sobota, 17 marzec 2012 08:54

Bartłomiej Doborzyński: O 'pożytkach' transformacji

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

patologia_188


  Bartłomiej Doborzyński

Recenzja: Witold Kieżuń, Patologia transformacji, Wydawnictwo: Poltex, Warszawa 2012, 434 ss.

 

Kryzys neoliberalnego kapitalizmu ogarnia coraz większe połacie świata. Dotyczy to zarówno krajów wyzyskujących jak Stany Zjednoczone, ale także tych mniejszych, słabszych i nie mających za dużo własnych instrumentów ekonomicznych i często wynikających z nich narzędzi politycznych do prowadzenia chociaż w małym stopniu niezależnej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Takie oto kraje są de facto neokoloniami, wskutek przyjęcia i zrealizowania niekorzystnej dla nich praktyki neoliberalnej objawiającej się w wyprzedaży lub zniszczeniu własnych dochodowych gałęzi przemysłu, usług lub bankowości i wynikających z tego pogłębiających sie różnic majątkowych, wzrastającego bezrobocia oraz w skali makro rosnącego deficytu budżetowego i długu publicznego. Taki stan można określić mianem patologii. Będące często własnością wielkich koncernów środki masowego przekazu próbują jednakże przedstawiać milionom odbiorców, że patologia ma miejsce zaledwie na poziomie jednostek, które same ponoszą odpowiedzialność za swoje różne niedobory w kwestii posiadanych zasobów majątkowych, finansowych, a także wykształcenia i zaspokojenia potrzeb kulturowych.

W ostatnich latach pojawia się dużo pozycji książkowych krytykujących taki stan rzeczy, dziejący się w Polsce od ponad 20 lat. Kilka lat temu swój głos krytyczny w tejże sprawie zabrał Grzegorz Kołodko wydając książkę „Wędrujący Świat”. Następnie kulisy transformacji i jej jednoznacznie negatywnych konsekwencji dla naszego kraju ujawnił Tadeusz Kowalik, doradca Solidarności i uczestnik Okrągłego Stołu. Jego książka pt. „www.polskatransformacja.pl” była w świetle przedstawionych dokumentów oskarżeniem pod adresem ekip rządowych po 1989 roku. Bardzo ważnym głosem w dyskusji była 4 tomowa książka Jacka Tittenbruna „Z deszczu pod rynnę. Meandry polskiej prywatyzacji”. Tytuł wyjaśnia wszystko. Tenże rok przynosi kolejną książkę pod znamiennym tytułem „Patologia transformacji”. Jej autor – Witold Kieżun to 90-letni profesor Akademii Leona Koźmińskiego zajmujący się Naukami o Zarządzaniu. Oprócz tego był powstańcem warszawskim, więźniem gułagu na pustyni Kara-Kum, a później m.in. zajmował się opracowywaniem projektów ONZ w Burundi i Rwandzie. Z bliska mógł obserwować zbrodnicze praktyki zachodniego kapitału wobec krajów afrykańskich.

W swojej książce ukazuje patologiczne przesłanki polskich przemian w co najmniej 4 wymiarach. Wymiar ekonomiczny dotyczy przyjęcia w często naiwny sposób przez polskich niedoświadczonych, nie znających się zazwyczaj na zarządzaniu i ekonomii polityków i doradców zasad „dzikiego liberalizmu” polegającego na szybkiej wyprzedaży wielu ważnych dla państwa polskiego elementów majątku narodowego, podniesieniu kredytów do kilkusetprocentowych progów i w efekcie przejęciu za przysłowiowe grosze dużej części państwowych spółek. Aspekt polityczny patologii polegał na zmianie kierunku wielu działaczy partyjnych, którzy wcześniej wedle badań przeprowadzonych przez prof. Kieżuna „komunistami” byli tylko ze względu na doraźne interesy ich wiążące. Wielu z nich szybko odnalazło się w nowej rzeczywistości stając się właścicielami upadłych zakładów, a inni stali się „socjaldemokratami”, którzy już po 4 latach odzyskali władzę po rozczarowaniu polaków rządami działaczy solidarnościowych. Po 1989 roku doprowadzono jak pisze autor książki do „całkowitego zanegowania bazy ideologicznej”, nie dokonawszy - mówiąc po heglowsku „negacji i kontynuacji”. W kwestii zarządzania doszło do nieudolnej, nie skonsultowanej ze specjalistami reformy administracji, która powiększyła kilkukrotnie ilość stanowisk kierowniczych oraz zwiększyła o kilkaset tysięcy posady w administracji państwowej. Duży udział w tym miała także reforma przywracająca powiaty. Wreszcie aspekt społeczny przemian objawił się szybko w gwałtownym i drastycznym zubożeniu polskiego społeczeństwa, będącym bezpośrednim często skutkiem zastosowania wobec milionów ludzi używając terminologii prof. Kołodki „szoku bez terapii”, a w późniejszych latach „schładzania bez sensu”.

Dzieło, a raczej testament prof. Kieżuna składa się z 5 rozdziałów, podpartych bogatą bibliografią, ponad 30 tabelkami, 5 aneksami będącymi rzeczowymi apelami do rządzących, na które nie doczekał się profesor odpowiedzi. Ważnym materiałem badawczym są także empiryczne odniesienia do poruszanych w książce zagadnień. Pierwszy rozdział dotyczy teoretycznych rozważań nad pojęciem patologii organizacji w oparciu o literaturę światową. To pojęcie określa autor jako „względnie trwałą niesprawność, która powoduje marnotrawstwo w sensie ekonomicznym i (lub) moralnym przekraczając granice społecznej tolerancji”. (s. 16) Zwraca on także uwagę na to, że jedną z form patologii organizacji jest „negatywna autonomizacja”, która objawia się z zmianie celu głównego na uboczny lub inny cel główny; zmianę sposobu działania; taką zmianę celów, w której środek działania (cel pośredni) staje się celem głównym. Zaznacza się także, że organizacja ma cel, która wpływa na jej strukturę. Poprzez przykłady koncepcji różnych myślicieli społecznych ukazuje dlaczego owe cele nie mogą być zazwyczaj realizowane. Witold Kieżun wymienia także inną ważną dla całej książki patologię, do której będzie powracał w kolejnych rozdziałach. Nazywa ją „autonomiczną negatywną fikcją organizacyjną” (s. 23). Wskutek jej powstania i ciągłości ponoszone są ogromne materialne i moralne koszta społeczne (s.24). Skutkiem takiej fikcji są cztery główne patologie zarządzania publicznego: Gigantomania, luksusomania, korupcja oraz arogancja władzy.

