poniedziałek, 14 styczeń 2013 06:14

Mateusz Piskorski: O braku pożytku z braków w edukacji

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Craie2  dr Mateusz Piskorski

O nieudolnej próbie podejmowania działań manipulacyjnych i socjotechnicznych przez dwóch dziennikarzy tygodnika „Newsweek Polska” napiszemy niebawem. Dziś tylko garść gorzkich uwag dotyczących jakości wykształcenia pp. Kacewicza i Krzymowskiego, będących autorami poświeconego ECAG tekstu w tym tygodniku. Uwagi te, choć mają charakter publiczny, zostaną również przesłane obydwu dziennikarzom, ale przede wszystkim noszą charakter listu otwartego do Tomasza Lisa, redaktora naczelnego tygodnika.

Szanowny Panie Redaktorze,

Biorąc pod uwagę dyplom znakomitej uczelni, którym się Pan legitymuje, ufam, że leży Panu na sercu nie tylko komercyjny sukces Pana tygodnika, lecz także poziom merytoryczny prezentowanych w nim tekstów. W tekście pt. „Euroazjaci w Warszawie” opublikowanym w „Newsweek Polska” w dn. 14.1.2013 pojawia się cały szereg błędów i pomyłek, całkowicie dyskwalifikujących będących jego autorami dziennikarzy, ale też narażających na śmieszność i zarzut skorumpowania redagowany przez Pana tygodnik. Dlatego ośmielam się sformułować kilka poniższych uwag, całkowicie niezależnych od drogi sądowej, którą zapewne skończy się nieudolna próba szkalowania jednego ze środowisk eksperckich.

Michał Krzymowski w rozmowie z autorem niniejszego tekstu szczerze przyznał, że nie ma zbytniego pojęcia o polityce zagranicznej i sprawach międzynarodowych – istotnie, nietrudno zauważyć, że jego publicystyczny dorobek dotyczy przede wszystkim problematyki krajowej. Warto, na marginesie, zastanowić się, czy nie podjął zbyt wielkiego ryzyka, pisząc o rzeczach, na których się nie zna, ale złóżmy to na karb młodzieńczej dezynwoltury. W merytorycznej obróbce produktu końcowego mógł mu wszakże pomóc redakcyjny kolega Michał Kacewicz, który zajmuje się w redagowanym przez Pana tygodniku sprawami zagranicznymi. Brak tej pomocy świadczy nie tyle o braku staranności obu, ale gorzej – o poważnych lukach w wykształceniu politologicznym obu panów. A w sytuacji żenującego braku przygotowania merytorycznego, warto zająć się tym, na czym się znają. Na pewno nie są tym stosunki międzynarodowe i nauki polityczne.

Eurazjatyzm

Już w tytule tekstu zauważamy rażący błąd – mówimy o nurcie refleksji geopolitycznej i doktrynie zwanej eurazjatyzmem, a nie euroazjatyzmem. Może autorom uciekła litera. A może po prostu o takiej doktrynie nigdy jeszcze nie słyszeli. W polskiej literaturze naukowej istnieje bogata bibliografia dotycząca tego zagadnienia. Spośród członków ECAG tylko nieliczni wykazywali przychylne nastawienie wobec doktryny eurazjatyzmu, choć nazwać ich konsekwentnymi zwolennikami tego nurtu byłoby niezwykle trudno. Aby pojąć istotę eurazjatyckich koncepcji, nie sięgając do obszernych prac naukowych, dziennikarze „Newsweek Polska” mogli po prostu uważnie przeczytać kilka tekstów prof. Aleksandra Dugina zamieszczonych na naszym portalu. Wówczas być może nie przypisywaliby błędnie sprzyjania tej idei dr Modestowi Kolerowowi, który raczej stara się głosić swoją własną teorię na temat roli Rosji we współczesnym świecie, będąc przy tym zaliczanym do nurtu konserwatywnego współczesnej myśli politycznej.

