środa, 07 listopad 2012 08:14

Wojciech Polak: Nie liczmy na ocieplenie stosunków z Rosją

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

wpolak


  dr Rafał Zgorzelski

Musimy bronić swojej suwerenności, tak samo przed Rosją, jak i przed Niemcami – mówi prof. dr hab. Wojciech Polak, Kierownik Katedry Konfliktów Politycznych Wydziału Politologii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w rozmowie z dr Rafałem Zgorzelskim.

Dr Rafał Zgorzelski: Relacje polsko-rosyjskie są na tyle interesujące, że warto o nich rozmawiać, bo jest o czym. Pan zajmuje się nimi również z perspektywy historycznej. Poświęcił Pan tym kwestiom ciekawą publikację O Kreml i Smoleńszczyznę, w której charakteryzuje Pan politykę Rzeczypospolitej wobec Moskwy w latach 1607–1612. Jak ocenia Pan politykę i postać Zygmunta III Wazy oraz polską interwencję w Państwie Moskiewskim? Czy miało to sens? Jaki interes miała w tym Rzeczpospolita?

Prof. dr hab. Wojciech Polak: Sens miała przede wszystkim wyprawa Zygmunta III na Moskwę w 1609 roku. Była to znakomita okazja do podjęcia próby zjednoczenia Rusi w granicach Wielkiego Księstwa Litewskiego. Litwa, wspomagana przez Polskę do przełomu XV i XVI wieku prowadziła z Wielkim Księstwem Moskiewskim walkę właśnie o zjednoczenie Rusi. Potem zaczęła w tej walce ponosić porażki, bolesna była zwłaszcza utrata Smoleńska w 1514 roku. Wyruszając na Moskwę w 1609 roku. Zygmunt III wskrzeszał te aspiracje, których dziedzicem była zjednoczona od 1569 roku polsko-litewska Rzeczpospolita. Trudno powiedzieć co chciał konkretnie uzyskać Zygmunt III w wyniku tej wojny. To zapewne zależało od dalszego przebiegu wypadków. Nie wykluczał on aneksji Państwa Moskiewskiego, ale rozpatrywał też możliwość jakiejś formy unii państwa carów z Rzeczpospolitą. Dodajmy, że wyprawa rozpoczęta w 1609 roku wydawała się prosta, gdyż większa część Państwa Moskiewskiego (z wyjątkiem samej stolicy Moskwy, Smoleńska, Nowogrodu Wielkiego i Klasztoru Troicko-Siergiejewskiego) znajdowała się w rękach Polaków popierających Dymitra II Samozwańca. Zygmunt III liczył, że przejdą oni na stronę swojego monarchy i w ten sposób Państwo Moskiewskie wpadnie w jego ręce.

R.Z.: Czy Pańskim zdaniem Rzeczpospolita właściwe rozegrała okres „Wielkiej Smuty”? Czy nie zostały zaprzepaszczone szanse na ułożenie stosunków ze wschodnim sąsiadem na polskich warunkach? Co Pańskim zdaniem najbardziej stanęło na przeszkodzie do zawiązania unii Moskwy z monarchią polsko-litewską? Były w ogóle na to jakiekolwiek szanse?

W.P.: Było wiele przeszkód w związaniu Moskwy z monarchią polsko-litewską. Różnice religijne, kulturowe, obyczajowe itd. Nawet przy najbardziej koncyliacyjnym działaniu strony polskiej musiały one doprowadzać do konfliktów.

R.Z.: Koncepcje polityczne hetmana Stanisława Żółkiewskiego są oceniane przez wielu historyków jako lepsze niż królewskie. A co Pan o tym sądzi? Warto dziś dywagować w ogóle nad tym, kto się mylił bardziej, a kto mniej?