Drugi rozdział dotyczy ukazania w jaki sposób kształtowało się społeczeństwo polskie w okresie po II Wojnie Światowej oraz omawiane jest zjawisko kształtowania się fenomenu Solidarności. Zdefiniowane jest pojęcie transformacji jako „proces gruntownego przekształcenia, przemiany obejmującej możliwie największą część organizacyjnej rzeczywistości, a więc struktury zarówno ekonomicznej jak i społecznej kształtujących obraz jej kultury” (s. 27). Prowadzeni jesteśmy poprzez historię polskiego państwa ze znanymi powszechnie faktami, które zaznaczyły poszczególne okresy w powojennym, trudnym dla nas okresie odbudowy naszego kraju. Skutkiem tego było wytworzenie się modelu „homo sovieticus” (s. 27). System zarządzania państwem PRL-owskim nazywany jest w książce sieciową strukturą macierzową z dominacją partii komunistycznej. Przewodnią ideologią był materializm dialektyczny, gospodarka była zcentralizowana i planowa. Wykształcił się „syndrom wroga”, także wielokrotnie przywoływany na łamach książki. Dotyczył on „negatywnych form krytyki naukowej” (s. 33). Jej istotą był „dogmatyzm teoretyczny”, najpopularniejszą formą zaś argumenty ad personam. Dowiadujemy się w jaki sposób kształciły się elity komunistyczne, które szybko opanowały choćby zarządzanie bankami, będąc „komunistami” w sposób koniunkturalny. To był jeden z przykładów fikcji organizacyjnej. Po 1956 roku zaczęto ich dokształcanie i już wtedy rozpoczęły się wyjazdy na zagraniczne stypendia naukowe (Fullbright, Ford, Eisenhower). W 1961 roku powstał Instytut Doskonalenia Kadr, a w latach 70-tych organizowano kursy zarządzania dla ministrów i wojskowych. Wtedy też kształciły się na zachodzie dzieci nomenklatury, mający wysoki poziom wiedzy i bogate kontakty. Kieżun porusza także temat „teczek”, wedle jego szacunków zostało ich tylko 10-15% i wiele z nich jest niewiarygodnych, pisanych w gabinetach przez pracowników służb, aby stworzyć kolejną fikcję. Ukazywana jest droga odnajdywania się władzy partyjnej w kolejnych ważnych etapach historii powojennej kraju, która także po 1989 była w stanie dwukrotnie odzyskać łącznie na 8 lat władzę parlamentarną, ale także objęła wiele kierowniczych stanowisk w przejętych za niewielkie pieniądze przedsiębiorstwach i bankach. Ponad 60% byłych kierowników państwowych banków kierowało nimi po ich przejęciu. Okazuje się także, że w ostatnich 15 latach w Rosji szeregi rosyjskich służb specjalnych opuściło 200 tys. Funkcjonariuszy, z których Putin uczynił swoją armię w wielu dziedzinach życia. Opisana jest w tymże rozdziale patologiczna pragmatyka organizacji z lat 60-tych i 70-tych. Brak było podziału zadań na strategię, taktykę, operacje. Za dużo było centralizacji oraz szczebli w administracji. Przerost więzi nieformalnych przekształcał się w mafie. Najważniejszym grzechem gospodarki socjalistycznej był uformowany rytuał procesu makro- i mikrodecyzyjnego. Organy administracji podejmowały często decyzje zgodnie z patologicznym modelem ekstensywno-ilościowym, z iluzoryczną rytualną oprawą typu propagandowo-teatralnego (s.64). Do tego dochodziły problemy takie jak alkoholizm, plagiaty, łapówki. Autor do opisów rzeczywistości dodaje własne obserwacje uczestniczące. Nadzieją na zmianę tychże schematów była właśnie Solidarność. Punktem wyjścia była odmienność wartości. Preferowano hasło „socjalizm tak, wypaczenia nie". Postulaty załóg były antyrynkowe, domagano się państwowej kontroli cen, indekacji płac i doskonalenia systemu kartkowego. Nie było mowy o prywatyzacji i kwestionowaniu własności państwowej. Nie chciano także wracać do kapitalizmu. We wrześniu 1981 roku powstała koncepcja samorządowego, obywatelskiego państwa. Po stanie wojennym i połączeniu służb z władzami wprowadzano powoli elementy wolnego rynku poprzez Ustawę o Działalności Gospodarczej w 1988 r. Co umożliwiło proces „uwłaszczenia nomenklatury”, tak dokładnie opisany przez Jacka Tittenbruna. Ideowa linia partii, bezpieki i wojska rozpoczęła denacjonalizację zaprzeczając idei komunizmu. Przejście do ustroju kapitalistycznego miało ograniczyć, a następnie zlikwidować klasę robotniczą, pomimo że idea Solidarności nawiązywała do pojęcia Dobra Wspólnego i oparta była na katolickiej nauce społecznej. Podzielenie się władzą działaczy Solidarności z członkami partii robotniczej de facto oznaczało później perspektywę znalezienia się robotników wśród wielomilionowej rzeszy bezrobotnych. Duży wpływ na to miały działania dawnych działaczy komunistycznych, którzy zmienili poglądy. Nastąpiło zauroczenie u nich ideałami „liberalizmu”, choć wielu z nich nie miało ekonomicznej wiedzy, a także teorii i praktyki w zarządzaniu. Znaczna część tejże nowo kształtującej się elity nie miała świadomości o brutalnej naturze ekspansywnego kapitału mogącego szybko spowodować osłabienie naszego państwa. Ogólnie Polska przekształciła się na skutek kilku czynników: powstania Solidarności, bezideowości większości działaczy partyjnych, załamania się imperialno-ideologicznego celu radzieckiej konstytucji, przekształcenia sie świadomości elit radzieckich oraz jednoznacznej polityki Reagana.

