poniedziałek, 10 grudzień 2012 08:26

B. doradca gen. Colina Powella: Syria nigdy nie użyje broni chemicznej przeciw własnym obywatelom

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

wilkerson


  ECAG

Syria nigdy nie użyje broni chemicznej przeciw własnym obywatelom, powiedział w rozmowie z Russia Today Lawrence Wilkerson, emerytowany pułkownik US Army, były Szef Sztabu w czasach Colina Powella. Zamiast tego, to USA „przygotowują grunt do interwencji w Syrii”.  

Czyn ten prowadziłby do konfliktu, który trwałby dekadę, po której nie byłoby zwycięzców, tylko sami przegrani – powiedział L. Wilkerson, twierdząc, że ostatecznym celem Waszyngtonu jest obalenie irańskiego przywództwa. Jednocześnie niektórzy członkowie Kongresu debatują na temat „impeachmentu" prezydenta USA w wypadku braku zgody Kongresu przed włączeniem się tego kraju w konflikt.

Prezentujemy treść wywiadu przeprowadzonego z L. Wilkersonem przez reporterów Russia Today.

Russia Today: Byłeś szefem sztabu Colina Powella, kiedy podjęto decyzję o inwazji na Irak. W 2003 roku Powell wygłosił przemówienie, które zostało uznane za powód do wojny. Pomagałeś przygotować to przemówienie. Od tego czasu nazywasz je  największą pomyłką swojego życia. Dlaczego?

Lawrence Wilkerson: Przede wszystkim dlatego, że – mówiąc do narodu amerykańskiego, do wspólnoty międzynarodowej i oczywiście do członków Rady Bezpieczeństwa USA – przedstawił (Powell, przyp. tłum.), przemówienie którego treść była nieprawdą, nie było to więc wiążące. To nie był tylko błąd wywiadu. Wynikało to z ogromnego upolitycznienia wywiadu przez przywódców w Waszyngtonie. 

R.T.: Aktualnie widzimy bardzo podobną retorykę w Stanach Zjednoczonych w związku z sytuacją w  Syrii. Czy skończy się to również wojną?

L.W.: Byłbym bardzo sceptyczny wobec jakiegokolwiek wywiadu dysponującego 140 mld dolarów jeśli chodzi o informację o broni masowego rażenia w posiadaniu innego kraju.

RT: Syria nie podpisała konwencji o zakazie broni chemicznej, jako jeden z siedmiu krajów. Czy może to sugerować, że Syria posiada broń chemiczną?

L.W.: Nie podważam zaufania ani nie odrzucam danych pochodzących od organizacji wywiadowczych i twierdzę, że od lat, wielu lat wiedzieliśmy, że Syria posiada broń chemiczną, tak jak Irak przez jakiś czas posiadał składy tej broni. Ale informacja, że prezydent Assad przemieszcza tę broń  przygotowując się do jej użycia przeciwko własnym obywatelom, na jego własnym terytorium, szczerze uważam za niedorzeczną.

R.T.: Dlaczego w takim razie Stany Zjednoczone wykorzystują tego rodzaju pretekst, używając go nie tylko do uzasadnienia swojej retoryki, ale być może jako poważnego argumentu do militarnej inwazji?

L.W.: Cóż w kwestii syryjskiej zwróciłeś się do Twojego poprzedniego komentatora, pytając dlaczego mamy postawić baterie rakiet Patriot na granicy tureckiej, by chronić Turcję z największą i najpotężniejszą armią w regionie, a tak naprawdę z jedną z najpotężniejszych na świecie? Turcja nie potrzebuje naszej protekcji. Assad byłby zupełnym głupcem atakując Turcję. Więc dlaczego robimy takie rzeczy, które nie mają związku z rzeczywistością? Chyba tylko po to, by przygotować grunt  do interwencji w Syrii.

R.T.: Jakie byłyby konsekwencje, gdyby USA postanowiły interweniować w Syrii? Niektórzy mówią, że skutki będą znacznie bardziej dramatyczne, niż to, co widzieliśmy w Iraku – czy zgadzasz się z takimi opiniami?