W.P.: W bezpośrednim otoczeniu króla ścierały się dwie poważne koncepcje działań wobec Państwa Moskiewskiego. Jedna zakładała podporządkowanie Rzeczpospolitej całego Państwa Moskiewskiego poprzez jakiś rodzaj unii (jej zwolennikiem był przede wszystkim hetman Stanisław Żółkiewski), druga postulowała jedynie odzyskanie ziem należących dawniej do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Król poszedł na swoisty kompromis, gdyż chciał realizować obydwa plany. Odzyskał utracone ziemie, ale nie zaniechał prób podporządkowania sobie całego Państwa Moskiewskiego. W dniu 14 lutego 1610 roku przyjął delegację bojarów z patriarchą Filaretem na czele i wyraził zgodę na to żeby królewicz Władysław został carem moskiewskim, która to zgoda została potwierdzona, przeforsowaną przez Żółkiewskiego, umową z bojarami z dnia 27 sierpnia 1610 roku. Bojarzy interpretowali jej postanowienia jako zgodę na konwersję królewicza Władysława na prawosławie. Zygmunt nigdy tego nie zaakceptował. Nie oznacza to, że odrzucał możliwość posadzenia syna na moskiewskim tronie. Po prostu chciał z tym zaczekać. Władysław miał 15 lat i żadnego politycznego doświadczenia, a Moskale nie zgadzali się na to, żeby królewiczowi towarzyszyło w Moskwie zbyt wielu Polaków. Pamiętajmy, że moskiewscy carowie nie umierali wówczas śmiercią naturalną. Nie mamy wiarygodnych dowodów na to, że Iwan Groźny został zamordowany, ale tak uważali jego współcześni. O Borysie Godunowie także mówiono, że został zabity. Fiodora II uduszono poduszką, Dymitra Samozwańca rozszarpano. Wasyla IV Szujskiego nie zabito tylko dlatego, że Żółkiewski kierując się zasadami rycerskości nie pozwolił bojarom go uśmiercić. Dlatego Zygmunt III chciał rządzić najpierw Moskwie osobiście i dopiero po kilku latach, gdy zaprowadzi porządek, był gotowy przekazać tron synowi. Nasz król miał nadzieję, że uda mu się przede wszystkim doprowadzić do unii obu Kościołów, na kształt Unii Brzeskiej z 1596 roku. Tak więc Żółkiewski był za szybkim wysłaniem królewicza do Moskwy, Zygmunt III na to się nie zgadzał.

R.Z.: Tak czy inaczej obalony w 1610 roku car Wasyl Szujski całujący ze łzami w oczach na polskim Sejmie roku 1611 w rękę polskiego władcę i proszący go o opiekę to niespotykany widok… Robi wrażenie…

W.P.: Tak to był wielki triumf. Ale… W historiografii termin „hołd ruski” nie istnieje. To określenie publicystyczne wymyślone w ostatnim czasie. Hołd jest formą aktu prawnego, z którego wynika podporządkowanie jednego władcy drugiemu. Gdy w 1525 roku Albrecht Hohenzollern złożył hołd Zygmuntowi Starem to w wyniku tego aktu powstało księstwo pruskie – organizm państwowy zależny od królestwa polskiego aż do traktatów welawsko-bydgoskich z 1657 roku. Tymczasem to co wydarzyło się w Warszawie podczas Sejmu 1611 roku nie miało żadnego wymiaru prawnego. To była uroczystość triumfalna podczas, której królowi i Sejmowi zaprezentowano cara wraz z rodziną. Hetman Żółkiewski wygłosił dwugodzinną mowę w której snuł filozoficzne dywagacje na temat zmienności ludzkiego losu, czego dowodem miał być fakt, że car, który jeszcze nie dawno władał ogromnymi ziemiami teraz jest w niewoli króla polskiego. Była to bez wątpienia miła dla Polaków uroczystość, ale nic więcej.

R.Z.: No i skończyło się jak zwykle. Brak kasy na wojsko, szlacheckie frymarczenie…, wewnętrzne spory…

W.P.: Niestety. Wprawdzie w dniu 29 września 1610 roku nasze oddziały wkraczają do Moskwy, ale utrzymanie stolicy wobec nieustannych buntów, intryg i powstań antypolskich okazuje się niemożliwe. Odsiecz królewska w 1612 roku jest także dość żałosna a wszystko przypieczętowuje kapitulacja załogi polskiej na Kremlu w dniu 7 listopada 1612 roku i rzeź Polaków. W umowie kapitulacyjnej zapewniono żołnierzom polskim bezpieczeństwo i swobodny powrót do Rzeczpospolitej, tymczasem po otwarciu bram wszystkich wymordowano, z wyjątkiem najzamożniejszych, za których można było dostać okup.

