środa, 18 lipiec 2012 08:48

Francuz walczył w oddziałach syryjskich rebeliantów

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

francuz  ECAG

48-letni Francuz pochodzenia algierskiego z Marsylii został wzięty do niewoli w okolicach syryjskiej al-Haffy, podczas zaciętych walk z dużym oddziałem rebeliantów. Trafił on do Syrii z terytorium Turcji. Zaminowując górskie drogi, organizując profesjonalne zasadzki oddział rebeliantów powodował duże straty u sił rządowych. Kilka nowoczesnych czołgów zostało wysadzonych w wyniku wybuchu min, albo zniszczonych przy pomocy francusko-niemieckich przenośnych pocisków przeciwpancernych PPK „Milan”. To działanie prawdziwych zawodowców.

Jeniec z Marsyli próbuje obecnie podszyć się pod kogoś innego. Salafita najprawdopodobniej jest oddelegowanym wojskowym instruktorem. Starszy nieprzygotowany do walki człowiek nie byłby w stanie prowadzić ataków na terytorium innego kraju. Gdyby tak było powinien pozostać w tureckim obozie zajmując się mniej ryzykownymi zajęciami. Francja nie może nie martwić się losem swoich 16 oficerów (w tym jednego pułkownika), którzy trafili do niewoli po wyzwoleniu okręgu Baba Amr w mieście Homs co miało miejsce jeszcze w marcu. Nie ulega wątpliwości, ze w Syrii obecnie znajduje się wielu francuskich szpiegów i instruktorów wojskowych.

Na wszystkie pytania jeniec odpowiadał według starej zasady: idących w zaparte więźniów. Nazwisk innych francuskich salafitów nie mógł sobie przypomnieć. Z bojownikami związał się wyłącznie za pośrednictwem Internetu. Nie ma stałego miejsca pracy, nie ma w Marsylii żadnych osób mogących za niego poręczyć. Okazuje się, ze we Francji mając rodzinę i sześcioro dzieci można przez 30 lat nigdzie oficjalnie nie pracować, przerywając taki żywot drobnymi zarobkami i socjalnymi zapomogami. Poza żoną i sześciorgiem dzieci ponoć nikogo w Marsylii nie zna. Wydaje się zadeklarowanym salafitą, ale Koran czyta z trudem.

Prezentujemy tłumaczenie wywiadu ze schwytanym Francuzem.

Marat Musin: Jak się nazywasz?

Schwytany: Nazywam się Jamal Amer Hudud. Urodziłem się w Algierii w Buleyda 27 grudnia 1963 roku. Do Francji przeprowadziłem się, gdy miałem 19 lat. Jestem żonaty, mam sześcioro dzieci. Najstarsze 22 lata, najmłodsze 4 lata. Obecnie dostaje 2000 euro na świadczenia socjalne jako bezrobotny. Pracowałem w różnych zawodach. Chwilowo pracowałem w hotelu, zajmowałem się również handlem oraz dekoracją wnętrz. Jestem muzułmaninem - salafitą, ale nie jestem zamknięty, nie jestem radykałem. Przez kanały telewizyjne Al-Jazeery i Al-Arabiji, widziałem, co dzieje się w Syrii. Widziałem demonstracje, niesprawiedliwość władz i zabite dzieci. Byłem dotknięty, płakałem nad losem syryjskiego narodu. Wówczas postanowiłem wyjechać na dżihad dla narodu Syrii. Wyjechałem do Turcji. Dojechałem do wsi Jadagi, gdzie zorganizowany jest obóz dla Syryjczyków, z którymi się zapoznałem. Radzili mi bym wrócił do Francji: ale stwierdziłem, że z nimi zostanę. Powiedzieli, że nie mają broni ani amunicji, odpowiedziałem, że mimo wszystko zostanę. Z czasem sytuacja się zmieniła i po trzech miesiącach biegałem po górach i trenowałem.

M.M.: Gdzie otrzymałeś przygotowanie wojskowe?

S.: Tak strzelałem z automatu i karabinu (dobra odpowiedź na pytanie: gdzie? – M.M.). Zapoznałem się z Abu Muayia, Abu Ahmadem, Zakarią, Ibrahimem, Abal Batulem, i kilkoma innymi chłopakami. Z czwórką chłopaków stale trenowaliśmy razem, biegaliśmy i spacerowaliśmy razem. Weszliśmy do wsi Naszyn znajdującej się niedaleko syryjskiej granicy. Wdrapaliśmy się na miejscową górę i spoglądaliśmy w kierunku Syrii. Strzelaliśmy w kierunku Syrii z broni myśliwskiej. 15 dni później zeszliśmy do wioski, w której spotkaliśmy się z jeszcze jedną grupą. Przywieziono nam broń, pozostaliśmy tam dwa dni. Potem przeszliśmy syryjska granicę. Byłem uzbrojony w automat AK-47.

