w Damaszku) znowu przez USA i Zachód – a te wreszcie nie działałaby tak radykalnie i szkodliwie dla bezpieczeństwa światowego, gdyby nie interes Izraela i potrzeby wzmacniania jego regionalnej pozycji. Samo zaś istnienie okupacyjnego państwa Izrael dodatkowo stymuluje ruchy islamistyczne, ułatwiając tylko ich propagandę i powiększanie szeregów. Kto jeszcze we współczesnym świecie poza Rosją (no i Iranem, Syrią itd.) były w stanie wskazać prawdziwą przyczynę obecnych problemów Europy i Śródziemnomorza?

Przyjemność odnajdywania innych takich błyskotliwych myśli S. Ławrowa trzeba zostawić samym czytelnikom, a tych w Polsce nie powinno zabraknąć – bo przecież w publikatorach III RP tego nie znajdą!
_______________________________________
1.  „Wystąpienie i odpowiedzi na pytania mediów w ramach konferencji na temat kryzysu humanitarnego na Ukrainie, Moskwa, 25 sierpnia 2014 r.” w: „Wybór wystąpień i wywiadów ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej Siergieja Ławrowa”, Warszawa 2015 r., s. 37.

Czytany 3162 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 11 październik 2015 18:36