R.Z.: Gdyby Władysława IV udało się osadzić na tronie moskiewskim, to historia naszych wschodnich sąsiadów oraz Rzeczpospolitej potoczyłaby się zapewne inaczej… Jakie znaczenie miałby ten dynastyczny sojusz polsko-litewsko-moskiewski dla ówczesnego świata? Jakie geopolityczne perspektywy byłyby przed nim. Nienajlepiej wyszło to choćby z Wettynami…

W.P.: Bylibyśmy najpotężniejszym państwem Europy. Ale historycy nie lubią „gdybania”, gdyż wszelkie alternatywne wizje są po prostu niesprawdzalne…

R.Z.: …a tak do dziś Rosjanie świętują rocznicę wypędzenia Polaków z Kremla…

W.P.: Zastąpili nim święto tzw. rewolucji październikowej, która wg starego stylu rozpoczęła się 7 listopada…

R.Z.: Rozmawiając o pewnym tylko wycinku dziejów polsko-rosyjskiego sąsiedztwa nie sposób jednak nie nawiązać do współczesnych nam czasów. Widzi Pan szansę na to, aby relacje polsko-rosyjskie nabrały innych kolorytów?

W.P.: Nie widzę. Musimy bronić swojej suwerenności, tak samo przed Rosją, jak i przed Niemcami. Bardzo ważne jest zachowanie niezależności gospodarczej i budowa niezależności energetycznej. I nie ma co liczyć na jakieś ocieplenie stosunków z Rosją. Dla niej zawsze będziemy utraconą strefą wpływów. Musimy więc być twardzi i zdecydowanie stawiać opór przed jakimikolwiek próbami agresji politycznej i gospodarczej ze strony wschodniego sąsiada.

R.Z.: No tak, Pańska rodzina ma bolesne doświadczenia w relacjach ze wschodnim sąsiadem. Pańska matka Wiktoria z domu Lisowska spędziła wraz z rodzicami i czwórką rodzeństwa pięć lat na zesłaniu w Kraju Ałtajskim na Syberii… Pański wuj Romuald Lisowski został zamordowany przez Sowietów, a drugi, porucznik Edmund Lisowski trafił również na 10 lat na Syberię… Czy jednak mimo tych doświadczeń, wielu przecież polskich rodzin, potrafimy się wznieść ponad podziałami w duchu chrześcijańskiego pojednania i razem z Rosjanami budować lepszą przyszłość?

W.P.: Musimy rozróżniać obecne imperialne państwo rosyjskie od samych Rosjan. Państwo jest i będzie wrogie Polsce niepodległej. Natomiast w społeczeństwie rosyjskim jest wiele osób życzliwych dla naszego kraju, nastawianych antytotalitarnie, przesiąkniętych duchem chrześcijańskim. Przyjaźń pomiędzy nimi a Polakami jest już faktem. Ja sam podziwiam Natalię Gorbaniewską, Natalię Lebiediewą, Siergieja Kowalowa i wielu innych wspaniałych i odważnych Rosjan. Trzeba dbać o kontakty właśnie z takimi ludźmi, z niezależnymi twórcami, artystami, ale także ze zwykłymi obywatelami rosyjskimi życzliwie nastawionymi do Polski.

R.Z.: Dziękuję za rozmowę!

O_Kreml



Najnowsza książka prof. Wojcieach Polaka: "O Kreml i Smoleńszczyznę. Polityka Rzeczypospolitej wobec Moskwy w latach 1607-1612", Oficyna Wydawnicza Finna, Gdańsk 2008 (II wydanie), ss. 460. Do nabycia TUTAJ.

Czytany 4473 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04