W trzecim rozdziale ukazany jest proces dekolonizacji, a na tym tle antypolska polityka Roosevelta oraz brutalna rekolonizacja Afryki, którą Kieżun miał okazję obserwować osobiście pracując w Burundii i Rwandzie. Rozdział zawiera także ogromną ilość przykładów neokolonizacji Polski oraz szereg krytycznych głosów pod adresem polityków odpowiedzialnych za to. Na początku stawiana jest teza, że dekolonizacja Afryki miała na celu opanowanie przez socjalizm całego świata, dekolonizację miał na celu także Roosevelt. Jego prosowieckość miała na celu pokonanie Niemiec, rzekomo ideową likwidację kolonializmu brytyjskiego. Autor powołuje się także na odtajnione źródła informujące o tym jak w 1943 roku przed konferencją w Teheranie Roosevelt spotkał się na nocnej rozmowie ze Stalinem gdzie zapewnił go o oddaniu jemu Lwowa i Zagłębia w Borysławiu, wbrew obietnicom walki o te tereny danym Sikorskiemu i Mikołajczykowi. Nie domagano się także potem od Stalina aby przekazać aliantom lotniska dla samolotów z pomocą dla powstańców warszawskich. Dekolonizację udało się przeprowadzić w latach 60-tych. Zarówno jednak w Afryce jak potem w krajach blosku wschodniego w wyniku „transformacji” nastąpiła rekolonizacja tychże krajów w ramach modelu neoliberalnego wynikającego z założeń Konsensusu Waszyngtońskiego. Wyliczając główne elementy tych praktyk autor stawia główną tezę, że „fenomen neoliberalizmu polegał na wyzysku i ekonomicznym uzależnieniu danych krajów kolonialnych, teoretycznie niepodległych o niskim poziomie rozwoju ekonomicznego” (s. 100). Wyzysk kapitału zagranicznego przy wsparciu rządu amerykańskiego autor przedstawia na przykładzie Burundi oraz Rwandy. W tych krajach pracował przy projektach ONZ. W Burundi dochodziło także do wyzysku kulturowego objawiającego się w postaci prób wdrażania elementów ustrojów z krajów rozwiniętych. Bank Światowy narzucał szybkie demokratyzowanie kraju, podczas gdy prezydent postulował zmiany ewolucyjne, tak jak pracujący tam autor książki. Dopuszczenie do szybkich demokratycznych wyborów zakończyło sie szybko klęską i mordami politycznymi i zamachem stanu. Dowiodło to nie zrozumienia przez zachód lokalnej specyfiki kraju. Natomiast wojna w Rwandzie była efektem „politycznej makrostrategii kompleksu koncernów amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego” (s. 108). Tutsi wsparci przez amerykańskie koncerny zbrojeniowe opanowali Rwandę i przeprowadzili inwazję na Zair opanowując różne surowce. Udział w tym miał koncern Barrick Gold z Toronto, którego prezydent Peter Munk był przyjacielem Sorosa. Doszło w efekcie do amerykanizacji wcześniej frankofońskiej Rwandy, wprowadzenia urzędowego języka angielskiego, opanowania przez amerykański kapitał produkcji kopalnianej oraz wypchnięcia z tych terenów kapitałów z innych krajów. Do tego doszła śmierć 800 tys. Tutsi, a potem w odwecie 460 tys. Hutu ukrywających sie po tej masakrze w Zairze. Na podstawie powyższych przykładów, a także „wielkiego przełomu” w Polsce, w książce przedstawiono elementy strategii neokolonializmu. Składały się na nie brak znajomości ekonomicznych mechanizmów przez kadry kierownicze państw Trzeciego Świata; w początkowej fazie akceptacja założeń Konsensusu Waszyngtońskiego oraz otwarcie rynku wewnętrznego dla importu; bankructwa, przejęcia bądź fuzje państwowych firm; prywatyzacje po bardzo niskiej cenie, wycena dokonywana za łapówkę; rozwój zagranicznej struktury usługowej, medialnej, handlowej; ekspansja zagranicznych banków; rozwój dualnej struktury gospodarczej (s. 109-111).

