poniedziałek, 01 luty 2010 13:44

Łukasz Reszczyński: Duch marszałka Tito

Oceń ten artykuł
(1 głos)
alt
Łukasz Reszczyński

Poczynania Serbii na arenie międzynarodowej przypominają te z czasów, kiedy u władzy w Belgradzie stał marszałek Josip Broz Tito.
Miejsce Serbii w międzynarodowej polityce obecnie jest niemal odwrotnością stanu, który mogliśmy obserwować jeszcze dziesięć lat temu. Całkowite wyjście z polityczno-gospodarczego marginesu, na który została zepchnięta po rozbiciu Jugosławii, udało się jej niezwykle szybko. To dobrze, bo właśnie silna Serbia jest gwarantem stabilności całych Bałkanów Zachodnich.

Jeszcze do niedawna polityka zagraniczna Belgradu opierała się na trzech filarach. Realnie utrzymywał on jednak tylko relacje z Brukselą i Moskwą, gdyż kontakty z Waszyngtonem od czasu nalotów w 1999 roku nadal pozostają ograniczone. Po wizycie serbskiego prezydenta Borisa Tadicia w Pekinie. Serbowie dali jednak wyraźny sygnał, że dotychczasowa „polityka trójkąta" potrzebuje wsparcia ze strony Chin.

Poczynania Serbii na arenie międzynarodowej aż nadto zaczynają przypominać te sprzed czterdziestu, pięćdziesięciu lat, kiedy u władzy w Belgradzie stał marszałek Josif Broz Tito. Charyzmatyczny przywódca, jeden z propagatorów Ruchu Państw Niezaangażowanych, stworzył z Jugosławii realny pomost między dwiema stronami żelaznej kurtyny w Europie.

Podobne aspiracje miał Belgrad od momentu upadku komunistycznych rządów Slobodana Miloševicia i przejęcia władzy przez „prozachodnie" ekipy. Wyraźny i niezachwiany „prounijny" tor wyznaczony przez prezydenta Tadicia i jego ludzi doskonale pokazuje, jakie są priorytety współczesnej Serbii.

Unia Europejska jako jeden z warunków integracji z państwami postjugosłowiańskimi wskazuje wysoki poziom współpracy regionalnej. Belgrad realizuje to zadanie zdecydowanie najlepiej spośród państw regionu, przejmując powoli rolę lidera na Bałkanach Zachodnich. Serbscy politycy starają się jednocześnie bronić swoich racji w kwestii niepodległości Kosowa. Elementem tej strategii jest sojusz z Moskwą oraz Pekinem, które zapewniają o swoim sprzeciwie wobec usamodzielnienia się byłej prowincji. Niewątpliwie tak silne poparcie przyda się przy okazji skierowania przez  Belgrad wniosku do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości o zbadanie legalności jednostronnej kosowskiej deklaracji niepodległościowej.

Neutralnie i profesjonalnie
Współpraca z Rosją i Chinami ma jednak przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Potwierdza to niedawna wizyta Dmitrija Miedwiediewa w Belgradzie. Przy okazji obchodów 65. rocznicy wyzwolenia serbskiej stolicy z rąk faszystów podpisano szereg umów. Najważniejsza uregulowała kwestie związane z budową serbskiego odcinka gazociągu South Stream.

Nieangażowanie się w żaden z sojuszy militarnych jest elementem niewątpliwie łączącym politykę Tito z tą, którą obserwujemy obecnie. O ile kwestia przystąpienia do UE zyskuje coraz więcej zwolenników, o tyle kontrowersje nadal wzbudza ewentualna współpraca z NATO. Wstąpienie do sojuszu, jakkolwiek patrzeć - byłego wroga, jest jak na razie tematem na tyle kontrowersyjnym, że chyba żaden z polityków nie ośmieli się mówić o tym otwarcie. Niedawne przystąpienie do „Partnerstwa dla pokoju" może jednak zastanawiać, wszak to wstęp do pełnego członkostwa w sojuszu.

Jak podkreśla zarówno prezydent Tadić, jak i minister obrony Dragan Šutanovac, Serbia nie jest zainteresowana wstępowaniem do jakiegokolwiek sojuszu o charakterze militarnym. Zamierza natomiast do 2011 roku zbudować silną, profesjonalną armię. Według amerykańskiej agencji Stratford, już teraz serbskie wojsko jest najlepiej wyszkoloną formacją w regionie.

Powrót do pewnych wzorców jugosłowiańskiej zimnowojennej polityki może wyjść Belgradowi na dobre. Potwierdza to również sytuacja wewnątrz kraju, gdzie tak naprawdę trudno znaleźć różnice w podstawowych celach poszczególnych partii politycznych. Istnieją drobne rozbieżności dotyczące szczegółów wstąpienia do UE czy też współpracy z Rosją, ale wszyscy zgodnie popierają „czterofilarową" politykę zagraniczną.
Przed wyborem
Myśl polityczna marszałka Tito jest zatem wciąż żywa i niezwykle uniwersalna. Taki rodzaj polityki uprawiany przez Belgrad to sztuka niezwykle trudna, biorąc pod uwagę dzisiejszy układ na świecie, a także to, że Serbia jest, w przeciwieństwie do Jugosławii, jednym państwem. Jej politycy, nauczeni doświadczeniem Tito, muszą też wiedzieć, że niezaangażowanie nie może trwać wiecznie, i po pewnym czasie trzeba będzie mimowolnie przejść na jedną ze stron. Pytanie tylko, na którą?

Wydaje się, że Serbia musi dbać zwłaszcza o dobre relacje z Rosją i Unią Europejską, wszak jej interesy leżą właśnie w Europie. Zastanawiać może tylko poziom zbliżenia z obiema stronami. Obecnie Belgrad stara się zachować równowagę pomiędzy Unią Europejską a Rosją, co ma swoje przełożenie w podziale społeczeństwa. Serbowie niemal po połowie dzielą się na prounijnych zwolenników oraz konserwatystów opowiadających się za silnym sojuszem z Moskwą. Utrzymanie równowagi w relacjach z obydwoma podmiotami pozwala ekipie rządzącej na zapewnienie sobie odpowiedniego poparcia.

Trudno przewidzieć również, jakie będą stosunki Serbii z Brukselą i Moskwą w dłuższej perspektywie. Po ostatniej wizycie rosyjskiego prezydenta w Belgradzie wydaje się, że to Rosja ma lepszą pozycję, jednak Unia Europejska może temu krajowi o wiele więcej zaoferować.

Pozostałe dwa filary (Waszyngton i Pekin) wydają się zdecydowanie mniej ważne dla Belgradu, jednak ich obecność w serbskiej polityce zagranicznej należy odczytywać jako swoistą przeciwwagę dla dwóch pierwszych (UE, Rosja). Pozwala to Serbii na utrzymywanie pozycji europejskiego łącznika pomiędzy Zachodem a Wschodem, a także zachowanie dobrych relacji z najważniejszymi aktorami międzynarodowej sceny politycznej.
Artykuł ukazał się w nr 4/2010 tygodnika alt
Czytany 7301 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04