piątek, 13 styczeń 2012 10:03

Bassam Abu Abdullah: Nie chcemy irackiego modelu demokracji

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

prof_Abu_Abdullah


geopolityka  dr Mateusz Piskorski

Polityka USA i ich sojuszników wobec państwa syryjskiego od lat stanowiła przygotowanie do przejęcia wpływów w Damaszku - mówi prof. Bassam Abu Abdullah z Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Damaszku w rozmowie z dr Mateuszem Piskorskim.

Mateusz Piskorski: Ostatnie komentarze na temat kryzysu w Syrii ze strony Hillary Clinton i innych przedstawicieli Departamentu Stanu wskazują, że USA zaostrzają krytykę wobec prezydenta Baszara al-Asada i jego administracji. Jakie są realne przyczyny ich stosunku do Syrii?

Bassam Abu Abdulah: Polityka USA i ich sojuszników wobec państwa syryjskiego od lat stanowiła przygotowanie do przejęcia wpływów w Damaszku. Stawiano kolejne żądania pod adresem Syrii: w 2003 roku Waszyngton zażądał poparcia swojej interwencji w Iraku, następnie zerwania współpracy z Hezbollahem. Później przyjęto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ rezolucję wzywającą do wycofania wojsk syryjskich z Libanu (rezolucja nr 1559 z kwietnia 2004 roku), oskarżono Syrię o zlecenie zabójstwa byłego premiera Rafika Haririego. Wreszcie zaczęto mówić o syryjskim programie jądrowym, ogłaszając, że ma on agresywny wymiar. Ostatnio lęk w Waszyngtonie wywołały działania na rzecz zbliżenia syryjsko-irackiego. Pomysł współpracy dwóch historycznych stolic świata arabskiego – Damaszku i Bagdadu od dawna wywołuje lęki Waszyngtonu. Poza tym USA patrzy na Syrię oczyma Izraela, co utrudnia prowadzenie polityki zgodnej z wymogami racjonalności.

M.P.: Jednym z kluczowych graczy w konflikcie wewnętrznym Syrii jest sąsiedzka Turcja. To właśnie z Istambułu kierowana jest Narodowa Rada Syryjska, to na południu tego kraju działa tzw. Wolna Armia Syryjska. Co wpłynęło na takie stanowisko Ankary wobec Damaszku?

B.A.A.: Mieliśmy tradycyjnie dobre i przyjacielskie relacje z Turcją, dlatego naprawdę władze syryjskie nie oczekiwały takiego obrotu spraw. Ja sam pracowałem przez lata w syryjskiej ambasadzie w Ankarze i zawsze byłem przekonany o partnerstwie pomiędzy oboma krajami. Znakomite relacje były też na poziomie społeczeństw i współpracy ekonomicznej, szczególnie w regionach przygranicznych. Premier Recep Tayyip Erdogan zabrnął tymczasem w ślepą uliczkę. Niedawno w tureckim parlamencie posłowie złożyli interpelację z pytaniem o rolę 46 agentów tureckich służb specjalnych na terytorium Syrii. Wiemy też, że z południowej Turcji kontynuowany jest przerzut broni dla formacji terrorystycznych w Syrii. Co ciekawe, Ankara mając swoje problemy wewnętrzne z armią, przekazała zadanie koordynacji całej operacji resortowi spraw wewnętrznych. Jednocześnie premier Erdogan podlega coraz silniejszej izolacji na arenie międzynarodowej. Popatrzmy dokładnie: Turcja nie ma poprawnych relacji praktycznie z żadnym ze swoich sąsiadów. Rosnącego rozczarowania działaniami obecnych władz nie ukrywa ostatnio nawet Waszyngton, w którym coraz częściej pojawiają się głosy o tym, że USA postawiły na niewłaściwego konia w tureckiej rozgrywce. Do tej pory realne decyzje podejmował nie Erdogan, a kontrolujący go i przebywający najczęściej w USA Fatallah Gulen. Dziś nawet kontrolowane przez niego media zaczynają krytykować premiera. Erdogan jest zatem w potrzasku. Świadczą o tym tak desperackie ruchy, jak jego ostatnie próby nawiązania kontaktu z Iranem, z którym do tej pory Turcja prowadziła liczne spory. Podstawowym błędem tureckiego premiera było jego niczym nieuzasadnione przekonanie, że może stać się kimś w rodzaju sułtana dla całego świata arabskiego, że Turcja może stanowić centrum kontrolujące cały region.

