wtorek, 13 sierpień 2013 14:52

Dmitrij Minin: Czynnik kurdyjski w bilansie wojny syryjskiej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

PYD_checkpointgeopolityka  Dmitrij Minin

W skomplikowanym rozkładzie sił na frontach syryjskiej wojny domowej następują ważne zmiany. Do walki przeciwko opozycji przystąpili, do tej pory neutralni, miejscowi Kurdowie. Jest ich w Syrii około 2,5 miliona; skupieni w trzech dość dużych i licznych mniejszych enklawach, niepowiązanych z sobą terytorialnie, zamieszkują tereny położone wzdłuż granicy syryjsko-tureckiej. 

Najliczniej – prowincję Hasaka, trójkąt pomiędzy Syrią, Turcją i Irakiem (główne miasto: Kamishli). Tym rozproszeniem tłumaczyć można brak wyraźnych tendencji separatystycznych u syryjskich Kurdów, w odróżnieniu od ich rodaków w Iraku czy Turcji. Wprawdzie historia odnotowała ich wystąpienia z żądaniami autonomii narodowo-kulturowej, praw obywatelskich i gwarancji w nowej Konstytucji Syrii, jednakże, choć dość krytycznie odnoszą się do reżimu w Damaszku, nie toczyli z nim walki.

Wiodącą siłą polityczną w obozie Kurdów syryjskich jest Partia Sojuszu Demokratycznego (PSD), reprezentująca linię zbliżoną do na tureckiej Partii Pracujących Kurdystanu, lider której Abdullah Ocalan pozostaje w więzieniu. Utworzone przez PSD oddziały samoobrony tzw. peszmergów [od kurdyjskiego: پێشمەرگە – "idący na śmierć", "patrzący śmierci w twarz" – przyp. tłumacza], choć nie mają ciężkiej broni, odznaczają się wysokim morale. Kurdyjscy politycy uważają, że w najbliższym czasie liczebność oddziałów może wzrosnąć do 50 tys. To poważna siła, która jest w stanie istotnie wpłynąć na przebieg wydarzeń w tej wojnie.

Główną przyczyną wzrostu napięcia w stosunkach między Kurdami a zbrojną opozycją syryjską jest, coraz większy w szeregach przeciwników Bashara al-Assada, wpływ radykalnych islamistów. Zbliża się chwila prawdy w tej wojnie; jeśli się ją przegapi, można znaleźć się w gronie przegranych. W ciągu ostatnich miesięcy różne ugrupowania salafitów i dżihadystów, głównie „Dżabhat al-Nusra" i „Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu" próbowały wciągnąć młodzież kurdyjską do swoich szeregów, zapanować nad terytoriami zamieszkanymi przez Kurdów i utworzyć na ich terenach islamski emirat „Syria Północna". To w żaden sposób nie wpisuje się w wyobrażenia Kurdów o ich prawach jako narodu. Na dodatek grozi przeniesieniem, na ziemie przez nich zamieszkane, wyniszczających walk islamistów z następującą armią rządową. PSD zarzuciła innym partiom kurdyjskim w regionie, że „wyprawiły swoich bojowników do walki z Assadem w szeregach «Wolnej Armii Syryjskiej», co może wciągnąć kurdyjskie prowincje w wojnę domową". Uderzenie dowodzonych przez nią oddziałów peszmergów było żywiołowe.

Islamiści, przyzwyczajeni do łatwego zwycięstwa nad konkurentami z "cywilnej" opozycji, w starciach z peszmergami, jeśli tylko nie mieli znaczącej przewagi liczebnej czy w uzbrojeniu, odnosili porażkę za porażką. W ciągu ostatnich dni Kurdowie pokonali rebeliantów z kilku miast i wielu wsi na wschodniej granicy z Turcją. Straty po obu stronach liczyć trzeba w setkach ludzi. Front rozciągnął się tam już na 70 km. Mniejsze skupiska ludności kurdyjskiej na zachodzie np. w okolicach miasta Afrin, są okrążone, Damaszek to ich jedyna nadzieja. W islamskim emiracie dla Kurdów miejsca nie będzie. Znacząca jest w tym sensie bitwa o miasto Ras al-Ayn. Kurdom udało się nie tylko rozgromić rebeliantów, ale także pojmać ich dowódcę polowego Abu Musaaba, twierdzącego, że jest Czeczenem. W odpowiedzi rebelianci uprowadzili około 500 Kurdów, głównie kobiet, dzieci i starców. Zażądali, by wypuszczono ich przywódcę i zaczęli odcinać głowy zakładnikom. Wymiana się odbyła, lecz islamiści nadal przetrzymują jako „żywą tarczę" około 200 osób. Ujął się za nimi rosyjski MSZ, Zachód jakby niczego nie zauważył.

W okolicach Tel-Abjadu w prowincji Rakka sytuacja zmieniła się radykalnie na korzyść pododdziałów PSD, kiedy, opuszczając szeregi WAS, na stronę peszmergów przeszła cała brygada – "Kurdyjski Front". Dżihadyści zażądali od jej członków pełnego podporządkowania, na co dowództwo Brygady nie zgodziło się. 313. brygada z WAS zjednoczyła się tam przeciwko Kurdom z islamistami z „Dżabhat al-Nusra” i "Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu", chociaż gdzie indziej walczą przeciwko sobie. Z kolei Kurdów poparła artyleria 93. Pułku 17. Dywizji lotnictwa Syryjskiej Republiki. Zarysował się, póki co chwiejny, ale mimo wszystko sojusz bojowy Kurdów i armii rządowej.

