sobota, 30 sierpień 2014 14:55

Tomasz Skowronek: Meksyk - początek nowej ery dobrobytu

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

mexico_flaga  Tomasz Skowronek

Zaledwie dwa lata po objęciu urzędu prezydenta przez Enrique Peňa Nieto, Meksyk wprowadza wiele rewolucyjnych reform. Ostatnia, jedna z najważniejszych i najbardziej kontrowersyjnych dotyczy sektora energetycznego. Od 1938 r. monopol na wydobywanie ropy naftowej miał państwowy koncern Pemex. Teraz dostęp do złóż zyskają także zagraniczne koncerny.

W 2012 r. Enrique Peňa Nieto obiecał, że dokona ogromnych zmian w kraju. Miał przeprowadzić reformy strukturalne, które uczyniłyby z Meksyku kraj bardziej nowoczesny, konkurencyjny i dynamiczny. Poprawić warunki życiowe zwykłych mieszkańców i dogonić Stany Zjednoczone i Kanadę.

Sami kradli i dawali kraść innym

Przed wyborami mało kto wierzył że E. P. Nieto będzie tak szybko zmieniał ekonomiczny krajobraz Meksyku. Pesymizm wynikał głównie z tego, że obecny prezydent wywozi się z Partii Rewolucyjno Instytucjonalnej (PRI), która rządziła krajem przez niemal siedem dekad. Władze PRI zrodziła rewolucja i seria wojen domowych, które zakończyły się w 1929 r.

Meksykańska Partia Instytucjonalno-Rewolucyjna ustanowiła jeden z najbardziej trwałych autorytarnych systemów na świecie. W kraju zaprowadziła stabilność, nie było tu typowych jak na latynoamerykański kontynent zamachów stanu, walk partyzanckich, krwawych dyktatur czy marksistowskich rządów. Z drugiej strony rządy te charakteryzowały się nepotyzmem i korupcją. W największym skrócie można by powiedzieć, że rząd sam kradł i dawał kraść innym. Partia okazała się prawdziwą machiną polityczną. Była w stanie kontrolować cały kraj – wojsko, związki zawodowe, przedsiębiorców, media, gospodarkę, szkoły. Oficjalnie w państwie panował system wielopartyjny, ale w rzeczywistości panował system monopartyjny. Co sześć lat organizowano regularnie wybory prezydenckie, w których udział brała także opozycja, choć z góry wiadomo było, że zawsze zwycięży kandydat z PRI. Ten typ rządów upadł w 2000 roku.

Ani aparatczyk, ani marionetka

Już w nowym demokratycznym Meksyku przez 12 lat rządziła prawicowa Partia Akcji Narodowej. Często prawicowe rządy były obwiniane o to, że prestiż kraju na arenie międzynarodowej uległ zmniejszeniu, poziom życia spadł, a do tego wszystkiego państwo wplątało się w krwawą wojnę narkotykową. Wbrew oczekiwaniom, po upadku autorytarnych rządów sytuacja w kraju zamiast się poprawić, to się pogorszyła.

Gdy dwa lata temu głową państwa ponownie został polityk wywodzący się z PRI, sądzono że E. P. Nieto stanie się następnym aparatczykiem i marionetką. Tymczasem, niemal zaraz po objęciu prezydentury, jego współpracownicy spotkali się z liderami opozycyjnymi, w tym z prawicową PAN i lewicową PRD (Partia Rewolucyjno-Demokratyczna). W wyniku tego spotkania zrodził się tzw. 95 punktowy „Pakt dla Meksyku”. Wszystkie strony ustaliły wspólny harmonogram reform strukturalnych koniecznie potrzebnych Meksykowi. Był to już pierwszy poważny sukces nowego prezydenta.

