wtorek, 14 lipiec 2009 06:29

Nana Dżaparidze: Jednowektorowa prozachodnia polityka to zguba

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt

 

Swoje refleksje na temat stosunków rosyjsko-gruzińskich, przyjaźni i wojny przedstawia Nana Dżaparidze, rzecznik gruzińskiego "Stowarzyszenia Iraklia II".

Wyw. Jana Bielianina, tłum. Przemysław Sieradzan

W gruzińskich środkach masowego przekazu do dziś pokutuje przekonanie o jakoby barbarzyńskim zachowaniu rosyjskich żołnierzy w stosunku do Gruzinów podczas wojny Gruzji i Osetii w sierpniu ubiegłego roku.  Wiem, że kontaktowała się Pani z gruzińskimi żołnierzami. Co oni mówią?

Tak, miałam szczęście rozmawiać z gruzińskimi wojskowymi. Kiedy zakończył się ten straszny konflikt i nasi żołnierze zaczęli wycofywać się z Cchingwału, właśnie rosyjskie wojska pomogły przeżyć wielu rosyjskim żołnierzom. Oni udostępnili wojskowym korytarz, żeby mogli opuścić miasto nie narażając się na ataki ze strony Osetyjczyków. Byuła jeszcze jedna sytuacja z naszymi rodakami - starszymi ludźmi, którzy nie mogli wyjechać z z gruzińskich wiosek na terytorium Osetii. Rosyjscy żołnierze pomogli im zgromadzić się w jednej ze szkół, przez pewien czas udzielali im tam schronienia, po czym pokojowo przekazali stronie gruzińskiej. Ludzie to ludzie, czy żołnierz czy zwykły cywil. Bardzo źle, że w ogóle doszło do wojny.

Przypomina mi to epizod z czasów pierwszej wojny światowej, kiedy rosyjskich żołnierzy przerzucono na grecki front w okolicach Salonik. Tam zmuszeni byli walczyć przeciw Bułgarom. Ani z jednej, ani z drugiej strony nie padł strzał. To potwornie drażniło sojuszników - Francuzów i Anglików. Jak źle nie odnosilibyśmy się do siebie wzajemnie, jakby nie oddaliła od siebie wojna - mimo wszystko zwyciężało poczucie jedności prawosławnych Bułgarów i prawosławnych Rosjan. Możliwe, że coś podobnego wydarzyło się podczas wojny w Osetii Południowej.

Tak, jest pewna granica w relacjach między Rosjanami i Gruzinami, której  nikt nie przekracza. Teraz wszyscy powinniśmy poszukiwać pozytywów, żeby przezwyciężyć wzajemną wrogość. Jeśli będziemy nieustannie spoglądać do tyłu, to z pewnością znowu się zetrzemy.

Było wiele pozytywnych wydarzeń, jeszcze w czasach pierwszego konfliktu w Osetii Południowej i Abchazji. Znam bardzo wiele przypadków, gdy Abchazowi ukrywali u siebie Gruzinów i odwrotnie. Tak samo z Osetyjczykami! Normalne relacje międzyludzkie jakie były, takie i pozostały. O kwestiach natury państwowej decyduje elita władzy. No i tam, na górze, powinni zrozumieć i usłyszeć głos narodów rosyjskiego i gruzińskiego. Obecne relacje między naszymi narodami - to nienormalne!

Słusznie zauważyła Pani, że myśleć należy o przyszłości. Do wojny już doszło - tego nie zmienimy. Jak Pani uważa, jakie kroki powinny podjąć narody rosyjski i gruziński, by przełamać sytuację patową i powrócić do wzajemnego zrozumienia?

Rozbieżności pojawiły się z powodu rozpadu integralności terytorialnej Gruzji, gdy rozpadł się Związek Radziecki. Znakomicie pamiętam wystąpienie akademika Sacharowa, który oświadczył, że imperium radzieckie znajduje się na granicy rozpadu i na podobnej zasadzie w przyszłości rozpadną się małe imperia w rodzaju Gruzji. Sacharow jak gdyby dał sygnał. Nie wiem, czy jego oświadczenie miało charakter przypadkowy, czy ktoś celowo kazał mu o tym powiedzieć. Moim zdaniem jednak wypowiedź ta była błędna. Każdy rozpad, a także sygnał do jego rozpoczęcia, zawiera w sobie i rozpad duszy. N świecie wszystko jest powiązane: aspekt duchowy, ekonomia, polityka. Zły czy dobry, ale to był związek, w którym ludzie żyli mniej lub bardziej bezpiecznie. Gdy opuściliśmy ZSRR, okazało się, że obiecanej wolności słowa i nadrzędności prawa wcale nie ma. Mamy bardzo wiele problemów. Ostatecznie okazało się, że stoimy przy rozbitym korycie: ekonomia znajduje się w stanie rozkładu, praw człowieka nikt nie przestrzega, system sądów nie działa. Chaos. Najstraszniejsze jednak jest to, że naród traci swoją autonomię, swoją specyfikę. Ciągle tylko mitingi, demonstracje. Na zmianę podoba nam się to jedno, to drugie. Przede wszystkim trzeba się zastanowić, na czym polega nasza wina. Właśnie, nie Rosji, USA, Zachodu, Północy czy Wschodu, a wina samych Gruzinów! Kiedy Rosjanie krytykują Gruzję - trzeba zastanowić się dlaczego ją krytykują! Oczywiście, sporów terytorialnych nikt nie rozwiąże w jeden dzień. Są jednak kwestie, które uregulować można już teraz. Przywrócenie stosunków handlowych, zdjęcie embarga z towarów gruzińskich, uproszczenie reżimu wizowego. Poczułam potworną gorycz, gdy przyleciałam na lotnisko Wnukowo: paszporty zebrano od wszystkich obywateli zagranicznych, wszystkim oddano je szybko, tylko nam powiedziano: "z Gruzinami musimy porozmawiać osobno". Tak nie można żyć! Problemy dotyczą wszystkich.