Autor charakteryzuje w dalszej części rozdziału także komunistyczną Polskę w drodze do kapitalizmu. Ukazuje mechanizmy tworzenia się prywatnego sektora w Polsce w latach 80-tych, a także odsłania kulisy wprowadzania w życie tzw. Planu Balcerowicza będącego de facto planem Sachsa-Sorosa, na co także zwracał w swojej książce Tadeusz Kowalik. Wszystkie późniejsze czyny i ich efekty odzwierciedlały poszczególne punkty strategii neokolonializmu. Autor zadając pytanie czy mieliśmy do czynienia z szokową terapią, a może też ekonomiczną neokolonizacją odpowiada na nie podając fakty na temat katastrofalnych dla kraju wyników działań kolejnych rządów oraz cytując obszernie krytyczne opinie szeregu ekspertów, a także znanych postaci, publicystów nie uprawiających zawodowo ekonomii. Balcerowicz został wybrany tylko jako realizator powierzonego mu planu. Głównymi dotkliwymi punktami programu było podniesienie kredytów i zarazem ograniczenie ich dla rządowych inwestycji, likwidacja preferencyjnych kredytów dla budownictwa mieszkaniowego. Dokonano spontanicznej prywatyzacji bez głębszego planu, zliberalizowano ceny i rynek. Balcerowicz był bardziej radykalny niż jego mocodawcy z zachodu. W efekcie szybko inflacja skoczyła do poziomu 600%, płaca realna spadła o ok. 25%, realna wartość emerytury i renty o 19%, dochody netto z rolnictwa na jednego pracującego o 63%, poniżej minimum egzystencji w 1993 r. żyło 40% ludności. Trafnie podsumował ten okres sam autor książki twierdząc, że „niestety propaganda radziecka z symbolem okrutnego krwiopijcy – kapitalisty nie była tylko fikcją polityczną” (s. 133). Na inflacji w Polsce zarabiano w Kanadzie poprzez oprocentowanie kredytów wziętych w dolarach i zamienionych na złotówki. Wyciekły z Polski miliardy dolarów, a kanadyjscy kredytobiorcy zarabiali na inflacji w Polsce dwukrotnie lub trzykrotnie, zamieniając z powrotem złotówki na dolary. Utajniano lub nie odpowiadano ze strony na przeróżne raporty i głosy krytyczne dotyczące całego okresu po 1989 r. Przykładowo raport ekspertów o nazwie „O potrzebie długofalowej strategii w stosunku do kapitału zagranicznego w Polsce” został utajniony przez ówczesnego premiera Cimoszewicza. Podawano w nim przykłady bankructw polskich zakładów, w wyniku których redukcja zatrudnienia objęła 200 tys. pracowników. Obliczono że nastąpił spadek produkcji aparatury informatycznej o 26%; aparatury optycznej o 36,6%; produkcji maszyn i urządzeń energetycznych o 44,9%; urządzeń elektronicznych i teletechnicznych o 66,7%. Autor pokazuje jak niemalże cały przemysł, handel, media, bankowość, usługi zostały zniszczone bądź wrogo przejęte przez zagraniczny kapitał. W bankowości na dzień dzisiejszy największy udział mają u nas Niemcy, Belgia, USA, Francja, Holandia, oraz Irlandia. W handlu przykładowo dominuje sieć sklepów Biedronka, których docelowo w 2015 r. ma być w Polsce 3000. W 2011 osiągnęła ona zysk 20 mld zł. co stawia ją obok Orlenu, PGNiG i KGHM jako najbardziej zyskowną firmę. Natomiast tylko w pierwszych dwóch miesiącach 2011 upadło w Polsce 6593 firm handlu detalicznego. Najwięcej prywatyzacji dokonano za rządów Buzka i Tuska. Komorowski po objęciu funkcji prezydenta podpisał ustawę skreślającą z listy strategiczne przedsiębiorstwa, której nie chciał podpisać poprzedni prezydent Lech Kaczyński. W 2011 r. zostało jeszcze 900 spółek Skarbu Państwa, w 1990 r. było ich 8441. Wielką tragedią była także świadoma likwidacja PGR-ów, o których pisał Tadeusz Kowalik, analizując dane dowodzące że miały one najlepsze wyniki ze wszystkich krajów „bloku wschodniego”. A wszystko to zagłuszone jest poprzez wykupione w całości wysokonakładowe media papierowe oraz telewizje prywatne. Oprócz tego ważnym wydarzeniem była najdroższa sprzedaż, a w zasadzie denacjonalizacja Telekomunikacji Polskiej S.A. firmie France Telekom. Zdaniem cytowanego przez autora prof. Jerzego Urbanowicza z PAN doszło w rzeczywistości do „sprzedaży systemu sieci bezpieczeństwa narodowego z systemem obrony kraju na czas wojny” (s. 164). Przy tej okazji ofiarowano także francuzom strategiczną spółkę Emitel, która administrowała naziemną infrastrukturą radiowo-telewizyjną w naszym kraju. Przypomina się w tym miejscu niedawna informacja z tygodnika NIE, o prywatyzacji Mennicy Polskiej SA. Jest to jedyna Mennica notowana na giełdzie światowej!

Ciekawym zjawiskiem opisanym w książce były tzw. Brygady Marriota, oznaczające całą masę „zagranicznych ekspertów”, którzy za ogromne pensje w niedługim czasie opracowywali w Polsce ekspertyzy i raporty nie mające pokrycia w rzeczywistości, pisane bez zbadania warunków panujących w naszym kraju i na podstawie których nie było możliwości wdrażania ich w życie.

Ostatnia część tego rozdziału to 50 stron wybranych krytycznych opinii dotyczących patologii transformacji. Paradoksalnie najwięcej głosów krytycznych przytaczanych przez Witolda Kieżuna dotyczy ostrzeżeń, a potem rzeczowych argumentów prof. Zdzisława Sadowskiego, który przez wiele lat był prezesem PTE, a Balcerowicz co ciekawe był wiceprezesem. Nie brak tutaj negatywnych opinii takich osób jak prof. Kołodko, Joseph Stiglitz, Witold Gadomski, Stefan Kisielewski, ale także i Milton Friedman czy popierający wpierw reformy Jacek Kuroń. Rozdział podsumowany jest opinią jednego z byłych doradców Solidarności Tadeusza Kowalika: „Najbardziej masowy ruch pracowniczy dokonał przewrotu, z którego wyłonił się jeden z najbardziej niesprawiedliwych ustrojów społecznych, jakie zna historia powojennej Europy” (s. 204).

