sobota, 10 listopad 2012 08:44

Piotr Woźniak: Węzeł kaukaski

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

knot


geopolityka  Piotr Woźniak

Kontrola nad Kaukazem oznacza dostęp do Morza Czarnego i możliwość wywierania wpływu na Unię Europejską – niweczenie jej planów dywersyfikacji energetycznej i uzależnienie od rosyjskich dostaw. Nic dziwnego, że Moskwa traktuje ten region jako strefę swoich wpływów.

O ile Abchazja i Osetia Południowa oraz Armenia zależne są od Rosji, o tyle leżące obok Gruzja i Azerbejdżan coraz bardziej zmierzają w stronę integracji z zachodnim systemem bezpieczeństwa. Animozje między blokami prorosyjskim i prozachodnim mogą przerodzić się w nowy lokalny konflikt zbrojny. Wariant pesymistyczny zakłada jego eskalację na kraje sąsiednie w wyniku izraelsko-amerykańskiego ataku na Iran. Mogą wziąć w nim udział Turcja, kraje Zatoki Perskiej i państwa arabskiego Bliskiego Wschodu.

Bezpieczeństwo regionu jest zagrożone również przez islamskich fundamentalistów operujących głównie w Dagestanie, Czeczenii, Inguszetii i Kabardo-Bałkarii; w 2011 roku zabili oni kilkaset osób. Ekstremiści zapewne będą usiłowali zdestabilizować te rosyjskie prowincje przed zbliżającymi się igrzyskami zimowymi w Soczi w 2014 roku.

Kolejny konflikt może być spowodowany podziałem stref przybrzeżnych Morza Kaspijskiego, sprawą nieuregulowaną od rozpadu ZSRR. Stronami w sporze są z jednej strony – Rosja, z drugiej – Azerbejdżan i Turkmenistan, a podłoże stanowią plany budowy podwodnego gazociągu niezależnego od Rosji, który mógłby zasilić europejski Nabucco. W tym kontekście sprawa może interesować Unię Europejską.

Nie tylko Gruzja

Po porażce w wojnie gruzińsko-rosyjskiej w sierpniu 2008 roku Tbilisi szuka sojuszników w Unii Europejskiej i strukturach atlantyckich. Zbliżenie z UE napotyka przeszkody z powodu poprawy stosunków z Rosją dwóch kluczowych jej państw (Francji i Niemiec) zarówno na płaszczyźnie gospodarczej, jak i militarnej (sprzedaż francuskich okrętów klasy Mistral, budowa centrum szkoleniowego pod Moskwą przez niemiecki Rheinmetall).

Europejska opcja Gruzji ustępuje atlantyckiej. Od 2008 roku Tbilisi stara się o akcesję do sojuszu północnoatlantyckiego. Gruzję, aktywnego członka koalicji antyterrorystycznej (wysłała kontyngenty do Iraku i Afganistanu), chwali sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który uważa ją za ważnego partnera. Prezydenta Micheila Saakaszwilego administracja Baracka Obamy nie darzy jednak taką atencją jak ekipa George’a Busha. Gruzja jest bowiem traktowana przez USA jako karta przetargowa w relacjach z Rosją i jeśli Moskwa złoży korzystną ofertę, Waszyngton będzie gotowy porzucić kaukaskiego sojusznika.

Skomplikowane są również stosunki Tbilisi z Ankarą. Prezydent Gruzji Saakaszwili na wspólnej konferencji z premierem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem określił bilateralne relacje jako idealne, ale było to raczej kurtuazyjne stwierdzenie. Turcja prowadzi politykę otwartą wobec wszystkich zainteresowanych współpracą, dlatego Ankara uznaje integralność terytorium Gruzji i jednocześnie utrzymuje stosunki gospodarcze z Abchazją z pominięciem Tbilisi. Ponadto z jednej strony współpracuje gospodarczo z Rosją (wymiana handlowa wynosi 38 miliardów dolarów), z drugiej natomiast zaangażowała się w dwa projekty energetyczne wspólnie z Azerbejdżanem i Gruzją (rurociągi Baku–Tbilisi–Ceyhan i Baku–Tbilisi–Erzurum).

