piątek, 23 grudzień 2011 10:42

James H. Anderson: Po upadku: Co dalej z Assadem i Syrią?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Assad_Syria  prof. James H. Anderson

Często cytowany frazes, że „droga na Bliski Wschód prowadzi prze Damaszek” pomaga zrozumieć, dlaczego dynastia obecnego syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada przetrwała tak długo. Jednak Assad raczej nie podąży w starcze ślady Saddama Husajna czy Muammara Kaddafiego...

Magazyn Vogue w marcu ubiegłego roku opublikował urzekający portret żony prezydenta Baszara al-Assada, w spektakularnie złym momencie i w czasie jeszcze gorszej oceny Syrii, gdy reżim jej męża zaczął brutalnie występować przeciwko nieuzbrojonym antyreżimowym protestantom. Uznanie Asmy al-Assad za „nowoodkrytą i najbardziej magnetyczną wśród Pierwszych Dam” przekoloryzowało istotę dyktatury dynastii Assada i przeoczyło fakt nadchodzącego zmierzenia się ze złą pogodą podczas Arabskiej Wiosny.

Assad obsadził siebie, jako jedyny podmiot, stojący między porządkiem a sekciarską, krwawą rzezią, uznając nieuzbrojonych protestantów za „sabotażystów” i „terrorystów”. W tym samym czasie, od marca 2011 r., syryjskie władze użyły snajperów, czołgów, wojsk artyleryjskich, a nawet marynarki wojennej przeciwko nieuzbrojonym obywatelom, zabijając, według dość zachowawczych szacunków ONZ, ponad 3 tys. osób oraz przetrzymując w więzieniach kolejne 10 tys.

Jabłko nie pada daleko od dyktatorskiej jabłoni. W lutym 1982 roku, ojciec Baszara, Hafez al-Assad, zabił około 20 tys. cywilów podczas tłumienia rebelii w mieście Hama (obecnie, ze zrozumiałych powodów, gorący punkt podczas ostatniego powstania). Masakra spowodowała sformułowanie hasła „Hama rządzi”, które stało się parafrazą ekstremalnej brutalności. Jednak młodszy Assad musi stanąć w obliczu jeszcze bardziej rozległej, dużo bardziej zdeterminowanej opozycji, niż ta, przeciwko której występował jego ojciec, zaś droga jego powolnego pogrążania się jest coraz bardziej widoczna. Stąd też pytanie, które rodzi się odnośnie Syrii, nie dotyczy sposobu pozbycia się tyrana, ale o  obraz narodu po tym, jak on odejdzie.

Dotarcie do rzetelnych materiałów na temat wydarzeń w Syrii może okazać się sporym wyzwaniem, a to ze względu na decyzje Assada o zakazie wpuszczania zagranicznych dziennikarzy do kraju oraz wprowadzeniu kontroli wobec mediów krajowych. Niemniej jednak wystarczająca ilość nieocenzurowanych treści przenika na zewnątrz kraju – za pomocą poczty elektronicznej, Twittera, Facebooka czy filmów na YouTube – dokumentując siłę opozycji. Trudno jest precyzyjnie wskazać punkt przełomowy, w którym załamujący się reżim przybrał nieodwracalny kurs. Prawdopodobnie miało to miejsce podczas świętego miesiąca dla muzułmanów – Ramadanu, gdy, w przeważającej części, nieuzbrojona opozycja rosła w siłę nawet wtedy, gdy Assad przekraczał wszelkie granice w mordowaniu i aresztowaniu ludzi.

Na początku września prokurator generalny prowincji Hama w środkowej Syrii, Mohammed Adnan al-Bakkour, podał się do dymisji, protestując w ten sposób przeciwko postępowaniu rządu (należy zwrócić na niego uwagę, gdyż może on zająć znaczącą pozycję po upadku reżimu Assada). Wraz z opuszczaniem swoich stanowisk przez kolejnych wysokich urzędników syryjskich, koniec Assada stał się pewny. W międzyczasie liczba opuszczających syryjskie wojsko, choć to głównie szeregowcy, wciąż wzrasta. To zjawisko będzie przybierać na sile, wraz ze słabnącą siłą samego reżimu.

Względem postępowania Assada wzrasta również presja międzynarodowa, choć to proces nierównomierny i przebiegający  z niepokojącą niepewnością. W połowie sierpnia prezydent Obama ostatecznie zrezygnował ze swojej dotychczasowej strategii wobec Syrii i oświadczył, iż „przyszedł czas, aby prezydent Assad wycofał się”. Niemcy, Francja, Wielka Brytania, jak i inne państwa zachodnie wyraziły podobne zdanie. Nawet minister spraw zagranicznych Iranu, Ali Akbar Salehi, zaapelował do Damaszku, aby ten zwrócił uwagę na „słuszne” potrzeby Syryjczyków – był to policzek ze strony najbliższego sojusznika Assada na Bliskim Wschodzie. We wrześniu prezydent Mahmud Ahmadineżad wbił kolejną szpilkę mówiąc, że ta masakra musi się skończyć. Turcja potępiła „bestialstwo” Assada. Arabia Saudyjska, Kuwejt, Bahrajn, Katar i Włochy wycofały swoich ambasadorów z Damaszku, a Liga Arabska, jak i Rada Współpracy Zatoki Perskiej, skrytykowały postępowanie syryjskiego prezydenta.