Czwarty rozdział to analiza elementów patologii transformacji. Autor określa polityczny kapitalizm w Polsce mianem „marketingu iluzji”. Wprowadzenie zasady wolnego rynku i uwolnienie cen żywności miało poważne następstwa. Przede wszystkim uwłaszczono nomenklaturę, przekształcono władzę polityczną w sprywatyzowaną władzę ekonomiczną. Przytaczane są analizy Jadwigi Staniszkis która dzieli polityczny kapitalizm na kilka faz. W pierwszej fazie czyli 1990 roku dokonano zawłaszczenia 1700 spółek państwowych, druga faza obejmowała okres do 1993 roku i opierała sie na trzech strategiach. Bolszewicki liberalizm polegał na celowym zadłużaniu spółek państwowych poprzez popiwek, przeliczniki, wzrost zaliczek, połączenie stopy procentowej kredytów z obowiązkiem pokrywania przez przedsiębiorstwa 70% wartości środków obrotowych z kredytu. Nałożono też 80% podatku na eksport węgla, co jest ewenementem na skalę światową. Tworzył się w efekcie kapitał finansowy w spółkach nomenklaturowych, korzystał na tym import oraz komercyjne banki nomenklaturowe, których 9 szybko powstało w czasie początków transformacji, a w których 62,5% dyrektorów poprzednio kierowało bankami państwowymi. Kolejną strategią drugiej fazy kapitalizmu było wykorzystanie renty władzy dla uzyskania przywilejów, z czego narodziły sie nie rozliczone do dziś afery (paliwowa, rublowa, papierowa). W tych praktykach autor doszukuje się przyczyn nie przeprowadzenia autentycznej reprywatyzacji. Poruszany jest też problem zwrotów mienia żydowskiego, które zostało całkowicie zwrócone, a którego do dziś domaga się Kongres Żydowski, grożąc nawet zniesławianiem Polski na arenie międzynarodowej (Israel Singer). Dodatkowym problemem wzmagającym patologię był fakt braku strategii dla transformacji opracowanej przez niezależnych naukowców i naukowo zrecenzowanej. Oprócz idei Sorosa i Sachsa istniały inne projekty, których zupełnie nie brano w rządzie pod uwagę. Znany był model chiński, szwedzki, zupełnie przemilczany podczas Okrągłego Stołu oraz zachodnioniemiecki społeczny kapitalizm i projekt „Tygrysów Wschodu”. Autor jest przekonany, że wielu polskich ekonomistów znało „wilcze metody” Konsensusu Waszyngtońskiego. Opracowano także alternatywny program gospodarczy pod kierunkiem prof. Janusza Beksiaka który polegał na zmianie struktury własności bez utraty potencjału gospodarczego. Ta propozycja śladem innych została zmarginalizowana. Waldemar Kuczyński zaproponował Mazowieckiemu Balcerowicza wykładającego wcześniej Marksizm-Leninizm, a potem przebywającego także na stażach w Anglii i Niemczech, ale nie umiejącego podejmować strategicznych decyzji. W opinii prof. Kieżuna ta postawa łączy się z „marginesowym postrzeganiem rzeczywistości, brakiem świadomości wielopłaszczyznowej, równorzędnych problemów i ich wzajemnego powiązania” (s. 216). To składało się na dogmatyzm całej ekipy rządowej Mazowieckiego z Balcerowiczem na czele. Dodatkowym problemem był brak umiejętności kierowniczych większości ministrów.

W tym rozdziale obnażona jest też „walka z inflacją”, która planowo miała trwać pół roku, a trwała przez 9 lat. Po ustąpieniu Leszka Balcerowicza inflacja była na poziomie 37,6%, PKB spadło o 26,2%, deficyt budżetowy wynosił 39%, a bezrobocie 11,3%. Bezrobocie stało się udręką doprowadzając do przestępczości i zaburzeń psychicznych, utraty motywacji do pracy, umiejętności, pewności siebie, wzrostu dolegliwości i chorób, rozpadu relacji rodzinnych i rozkładu życia społecznego. Obecnie autor ocenia liczbę nie pracujących w Polsce obywateli na 3,5 mln osób, wliczając w to osoby które wyemigrowały za granicę. Obraz klęski w polityce zatrudnienia dopełnia sytuacja w polityce demograficznej ze wskaźnikiem 1,23 dziecka na jedną Polkę. Najgorszym faktem jest to, że bezrobocie zostało precyzyjnie zaplanowane, a Tadeusz Kowalik w swojej książce pokazał, że był to jedyny wskaźnik który okazał się trafnie zaprognozowany. Kolejnym elementem patologii jest deficyt budżetowy, który był dodatni w 1990 roku, a od tego czasu jest permanentnie ujemny. W ten sposób lawinowo zaczął także narastać dług państwowy. W 2010 zapłaciliśmy 37,2 mld złotych odsetek, w wrześniu 2011 cały dług wynosił oficjalnie 880 mld złotych czyli 54% PKB. Jednakże Instytut Sobieskiego wyliczył dług metodą memoriałową i wedle tych obliczeń dług wynosi 220% PKB. Do długu trzeba dodać 717,7 mld złotych długu prywatnego, na jedną osobę wynosi to 21,3 tys złotych. Janusz Jabłoński dolicza ukryty dług (160% PKB zaległych płatności w ochronie zdrowia oraz systemie rentowym). Razem więc cały dług wynosi ok. 4,5 biliona złotych. Mamy także ujemny bilans handlowy, w 2010 r. wyniósł on 13 mld dolarów. W eksporcie z krajów Unii wyprzedzamy tylko Rumunię i Bułgarię. Kieżun na przykładach Niemiec czy Kanady udowadnia, że gospodarki tych krajów są cały czas narodowe, ze szczególnie dominującą rolą własnego systemu bankowego, rozprawia się także z „neoliberalnym” mitem na temat przewagi efektywności z zarządzaniu własnością prywatną nad własnością państwową. Stanowczo opowiada się nad zachowaniem strategicznych dla kraju sektorów gospodarki i bankowości. Tymczasem u nas wszystko zostało wyprzedane i obecnie dominuje w Polsce kapitał niemiecki, francuski, amerykański, szwedzki, holenderski. W ostatnim podrozdziale zatytułowanym „efekt neokolonizacji Polski” dowiadujemy się, że na 100 największych firm w Polsce tylko 17 z nich jest z przewagą kapitału polskiego. 4 największe firmy to Orlen, PKO BP, PGNiG oraz KGHM. I choć przykładowo PKO BP wykazało zysk netto w 2010 r. ponad 2 mld złotych to jest przeznaczone do sprzedaży. Polska głównie eksportuje do Czech i Rumunii. Największymi firmami w Polsce z kapitałem zagranicznym są Telekomunikacja Polska, Fiat Auto Poland, General Motors Poland, Giełda Papierów Wartościowych. Wniosek autora książki jest jednoznaczny, „struktura naszej gospodarki jest podobna do typowej struktury zdekolonizowanych krajów afrykańskich” (s. 258). Wysokie ujemne saldo dochodów stanowi część odpływu zysków i wynagrodzeń, od 2005 r. wysokie saldo błędów i opuszczeń powoduje nielegalny transfer zysków i środków między centralami a filiami firm. Efektem masowej i spontanicznej prywatyzacji zdaniem autora nie jest wcale większa wolność gospodarcza i umożliwienie swobodnej konkurencji pomiędzy gospodarczymi podmiotami, ale wypływanie z Polski dywidend, zysków, gigantycznych płac dla zagranicznego personelu kierowniczego, wysokie opłaty za zarządzanie OFE, ceny transferowe wewnętrznych usług wykonywanych za wysoką cenę przez pracowników zagranicznej centrali, wiele sprytnych manipulacji dla wykazania niskiego zysku lub deficytu. Cały czas umożliwia to wielkiemu kapitałowi uzyskiwać niskie koszta zatrudnienia w Polsce, które wynoszą 37% w dochodzie narodowym, przy 61% w Szwajcarii. Średnia płaca po odjęciu składek i podatków wynosi 2053,99 zł, w Norwegii natomiast średnio otrzymuje się 55 dolarów za godzinę brutto. Autor uważa, że wyprzedaż banków zaburzyła bilans państwowy, pyta się on także co sie stanie jak nie będzie już czego sprzedawać zagranicy. Krytykuje „schładzanie gospodarki” w okresie rządów AWS i wyprowadza logiczny wniosek, że banki zagraniczne będą priorytetowo traktować przede wszystkim interes swojego macierzystego państwa. Aby uratować niekorzystny bilans proponuje utworzyć związek banków polskich. W Kanadzie dzięki racjonalnej i propaństwowej polityce nie było upadków banków. „Tam państwo oddziaływuje na strukturę pieniądza, kredytu i gospodarkę kraju” (s. 266) Obalany jest kolejny infantylny mit, którego głównym założeniem jest, że „państwo nie może się wtrącać do gospodarki i podporządkowywać sobie niezależny bank centralny”.