Gdyby Gruzja należała do sojuszu, Turcja jako członek NATO byłaby zobowiązana do udzielenia jej pomocy militarnej w razie zbrojnej napaści (na przykład Rosji). W obecnym układzie politycznym, mimo obiecujących kontaktów gospodarczych, Tbilisi nie może jednak liczyć na konkretną pomoc Ankary.

Rosyjskie kroki

Moskwa chce podporządkować sobie swoją byłą republikę. Od 2008 roku coraz więcej faktów przemawia za tym, że za kilka lat może się jej to udać. Dziś rosyjska armia stacjonująca na pograniczu z Gruzją różni się znacznie od tej sprzed czterech lat. Reformy ministra obrony Anatolija Sierdiukowa zmieniły strukturę dowodzenia sił zbrojnych, skróciły proces decyzyjny na polu bitwy, a także spowodowały modernizację poszczególnych jednostek.

Formacje bojowe w pełni już wykorzystują rosyjski system łączności satelitarnej GLONASS (Globalnaja Nawigacionnaja Sputnikowaja Sistiema) i zostały wyposażone w nowoczesne czołgi T-90A i T-72BM oraz myśliwce i śmigłowce. Brygady piechoty mają oddziały snajperów. Do nich przeniesiono również oddziały Specnazu z Kaukazu Północnego.

Rosja kontynuuje również militaryzację Abchazji, Osetii Południowej i Górskiego Karabachu. Dzieje się to na oczach Unii Europejskiej, której obserwatorzy nie zostali wpuszczeni na teren dwóch separatystycznych republik. Militaryzacja Górskiego Karabachu odbywa się natomiast za pośrednictwem Armenii, która wysyła tam kupiony po preferencyjnych cenach w Rosji sprzęt wojskowy. Ten region nie jest uznawany za część Armenii, więc nie łamie się w ten sposób prawa o ograniczeniu zbrojeń w Europie.Rząd Gruzji obawia się (nie bez podstaw) agresji ze strony Rosji i postanowił zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo. Jeśli informacje o tym, że Tbilisi rozwija własny bojowy program atomowy oraz testuje przystosowane do przenoszenia głowic rakiety balistyczne okażą się prawdziwe, zmieni się układ sił na Kaukazie. Dominująca siła konwencjonalna Rosji nie wystarczy, aby realizowała swoje interesy w tym regionie. Gruziński program atomowy może jednak stanowić doskonały powód dla Kremla, żeby przeprowadzić uderzenie wyprzedzające.

Odpowiedź na sojusz

Armenia, jak większość małych państw, potrzebowała protektora, który zapewniłby jej bezpieczeństwo. Tę rolę od 1992 roku pełni Rosja, która nie tylko sprzedaje jej broń, lecz także utrzymuje na granicy ormiańsko-tureckiej bazę w Giumri. Rosja sprawuje tu funkcję arbitra między zwaśnionymi Armenią i Azerbejdżanem.

Konflikt o Górski Karabach, którego początki sięgają czasów Stalina (decyzja o włączeniu tego obszaru do Azerbejdżanu), został na najbliższe lata wygaszony przez rosyjskie gwarancje bezpieczeństwa dla Armenii – członka Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym – kosztem podporządkowania tego kraju Kremlowi pod względem militarnym i gospodarczym.

W odpowiedzi na sojusz Moskwy i Erywania prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew prowadzi politykę zbliżenia do Stanów Zjednoczonych i Izraela oraz stawia sobie za cel integrację z sojuszem północnoatlantyckim. Taka perspektywa może być bliższa, niż się wydaje – świadczy o tym wizyta w Baku Jamesa Appathuraia, wysokiego przedstawiciela NATO, oraz rola, jaką odgrywa Azerbejdżan w transporcie zaopatrzenia dla sił koalicji w Afganistanie i w ewentualnej operacji przeciwko Iranowi.

