środa, 12 luty 2014 06:05

Rosja proponuje federalizację Ukrainy - argumenty

Oceń ten artykuł
(1 głos)

s_glaziew

geopolityka

7 lutego doradca prezydenta Federacji Rosyjskiej Siergiej Głazjew przedstawił korespondentowi ukraińskiego wydania gazety „Коммерсантъ” swoją wizję drogi Ukrainy do pokonania kryzysu. W jego przekonaniu władze Ukrainy popełniają pomyłkę zwlekając z siłowym rozwiązaniem kryzysu. Niżej przedstawiamy pełny zapis tego wywiadu, który może pokazywać aktualne tendencje w polityce rosyjskiej względem Ukrainy.

Jak twierdzi – w przypadku, jeśli Majdan „sam się nie rozejdzie”, stłumienie protestów siłą stanie się nieuniknione. Rosyjski analityk podtrzymał słuszność idei głębokiej federalizacji Ukrainy i zbliżenia południowo-wschodniej części kraju z Unią Celną, a także ostro skrytykował Waszyngton za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Ukrainy i finansowanie protestów. Niżej przedstawiamy przekład wywiadu.

Siergiej Sidorenko: Co, według Pana dzieje się teraz na Ukrainie? Jakim terminem można by to określić?

Siergiej Głazjew: Jest taka choroba – schizofrenia – kiedy dwie osobowości wchodzą w paradoksalne współdziałanie. Nie mówią sobie wzajemnie prawdy, kłamstwo przeplata się ze zniekształconą rzeczywistością, ale one nie odczuwają z tego powodu dyskomfortu. Przez pewien czas. Później jednak przychodzi rozstrój psychiczny i ludzie trafiają do domu wariatów. Zaraz wyjaśnię, co mam na myśli.

To, co dzieje się (obecnie – przyp. tłum.) w Kijowie, jest dobrze opisane w prawodawstwie ukraińskim – to próba dokonania przewrotu, obalenia władzy siłą. Przejęto budynki administracji, usiłowano nawet szturmować administrację prezydencką. Nie tylko ukraińskie, ale i międzynarodowe prawodawstwo nazywa to próbą przewrotu. Schizofreniczna sytuacja polega na tym, że ludzie, nie wiadomo dlaczego boją się nazywać rzeczy po imieniu. Zachód nazywa terrorystów i puczystów „aktywistami”, i usiłuje przedstawić ich jako pokojowych manifestantów, choć wszyscy widzą, jak ci napadają na milicję, oblewają ich koktajlami Mołotowa, przygotowują napalm, zbroją się. Słyszeliśmy przecież Anatolija Grycenkę [1], który wzywał do przynoszenia broni na barykady. Codziennie ktoś wzywa do obalenia władzy. Władze z kolei nie spełniają swojego obowiązku obrony państwa i rozmawiają z puczystami, niczym z obywatelami przestrzegającymi prawa.

S.S.: Jakie jest, Pańskim zdaniem optymalne wyjście z kryzysu?

S.G.: Przed znalezieniem wyjścia należy poszukać przyczyny schizofrenii. Jeśli nie zrozumiemy, dlaczego ludzie okłamują się nawzajem – dlaczego opozycja obstaje przy mówieniu o pokojowym proteście, a władze nie odrzucają tego i odmawiają zastosowania siły – nie będzie można się dogadać. Właśnie na tym polega paradoksalność stanu schizofrenicznego, że stronom wygodnie jest mówić sobie nawzajem kłamstwa, nie chcąc się dogadać do momentu, aż nastąpi katastrofa. Przyczyny, dla których opozycja mówi o pokojowym proteście są jasne. A władze robią to samo, ponieważ boją się nieadekwatnej reakcji Zachodu, przede wszystkim USA. To przecież USA pogroziły rodzinie Janukowycza i oligarchom, że wciągną ich na czarną listę, że nastąpi zajęcie wszystkich aktywów, kont i konfiskata majątku. Więcej: Janukowyczowi zagrożono nawet Hagą (Międzynarodowym Trybunałem). Władze najwyższe boją się o swoje miliardy. Dlatego usiłują przetrwać niczego nie tracąc, co w rzeczywistości tylko potęguje chorobę.

