czwartek, 15 lipiec 2010 09:01

Ludwik Karapetian: Ignorowanie prawa międzynarodowego

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt
Ludwik Karapetian

W sprawie konfliktu azerbejdżańsko-karabaskiego Baku zachowuje wciąż wierność swej ulubionej zasadzie: „uderzaj pierwszy i nie szanuj prawa”. Kolejnym potwierdzeniem tej prawidłowości są ostatnie komentarze dyplomatów i politologów na temat niedawnego oświadczenia głów państw – współprzewodniczących grupy mińskiej OBWE Dmitrija Miedwiediewa, Baracka Obamy i Nicholasa Sarkozy’ego ogłoszonego w Toronto.

 
Politycy azerbejdżańscy odnotowali brak słowa „okupacja” w rosyjskim przekładzie dokumentu. W tłumaczeniu mowa jest o „przekazaniu obszarów wokół Górskiego Karabachu”. Czyż nie implikuje ono założenia, iż są to terytoria okupowane? Jak przecież wiadomo, pojęcie okupacji w prawie międzynarodowym oznacza okresowe zajęcie przez siły zbrojne terytorium przeciwnika.

Jest oczywistym, że w wojnie rozpętanej przez Azerbejdżan przeciw Górskiemu Karabachowi dochodziło do zajmowania terytoriów stron konfliktu. Tymczasem politycy azerbejdżańscy nieustannie przypominają o konieczności przekazania im siedmiu gmin, zapominając przy tym, że sami zajęli gminę szaumiańską, mardakertską, martuninską i innych obszarów przynależnych Karabachowi. Nic dziwnego, że na ten niuans zwraca się też uwagę w oświadczeniu trzech prezydentów, co widoczne jest zarówno w angielsko-, jak i rosyjskojęzycznej jego wersji. Czyż nie jest więc oczywiste, że w obu tekstach apeluje się o zwrócenie obszarów zajętych przez obie skonfliktowane strony? Azerbejdżan jednak postanowił hipnotyzować obserwatorów i opinię międzynarodową hasłem integralności terytorialnej, zapominając przy tym o prawach mieszkańców Górskiego Karabachu. Dla azerbejdżańskich polityków trudna do zrozumienia jest tez troska organizacji międzynarodowych o losy Karabachu. Zasady madryckie uznali oni za zwycięstwo na szlaku swych ultymatywnych żądań, ale już wspomniane oświadczenie ocenili jako wspieranie Karabachu.

Związani z Baku dyplomaci i politologowie w swej radosnej twórczości wykryli także niezgodności rosyjskiego tłumaczenia z angielskim tekstem w kwestii przeprowadzenia referendum w sprawie określenia przyszłego statusu Górskiego Karabachu. Komentują: „Jeśli w pierwszym przypadku można się jeszcze zastanawiać o jakiej społeczności mowa – całego Azerbejdżanu czy Górskiego Karabachu, to wersja rosyjskojęzyczna oświadczenia prezydentów trzech państw stanowi wprost: kwestia ostatecznego statusu nieuznawanej republiki zostanie rozstrzygnięta w plebiscycie przez mieszkańców Karabachu”. Do tego widać wyraźną satysfakcję, że „w wersji angielskojęzycznej nie ma jasnego wskazania na ramy geograficzne i format referendum”.

Azerbejdżańscy komentatorzy nie zauważyli, że w obu wersjach językowych mówi się o przeprowadzeniu referendum w Górskim Karabachu, które rozstrzygnie jego status polityczny. Wydaje się, że nie wiedzą też, iż prawo międzynarodowe oddaje tego rodzaju egzystencjalne rozstrzygnięcia w ręce narodu żyjącego na danym terytorium, a nie na obszarze jakichś innych „ram geograficznych”. Jeśli sądzą inaczej, być może warto zadać im pytanie, na podstawie jakiego referendum (w sensie owych „ram geograficznych”) Rada Najwyższa Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej przyjmowała Deklarację o niepodległości Azerbejdżanu? Czy może w sprawie tej wypowiedzieli się wszyscy mieszkańcy państwa federalnego, w skład którego Azerbejdżan wówczas wchodził? Oczywiście, nie. Co więcej, wbrew prawu międzynarodowemu, konstytucji i ustawodawstwu ZSRR, referendum nie odbyło się nawet w samym Azerbejdżanie, wychodzącym ze struktur federalnego państwa radzieckiego. Tymczasem w Autonomii Górskiego Karabachu przeprowadzono zgodne z normami międzynarodowymi i ówczesnymi procedurami państwowymi głosowanie, na podstawie którego określono jego nowy status polityczny i powołano do życia Republikę Górskiego Karabachu. Widać więc wyraźnie, że w ujęciu prawnym i politycznym należałoby uznać niepodległość RGK, by następnie przystąpić do rozmów graniczno-terytorialnych i rozstrzygnięcia innych spraw spornych miedzy dwoma sąsiadującymi państwami.

Wpływowi politycy azerbejdżańscy już od dwudziestu lat odmawiają uznania legalnie powołanej do życia Republiki Górskiego Karabachu, a ostatnio minister spraw zagranicznych Elmar Mamediarow, w kontekście wspomnianych powyżej dyskusji oświadczył: „Jeśli strona armeńska będzie uparcie stać na gruncie niepodległości tego regionu, to nasza cierpliwość się wyczerpie”. Międzynarodowe prawo i konwencje mówią o prawie narodów do samostanowienia; politycy azerbejdżańscy kategorycznie tą zasadę likwidują. Z zapałem wyszukując nieścisłości w rosyjskim przekładzie angielskiego tekstu, wielkodusznie deklarują, iż nie będą z tego czynić międzynarodowego skandalu. Jednocześnie, dyplomaci i politolodzy z Azerbejdżanu nie zwrócili uwagi na istotny fragment oświadczenia prezydentów Rosji, USA i Francji: „Z satysfakcją odnotowujemy, że obie strony konfliktu uznają, iż jego uregulowanie powinno nastąpić w zgodzie z zasadami Helsińskiego Aktu Końcowego KBWE oraz na propozycjach, które sformułowaliśmy w naszym oświadczeniu podczas szczytu G8 w l’Aquilli 10 lipca 2009 roku”. Jak wiadomo Akt Helsiński ustanowił, sformułowane uprzednio w statucie ONZ i innych dokumentach prawa międzynarodowego podstawowe zasady funkcjonowania społeczności międzynarodowej: pierwszeństwo praw człowieka, prawo narodów do samostanowienia i określenia swojego statusu politycznego i drogi rozwoju społeczno-ekonomicznego oraz kulturowego, zasadę integralności terytorialnej, pokojowego rozstrzygania konfliktów, niestosowania siły i gróźb użycia siły w relacjach między państwami itd.

Widać wyraźnie, że głównym przesłaniem oświadczenia trzech prezydentów państw współprzewodniczących mińskiej grupy OBWE jest uregulowanie konfliktu azerbejdżańsko-karabaskiego w pełni zgodnie z postanowieniami prawa międzynarodowego.

 

Autor jest profesorem filozofii i nauk prawnych, prorektorem Uniwersytetu Państwowego w Erewaniu. © Regnum

 

 

Czytany 4893 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 20:26