L.W.: Myślę, że jeżeli mielibyśmy interweniować w sposób istotny to znaczy gdybyśmy wysłali tam oddziały lądowe, Marines i mielibyśmy zrobić w Syrii to, co zrobiliśmy w Iraku w 2003 roku, to tego typu opinie są absolutnie słuszne. Myślę, że mogłoby to być jeszcze gorsze niż w Iraku. Powiem znów, że byłoby to jak wyważenie drzwi do Iranu, który, jak wiesz, stanowi prawdziwe zagrożenie ugrzęźnięcia tam na lata. Myślę, że należy na Syrię i Iran patrzeć razem. Wówczas konflikt regionalny mógłby się rozszerzyć ponieważ mamy Rosję, mamy Chiny, mamy innych graczy, choćby wspominanych Turków. Mamy w tym regionie znaczące interesy. Patrząc na tą konfigurację, myślę że zajęłoby przynajmniej dekadę, by zatrzymać taki konflikt, na końcu tej dekady nie będzie zwycięzców – będą tylko przegrani.

R.T.: Czy rzeczywiście Amerykanie mają ochotę na jeszcze jeden konflikt zbrojny?

L.W.: Absolutnie nie. Mam spotkanie pod koniec tego tygodnia z kilkoma kongresmenami a w następnym tygodniu będziemy rozmawiać o tej właśnie kwestii. Na przykład w Libii operacja została przeprowadzona zupełnie bez żadnych konsultacji z Kongresem Stanów Zjednoczonych. Jeden Kongresmen mówił wręcz o impeachmencie. To bardzo ważne, ponieważ amerykańskie państwo nie może przystąpić do wojny bez zgody Kongresu. Konstytucja pisze o tym całkiem sporo. Jednak przywództwo podejmuje decyzje o rozpoczęciu wojny z własnej woli, myślę, że jest w tym coś takiego, co jest naprawdę niebezpieczne dla republiki. Chociaż i tak większość Kongresu naprawdę pali się do tego, by pójść na wojnę z Iranem.  Analizując całą kombinację, patrząc na Syrię, widzimy Iran jako ostateczny cel.

R.T.: Jaka może być wtedy odpowiedź dla Syrii? Czy jakaś interwencja ze względów humanitarnych nie jest usprawiedliwiona? Faktycznie takie uzasadnienie przedstawiono dla interwencji w Libii. W rzeczywistości, mówiąc o zakończeniu konfliktu, usunięto pułkownika Kaddafiego i zabito wiele niewinnych osób. Czy może być zastosowane to samo w stosunku do Syrii?

L.W.:  Dobrze. Różniłbym się zdecydowanie z rozwiązaniami w Libii. Libia wciąż ma ogromne problemy. Mamy niepokoje w Mali. Mamy malijski rząd, mamy Al-Kaidę operującą w północnym Mali. Wszystko to jest częściowo wynikiem tego, co zrobiliśmy w Libii. Więc jestem bardzo niechętny do zaklasyfikowania tego, co zrobiliśmy w Libii jako sukces. Syrię i Iran byłoby w podobnym przypadku według mnie jeszcze trudniej zaklasyfikować jako sukces. Mielibyśmy tak, jak powiedziałem, długotrwałą okupację, zwiększającą się liczbę powstańców, rozwijającą się wojnę domową. Sytuacja w Syrii jest opłakana, odkąd mamy ofiary. Partnerami Assada jest wielu Irańczyków. Wchodząc do Syrii moglibyśmy stanąć naprzeciwko ich. Odpowiedź dla Syrii, jak sadzę, leży w samej Syrii, i niech Syryjczycy sami ją dadzą.

R.T.: Czy uważasz, ze rebelianci mogą pokonać Assada?

L.W.: Myślę, że dni Assada są policzone. Nie myślałem, że on będzie w stanie przetrwać 2012 rok a widocznie tak będzie. Może mocno trzymać się kilku frakcji, które  są silne i ciągle są z nim, ciągle uważam, że najlepsze rozwiązanie dla Syrii to rozwiązanie przez większość samych Syryjczyków. Jeśli opozycja będzie mieć jednolite przywództwo to zapewne dojdzie do szybszego obalenia Assada. Nie powinno być żadnej zewnętrznej ingerencji, również irańskiej, w sprawy syryjskie. Syria powinna rozwiązać swoje problemy samemu.

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Syria 2012.
Źródło: http://www.youtube.com/watch?v=G1V7LqNcVNA&feature=player_embedded
Czytany 3976 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04