S.S.:  Jakie więc kroki należałoby podjąć, by zapobiec katastrofie?

S.G.: Schizofrenię leczy się w prosty sposób. Po pierwsze, niezbędne jest nazwanie rzeczy po imieniu. Trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z próbą przewrotu, w którym obok pokojowo nastawionych obywateli są profesjonalnie przygotowani, uzbrojeni szturmowcy. Po drugie, Zachód powinien zaprzestać szantażu i zastraszania, którym na przykład zajmowała się podsekretarz stanu USA Wiktoria Nuland, na spotkaniu z oligarchami w Kijowie, jak też z przedstawicielami prezydenta i rządu. O ile nam wiadomo, na spotkaniach Nuland dała tym ludziom do zrozumienia, że znajdą się na „czarnej liście”, jeżeli prezydent Janukowycz nie odda władzy opozycji. To szantaż, który nie ma nic wspólnego z prawem międzynarodowym. To nie tylko mieszanie się w wewnętrzne sprawy. To próba przejęcia kontroli nad Ukrainą. Po trzecie, Zachód powinien przyjąć propozycję Moskwy utworzenia trójstronnego systemu konsultacji Ukraina-Rosja-Unia Europejska ws. przyszłej współpracy handlowo-ekonomicznej Kijowa.

S.S.: Unia Europejska niejednokrotnie wydawała oświadczenia na wysokim szczeblu, że nie zaakceptuje trójstronnego formatu negocjacji w tej sprawie. W tym tygodniu minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski stwierdził, że negocjacje w takim formacie nie są możliwe.

S.G.: Sikorski to jeszcze nie cała Unia Europejska. Tak, Polacy próbują dyktować warunki, ale nie grają decydującej roli w Europie. A na szczycie Rosja-Unia Europejska (28 stycznia) z udziałem W. Putina ustalono, że taki format jest niezbędny. Szef Rady Europejskiej Herman van Rompuy i przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso pozytywnie odnieśli się do tej inicjatywy. Choć ma Pan rację: wielu polityków na Zachodzie, szczególnie w USA, nie rozumie, że rozmowy trójstronne są konieczne. Wygląda na to, iż Stany Zjednoczone postawiły na obalenie władzy siłą.

S.S.: Co ma Pan na myśli?

S.G.: Według naszych danych amerykańskie źródła tracą po 20 milionów USD na tydzień, na finansowanie, w tym na zbrojenie, opozycji i buntowników. Na terytorium ambasady amerykańskiej bojówkarze przechodzą szkolenia, są uzbrajani. Oczywiście jest to niedopuszczalne, trzeba z tym zrobić porządek. Ambasador USA na Ukrainie, Geoffrey Pyatt, w wywiadzie dla gazety „Dień”, usiłował przedstawić przestępstwo jako triumf demokracji, a masowe działania wbrew prawu zasłaniać sentencjami o prawach człowieka. Ale najciekawsze jest to, że ambasador oświadczył, jako rzecz pewną, że Ukraina podpisze umowy o stowarzyszeniu z Unią, jak gdyby to on, a nie przywództwo Ukrainy decydował o tej sprawie. A władze Ukrainy już zdecydowały, że nie podpiszą tego niedorzecznego porozumienia, dlatego że byłaby to droga do katastrofy.

S.S.: Pan myśli, że opozycja , jeśli dojdzie do władzy, nie podpisze tej umowy?

S.G.: Nawet ona nie podpisze. Do tego trzeba by było najpierw zmienić konstytucję Ukrainy, przecież umowa z Unią Europejską byłaby z nią sprzeczna.

S.S.: Przecież nasz minister sprawiedliwości nieraz oficjalnie twierdził, że umowa o stowarzyszeniu z Unią jest w pełni zgodna z konstytucją.