Ostatni rozdział to w istocie miażdżąca krytyka przemian dokonujących się administracji publicznej, ze szczególnym uwzględnieniem reformy powiatowej przeprowadzonej w latach 90-tych. Zdaniem autora u twórców reformy nie było obecnej holistycznej wizji jej przeprowadzenia, a także dokonywano jej tylko z punktu widzenia prawa administracyjnego oraz politologii nie uwzględniając zagadnień teorii organizacji i zarządzania. Przeprowadzenie reformy dla sprawnego funkcjonowania państwa nie było dopuszczone z powodu legalistycznej i politycznej logiki działania sektora publicznego oraz z powodu paradygmatu „syndromu wroga”. Założenia i cele reformy administracyjnej zakładają prakseologię czyli sprawność działania administracji w realizacji celów oraz zmiany w otoczeniu stymulujące konieczność dokonania reformy. Aby mogło funkcjonować sprawne państwo musi być sprawna każda jego część; komunikacja między jego częściami, a także między częściami a całością oraz pełna koordynacja i kooperacja działań. Warunkiem sine qua non reformy administracji jest więc wizja całości i dynamiki jego zachowań z pełną świadomością struktury wewnętrznych więzi. Następnym konstytutywnym elementem jest „inwigilacja czysta”, czyli minimalizacja nadzoru administracyjnego nad pracą fachowych zespołów, ograniczonego tylko do konkursowego doboru kadr, systemu przetargów, przydziału środków według precyzyjnie zdefiniowanych kryteriów. Kolejny punkt na drodze do sprawności administracyjnej to budowa płaskich struktur z małą ilością stanowisk kierowniczych. Można też dla konkretnych celów budować struktury organiczne nie wymagające zmian struktur, będące różnymi związkami, komisjami oraz zespołami. Kieżun sam proponował swoją koncepcję reform dla krajów Europy Wschodniej polegającej na wprowadzeniu systemu prezydenckiego systemu parlamentarnego; łączeniu funkcji prezydenta i premiera z wiceprezydentem; małej liczbie stanowisk jednostek organizacyjnych. Część stanowisk miałaby być samorządowa. Administracja publiczna winna być dostosowana do Europejskiej Karty Samorządu Terytorialnego, która określa, że kierowanie sprawami publicznymi powinno należeć do organów najbliższych obywatelowi. Prakseologiczne kryteria skuteczności i ekonomiczności dotyczą też kosztów moralnych, indywidualnych i zbiorowych. Reforma administracji powinna w wizji całości uwzględnić także sporządzenie precyzyjnej, wieloczynnikowej i parokrotnie weryfikowanej listy kosztów ekonomicznych oraz dokonanie wszechstronnej, socjotechnicznej analizy przewidywanych kosztów moralnych. Krytykowana jest jednak zbyt duża ilość biurokratycznych nakazów z Unii Europejskiej powodującej nakładanie się instytucji. W książce dokonywana jest także negatywna ocena Europejskiej Karty Regionów Granicznych i Transgranicznych, która powodować może tworzenie sie „euroregionów”, wraz z autonomicznymi roszczeniami konkretnych regionów.