M.P.: Ale w jaki sposób doszło do sytuacji, w której władze syryjskie dopuściły do masowego przemytu broni z terytorium północnego sąsiada?

B.A.A.: Po pierwsze długość granicy wynosi około 800 km. Po drugie, na mocy porozumień turecko-syryjskich to strona turecka odpowiadała za kontrolę granicy, a po stronie syryjskiej istniał dwudziestokilometrowy pas wolny od sił syryjskich. Ten pas przygraniczny zamierzano w pewnym okresie rebelii przekształcić w tzw. strefę buforową, całkowicie pozbawiając Damaszek kontroli nad tym obszarem. 

M.P.: Czy stosunki syryjsko-irańskie będące przykładem długotrwałej współpracy i ścisłego sojuszu nadal są tak dobre w sytuacji kryzysu?

B.A.A.: Zdecydowanie tak. To rzeczywiście jeden z najdłużej trwających sojuszy w regionie. Z wielkim uznaniem oceniamy rolę Iranu w Zatoce Perskiej. Wystarczy porównać jego status z sytuacją w Arabii Saudyjskiej, pozbawionej myśli i nauki, pogrążonej w despotyzmie. 

M.P.: Pomoc w oszacowaniu realnych rozmiarów konfliktu zadeklarowała Liga Arabska, która przysłała do Syrii grupę swoich obserwatorów. Po kilku tygodniach ich pracy pojawiły się jednak zarzuty, że ich obecność w Syrii stanowi legitymizację reżimu, a niektórzy obserwatorzy zgłosili zdanie odrębne do pozytywnej oceny współpracy z władzami w Damaszku sformułowanego przez gen. Mustafę  al-Dabiego. Wreszcie jeden z uczestników misji ogłosił, że wycofuje się z dalszych prac w jej ramach…

B.A.A.: Odpowiedź jest krótka: Liga Arabska jest instytucją, która nie jest w stanie spełnić pokładanych w niej w świecie arabskim nadziei. Niektóre państwa wchodzące w jej skład są państwami znajdującymi się pod wpływem określonych ośrodków zagranicznych.

M.P.: Jaka jest geneza trwającego od niemal roku kryzysu i fali zamieszek? Od czego się zaczęło?

B.A.A.: Od zamieszek w Daara na południu kraju. Tam rzeczywiście władze popełniły pewne błędy, które zresztą później próbowały naprawić. Z drugiej jednak strony zastanawiające jest to, że pierwsze demonstracje, które tam się odbywały, zamiast – jak to zwykle bywa – odbywać się w centrum miasta, bardzo szybko przeniosły się pod budynki sądu i policji, które w tych wypadkach były zlokalizowane na obrzeżach…

M.P.: Sugeruje Pan, że wydarzenia przebiegały według określonego scenariusza?

B.A.A.: Można wyróżnić wśród protestujących trzy podstawowe grupy: 1) ludzi, którzy rzeczywiście domagają się przeprowadzenia reform politycznych; 2) osoby biorące udział w protestach za pieniądze; 3) element kryminalny, który dołączył do rozruchów, uciekając się do stosowania przemocy. Kontrolę nad całym ruchem próbowały przejąć radykalne elementy fundamentalistyczne, przede wszystkim skupione w Homsie. Polityczny patronat nad wydarzeniami przejęło natomiast Bractwo Muzułmańskie. Interesujący jest ponadto fakt, że większość rozruchów odbywała się w miastach położonych niedaleko od granic państwowych – z Turcją, Libanem, Jordanią. Pojawił się jednocześnie plan podziału państwa na pięć podmiotów, oznaczający w istocie pogłębienie podziałów i konfliktów, które od dawna w syryjskim społeczeństwie nie miały większego znaczenia.

