sobota, 09 maj 2015 08:19

Andrzej Sopoćko: Waluta alternatywna, czyli finansowa demokracja

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zadaniem waluty lokalnej jest zapobieżenie odpływowi kapitału z danego rejonu. Jeśli zarabia się w walucie lokalnej i można w tym rejonie robić zakupy, to tym samym się go wzmacnia – mówi prof. Andrzej Sopoćko kierownik Zakładu Ubezpieczeń Rynków Kapitałowych na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego w rozmowie z Anną Leszkowską z miesięcznika "Sprawy Nauki".

Anna Leszkowska: Panie profesorze, obecny kryzys wywołany przez sferę finansów roznieca dyskusje nie tylko na temat sposobów funkcjonowania banków, ale i kreowania pieniądza. Pojawiają się różne pomysły dotyczące polityki walutowej w skali państwa i regionu czy globu, m.in. znanego od końca XIX w. pieniądza lokalnego, alternatywnego wobec waluty narodowej. Czym jest waluta lokalna i jakim celom służy?

Andrzej Sopoćko: Pojawiają się takie waluty, ale nie wszystkie pełnią jednakową rolę. Np. bitcoin – waluta elektroniczna o zasięgu globalnym, jaką wymyślono w 2009 r., według mnie służy gromadzeniu sporego majątku przez emitentów, bo to jest waluta deflacyjna. Jej wartość ma rosnąć, gdyż tego pieniądza nie może być więcej niż 21 mln sztuk. I ten, kto tę walutę posiądzie, będzie coraz bogatszy, nadproporcjonalnie w stosunku do innych walorów finansowych.

Waluty lokalne funkcjonowały kiedyś głównie z tego powodu, że był niedostatek innego pieniądza. Do końca wojny secesyjnej było w USA ok. 5 tys. różnych banknotów, pochodzących z rozmaitych prywatnych emisji. Wiązało się to także z tym, że niezbyt jasna była polityka emisyjna banku centralnego USA, w szczególności nie było regulacji ustanawiających monopol w tej sprawie – stało się to dopiero po wojnie secesyjnej.

Obecnie zadaniem waluty lokalnej jest zapobieżenie odpływowi kapitału z danego rejonu. Jeśli zarabia się w walucie lokalnej i można w tym rejonie robić zakupy, to tym samym się go wzmacnia.

A czy to ma sens? Wydaje się, że rzeczywiście w biednych rejonach ma. Bo biedne rejony dlatego są biedne, że nie są włączone w globalny podział pracy. Istnieje tam drobny przemysł, ale nie ma on takich możliwości zbytu, jak duzi konkurenci. Jeśli drobni przedsiębiorcy sprzedają swoje wyroby na rynek lokalny, to zyski ze sprzedaży siłą rzeczy są lokowane pośrednio w rynek lokalny, dzięki czemu on się rozwija.

Przykładem na to, jak delokalizacja rynków wpłynęła na zasobność niektórych rejonów były w XIX w. małomiasteczkowe i wiejskie wspólnoty żydowskie, które bardzo zbiedniały w związku z pojawieniem się na rynku produktów masowej produkcji, tańszych niż wytwarzane lokalnie. Tym samym pieniądz uniwersalny ginął z rynku lokalnego, wzbogacając większe ośrodki przemysłowe. Miejscowy popyt kierował się nie na miejscową produkcję, ale uniwersalną.

A.L.: Obecnie nawet pieniądze z UE na rozwój biednych obszarów nie pracują dla rynków lokalnych, bo na ogół są przechwytywane przez firmy spoza tych regionów…

A.S.: Istotnie, bo np. jeśli w lubelskim dostali pieniądze na rozwój kanalizacji, a przetarg wygrała firma ze Śląska to pieniądze trafią na Śląsk, nie na Lubelszczyznę.

A.L.: Dlatego wydaje się, że pieniądz lokalny to dobry sposób na aktywizację regionów biednych, zmniejszenie biedy i bezrobocia, ale i uniezależnienie lokalnej gospodarki od wahań koniunktury w gospodarce krajowej i światowej. Dane na ten temat są rewelacyjne, np. w Austrii w 1932 w ciągu 13 miesięcy bezrobocie spadło o 25%...