Na reformę administracji publicznej powinno oddziaływać także środowisko technologiczne, poprzez pełną komputeryzację jej struktury. Środowisko społeczno-polityczne powinno się adaptować poprzez wdrażanie zasad demokracji. Ważną rolę ma mieć Konstytucja, która kieruje się 5 głównymi zasadami. Zasada pomocniczości ma za zadanie czynności przekraczające możliwości kwalifikacyjne i kompetencyjne danej jednostki przekazywać organizacyjnej jednostce wyższego rzędu; zasada korporacyjna formułuje, że ogół mieszkańców jest wspólnotą samorządową; zasada decentralizacji pochodzi od ustroju terytorialnego RP; czwarta zasada dotyczy adekwatności informuje, że jednostkom samorządu terytorialnego zapewnia się udział w dochodach publicznych odpowiedni do przypadających zadań, a piąta zasada mówi o monteskjuszowskim podziale władzy. Opracowaniem i wdrażaniem reformy powinien się zajmować międzydyscyplinarny zespół specjalistów mający staż praktyczny i teoretyczny, których szef nie jest związany z opcją polityczną. Ważna jest dokumentacja legislacyjna i plan kroków wdrażania reformy. Należy także opracować listę kosztów materialnych i moralnych, zalecana jest filozofia ewolucyjna.

W Polsce cała reforma została przeprowadza wbrew powyższym zaleceniom. Autor pisze, że w 1990 r. powstała dwuszczeblowa administracja terenowa generująca wysoką biurokrację i koszta. W ciągu ośmiu lat ilość ludzi zatrudnionych w administracji centralnej wzrosła trzykrotnie, w wojewódzkich urzędach prawie dwukrotnie, a w gminach prawie pięciokrotnie. De facto była to więc antydecentralizacja. Ciekawym faktem jest także to, że wydatki naczelnych organów władzy (Prezydent, Sejm, Senat, Naczelne Sądy, Trybunały, NIK) nie są wykazywane w wydatkach administracji rządowej. W 1993 r. wydano w tym kierunku 186 mln. 780 tys. zł, a w 1999 r. już ponad 1 mld zł. Udział wynagrodzeń wzrósł tutaj czterokrotnie. Próbę odbudowania powiatów przez ówczesną Unię Demokratyczną Kieżun ocenia jako koncepcję stworzenia administracyjnych ośrodków stanowiących podstawę własnego, terenowego elektoratu. Twórca reformy prof. Michał Kulesza nie był w stanie merytorycznie odpowiadać na rzeczową krytykę prof. Kieżuna i ograniczając się kilkukrotnie do argumentów ad personam. Ogólnie ilość zatrudnionych w całej administracji wzrósł ze 158 tys. do 440 tys. W 1999 r. struktura terenowa była już trójszczeblowa, zdaniem autora zupełnie niepotrzebna, bo powodująca nakładanie się kompetencji powiatów i gmin, podczas gdy zamiast powiatów można byłoby tworzyć związki gmin lub województw do wykonywania konkretnych, większych zadań. Na dodatek powiaty mają ograniczony zakres działania, a po powstaniu Kas Chorych, a później NFZ nie musiały już finansować służby zdrowia. W książce pokazywane są porównania z innymi krajami, w których autor dowodzi, że liczba powiatów jest zbyt duża. Występuje także zbyt duża rozpiętość powiatów co do powierzchni, liczby mieszkańców i liczby gmin. Wykonują one także często zadania rządowe. Niepoważnym faktem jest to, że brak było analizy kosztów reformy, także w wymiarze moralnym czy społecznym. Opierała się ona na koncepcji skutecznościowej a nie sprawnościowej, wzbogaconej dezinformacją opinii publicznej z groźnymi inwektywami pod adresem osób usiłujących ustalić rzeczywiste koszta. Zamiast w kosztorysie uwzględnić 50 rodzajów kosztów, prognozy pisano na podstawie kilku co znacznie zaniżało rzeczywiste koszta tejże reformy. Marnotrawienie publicznych pieniędzy przybiera groźniejszą formę w ramach nieoficjalnego sektora publicznego jakim są agencje rządowe i fundusze państwowe. Na miejsce zlikwidowanych funduszy socjalistycznych powstało 10 nowych, a do tego 13 agencji rządowych. Dochody i wydatki funduszy celowych wynoszą 85 mld zł, jako środki pozabudżetowe nie podlegają one kontroli sejmowej. W ramach reformy nie opracowano planu informatyzacji i szkoleń kadry administracyjnej. Była jednakże tania alternatywa wobec powszechnie chwalonej reformy. Chciano przekształcić upodmiotowione województwa w państwowo-samorządowe powiaty. Miał to być model na kształt francuski. Dla wieloprzestrzennych problemów chciano stworzyć 12 makroregionów. Ważnym elementem miał być związek gmin, zlikwidowane miały być rejony i podporządkowane ich zadania gminom bądź województwom. Chciano też zmniejszyć i podporządkować administrację specjalną. Jednostki samorządu terytorialnego miały być niezależne poprzez jednolity system podatkowy i własną działalność gospodarczą. Podstawą tej struktury miałaby być demokracja lokalna i rzeczywista decentralizacja.

Prof. Kieżun krytykuje także poszczególne ordynacje wyborcze, jako w praktyce niedemokratyczne i utrudniające zastosowanie biernego prawa wyborczego. Tak naprawdę system opiera się na partiokracji. Wielu posłów zmieniało i zmienia partie potwierdzając fikcję organizacyjną. Niesprawiedliwa była i jest także ordynacja proporcjonalna bo jak twierdził Karl Popper odzierała posła z odpowiedzialności. W książce proponowane są Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Systematycznie od początku transformacji tworzy się także za dużo przepisów, ich liczba gwałtownie wzrosła i do dziś jest ich za dużo. Niektóre przepisy prawne, poszczególne kodeksy zmieniano nawet kilkadziesiąt razy. Utrudniana jest przez to także swobodna działalność gospodarcza właśnie z powodu zmieniających się przepisów i ogromnych obciążeń finansowych, których koszty administracyjne rocznie wynoszą 77,6 mld zł. Autor wymienia czterech jeźdźców apokalipsy polskiej biurokracji jako głównych sprawców jej patologii. Są to: gigantyczny wzrost zatrudnienia, luksusomania biurokracji, korupcja oraz arogancja władzy. Ten bogaty treściowo ostatni rozdział kończy się jednoznacznie negatywną oceną efektów i sposobu przeprowadzenia transformacji z Polsce.