Bardzo możliwe, że Azerbejdżan weźmie udział w ataku na Iran u boku Izraela i Stanów Zjednoczonych. Świadczy o tym między innymi zakup od Izraelczyków rakiet ziemia–morze, które mogą posłużyć do obrony przed irańskimi okrętami operującymi na Morzu Kaspijskim, oraz informacja (zdementowana wprawdzie przez Baku) o zgodzie na udostępnienie azerskich baz izraelskiemu lotnictwu.

Azerbejdżan, zniechęcony wzmożoną militaryzacją Górskiego Karabachu, może wykorzystać wojnę Zachodu z Iranem do ekspansji terytorialnej w kierunku południowym, na ziemie irańskie, gdzie mieszka ludność azerska. Rosja w razie potrzeby niewątpliwie obroni ormiańskiego sojusznika, nie będzie jednak zdolna do prowadzenia jednoczesnej ofensywy w Gruzji i chronionym natowskim parasolem Azerbejdżanie.

Rośnie zagrożenie

Podczas gdy Czeczenia zarządzana twardą ręką przez wiernego Moskwie Ramzana Kadyrowa jest w zasadzie wolna od aktów terroru, inne zdominowane przez ludność muzułmańską republiki Kaukazu Północnego stanowią podatny grunt dla muzułmańskich ekstremistów, a także bezideowych gangsterów.

Mozaika etniczna i językowa Dagestanu, Osetii Północnej, Kabardo-Bałkarii, Karaczajo-Czerkiesji, Inguszetii oraz wysokie bezrobocie w tym regionie sprzyjają lokalnym konfliktom, a także działalności przestępczej. To jednak muzułmanie skupieni wokół islamskiego Emiratu Kaukaskiego tworzą najbardziej zjednoczoną i niebezpieczną, motywowaną ideologicznie grupę zbrojną.

Zagrożenie terrorystyczne na terenie Federacji Rosyjskiej w regionie Kaukazu jest oceniane jako niewielkie. Może się jednak powtórzyć scenariusz z Czeczenii, gdzie doszło do wyeliminowania dżihadystów. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że przed zbliżającymi się igrzyskami w Soczi Kreml będzie chciał zbudować wizerunek bezpiecznego i stabilnego kraju gotowego, żeby zorganizować dużą imprezę sportową. Wiąże się z tym jeszcze jedna istotna kwestia. Igrzyska mają się odbyć 150 lat po czystce etnicznej dokonanej przez carską Rosję w 1864 roku na Czerkiesach. Gruziński parlament w maju 2011 roku uznał ją za ludobójstwo, a Czerkiesom przyznał status uchodźców. Zamieszkiwali oni głównie tereny dzisiejszego Soczi. Tbilisi popiera tę grupę etniczną i stara się wykorzystać jej dążenia separatystyczne na Kaukazie Północnym, odpowiadając tym samym Moskwie na jej wsparcie dla separatyzmu Abchazów i Osetyńców.

Czerkiesi kaukascy (10 procent światowej populacji czerkieskiej) zamieszkują głównie Karaczajo-Czerkiesję, Kabardo-Bałkarię i Adygeję, ale stanowią tam mniejszość. Soczi znajduje się w pobliskim Kraju Krasnodarskim. Zdecydowana większość Czerkiesów (nawet dwa miliony) mieszka dziś w Turcji, gdzie trwa lobbing na rzecz ich powrotu do swej kolebki narodowej w Kraju Krasnodarskim.

Umiędzynarodowienie kwestii czerkieskiej stawia Moskwę w trudnej sytuacji. Z jednej strony, czysto siłowe rozwiązania (wzorem Czeczenii) są ryzykowne pod względem politycznym i mogą skończyć się kryzysem na linii Ankara–Moskwa lub międzynarodowym skandalem w sytuacji, gdy w roku olimpijskim światowa opinia publiczna będzie bacznie przyglądać się sytuacji humanitarnej. Z drugiej natomiast, igrzyska w Soczi stanowią dla skrajnych grup separatystycznych okazję do zademonstrowania światu swojej sprawy.

Artykuł został opublikowany w numerze 7(798) październik miesięcznika alt

fot. sxc.hu

Czytany 6868 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04