Obecnie kurdyjskie oddziały peszmergów koncentrują się na przejęciu kontrolowanego przez rebeliantów miasta Jarubija, położonego na granicy syryjsko-irackiej, na drodze do Mosulu, przez który przechodzi szlak handlowy między Syrią i Irakiem. Odbicie przez Kurdów przejść granicznych na granicy syryjsko-tureckiej odcięło islamistom pomoc z Turcji, ale jednocześnie wojska tureckie zablokowały przewóz towarów dla Kurdów po swojej stronie. Enklawy kurdyjskie w Syrii wciąż są zablokowane. Aby tę blokadę rozerwać i zapewnić bezpośredni kontakt z irackim Kurdystanem, Kurdowie muszą się przebić w kierunku Mosulu. W tym samym kierunku, w okolicach miasta Tel Hamis, przemieszczają się także oddziały syryjskiej armii rządowej, pomagając Kurdom i uczestnicząc w walkach z rebeliantami, w rękach których znajduje się Jarubija.

Islamiści kontratakują. „Dżabhat al-Nusra” i "Islamskie Państwo Iraku i Lewantu" ogłosiły początek operacji "Wulkan na wschodzie", której celem jest zdobycie miasta Hasaka, na tyłach frontu oddziałów peszmergów, które przesuwają się w kierunku Jarubii. W operacji tej bierze udział ok. 2, 5 tys. bojownikow. Oprócz tego, żeby odbić miasto Ras al-Ayn, islamiści zebrali ok. 3 tys. bojowników.

Czynnie popiera zbrojną opozycję w Syrii Turcja. Ankara obawia się, że powstanie autonomii kurdyjskiej w Syrii automatycznie wzmocni ruch separatystyczny tureckiego Kurdystanu. Po wystąpieniu Kurdów doszło do serii spotkań szefów tureckich struktur siłowych z udziałem prezydenta Abdullaha Gula i premiera Recepa Tayyipa Erdogana. Oświadczono, że Ankara niezwłocznie "podejmie kroki w odpowiedzi na jakiekolwiek groźby ze strony Syrii".

Armia turecka prowadzi przez granicę regularny ostrzał artyleryjski stanowisk Kurdów. Pole walki patrolują tureckie drony. W rejonie Ras al-Ayn Turcy dostarczają "całymi pociągami" zaopatrzenie znajdującym się na ich terytorium rebeliantom syryjskim. Sztab generalny Turcji postawił w stan gotowości bojowej stacjonującą niedaleko 2.Dywizję i wojskową bazę lotniczą w Diyarbakir, samoloty patrolują granicę regularnie.

W samej Turcji wielu ekspertów uznaje sojusz Turcji w walce z kurdyjską PSD, która "opanowała wiele odcinków 900-kilometrowej granicy turecko-syryjskiej" ze strukturami Al-Kaidy za nienormalny. Zamiast tego zaleca się wciągnięcie PSD w alians przeciwko reżimowi al-Assada.

Niektóre źródła tureckie, na przykład Sedat Laciner, rektor uniwersytetu w Canakkale, utrzymują, że liderzy Partii Sojuszu Demokratycznego i Partii Pracujących Kurdystanu "dogadali się" z B. al-Assadem w sprawie utworzenia kurdyjskiego regionu autonomicznego w północnej Syrii, co "niepokoi nie tylko Turcję, ale i opozycję w Syrii". Jednakże łatwo dostrzec, że Turcy sami przyczynili się do, dla nich niebezpiecznego, zbliżenia syryjskich Kurdów z Damaszkiem, gdy poparli radykalną opozycję w Syrii.

Jak twierdzą kurdyjskie media, do tej pory B. al-Assad i opozycja sprzeciwiali się ustanowieniu jakiejkolwiek formy autonomii kurdyjskiej w Syrii. Przez wiele lat Kurdowie oskarżali Damaszek o dyskryminację polityczną i dławienie ich ruchu nacjonalistycznego. Zdaniem analityków, po wybuchu konfliktu B. al-Assad podjął kroki w kierunku zbliżenia z Kurdami. Rząd wycofał wojska z większości miejsc zamieszkania ludności kurdyjskiej na północo-wschodzie, tym samym faktycznie pozostawiając jej autonomię. Z wyjątkiem dwóch dużych miast Hasaka i Kamishli, wszystkie miejscowości pozostają pod kontrolą Kurdów. Co więcej, w tych dwu dużych miastach syryjskie garnizony w istocie wspierają Kurdów pomagając im formować oddziały peszmergów. Obecnie przywódcy Kurdów poważnie obawiają się utraty swoich zdobyczy politycznych w przypadku zwycięstwa zbrojnej opozycji w Syrii. Rozumieją także i to, że nie wolno im pozostawać długo w cieniu w oczekiwaniu na rozgromienie rebeliantów – w ten sposób owoce zwycięstwa sił rządowych mogą stać się dla nich niedostępne.

Niewątpliwie, i Damaszek, i Kamishli czeka jeszcze długa droga do tego, by stare krzywdy zostały zapomniane, a podstawy do sojuszu w odnowionej Syrii umocniły się. Jednakże już teraz widać, że współdziałanie wojsk rządowych i oddziałów Kurdów syryjskich może zatrzymać osuwanie się tego kraju w totalny chaos. A w takiej sytuacji zakończenie krwawej wojny może być bliższe, niż prognozuje to amerykański wywiad.

Tłum. Maria Walczak
Tekst pochodzi z portalu Geopolitika.ru
Czytany 3359 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04