Walka z monopolami

Dotychczas, dzięki ogólnemu porozumieniu z opozycją, udało się przeprowadzić pewne zmiany w dziedzinie telekomunikacji, finansów czy edukacji. W życie wprowadzono reformę, która uderzy w najbogatszego człowieka świata – Carlosa Slimę. Zmiana ma ograniczyć władzę i pozycję ogromnych w Meksyku monopoli. Oprócz C. Slimy, ustawa uderzy także innych właścicieli najpotężniejszych stacji telewizyjnych – Emilio Azcárragima i Ricardo Salinasa i ich kompanie telefoniczne Slima-América Móvil i Telmex – kontrolujący ponad 3/4 rynku meksykańskich telefonów stacjonarnych, komórkowych, jak i Internetu. Televisa Azcárragi i TV Azteca nie będą dzieliły już między sobą rynku mediów elektronicznych. Ustawa antymonopolowa ma na celu promowanie konkurencji w kluczowych sektorach gospodarki w tym właśnie w telekomunikacji.

Baroni narkotykowi na cenzurowanym

W kwestii finansowej wprowadzono podatek od niezdrowej żywności oraz utrudniono wielkim przedsiębiorstwom uchylanie się od płacenia podatków. Małe i średnie firmy mają uzyskać łatwiejszy dostęp do niskooprocentowanych kredytów. Ustawa o oświacie ma uniemożliwić związkom obsadzanie wolnych etatów w szkołach przez swoich członków i wprowadzić obowiązkowy system oceny nauczycieli, na co ci się nie zgadzają.

Do tego dochodzi ,co prawda bardziej medialny i symboliczny, ale jednak sukces w walce z kartelami. To za rządów E. P. Niety złapano dwóch baronów narkotykowych, zarządzającymi największymi gangami – Joaquina El Chapo Guzmana, szefa kartelu Sinaloa oraz Miguela Angela Trevino Moralesa, znanego jako Z-40, szefa kartelu Los Zetas.

Nowy przywódca Meksyku budzi zachwyt zachodnich mediów takich jak „New York Times” czy „Time”. Może przejść do historii jako największy reformator kraju w XXI w.

Lewica górą w 2018 roku?

Chociaż cudzoziemcy fascynują się reformami, Meksykanie podchodzą do nich z rezerwą. Zwłaszcza do ostatniej zmiany, która dotyczy reformy sektora energetycznego. To właśnie ta kwestia była kością niezgody między PRI, PAN a lewicową PRD. W rezultacie lewicowe ugrupowanie postanowiło opuścić „Pakt dla Meksyku” po tym, jak przeforsowano zmiany w sektorze naftowym.

Gdy w 1938 r. rząd Meksyku zdecydował się na nacjonalizację przemysłu naftowego, był to symbol niezależności tego kraju. Dziś to się kończy. Państwowy koncern Pemex co prawda nadal zachowa prawa własności do zdecydowanej większości zasobów naturalnych, ale jednak do gry wejdą także zagraniczne koncerny. Według władz ma to podnieść konkurencję, zwiększyć produkcję ropy naftowej (w ostatnim czasie Meksyk wytwarza coraz mniej baryłek ropy naftowej).

Rdzenna i chłopska ludność obawia się jednak eksploatacji zagranicznych koncernów na ich ziemiach. Lewica podkreśla że prywatyzacja sektora energetycznego to zamach na suwerenność i konstytucję Meksyku. Obecnie jest jedyną siłą w kraju która sprzeciwia się reformom PRI i prawicy. Natomiast E. P. Nieto obiecuje, że poprzez reformę ceny nośników energii się zmniejszą, a zyski z prywatyzacji mają pójść na opiekę zdrowotną, edukację, emerytury czy walkę z bezrobociem.

Historyczne reformy zostały okrzyknięte przez prezydenta jako początek nowej ery dobrobytu, ale jeśli w szybkim czasie nie przyniosą one pożądanych efektów, mogą doprowadzić do równie historycznego lewicowego triumfu w 2018 r., kiedy to odbędą się następne wybory prezydenckie.

Tekst został opublikowany w Nr 168-169 (320-321) Dziennika Trybuna.
Fot. www.panamericanworld.com

Czytany 4832 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04