Na podstawie przedstawionej pracy wysuwana jest konkluzja o przeroście środków nad celami podczas realizacji transformacji. Otwarto wprawdzie drogę do „wolności osobistej”, jednakże w użyciu tejże wolności usiłuje się abstrahować od wymiaru etycznego, co było powodem „prymitywnego liberalizmu” na początku przemian. Źródłem patologii jest specyfika naszej kultury społecznej ukształtowanej w wyniku przekształceń ustrojowych. Pogardę dla państwa wzmacniały zabory i dominacja ZSRR. Drenowaniu przez obcy kapitał naszego kraju pomagało zauroczenie negatywną fikcją organizacyjną programu Sachsa. W podsumowaniu wymienianych jest kilka podstawowych grzechów zaniechania, które popełniono. Brak było planu prywatyzacji, dynamicznego rozwoju polskiej bankowości, krajowych priorytetów produkcyjnych i planu tranzytowego kraju, planu zabezpieczenia sie przed ogromnym bezrobociem, rozwoju drobnotowarowej rodzinnej, ekologicznej produkcji rolnej, racjonalnego systemu finansowo-podatkowego bez przywilejów dla niektórych. Nie zrobiono nic aby uniezależnić się choć trochę od kapitału niemieckiego oraz rosyjskiego w kwestii energetycznej. Bez wyprzedanej własności nie mamy szans aby dogonić naszego potężnego sąsiada. Patologia zdaniem autora dotyka także takich działów działalności publicznej jak: sądownictwo, komunikacja kolejowa, budowa autostrad, wzrost długu publicznego, proces ograniczenia nędzy ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego (17,1%), najwyższa liczba wypadków samochodowych w UE, niski ranking działalności innowacyjnej.

W ostatnim podrozdziale prezentowany jest zarys usprawnień, który prezentowano także w poprzednich rozdziałach książki. Są to propozycje polepszenia sytuacji w kraju na różnych płaszczyznach. Jak zaznaczone jest na ostatniej stronie – „punktem wyjścia jest reforma ustrojowa”, którą wcześniej już omówiono. Istotne są przy tym trzy punkty: upowszechnienie świadomości, że istnieje konieczność zniwelowania ostrości przeciwstawnych opinii; swoista ekumenizacja intelektualna i likwidacja „syndromu wroga”. Krótko mówiąc priorytetami jest polemika, interdyscyplinarność zespołów decyzyjnych oraz racjonalne podejście do spraw wolności praw ludzkich. Powinna nastąpić zmiana ustrojowa oraz zmiana ordynacji wyborczej i doboru kandydatów. Trudną sprawą jest zniwelowanie długu publicznego, należy kłaść nacisk na walkę z przewagą importu nad eksportem, poprzez rozwój produkcji antyimportowej. Są tu propozycje także udomowienia banków zagranicznych oraz powzięcie akcji zwiększania liczby polskich firm w gronie 100 największych przedsiębiorstw w Polsce. Trzeba by ograniczyć zagraniczne inwestycje, a prywatyzację ograniczyć do polskich nabywców. Autor proponuje także rozwój własnych źródeł energii wraz z gazem łupkowym, choć w tym przypadku już korzysta na tym kapitał amerykański, a na dodatek cały proceder poszukiwania i wydobycia jest wątpliwy pod względem ochrony środowiska i ma bardzo agresywny charakter wobec podziemnych terenów.

Ogólnie należy zakwestionować neoliberalną politykę „tu i teraz”, która polega na agresywnej praktyce wielkich kapitałów będących odpowiedzialnymi za bankructwa wielkich państw. Przywoływany jest po raz kolejny Karol Marks, który pisał kiedyś, że bogata światowa burżuazja odgrywa zbrodniczą rolę wobec w tym przypadku państw afrykańskich, a pasożytniczą wobec choćby Polski. Proponowana jest także kontrola całego sektora finansowego i korporacyjnego.

Książkę można polecić wszystkim krytykom neoliberalnej pseudoekonomii, dla których ekonomia jest przede wszystkim nauką społeczną zajmującą się na sprawiedliwym podziałem dóbr i umożliwieniem w partycypacji społecznej, wbrew nurtowi który w praktyce sprowadza ekonomię do działania wedle reguł zysk-strata, będącej w swej naturze nawiązaniem do darwinizmu społecznego. Warto także aby sięgnęli do niej studenci innych nauk społecznych jak psychologia społeczna lub socjologia, którzy często na studiach słyszą od wykładowców jakoby ich udział miał ograniczyć się do badania rzeczywistości społecznej bez emocjonalnego zaangażowania się w badanie faktów. A fakty w tejże książce są brutalne i podejście bezemocjonalne do nich jest de facto zgodą na pogłębianie się neokolonialnej nędzy. Wreszcie powinni do niej sięgnąć studenci nauk o zarządzaniu, bo jeśli osoby z tytułem profesorskim zajmowały się wdrażaniem nieudanych reform z dziedziny zarządzania, to ta książka jest w stanie nauczyć krytycznego podejścia do treści wykładanych na polskich uczelniach. Nie mogą tejże książki ominąć studenci politologii, dla których może to być dobra lekcja historii na temat tego jak nie powinno dokonywać się politycznych przemian w Polsce, jeśli chce się uwzględniać omawiane w niej koszta materialne i moralne. Jest ona przede wszystkim nie obciążona ideologicznymi treściami, nie ma w sobie poprawnych politycznie schematów, cechują ją rzeczowość, bogate sięganie do literatury, ale także takie ważne cechy jak empatia i humanizm, bez której nauka nie może się obyć.

 

Czytany 7451 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04