W Gruzji są aktywne siły społeczne. Na przykład Pani organizacja wydaje swoją gazetę, stawiała też kwestię mszy w Tbilisi w języku starocerkiewnosłowiańskim. Ostatecznie udało jej się osiągnąć cel! Okazuje się, że społeczeństwo nie jest pasywne. Również ma swoje zdanie, również może coś zrobić!

Naród gruziński nigdy nie był stadem. Dowodem na to mogą być nasze demonstracje - nie tylko przeciw Saakaszwili, ale przeciw Szewardnadze, przeciw Gamsachurdii. Społeczeństwo nie może pogodzić się z sytuacją, w której się znalazło. A sytuacja ta jest niełatwa. Jest takie powiedzenie: "Można przez krótki czas oszukiwać wiele osób, przez dłuższy czas - niewiele osób, nie można jednak wszystkich oszukiwać wiecznie".  Zrozumieliśmy, że w momencie krytycznym Zachód nie zdołał nas obronić, nie zdołał zapobiec przelewowi krwi. Kwestią abchaską zajmowała się ONZ. Przyjęli wiele rezolucji, na przykład o wymianie uchodźców. Nic takiego się nie wydarzyło! Oni podchodzili do sprawy jednostronnie. Ja w ogóle nie rozumiem, po co ONZ mieszała się we wszystkie te konflikty. Ta organizacja nie zrobiłą niczego pożytecznego. Z drugiej strony w Osetii Południowej Prym wiedzie OBWE. Jej działalność też nie przynosi rezultatów. Wydali mnóstwo pieniędzy, przyjeżdżali, wyjeżdżali, prowadzili monitoring. Celem Gruzji było przywrócenie integralności terytorialnej. Tak się nie stało. Rosja i Gruzja od samego początku powinny były spróbować znaleźć wspólny język zamiast wplątywać w uregulowanie konfliktu organizacje międzynarodowe. Jest już późno, ale można to zrobić. Potrzebna jest do tego wola polityczna.

Jak Pani sądzi, czy w Gruzji może przyjść do władzy siła prorosyjska?

Obecnie jest to niemożliwe. Nam w ogóle żadna "pro." nie są potrzebne. Potrzebujemy gruzińskiej siły. Przy czym siła ta powinna być, po pierwsze, rozsądna. W Gruzji do dzisiaj zostało wielu zwolenników naszego pierwszego prezydenta Gamsachurdii. On właśnie był progruziński. On nie był politykiem, on nie brał wielu czynników pod uwagę. W jego czasach uaktywniły się nastroje antyrosyjskie. Pod sam koniec jednak wszystko zrozumiał i gotów był wstąpić do WNP. Potem jednak podłączyły się inne siły. Został zmieciony ze sceny politycznej. Potrzebujemy takiej siły, która by zrozumiała, że jednowektorowa prozachodnia polityka prowadzi do zguby. Trzeba spoglądać i na zachód, i na wschód, i na południe. Ze wszystkimi trzeba utrzymywać dobre, pełne wzajemnego zrozumienia stosunki.  Tym bardziej z Rosją. Gruzja znajduje się tam, gdzie się znajdowała - geografii nikt nie zmieni. Rosja to nie tylko ogromna siła, która, jeśli zechce, może obronić Gruzję. To ogromny rynek zbytu dla Gruzińskich produktów rolnych. Jesteśmy państwem agrarnym. Cały nasz przemysł związany był z Rosją, Ukrainą, Kazachstanem, Białorusią.  Po rozpadzie ZSRR nie zdołaliśmy utrzymać naszej ekonomiki w dotychczasowym kształcie.

Czytany 5010 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04