M.P.: Skąd zatem liczba ponad 5 tysięcy ofiar represji rządowych, podawana przez większość mediów, a także przytaczana przez ONZ?

B.A.A.: Po pierwsze aktywną rolę w całym konflikcie odgrywają media, tocząc od miesięcy wojnę informacyjną w przestrzeni elektronicznej. Na czele tej operacji jest oczywiście katarska al-Jazeera. Ten katarski kanał prezentował skrajnie zmanipulowany obraz od samego początku kryzysu; np. demonstrację, w której uczestniczyło nie więcej niż 200 osób, przedstawiano jako wielotysięczne manifestacje. Ich zdaniem, na niewielkim placu w centrum Homsu zebrało się… 500 tysięcy protestujących. Do niedawna wielokrotnie komentowałem na ich antenie sytuację w Syrii, ale zrezygnowałem, gdy nabrałem pewności co do rzeczywistej roli tej stacji. Przyjrzyjmy się jeszcze źródłom informacji o rzekomej liczbie ofiar. Tak naprawdę niemal wszystkie media cytują działającą w Londynie organizację pozarządową pod nazwą Syrian Observatory for Human Rights, strukturę dość tajemniczą, o której nikt wcześniej nawet nie słyszał. Przeprowadziliśmy na jej temat własne śledztwo i okazało się, że nie mają nawet biura, ani stałego adresu. Na jej czele stoi Usama Ali al-Sulejman, właściciel punktu z kebabami w Londynie. Jej aktywność polega wyłącznie na prowadzeniu strony internetowej, przy czym nietrudno sprawdzić, że podawane przez nią nazwiska ofiar są w istocie fałszywe, a osoby wyliczane na liście często od dawna nie żyją, albo odwrotnie – żyją i mają się dobrze. Wszystko wskazuje na to, że Observatory jest projektem brytyjskiego wywiadu MI6. Tymczasem media powołując się na nią jako podstawowe źródło informacji, przemilczają fakt, że zginęło już ponad 2 tysiące wojskowych i policjantów, że w Syrii podczas rozruchów spalono 900 szkół, że zabito pięciu naukowców w Homsie.

M.P.: Czy w takim razie dostrzega Pan jakieś przyczyny wewnętrzne kryzysu?

B.A.A.: Oczywiście. Wprowadzenie części reform liberalnych w sferze gospodarki doprowadziło do różnych problemów społecznych, w tym pogłębienia się rozwarstwienia majątkowego Syryjczyków. Ogromnym problemem, z którym na pewno władze będą musiały podjąć zdecydowaną walkę jest również korupcja. Sytuacja nie jest zatem idealna, ale kwestie, o których mówię, są sprawami, których rozwiązanie nie wymaga użycia przemocy i jakichś rewolucyjnych działań. Ale z drugiej strony władze podjęły realne zmiany, tak naprawdę rozpoczynając proces transformacji systemowej. Przypomnę tylko, że wprowadzono prawo o zgromadzeniach publicznych wyraźnie określające ramy i możliwości wyrażania swoich poglądów na ulicach miast, prawo podobne do tego, które funkcjonuje w większości krajów demokratycznych. Zniesiono też stan wyjątkowy, który trwał od ponad 40 lat, wprowadzając szereg realnych swobód obywatelskich. Jaka była odpowiedź Zachodu domagającego się demokratyzacji systemu? Wprowadzenie kolejnych sankcji. W istocie czym więcej reform wprowadzano w Syrii, tym większy nacisk zewnętrzny na nią wywierano.

M.P: Czy te reformy mają charakter systemowej zmiany?