A.S.: Byłbym ostrożny z przypisywaniem takich sukcesów lokalnej walucie – moim zdaniem, dzięki niej poprawa może wynieść tylko kilka procent. Ale zwykle niedoceniany jest tu efekt psychologiczny. W przypadku aktywizacji rejonu nie tyle ważne są pieniądze, ile to, żeby ludzie uwierzyli w siebie. Że można coś zrobić i nawet ciut zarobić, ale nie stracić. I jeżeli w całym rejonie jest grupa osób, którym się udało, one stają się wzorem do podejmowania podobnych działań.

A.L.: Ale ideę pieniądza lokalnego podchwycili także przedsiębiorcy i administracja lokalna. W Polsce obecnie to Związek Przedsiębiorców i Pracodawców stworzył na terenie Świętokrzyskiego i Małopolskiego „Zielonego” – walutę alternatywną do handlu między firmami (wcześniej powstał z innej inicjatywy „Dobry”). Przyłączają się do nich także przedsiębiorcy z Mazowieckiego i Śląskiego. W tym systemie ma handlować docelowo ok. 10 tys. firm. To świadczy o tym, że w gospodarce oficjalnej, wykorzystującej pieniądz NBP, coś nie działa i droga poprzez walutę alternatywną jest sensowna…

A.S.: Bodźcem rozwojowym może być tylko coś, co pobudza, a waluta alternatywna nie rozwiązuje sprawy. Wszędzie i zawsze decydują postawy ludzi – jeśli skłaniają do produkcji, to dobrze. Zwłaszcza, że uruchamia to pozytywny efekt domina – ludzie zaczynają zarabiać, pojawiają się nowe pomysły, powstają nowe miejsca pracy, rośnie popyt, a ten powoduje chęć inwestowania.

A.L.: Może dlatego pieniądz alternatywny nie wszędzie się dobrze rozwija. Najlepiej w Szwajcarii, gdzie istniejący od 1934 roku WIR został uznany za pieniądz oficjalny, na równi z frankiem szwajcarskim. Przypisuje się to kulturze Szwajcarów, silnej samorządności lokalnej.

A.S.: Bo tutaj powinny ze sobą współdziałać dwa obszary: ekonomia społeczna, lokalna, z makroekonomią – globalną. Produkcja o dużej skali, ma wielką przewagę nad rozproszoną, gdyż niższe są jej koszty stałe. Mamy zarówno rynek globalny, na którym rządzi ekonomia skali i rynek lokalny, będący bazą do kształtowania więzi społecznych, inicjatyw produkcyjnych. Bo jeśli ludzie coś produkują, to zaczynają być twórczy, bezrobotni nie są kreatywni.

A.L.: Skoro waluty alternatywne nie rozwijają się tak, jakby wskazywały potrzeby ekonomii społecznej, to z czego – oprócz tzw. kapitału społecznego – to wynika? Może z negatywnej postawy banków odnośnie tego rodzaju pieniądza?

A.S.: Bank centralny uważa, iż polityka monetarna – a zatem i emisja pieniądza – winna być w państwie jedna. To jest zresztą zapisane w Konstytucji. Ponadto banki są coraz większe i z zasady ponadlokalne, a właściwie ponadnarodowe, dla nich wspólnota lokalna przysparza tylko problemów – uniwersalizacja taniej kosztuje. Nie są zatem zainteresowane walutą lokalną. Oczywiście, tracą jakiś tam rynek, ale nie jest to dla nich strata dotkliwa. Trzeba też widzieć i inne wady tego systemu – bankowość spółdzielczą, z którą obecnie w Polsce są wielkie problemy.

A.L.: Ale bankowość spółdzielcza nie wprowadzała swojej waluty.

A.S.: Jednak działała w tej samej branży, też miała być elementem budowy alternatywnej ekonomii, wspierać rozwój regionów. I tutaj pojawił się problem, który przy emisji waluty alternatywnej, wymienialnej na podstawie określonego parytetu, też zaistnieje – kontroli obiegu. A wiadomo, że społeczności lokalne są trudne do kontroli. Problem w kasach Stefczyka polegał na tym, że związki lustracyjne zajęły się nie lustracją, a wyciąganiem pieniędzy.

W walucie alternatywnej trzeba też taki problem uwzględnić, patrzeć w jaki sposób ta waluta jest emitowana i czy nie występują tu przekręty. Jeżeli społeczność lokalna wyemituje dużą ilość waluty, to musi ona być zabezpieczona, żeby była wymienialna. Muszą być więc jakieś rezerwy i skala tej emisji winna być taka, żeby wymienialność była zapewniona. Lokalni emitenci tej waluty muszą więc prowadzić mądrą politykę monetarną.