Baszar al-Assad stawia czoła nie tylko werbalnemu potępieniu. W sierpniu Stany Zjednoczone poszerzyły krąg syryjskich oficjeli, podlegającym sankcjom finansowym. Na początku września Unia Europejska wstrzymała import syryjskiej ropy naftowej. Posunięcie to stało się w pełni widoczne w połowie listopada. Embargo na ropę zaciśnie reżimowi zdolność opłacenia rachunków i utrzymania swoich zwolenników, zwłaszcza, że prawie 30% syryjskich wpływów budżetowych jest generowanych przez eksport ropy naftowej. Teheran mógłby szukać sposobu na złagodzenia niepokojów w Syrii, jednak mając na uwadze własne wewnętrzne problemy gospodarcze oraz publiczne potępienie jego liderów, jest mało prawdopodobne, aby był w stanie całkowicie zrównoważyć straty.

W sierpniu misja ONZ w Syrii oświadczyła, iż znalazła dowody egzekucji, stosowania tortur wobec zatrzymanych i pozostałych nielegalnych działań reżimu. Jednak Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych, jak często bywa w przypadku konfrontacji z grabieżczymi działaniami dyktatorów, pozostała niechętna do podjęcia zdecydowanych działań. Jej nieśmiałość została wzmocniona przez Rosję i Chiny, które uważają, iż NATO przekroczyło swój mandat w Libii. Obydwa państwa zasygnalizowały determinację w wetowaniu jakichkolwiek znaczących działań ONZ przeciwko Syrii. Jednak taka sytuacja nie do końca pociesza Assada. Mimo wszystko w Syrii wzrasta liczba członków opozycji, którzy wzywają do zagranicznej interwencji militarnej w ich imieniu. Atak Assada na nich może jedynie zmotywować NATO do działania, nawet bez mandatu ONZ. Warto przypomnieć, iż brak takiego mandatu nie powstrzymał NATO przez rozpoczęciem operacji reagowania kryzysowego Sił Sprzymierzonych w Kosowie w 1999 roku.

Assad wychodził już nieraz z nieprzyjemnych sytuacji, jak choćby wycofanie się syryjskich żołnierzy z Libanu w kwietniu 2005 roku. Jednak rosnąca w siłę opozycja, której musi obecnie stawić czoła – oraz głębokie przekonanie jej członków o tym, że syryjski prezydent musi ustąpić – stwarza wyzwanie o zupełnie innej sile. Na razie Assad utrzymuje lojalność swoich starszych liderów cywilnych i militarnych, wśród których większość to Alawici, należący do odłamu szyizmu i stanowiący około 12% populacji. Stały prąd zdradzieckich zachowań wśród szeregowych Alawitów wskazuje jednak, że nawet lojalność plemienna ma swoje granice. Assad nie posiada odpowiedniej ilość gotówki, aby kupować sobie ich poparcie przez dłuższy czas.

Taki rozwój sytuacji pokazuje uderzającą zmianę losu Assada. Jeszcze w zeszłym roku Syrię uznawano za państwo stabilne i wielu europejskich liderów – wśród nich francuski prezydent Nikolas Sarkozy – zabiegali o Assada, jako regionalnego gracza. Administracja Obamy początkowo zaangażowała się w poparcie dla reżimu Assada, pomimo jego dobrze udokumentowanej roli we wspieraniu dżihadu na linii Syria-Irak i dążeniu do posiadania broni masowego rażenia. „Syria może grać ważną, konstruktywną rolę w regionie” – tak zastępca sekretarza stanu USA Jeffrey Feltman mówił reporterom w marcu 2009 r., po spotkaniu z wyższymi oficjelami syryjskimi. Jednakże w okresie ponad 2 lat optymizm, bazujący raczej na życzeniowym myśleniu, jakoby Syria mogłaby odegrać konstruktywną rolę w regionalnej stabilizacji –– przekształcił się w intensywną frustrację, gdyż Assad odrzucił zabiegi prezydenta Obamy.