B.A.A.: System polityczny, to już wiemy na pewno, ulegnie zasadniczej zmianie. Już w marcu odbędzie się referendum dotyczące projektu nowej konstytucji opracowanej przez zespół prawników i ekspertów, reprezentujących różne środowiska pozarządowe. Następnie projekt zostanie konsultacjom społecznym za pośrednictwem Internetu. Zniesiony zostanie w znowelizowanej ustawie zasadniczej budzący kontrowersje art. 8 gwarantujący dotychczas hegemoniczną pozycję partii Baas i jej koalicjantom. W czerwcu odbędą się wybory parlamentarne, już w warunkach systemu wielopartyjnego. Już dziś mamy w Syrii siedem partii politycznych, kolejne dwie rozpoczęły procedurę rejestracji na podstawie nowej ustawy o partiach politycznych. Przedstawicielom pozostałych sił opozycyjnych warto w tym kontekście zadać pytanie: dlaczego nie korzystają z tych możliwości? Bractwo Muzułmańskie nie zamierza rejestrować swojej działalności. W 2014 roku odbędą się wybory prezydenckie według nowych zasad, w których będzie musiało wziąć udział co najmniej dwóch kandydatów. Wprowadzono także reformę samorządową, niedawno odbyły się wybory na szczeblu lokalnym. W warunkach braku stabilności, pomimo niebezpieczeństw, frekwencja w tych wyborach wyniosła 42%. Samorządy lokalne uzyskały dodatkowe wpływy z podatków, dzięki którym prowadzą częściowo samodzielną politykę budżetową. Weszły w życie nowe przepisy regulujące działalność mediów, m.in. gwarantujące ochronę dziennikarzy. Nowe, łatwiejsze procedury koncesyjne sprawiły, że pojawia się coraz więcej mediów elektronicznych i drukowanych. Tak naprawdę natomiast do tej pory nie wiemy, z jakim programem występuje radykalna opozycja, czego tak naprawdę chce. Syria ma potencjał, by stać się wzorem dla innych państw arabskich. Ponad 16 milionów Syryjczyków żyje poza granicami kraju, znakomicie integrując się ze społeczeństwami państw Europy, Azji, ale też Afryki i Ameryki Południowej. Umożliwia to tradycyjna otwartość Syryjczyków na inne cywilizacje; oni sami mają świadomość, że ich państwo stanowi kolebkę co najmniej kilku światowych kultur.

M.P.: Jakie jest realne poparcie społeczne dla prezydenta Baszara al-Asada i prowadzonej przez niego polityki?

B.A.A.: Widzieliście jego rozmiary podczas wieców poparcia organizowanych w Damaszku. Zapleczem prezydenta są również ludzie młodzi. Oni autentycznie angażują się w obronę Syrii przed agresją zewnętrzną. Na polu wojny informacyjnej bardzo aktywne są grupy proprezydenckiej młodzieży na Facebooku i innych portalach społecznościowych. Powołana przez młodych internautów Syryjska Armia Elektroniczna kilkukrotnie zablokowała przekazujące fałszywy obraz wydarzeń portale internetowe, w tym stronę al-Jazeery. Nieskuteczne okazały się też próby wciągnięcia w konflikt wewnętrzny mniejszości narodowych, np. Kurdów. Wahhabici i ich sponsorzy posuwali się przy tym do rzeczy strasznych. Kilka miesięcy temu do Wielkiego Muftiego Syrii skierowano propozycję: 10 milionów dolarów w zamian za poparcie opozycji. Mufti odmówił, po czym wkrótce w zamachu zginął jego 21-letni syn... Ja sam byłem zmuszony do wyprawienia mojej rodziny zagranicę, otrzymałem kilkadziesiąt telefonów z pogróżkami z różnych krajów. Zmieniam ciągle miejsca pobytu, bo terroryści nie mają żadnych hamulców. 

M.P.: Jaki przewiduje Pan scenariusz dalszego rozwoju sytuacji?

B.A.A.: Powiem, jakiego scenariusza chciałaby większość syryjskich intelektualistów i ludzi nauki. Chcemy demokracji i przemian, które do niej doprowadzą. Ale zrozumieliśmy podczas ostatnich miesięcy jedno: nie chcemy irackiego czy libijskiego modelu demokracji. Bo taki model oznacza krwawe rozruchy i chaos, którego końca nie widać. W Syrii żyje dziś 47 grup mniejszościowych – wyznaniowych, narodowych i etnicznych. W takich warunkach chaos może mieć tragiczne konsekwencje. 

M.P.: Dziękuję za rozmowę.

Tekst powstał w ramach programu analitycznego Syria 2012.

Czytany 3611 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04