S.G.:  Nie, jest sprzeczna. Na przykład projekt umowy o stowarzyszeniu przewiduje przyjęcie przez Ukrainę Rzymskiego Statutu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Jednak Sąd Konstytucyjny już ustalił, iż w tym celu trzebaby zmienić prawo podstawowe. Wasza opozycja oczywiście może podpisać dokument bez tej zmiany, ale umowa w tym wypadku będzie niezgodna z prawem!

S.S.: Wróćmy do tematu kryzysu i protestów ulicznych. Co powinien zrobić Kijów?

S.G.: Amnestia, którą zaproponował W. Janukowycz to maksimum tego, co mogą zrobić władze. Dlatego należy wyjść od tego, że to jest baza prawna, którą trzeba się kierować.

S.S.: Ale ludzie nie opuszczą Majdanu, jak chce tego ustawa o amnestii. Władze, według Pańskich słów, raczej nie ustąpią. Co zatem teraz zrobić? Użyć siły?

S.G.: Władze Ukrainy nie używają dziś siły; one się tylko osłaniają przed atakami na przedstawicieli władzy, na budynki. W sytuacji, gdy władze napotykają na próbę przewrotu państwowego, nie mają one po prostu innego wyjścia. Muszą użyć siły. W przeciwnym razie kraj pogrąży się w chaosie.

S.S.: Jaki może być odwrotny scenariusz?

S.G.: Konfrontacja w społeczeństwie z użyciem siły, wojna domowa, rozpad Ukrainy – trzeba tego uniknąć. Muszę tu dodać, że Wiktor Janukowycz robi wszystko, co możliwe żeby do takiego scenariusza nie doszło. Jego przeciwnicy natomiast zachowują się prowokacyjnie.

S.S.: W Kijowie uważa się, że akurat Moskwie rozpad Ukrainy byłby na rękę, biorąc pod uwagę, że wschodnie regiony są bardziej lojalne wobec koncepcji współpracy z Rosją.

S.G.: Można uważać, co się tylko chce; mówić, że białe to czarne i na odwrót. Jednak fakty wskazują na to, że do rozpadu dążą akurat regiony zachodnie. Właśnie one odmawiają podporządkowania się legalnej władzy centralnej. To w tych regionach siłą zajęto budynki administracji, to tam odmówiono podporządkowania się, tam mamy do czynienia z buntem. Tak więc to oni są rozłamowcami.

S.S.: Może Pan przekonać czytelników, że rozpad Ukrainy jest niekorzystny dla Rosji?

S.G.: Traktujemy Ukrainę jako państwo przyjazne, które powinno kwitnąć i rozwijać się. Oprócz tego Rosja współpracuje z całym spektrum przemysłu zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie Ukrainy. Chodzi o obiekty energetyki atomowej (wykończenie budowy przez Rosatom elektrowni atomowych w Równem i Chmielnickim), nasi turyści jeżdżą do ukraińskiego Zakarpacia. W ogóle nie widzę powodu, by rozpad Ukrainy miał być korzystny dla Rosji.

S.S.: A co Pan sądzi o koncepcji federalizacji Ukrainy?

S.G.: Myślę, że to już nie idea, a konieczność. W ramach sztywnego państwa unitarnego będzie dochodziło do ciągłych konfrontacji. Aby z tym skończyć, potrzebna jest federalizacja. Należy dać regionom tyle praw ile trzeba, a także możliwość samodzielnego tworzenia budżetów i częściowego samookreślenia się pod względem polityki zagranicznej. Są takie przykłady na świecie, choć może dziwnie wyglądają z punktu widzenia prawa międzynarodowego, kiedy w ramach jednego państwa działają różne reżimy handlowo-gospodarcze. Na przykład, w skład Danii wchodzi Grenlandia; Dania jest częścią Unii Europejskiej, a Grenlandia – nie. Czyli jest to rozsądna propozycja dla Ukrainy.