Krwawi dyktatorzy

Samo pojęcie „krwawi dyktatorzy” przywodzi na myśl najbardziej znanych przywódców XX wieku noszących wąsy, lub pozaeuropejskich despotów rządzących twardą ręką. Tymczasem w tekście na potwierdzenie tezy o sympatii ECAG do tego rodzaju wizji przywództwa politycznego, przywołuje się nazwiska Putina, Kadafiego i Łukaszenki. Nawet jeśli przyjmiemy, że systemy polityczne utworzone przez niektórych z nich nie mają charakteru zbieżnego z matrycą liberalnej demokracji, warto kilkukrotnie pomyśleć zanim użyje się wobec nich określenia „krwawy dyktator”, bo może być to nie tylko obrazą głów państw, ale po prostu zwykłą śmiesznością.

Działacze Samoobrony

Spośród kilkudziesięciu członków ECAG, dwóch miało jakiekolwiek związki z Samoobroną RP. Fakt niegdysiejszej działalności politycznej nijak się ma do ich obecnej aktywności, a zatem autorzy zdecydowali się wskrzesić Samoobronę w wersji think tanku, co brzmi co najmniej mało rozsądnie. Gdyby wykonać badanie preferencji politycznych wśród członków i ekspertów ECAG, zapewne okazałoby się, że ugrupowanie to nie przekroczyłoby progu reprezentacji.

Al-Asad jak Hitler

Dziennikarz podobno zajmujący się problematyką międzynarodową Kacewicz uzyskał możliwość wyjazdu do Syrii zupełnie przypadkowo. Nie sądzę, by ktokolwiek zapraszał go kiedykolwiek do jakiegokolwiek kraju, jeśli tylko dowie się o „poetyckim” porównaniu al-Asada do …Hitlera. Na porównanie takie zapewne nie wpadli nawet najbardziej prymitywni z uzbrojonych po zęby syryjskich „opozycjonistów”.

Konferencja jako „ustawka”

Konferencja dla dziennikarzy zagranicznych w Damaszku, na której miały zostać przedstawione argumenty strony rządowej w konflikcie syryjskim przedstawiana jest przez autorów omawianego tekstu jako „ustawka”. Pomijam już, że samo wyrażenie kojarzy się z walkami pseudokibiców czy zaaranżowanym uprzednio fotografowaniem przez tabloidy robiącego zakupy celebrytę, a nie z jakąkolwiek konferencją, czy prezentacją – autorzy tekstu lubią podwórkowy slang i czasem korzystają z niego nie do końca umiejętnie. Warto jednak zastanowić się, czym zagrożony poczuł się Kacewicz. Czyżby był przekonany, że nie oprze się pokusie ulegnięcia argumentacji syryjskich oficjeli i zmieni swój pogląd na tamtejszy konflikt? Niskie ma zatem o sobie mniemanie specjalista od spraw międzynarodowych tygodnika redagowanego przez Tomasza Lisa.

Wątek osobisty

Wzorem tabloidowych kolegów dziennikarze bawią się w śledczych i piszą o moich przyjaźniach i znajomościach. Otóż oświadczam dociekliwym żurnalistom: niejaki Aleksiej Koczetkow nigdy nie był człowiekiem, z którym bym się przyjaźnił. Bo przyjaźń to więcej niż znajomość i o tym wiedzieć można, nawet jeśli autorzy są bezradni w gąszczach polityki międzynarodowej… Dodam też, że nie jestem posiadaczem żadnego domu pod Warszawą, co sprawdzić przeciętnemu nawet tropicielowi dziennikarskiemu niezwykle łatwo.

Były współpracownik ECAG…

Pod tajemniczym „byłym współpracownikiem ECAG” kryje się młody człowiek, niejaki Piotr Maciążek. Istotnie, zainwestowaliśmy w niego kilkaset złotych opłacając pobyt na Forum Ekonomicznym w Krynicy, bo człowiek wydawał się ambitny i zdolny. Szkoda, że opowiada nieprawdę o tym, jakoby ktoś mu sugerował rekrutację zachodnich polityków dokądkolwiek – obiektywnie uznajmy, że tego rodzaju specjalne zadanie byłoby ponad siły skądinąd sympatycznego młodego chłopaka.

