piątek, 19 wrzesień 2014 06:04

Andrzej Zapałowski: Ukraina przegrała na własne życzenie

Oceń ten artykuł
(8 głosów)

azapalowski


Kryzys na Ukrainie przedłuża się, i chyba – mimo rozejmu – będzie nadal trwał. Jednocześnie widzimy pewne „zmęczenie” Zachodu i pierwsze oficjalne głosy przeciwko sankcjom wobec Rosji. Jaka jest perspektywa jego zakończenia – pyta dr Andrzeja Zapałowskiego, ukrainistę, wykładowcę Uniwersytetu Rzeszowskiego i byłego deputowanego do Parlamentu Europejskiego,  Jan Engelgard z tygodnika „Myśl Polska”.

Andrzej Zapałowski: Państwo ukraińskie w obecnym stanie wyczerpało swoje możliwości prowadzenia skutecznej operacji przeciw separatystom. Decyzja [Petra] Poroszenki o zwarciu rozejmu jest tego namacalnym dowodem. Wpływ na to ma kilka czynników. Po pierwsze, tragiczna sytuacja gospodarcza i kilkuprocentowy spadek PKB, który może osiągnąć pod koniec roku wynik dwucyfrowy. Kolejnym elementem jest sytuacja społeczna w kraju wynikająca z ciągłej pauperyzacji społeczeństwa i groźba wybuchu nowego Majdanu o socjalnym obliczu. Dalej, bardzo duże straty wojska ukraińskiego (ukrywane) powodują społeczne protesty żądające zakończenia wojny. Nie dotyczą one tylko środkowej Ukrainy, ale także już zachodnich obwodów. Do tego dochodzą problemy z ciężkim sprzętem, którego Ukrainie zaczyna brakować, gdyż szacuje się, iż armia ukraińska utraciła kilkaset czołgów i bojowych wozów piechoty. Także lotnictwo wskutek strącenia przez separatystów około czterdziestu samolotów i śmigłowców bojowych, wyczerpuje swoje możliwości prowadzenia walki.

Dla separatystów perspektywa zimy i otoczenia opieką kilku milionów osób w Donbasie mieszkających na terenach przez nich opanowanych wydaje się wyjątkowo trudna do realizacji. Jednakże największym problemem dla Kijowa jest wycofywanie się z konfrontacji z Rosją na wschodzie Ukrainy Zachodu, który coraz wyraźniej widzi niepotrzebne straty wynikające ze swojego zaangażowania. Nie chodzi tu o straty już poniesione, ale te, z którymi będzie miał do czynienia wskutek upadku ukraińskiej państwowości poprzez wewnętrzne wstrząsy, które czekają to państwo, a czego elementem może być milionowy eksodus ludności do UE i potrzeba łożenia miliardów euro na stabilizację Ukrainy.

Jan Engelgard: Czy w pana ocenie Ukraina dała się „podpuścić” i rzuciła wzywanie Rosji mając nadzieję, tak jak Saakaszwili, na militarną pomoc Zachodu? A teraz jej władze zorientowały się, że tak nie jest, więc prowokują ten Zachód do takiej interwencji?

A.Z.: Kilka miesięcy temu była jeszcze szansa na załatwienie problemu separatyzmu na wschodniej Ukrainie poprzez dokonanie zmian w konstytucji w postaci federalizacji kraju. Jednakże rząd w Kijowie, zdominowany przez środowiska nacjonalistyczne, zdecydował o siłowym rozwiązaniu problemu. Wierzył, iż zdusi rebelię zbrojnie. Okazało się jednak, iż determinacja wschodnich regionów kraju do autonomii i wsparcie Rosji jest na tyle duże, że te zamiary spowodowały tylko śmierć tysięcy ludzi i zrujnowanie olbrzymich połaci kraju. Także nieodpowiedzialne gwarancja Zachodu, a przede wszystkim USA dla takiego rozwiązania doprowadziły do wojny na obszarze porównywalnym obszarowo i ludnościowo z Gruzją, Izraelem, czy też krajami bałtyckimi razem wziętymi. Kijów dał się wpuścić w pułapkę Gruzji z 2008 roku, gdzie rozpętano wojnę z Rosją i pozostawiono Tbilisi tylko ze wsparciem dyplomatycznym. Frustracja Gruzinów doprowadziła do upadku Saakaszwilego.

J.E.: Jak na tym tle oceniać politykę Polski?

A.Z.: Polska wpisuje się w scenariusz Waszyngtonu a nie Brukseli. Tak naprawdę wspieramy interesy USA na Ukrainie, a żądamy rekompensat za straty gospodarcze z Brukseli. Polityka ta doprowadziła do izolacjonizmu Warszawy na najistotniejszym etapie negocjacji dotyczących pokoju na Ukrainie. To Berlin, który w początkowej fazie konfliktu był wstrzemięźliwy, przeszedł obecnie do ofensywy jako stabilizator w regionie. Podobnie bezsensowna walka z [Aleksandrem] Łukaszenką, rękoma polskiej mniejszości na Białorusi, doprowadziła do sytuacji, gdzie zniszczono struktury Związku Polaków na Białorusi, a Polska stała się państwem, które wykluczono z rozmów w Mińsku. Rację ma tu Rafał Ziemkiewicz mówiąc, iż Polska bezkrytycznie wspierając Ukrainę stanie się w przyszłości największym po Rosji jej wrogiem, podobnie jak miniaturowa Litwa.

J.E.: Ostatnio nasilają się głosy, że Polacy muszą zaakceptować to, że Ukraińcy budują swoją tożsamość na tradycji OUN-UPA. Pisała o tym Anne Applebaum, a Kazimierz Wóycicki wręcz nawoływał do tego, żeby Polacy uznali Romana Szuchewycza za swojego bohatera. Czy to tylko szaleństwo czy też przemyślana strategia?

A.Z.: Jest to przemyślana strategia, którą realizują od lat Stany Zjednoczone, Kanada i Niemcy. To przecież aż do lat osiemdziesiątych Mykoła Łebed (w latach 1940’ przewodzący Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, kiedy [Stepan] Bandera był internowany, wydał polecenie polityczne rzezi Polaków na Wołyniu) stał się jednym z najważniejszych agentów amerykańskich w odniesieniu do Europy Wschodniej. To wtedy powstała koncepcja wspierania skrajnego nacjonalizmu ukraińskiego, który ideowo jest skierowany głównie przeciw Rosji. To że był i jest skierowany ideowo przeciw Polsce jest sztucznie niezauważalne. Jest to fatalny błąd, z którym społeczeństwo polskie musi walczyć. Kilka miesięcy temu zwracał na to uwagę Henry Kissinger, mówiąc, iż będzie to w przyszłości główna przeszkoda w integracji Ukrainy z Unią Europejską i NATO. Wypada się w pełni zgodzić z tym doświadczonym politykiem.

Wywiad ukazał się w ostatnim numerze tygodnika "Myśl Polska", nr 37-38 (14-21.09.2014).

Fot. www.nowiny24.pl

Czytany 4730 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04