M.M.: Byli z Tobą ludzie innej narodowości?

S.: Tak byli z nami szejkowie i imamowie z meczetów z Jemenu i Libii. Libijczyk zaopatrywał nas w pieniądze. 

M.M.: W jaki sposób dostałeś się do Turcji?

S.: Przyjechałem tam sam. 

M.M.: Z kim kontaktowałeś się we Francji? Jak przyjąłeś salaficką ideologię?

S.: Byłem salafitą przynależę do Dżamattu Altablig Ua Da. Nasi duchowni liderzy mieszkają w Indiach. Nie wzywam do dżihadu. Wzywam do przyjęcia islamu. Przysięgam na Boga, że sam podjąłem decyzję by wyjechać do Syrii. Spotykałem się z dziennikarzami, jeden był z Danii, drugi z Austrii. Austriak zadał mi kilka pytań, na które odpowiedziałem. Powiedziałem, że przyjechałem do Syrii prowadzić dżihad przeciwko rządowi. Sfotografował mnie i odszedł.

M.M.: Byli tam dziennikarze Al-Jazeery i Al-Arabii?

S.: Tak przyjechali dziennikarze z Al-Jazeery i Al-Arabii. Zrobili kilka wywiadów z osobami znajdującymi się w obozie. Potem ustawili telekamerę, która filmowała sama od rana do wieczora. Nie rozmawiałem z nimi. Przeszliśmy syryjską, granicę uzbrojeni. Do nas przyłączyła się jeszcze jedna, grupa, o której nic nie wiem. Szliśmy nocą, kiedy dotarliśmy do miejsca, z którego zabrała nas ciężarówka. W niej zmieściła się cała nasza grupa (15 osób). Pojechaliśmy do jakiejś syryjskiej wsi w okolicach Al-Haffy, której nazwy nie pamiętam. Były tam również inne grupy. Umyliśmy się tam, wypraliśmy odzież i odpoczęliśmy. Oczyściliśmy broń. Trzykrotnie strzelałem do skał. Pozostaliśmy w tym domu 2 do 3 dni. Potem przeszliśmy do innego domu. Gdy widzieliśmy samoloty w powietrzu, chowaliśmy się pod wielkimi drzewami, by nas nie zauważono. Pozostawaliśmy w pierwszej wsi 5 do 6 dni, potem nocą przeszliśmy do innej wsi. 10 dni nie widziałem żadnych działań wojskowych, nie widziałem żadnej niesprawiedliwości. Widziałem tylko samoloty, które nas obserwowały. Zdecydowałem wrócić do Turcji. Spotkałem się z liderem naszej grupy i zwróciłem mu broń. Wziąłem swoje rzeczy i odszedłem. Potem dotarłem do wsi, w której mnie aresztowano. Przysięgam na Boga, że nie miałem broni.

M.M.: Chcesz ustanowienia we Francji islamskiego kalifatu?

S.: Jako człowiek kochający islam i jako muzułmanin pragnę by sztandar islamu podniesiono we wszystkich krajach świata. W szczególności w Europie oraz we Francji. Inszallach (Daj Boże). 

M.M.: Jeśli pierwszego sierpnia na przykład zostanie ogłoszony we Francji islamski kalifat, ty będziesz go wspierać?

S.: Obecnie to nie jest możliwe ponieważ jest na to za wcześnie. Ale prędzej czy później do tego dojdzie. Jeśli chodzi o islam to, potrzeba trochę czasu. Nie można od razu ogłosić kalifatu islamskiego we Francji, ale wcześniej czy później do tego dojdzie, i pragnę tego. 

M.M.: Masz coś do przekazania francuskiemu lub algierskiemu narodowi?

S.: Nie wierzcie w to co pokazuje Al-Arabija i Al-Jazeera. Uwierzcie w to co sami zobaczycie i usłyszycie.

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Syria 2012.
Na podst.: Marat Musin, Olga Kułygina, agencja Anna News, Damaszek, Syria
Tłum. Kornel Sawiński
Źródło: http://anna-news.info/node/6731
Czytany 3965 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04