Pytanie, jak długo Assad zdoła wytrwać przy władzy, zależy od siły oporu obu stron – wewnątrz i na zewnątrz Syrii. Słynna kłótliwa syryjska opozycja lekko stonowała w ostatnich miesiącach. Po wielu falstartach grupa aktywistów utworzyła Narodową Radę, chłonąc prawie tysiąc liderów opozycji z Syrii i liczną emigrację (tymczasowa i zróżnicowana natura tej grupy w pewnym stopniu załagodzi lęki o dominacji islamskich radykałów na politycznej scenie Syrii po upadku Assada). Rada jest rządzona przez dr Burhana Ghalioun, politycznego socjologa z paryskiej Sorbony, który wspiera ideę bezkrwawego podejścia do zmiany reżimu. Przy odpowiednim przystosowaniu się, wraz z dodatkowymi dowodami powolnej samodestrukcji reżimu, Rada mogłabym przekształcić się w rząd na emigracji.

Następna faza nastrojów opozycjnych może przybrać bardziej wyrafinowane formy oporu, włączając zawieszenie broni. Protesty będą rozciągać się po Aleppo, a ostatecznie nawet do serca Syrii – Damaszku (opozycjoniści już zdążyli dotrzeć do jego przedmieść). Jak długo opozycja może utrzymać swój bezkrwawy kierunek działań w obliczu narastających ataków przemocy Assada – to wciąż otwarte pytanie. Niektórzy członkowie opozycji wewnątrz Syrii już teraz zwrócili się o pomoc zbrojną poza Syrię, a według niektórych raportów prasowych, małe grupy dawnych urzędników syryjskich zbroją się w Turcji.

Assad ma parę możliwych dróg wyjścia, jednak żadna z nich nie jest szczególnie atrakcyjna dla przywykłego do pałacowego komfortu prezydenta. W najgorszym przypadku Assad mógłby odwrócić uwagę społeczności międzynarodowej, próbując sprowokować jeszcze większy konflikt w regionie. Mógłby to uczynić, podgrzewając atmosferę relacji bezpośrednio z Izraelem lub pobudzić do takiego działania swoich zwolenników z Iranu lub z Hezbollahu. Jednak takie posunięcie jest mało prawdopodobne, gdyż Assad zdaje sobie sprawę z kolosalnej różnicy między syryjskim, konwencjonalnie wyposażonym, wojskiem a izraelskimi siłami obronnymi. Izraelskie samoloty bojowe hałasowały nad jego letnią rezydencją w Latakii wielokrotnie w ostatnich latach, wysyłając w ten sposób nie do końca delikatne przypomnienie o syryjskiej słabości.

W najlepszym przypadku Assad mógłby ustąpić i spokojnie odejść. Niestety kapitulacja nie leży w jego stylu – lub raczej nie jest zapisana w jego genach. Mógłby zostać obalony przez swoje wewnętrzne otoczenie, gdy zorientuje się, że jego upadek jest nieodwracalny. Jednakże taka sytuacja jest raczej niemożliwa, ponieważ dynastia Assada sprytnie uformowała inteligentną sieć w celu stworzenia reżimu odpornego na wszelkie przewroty.

Assad raczej nie podąży w starcze ślady Saddama Husajna czy Muammara Kaddafiego, którzy próbowali wspierać kolejnych powstańców w ich działaniach na rzecz upadku poszczególnych reżimów. Syryjski prezydent został wychowany w uprzywilejowanym środowisku. Ciężko jest go sobie wyobrazić skrywającego się w podziemiach, czy szukającego kryjówki na pustyni. Może raczej skończyć na sali sądowej, jak ostatni prezydent Egiptu Hosni Mubarakm biorąc pod uwagę, że przyszłe władze poreżimowe, będą chciały pociągnąć go do odpowiedzialności za liczne naruszenia praw człowieka (a dowody prawne wobec Assada pojawiają się codziennie). Jednak bardziej prawdopodobna jest ucieczka Assada z Syrii, niż jego skazanie. Iran może zaoferować mu schron, jeśli tylko obietnica o nieopuszczaniu swoich sojuszników dotrze do Hezbollahu (mógłby przyłączyć się do znaczących członków Al-Kaidy ukrywających się w Teheranie).

Nikt nie powinien umniejszać wyzwań stojących przez Syrią, gdy w końcu dynastia Assada rozpadnie się. Najważniejszym zadaniem nowego rządu będzie ukaranie najgorszych przestępców reżimu Assada, nie niszcząc jednocześnie wartych zachowania struktur rządowych rządów. System finansowy i gospodarczy również wymaga szerokich reform, zwłaszcza w obliczu panowania  socjalizmu przez kilka ostatnich dekad. Assad wprowadzał ograniczoną liczbę reform podczas swojej kadencji, jednak ich rezultaty były niezadowalające. Korupcja i kumoterstwo są w Syrii powszechne, a szara strefa, szacunkowo, to potężny konkurent dla państwowej gospodarki zarówno w rozmiarze, jak i sile. Gospodarka centralnie planowa jest tak ułomna, że z trudem radzi sobie z niedoborem wody i energii.