S.S.: Czyżby Pan uważał, że przykład Grenlandii może być zastosowany na Ukrainie? Nawet, jeśli mówić tylko o rozmiarach, to one są w ogóle nieporównywalne.

S.G.: Uważam, że powinno to być przedmiotem negocjacji o formacie ustroju federacyjnego. Proszę zwrócić uwagę na dzień dzisiejszy: więzi gospodarcze, kulturowe i międzyludzkie – między regionami zachodniej i wschodniej Ukrainy są luźniejsze niż więzi między południowo-wschodnią Ukrainą i Rosją, a także między regionami zachodnimi i Unią Europejską. Widać to, gdy obserwuje się mechanizm wymiany kulturalnej, wkrótce będzie to widoczne w gospodarce. Faktem jest też, że różne części Ukrainy skłaniają się ku różnym formacjom handlowo-gospodarczym. Przy tym regionów zainteresowanych Unią Celną jest o wiele więcej niż tych, które mogą liczyć na realne korzyści ze swobodnego handlu z Unią Europejską.

S.S.: Istnieje też odwrotna teza: federalizacja Ukrainy doprowadzi do jej rozpadu.

S.G.: Nie. Zwykle łamią się twarde struktury. Elastyczne – takie jak federacja – dostosowują się do nowych warunków. Pozwalają uniknąć konfrontacji szereg w szereg (w oryginale: stienka na stienku – od tradycyjnej walki pięściarzy rosyjskich ustawionych naprzeciwko siebie w dwóch zwartych szeregach – przyp. tłum.), tego wariantu siłowego, który obserwujemy obecnie.

S.S.: Czy możliwa jest aktywna interwencja Rosji, jeżeli sytuacja rozwinie się wg negatywnego scenariusza?

S.G.: Powinniśmy sobie przypomnieć memorandum z Budapesztu o gwarancjach bezpieczeństwa w związku z przyłączeniem Ukrainy do porozumienia o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej z 1994 r. Wszyscy uczestnicy zgodzili się zapewnić jednolitość i bezpieczeństwo Ukrainy. Zgodnie z tym dokumentem, Rosja i USA są gwarantami suwerenności i jednolitości terytorialnej Ukrainy. Szczerze mówiąc, są one zobowiązane do interwencji, gdy pojawiają się sytuacje konfliktowe takiego rodzaju. A to, co wyprawiają dziś Amerykanie, jednostronnie brutalnie mieszając się w wewnętrzne sprawy Ukrainy – to oczywiste naruszenie tego porozumienia. Porozumienie zakłada kolektywne gwarancje i kolektywne działanie.

S.S.: Być może warto podnieść sprawę Ukrainy na szczeblu Rady Bezpieczeństwa ONZ?

S.G.: Nie widzę takiej konieczności. My uważamy, że władza na Ukrainie ma legitymację. Panuje ona nad sytuacją i działa w ramach prawa. Nie ma żadnych podstaw do interwencji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Oprócz tego są gwaranci bezpieczeństwa, w tym Rosja. Zapewniam Pana, że jeśli USA skończą z ingerencją i naciskami oraz finansowaniem i prowokacjami, sytuacja się znormalizuje. Gdy nie będzie poparcia USA, politycy opozycji nie będą zachowywać się tak bezczelnie i twardo, a będą zmuszeni do negocjacji.

S.S.: 7 lutego Wiktor Janukowycz leci do Soczi. W Kijowie są przekonani, że będzie to nie tylko wizyta ze względu na sport. Czy możemy oczekiwać jakichś porozumień czy tez decyzji w jej wyniku?

S.G.: Nic mi o tym nie wiadomo. Wiem tylko, że W. Janukowycz , jak i inni przywódcy państw, jest zaproszony na otwarcie Olimpiady.

Tłum: Maria Walczak
Źródło: http://www.kommersant.ua/doc/2400532
Fot. vybor.ua

______________________________________________
1. Były ukraiński minister obrony, obecnie deputowany z ramienia Batkiwszczyny.

Czytany 3721 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04