Deficyt słownika wyrazów obcych

Do ignorancji politologicznej dochodzi u dziennikarzy „Newsweek Polska” jeszcze inny kłopotliwy defekt w postaci nieznajomości rzeczywistego znaczenia wyrazów obcych. „Grono ludzi o dziwacznym wyglądzie i osobliwych upodobaniach, przedstawiających swym widokiem śmieszne zjawisko” – taka jest słownikowa definicja słowa „menażeria”, którym panowie Krzymowski i Kacewicz szermują wobec …obserwatorów międzynarodowych o różnych poglądach i przynależnościach partyjnych.

Mniejszość rosyjska w Gruzji?

Rewelacyjnym odkryciem śledczych „Newsweek Polska” jest ujawnienie, iż dr Modest Kolerow jeździł do Gruzji, by …podburzać tamtejszą rosyjską mniejszość. Akurat w tym państwie problemów z przestrzeganiem praw nielicznej społeczności rosyjskiej nie ma. Odwrotnie niż na Łotwie czy w Estonii, ale to całkowicie odrębna kwestia. Panowie dziennikarze nie odrobili podstawowych lekcji z wiedzy o społeczeństwie i zapomnieli, że przypominanie mniejszościom narodowym o ich prawach nie jest „podburzaniem”. Gdyby kierować się ich tokiem rozumowania, uznać musielibyśmy, że Polska nieustannie „podburza” Polaków rozsianych po całym świecie. Skoro bowiem popieranie tożsame jest z podburzaniem…

Państwa nieuznawanie jako „kotwice” Moskwy

Twierdzenie, że państwa nieuznawane lub częściowo uznane (Abchazja, Osetia Południowa, Naddniestrzańska Republika Mołdawska) stanowią „kotwice” (wyrażenie autorów tekstu) Moskwy odpowiednio w Gruzji i Mołdawii jest dosyć zagadkowe. Gdy jednak wgłębimy się w wywód dziennikarzy „Newsweek Polska” okaże się, iż uznają oni, że poprzez wspieranie tych podmiotów Rosja zachowuje w tych dwóch krajach swe wpływy. Ta niezwykle oryginalna teoria wymagałaby zapewne większego uzasadnienia, bowiem meandry myśli redaktorów nie pozwalają domyślać się w jaki sposób poprzez zakwestionowanie integralności terytorialnej można budować swoje wpływy. Pewnie niewielu mieszkańców Tbilisi i Kiszyniowa zrozumiałoby zamysł autorów.

Libijska fatamorgana

Jakimś cudem autorzy omawianego tekstu zauważyli piszącego te słowa, gdy występował w 2011 roku przed przedstawicielami władz w Trypolisie. Pomimo gorącej, dosłownie i w przenośni, aury w tym kraju w tamtym czasie, ujrzenie takiego obrazu mogło być jedynie pustynną fatamorganą. Tym dziwniejszą, że nie słyszałem nic o jakiejkolwiek obecności innych, poza trójką ekspertów ECAG, obywateli polskich w tym kraju. Być może wszakże dziennikarze „Newsweek Polska” działali pod przykrywką…

Zamówienie

Eksperci i śledczy naszego portalu zdobyli informację o zleceniodawcy artykułu pp. Krzymowskiego i Kacewicza. Dlatego ośmielamy się zadać Panu Redaktorowi Naczelnemu pytanie: czy wie Pan, że teksty w Pańskim tygodniku powstają za pieniądze, a – jeśli tak – to czy księguje Pan te kwoty i poddaje je opodatkowaniu? Czy – biorąc pod uwagę wątpliwą już w tej sytuacji wiarygodność „Newsweek Polska” – zamierza Pan w przyszłości publikować tego rodzaju teksty z informacją zawierającą dane sponsora?

Tłumaczenie niniejszego listu otrzymają członkowie zarządu korporacji Ringier Axel Springer AG będący właścicielem spółki – wydawcy pańskiego tygodnika.

Z wyrazami szacunku

dr Mateusz Piskorski

Fot.  Wikipedia/GNU Licencja Wolnej Dokumentacji.

Przeczytaj również w tym temacie:

Marcin Domagała: Rozmowa z Newsweekiem

Marcin Domagała: Czego obawiał się napisać Newsweek?

Czytany 7116 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04