A.L.: Czyli twórcy takiego systemu, będącego umową społeczną, powinni być kompetentni, światli, uczciwi i empatyczni…

A.S.: Właśnie, ale i także, żeby nie byli chciwi. Bo jeśli system waluty lokalnej działa w małych zintegrowanych społecznościach, przyzwyczajonych do samorządności, to społeczna kontrola, zasada ograniczonego zaufania, funkcjonuje dobrze. Natomiast jeśli przeważa postawa „moja chata z kraja” – to ten system nie odniesie sukcesu.

A.L.: Przypuszcza się, że w powodu globalizacji waluty narodowe będą zanikać, polaryzacja regionalna będzie się powiększać, więc waluty lokalne mogą być remedium na te negatywne zjawiska.

A.S.: To chyba za dużo powiedziane. To działa, ale tylko na małą, lokalną skalę. W większej skali obieg pieniądza może być nieprawidłowy, mogą one trafiać np. do osób znajomych, a nie do wytwórców, czy sprzedawców. I tutaj musi to być kontrolowane. Organizacja takiej kontroli to bardzo trudne przedsięwzięcie. Tu potrzebne jest dobre prawo, które zablokuje możliwość nieuczciwości, bo na postawy moralne ludzi nie ma co liczyć. Moralność nie podlega ocenie prawnej.

A.L.: Czy XXI wiek będzie wiekiem walut alternatywnych i ekonomii społecznej?

A.S.: Nie pokładam wielkiej nadziei w walutach lokalnych. Z drugiej strony, zatrudnienie w przemyśle kurczy się, zatrudnionych w nim będzie niedługo kilka procent zawodowo czynnych ludzi. Większość zatrudnionych pracuje w usługach, i to lokalnych. Ale rozwój telewizji i Internetu z kolei powoduje, że ludzie w społecznościach lokalnych się izolują. Co ich mogłoby łączyć? Nie wiem. Więzi ludzkie powstają bowiem ze spotkań i wspólnego podejmowania decyzji w ważnych dla nich sprawach. Muszą się tworzyć środowiska – grupy ludzi, którzy w sposób łatwy komunikacyjnie spotykają się w określonym celu i generują pomysły.

A.L.: Dziękuję za rozmowę.

Tekst pochodzi z ostatniego wydania miesięcznika "Sprawy Nauki"

Więcej o walutach lokalnych:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Waluta_lokalna
http://www.zb.eco.pl/BZB/19/waluty2.htm
http://www.ekonomiaspoleczna.pl/wiadomosc/756436.html
http://dobry.org.pl/wiedza/historia-i-wspolczesnosc/alternatywne-waluty/
https://www.zielony.biz.pl/index.php/wiedza/aktualnosci
http://www.biztok.pl/waluty/czy-warto-miec-lokalna-walute-oczywiscie_a15965
http://glosulicy.pl/czytelniaa/lektury/szwajcaria-ma-dwie-oficjalne-waluty-justyna-wydra/
http://glosulicy.pl/archiwum/pieniadz-lokalny-publicystyka/bitwa-o-wolne-pieniadze/
http://lets.pl/linki.html
 
Cechy walut lokalnych:
• bezodsetkowość
• zamknięty obieg
• wymuszony obrót
• demokratyczny charakter (wszyscy sprawują kontrolę i wszyscy mają równy dostęp do kredytu)
 
Korzyści wynikające z wprowadzenia walut lokalnych:
• uniezależnienie lokalnej gospodarki od wahań koniunktury w gospodarce krajowej i światowej
• możliwość łatwego i nieograniczonego wejścia na rynek
• odporność na inflację
• budowa kontaktów międzyludzkich
• zmniejszenie lub eliminacja bezrobocia i biedy
 
Ile jest walut lokalnych?
Szacuje się, że na świecie jest 2500 walut lokalnych (niektórzy podają, że ok. 5000), z tego ok. 30 w Kanadzie i ok. 400 w Wielkiej Brytanii. LETS (Lokalny System Wymiany i Handlu) funkcjonuje m.in. w Australii, Francji, Belgii, Holandii, Nowej Zelandii, Szwajcarii, Japonii, USA. W Niemczech istnieje ok. 40 regionalnych walut, natomiast w Hiszpanii od czasu kryzysu powstało ponad 30 nowych walut. W Szwajcarii, Urugwaju i Brazylii obowiązują oficjalnie po dwie waluty, z czego jedna jest walutą alternatywną.

Czytany 4397 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 10 maj 2015 11:52