poniedziałek, 01 październik 2012 08:37

Artur Bilski: Iskrzenia ormiańsko-azerskie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

sparks  Artur Bilski

Stan uśpionej wojny między Armenią i Azerbejdżanem trwa w praktyce od zawieszenia broni w 1994 r., poprzedzonego długotrwałą wojną o sporne terytorium Nagornego Karabachu (będącego częścią Azerbejdżanu, ale zamieszkałego w większości przez ludność ormiańską). W efekcie obszar pozostaje zajęty przez Ormian (jako nieuznane pseudopaństwo pod kontrolą Erewania), a Turcja i Azerbejdżan zamknęły przed Armenią swoje granice.

W ostatnim czasie o konflikcie zrobiło się znowu głośno z powodu azerbejdżańskiego żołnierza Ramila Safarova, skazanego w 2006 roku przez sąd węgierski na karę dożywotniego więzienia za zabójstwo ormiańskiego podporucznika Gurgena Margaryana. Obaj przebywali razem na kursie języka angielskiego, zorganizowanym na początku 2004 roku w Budapeszcie przez NATO w ramach programu "Partnerstwo dla Pokoju". 19 lutego Ormianin został zaatakowany podczas snu – zadano mu kilkanaście ciosów toporem. Mordercą okazał się Ramil Safarov, który jako motywację przedstawił chęć odwetu za krzywdy doznane przez niego i jego rodzinę ze strony Ormian [1]. Sprawa ponownie pojawiła się w mediach po tym jak 31 sierpnia Węgry zezwoliły na ekstradycję skazanego do Azerbejdżanu. Mimo zapewnień azerbejdżańskiego rządu, R. Safarov natychmiast po przylocie został ułaskawiony przez prezydenta. Otrzymał także awans. Międzynarodowe oburzenie prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijev skwitował jako "histerię". Sytuację zaogniły jeszcze doniesienia (zdementowane przez Budapeszt) jakoby rząd węgierski zgodził się na ekstradycję w zamian za kupno przez Azerbejdżan węgierskich obligacji. Warto zaznaczyć, że do protestów doszło także w Polsce – ludność ormiańska protestowała 1 września pod ambasadą Węgier w Warszawie.

W odpowiedzi na decyzję o ułaskawieniu, Ormianie ponownie zagrozili uznaniem okupowanego przez nich Nagornego Karabachu [2]. W praktyce wątpliwe jednak, aby ta deklaracja ziściła się. Naruszyłoby to już i tak nienajlepsze relacje z sąsiadami (zwłaszcza graniczącą z Armenią od zachodu Turcją, z którą relacje uległy w ostatnim czasie pewnej poprawie, m.in. w kwestii nawiązania relacji dyplomatycznych i otwarcia granic [3], jednakże m.in. właśnie z powodu konfliktu z Azerbejdżanem wciąż nie doszło do faktycznej ratyfikacji postanowień umowy).

 

Z uwagi, że uznanie Nagornego Karabachu przez inne państwa w ogóle nie wchodzi w grę. Bardzo wątpliwe, aby nawet tak strategiczny sojusznik Erewania, którym jest Rosja, poparł taki akt. Oznaczałoby to bowiem narażenie się Ankarze, względem której Moskwa dąży usilnie do poprawienia wzajemnych stosunków. Powodem są głównie kwestie energetyczne, czyli sprawa poparcia dla projektu South Stream i storpedowania niewygodnej idei Nabucco oraz deklaracja rosyjskiego wsparcia technologicznego i finansowego dla budowy tureckiej elektrowni atomowej w Samsunie. W dodatku doniosłość prawna i polityczna związane z potencjalnym uznaniem Górskiego Karabachu za państwo niepodległe w praktyce byłaby żadna – ograniczałaby się bowiem do samej Armenii.

Biorąc pod uwagę obecną sytuację międzynarodową, nie należy oczekiwać żadnych zmian, które mogłyby naruszyć, kruche wydawałoby się, status quo. Niemniej jednak zachowanie Republiki Azerbejdżanu pokazuje wyraźnie, że ta, pewna wsparcia Turcji i własnej przewagi nad Armenią, zyskała na sile i pewności w bilateralnych stosunkach. Można wręcz przyjąć, że jedynym, co powstrzymuje Azerbejdżan przed siłowym zajęciem spornego terytorium, jest istniejąca groźba ze strony Federacji Rosyjskiej, a także Stanów Zjednoczonych, gdzie istnieje silna ormiańska diaspora, lobbująca na rzecz Erewania.

Nasilająca się rywalizacja o surowce energetyczne, w które zasobny jest region, w połączeniu ze sprzecznością interesów Baku i Moskwy, która traktuje Armenię jako swoistą "kartę przetargową", ze względu na jej strategiczne położenie w rejonie Zakaukazia jest jednak nader istotna w zrozumieniu tego sporu. W przypadku gdyby Azerbejdżan otwarcie chciał sprzeciwić się Rosji, nie należy wykluczać sytuacji podobnej do uznania przez Rosjan separatystycznych republik Abchazji i Osetii Południowej. Nie będzie więc przesadą stwierdzić, że wsparcie Armenii przez Rosję stanowi dyplomatyczny szantaż wobec rządu w Baku.

Fot. sxc.hu

______________________________________________________________
[1] Rodzina Safarova została wypędzona przez Ormian z terenu Karabachu, a w starciach zginęło dwóch jego kuzynów - więcej na ten temat: http://iwpr.net/report-news/murder-case-judgement-reverberates-around-caucasus
[2] Więcej w: http://www.1news.az/region/armenia/20120904034740059.html
[3] Pełny tekst porozumienia dostępny pod adresem: http://www.mfa.gov.tr/data/DISPOLITIKA/t%C3%BCrkiye-ermenistan-ingilizce.pdf

Czytany 5173 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04