Koniec dynastii Assada będzie miał daleko idące konsekwencja dla regionu, o wiele poważniejsze niż te po upadku Kaddafiego w regionie Magrebu. Co ważniejsze, związek Iran-Syria-Hezbollah stanie się surowszy, mając na uwadze bezproblemowy przemyt nielegalnej broni z Iranu do Libanu przez Syrię. Krótkoterminowy wpływ na Hezbollah będzie jednak ograniczony, szczególnie gdy już obecnie zapasy rakiet rosną.

Arabia Saudyjska i Turcja chcą jak najwięcej ugrać na upadku Assada, jeśli chodzi o aspiracje dotyczące przywództwa w regionie. Po Assadzie Syria będzie skupiona na formowaniu podwalin krajowego rządu, tak jak ma to miejsce obecnie w Tunezji, Egipcie i Libii, które są zdecydowanie bardziej skoncentrowane na tym procesie niż rok temu. Syryjska obsesja po odejściu Assada na punkcie Wzgórz Golan może ulec złagodzeniu, ale nie zniknie. Pod rządami Assada Syria była terrorystyczną siatką eksportową. Następca reżimu będzie miał silną motywację do wydalenia palestyńskich grup terrorystycznych, które zadomowiły się w Damaszku. Takie działanie od razu poprawiłoby relacje USA-Syria oraz pomogło Syrii zniknąć z amerykańskiej listy państw sponsorujących terroryzm.

Najwięcej na upadku Assada może stracić jednak Iran. To właśnie assadowski reżim pomógł Teheranowi rozwinąć macki w regionie Lewantu. Iran może również szukać możliwości zwiększenia swoich wpływów w Iraku, jako sposobu na wynagrodzenie sobie straty sojusznika w osobie Assada. Koniec syryjskiej dynastii spowoduje skupienie większej uwagi międzynarodowej na teherańskim programie nuklearnym, a co za tym rozwój sytuacji będzie sprzyjał zwiększeniu izolacji Iranu, szczególnie gdy wszelkie pokojowe rozwiązania programu nuklearnego Iranu się wyczerpały.

Często cytowany frazes, że „droga na Bliski Wschód prowadzi prze Damaszek” pomaga zrozumieć, dlaczego dynastia Assada przetrwała tak długo. Podobnie jak ojciec, Assad bronił tego stwierdzenia przed zachodnimi politykami i dyplomatami, których pragnienie utrzymania pokoju znajdowało się ponad bestialstwem reżimu. Ukryta logika tej powracającej idei była już dawno podważana – zarówno Egipt, jak i Jordania, umacniały traktaty pokojowe z Izraelem bez wsparcia Damaszku – a teraz rosnąca brutalność Assada wzbudza wątpliwości: czy będąc gotowym zabić swoich własnych obywateli bez opamiętania, ktokolwiek w takiej sytuacji może zaufać Assadowi i powierzyć mu kluczową rolę w kształtowaniu czegoś nowego, nie mówiąc już o porozumieniu pokojowym z Izraelem?

Podczas gdy kurtyna zapada, Assad myśli prawdopodobnie, że nigdy nie chciałby w 1994 roku odebrać telefonu nakazującego mu porzucenie jego praktyki okulistycznej w Londynie, aby przejąć dyktatorską schedę pod opieką swojego ojca. Ta rola została pierwotnie wyznaczona jego starszemu bratu, Basilowi, który zginął jednak w wypadku samochodowym. Baszar podjał się swojego zadania, szukając posłusznie możliwości rozszerzenia rodzinnej dynastii, posługując się wszelkimi instrumentami represji, jakie odziedziczył.

Assad przetrwał u władzy ponad dekadę – dłużej niż przewidywali obserwatorzy syryjskiej sceny politycznej na samym początku jego rządów. Zdołał także przeciwstawić się Arabskiej Wiośnie dłużej niż tunezyjski Ben Ali, egipski Mubarak i libijski Kaddafi. Jednak dynastia Assada przeżywa teraz swoje burze, gdy zewnętrzna opozycja i wewnętrzna presja zbliżają do jej niechlubnego końca.

Powyższy artykuł prof. Andersona został oryginalnie wydrukowany, w wydaniu Listopad/Grudzień magazynu spraw międzynarodowych  World Affairs Journal, z siedzibą w Waszyngtonie Dystrykt Columbia, który jest publikowany od 1837 r. Więcej:  WorldAffairsJournal.org Publikacja za zgodą redakcji.

Tekst oryginalny w j. angielskim znajduje się TUTAJ. Tłumaczenie: Natalia Łajdych. Fot. Bertil Videt/World Affairs Journal.

Tekst został pozyskany do publikacji w ramach programu analitycznego Syria 2012.


Czytany 6306 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04