sobota, 23 czerwiec 2012 09:01

Giovanni Valvo: Górski Karabach: jak rozpętać III Wojnę Światową?

Oceń ten artykuł
(1 głos)

nkr  Giovanni Valvo

23 lutego 2012 roku, Władimir Żyrinowski, kontrowersyjny lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, przepowiedział możliwość wybuchu III Wojny Światowej tego lata. Zdaniem tego byłego pułkownika armii rosyjskiej, po zniszczeniu Syrii, celem ataku będzie Iran. Żyrinowski wyjaśnia, że wówczas „Azerbejdżan prawdopodobnie wykorzysta sytuację, by zmienić granice Górskiego Karabachu. Republika Armenii będzie się sprzeciwiać takim działaniom, zaś Turcja poprze Azerbejdżan. W ten oto sposób lato przywita nas wojną”.

Mimo że rosyjski polityk nie jest pierwszą osobą o takich poglądach, szanse na to, by Kaukaz był źródłem nowej wojny światowej, są więcej niż prawdopodobne. Wcześniej tego roku, Ilham Alijew, prezydent Azerbejdżanu, powiedział, że Baku gromadzi nowoczesną broń, która pozwoli na szybkie odzyskanie kontroli po odłączeniu Górskiego Karabachu, zaś nieudane rozmowy pokojowe z sąsiadującą Armenią nie spowodują wielkich strat. Od 1992 roku negocjacje mające na celu zakończenie konfliktu były prowadzone pod przewodnictwem tak zwanej grupy mińskiej, jednak do tej pory problem nie został rozwiązany.

Azerbejdżan jest naturalnym sojusznikiem Turcji i przeciwnikiem Iranu. Będąc partnerem NATO od 1994 roku dzięki uczestnictwie w programie Partnerstwo dla Pokoju, Baku jest również jednym z najważniejszych geostrategicznych sprzymierzeńców Zachodu w wojnie gazowej z Rosją, będąc zarazem zwolennikiem i potencjalnym dostawcą surowców dla amerykańskiego projektu gazociągu Nabucco. Z drugiej strony, Armenia to bliski sojusznik Rosji i Iranu, które chcą ograniczyć wpływ Turcji i Stanów Zjednoczonych w regionie kaspijskim.

Biorąc pod uwagę kontekst geopolityczny oraz napięcie między NATO a Rosją odnośnie amerykańskiego systemu obrony antybalistycznej w Europie, a także konflikt między Azerbejdżanem a Rosją w sprawie przedłużenia dzierżawy stacji radarowej w Gabali, wzmożona przemoc w obszarze Kaukazu może być w istocie przyczyną poważnego konfliktu między koalicją pod wodzą Stanów Zjednoczonych, w skład której wchodzą Azerbejdżan, Turcja i Izrael, a chińsko-rosyjskim blokiem złożonym z Armenii i Iranu. Mimo że pięć z ośmiu państw zaangażowanych to tak naprawdę siły nuklearne, nie oznacza to, że podczas III Wojny Światowej doszłoby do użycia broni nuklearnej.

Tak naprawdę, obszar konfliktu wywodzącego się z nieporozumień w regionie kaukasko-kaspijskim jest lokalny, ale jego zakres i konsekwencje mają charakter globalny, dlatego można tu rozmawiać o wojnie światowej. Takie starcie po części przypominałoby zimną wojnę, ponieważ wynikłoby z co najmniej trzech sąsiadujących konfliktów (Azerbejdżan przeciwko Armenii, Iran przeciwko Azerbejdżanowi, Turcja przeciwko Iranowi). Jednak biorąc pod uwagę siłę nuklearną państw zaangażowanych dyplomatycznie, wojna nie trwałaby dłużej niż kilka dni i zostałaby zakończona za pomocą strategii przymusu i represji ze strony Stanów Zjednoczonych, Rosji i Chin.

Jak pisze New York Times, od początku 2012 roku rosyjskie samoloty myśliwskie stacjonujące w Armenii przeszły około 300 lotów treningowych, tym samym zwiększając liczbę godzin w powietrzu o 20% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Kirill Kiselev, oficer prasowy Południowego Okręgu Wojskowego w Giumri, zapewnia, że „nasilenie lotów rosyjskich jednostek powietrznych w bazie wojskowej N102 było zgodne z programem szkolenia bojowego”. Mimo to, nadczynność rosyjskich sił powietrznych to znak, że niezależnie od momentu wybuchu wojny Moskwa jest w stanie zainterwieniować od razu.

Jednak warto podkreślić, że tylko w przypadku poparcia Rosji przez Chiny, będzie ona mogła kontynuować swoją strategię represji, mająca na celu uniknięcie interwencji wojsk sponsorowanych przez Stany Zjednoczone zarówno na Kaukazie, jak i na Środkowym Wschodzie (Syria i Iran). Chiny, wzmocnione o 3 miliony żołnierzy wchodzących w skład największej na świecie Armii Ludowo-Wyzwoleńczej, faktycznie byłyby w stanie poprowadzić jakikolwiek konflikt zachowując miażdżącą przewagę konwencjonalną. Gdyby Pekin zdobył dojście do placówek wojskowych w takich państwach, jak Kazachstan i Pakistan, zachodni atak na Teheran i jego sprzymierzeńców mógłby nie dojść do skutku. W związku z tym, zmuszenie amerykańsko-izraelskiej osi do akceptacji nuklearyzacji Iranu byłoby już uznane za zwycięstwo bloku chińsko-rosyjskiego oraz za zrealizowanie tego, co Sun Tzu uważa za „szczyt strategii”: wygranie walki bez walki.

Tłumaczenie: Weronika Siatkowska
Tekst ukazał się na blogu autora Window on Heartland.
Czytany 6967 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04