poniedziałek, 20 październik 2014 06:15

Władyslaw Gulewicz: Ukraine grozi koszmarna restytucja

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

popi_ugkk  Władyslaw Gulewicz

Arcybiskup Lwowa, obywatel Polski, Mieczysław Mokrzycki na synodzie biskupów Ukraińskiej Cerkwi Grekokatolickiej (UGKC) zaapelował,  aby w końcu  zwrócić  nieruchomości, które były własnością Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie byłemu właścicielowi – Polsce. Powiedział  to w okresie niedawnego  zbliżenia Ukrainy z Brukselą (Rada Najwyższa Ukrainy ratyfikowała umowę stowarzyszeniową z UE).

Był to bardzo dobry moment: na fali  proeuropejskich działań  ukraińskie społeczeństwo powinno „łyknąć” to, co jeszcze wczoraj odrzuciłoby z gniewem. Kijów gorączkowo dąży do tego, by być  krajem „europejskim” i częścią Europy (choć prezydent Petro Poroszenko w Kanadzie nazwał Ukraińców „bardziej kanadyjskim narodem” – sic!). Dąży się do bezkrytycznego przyjęcia do Europy oraz wprowadzenia europejskich norm w całym kraju.

I tu może kryć się niespodzianka: być państwem europejskim, znaczy przyjąć zasady polityczne, ekonomiczne oraz prawne obowiązujące w Unii Europejskiej.  Otóż, pobocznym efektem stowarzyszenia  z UE może stać się konieczność restytucji mienia – zwrotu nieruchomości i majątków tym, którzy byli ich właścicielami do czasu przyłączenia zachodniej Ukrainy do  Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Cerkiew Grekokatolicka posiadała bardzo dużo nieruchomości w okresie II Rzeczypospolitej (1918–1939). W państwie polskim UGKC, była traktowana jako młodsza siostra Kościoła Katolickiego: unici nie byli uciskani z powodów religijnych, a sama cerkiew miała tysiące hektarów ziemi.

Za czasów Związku Radzieckiego UGKC została pozbawiona tej ziemi i nieruchomości. Nie chodzi to  o to, czy była to kara UGKC za wspieranie ukraińskiego nacjonalizmu i czy było to sprawiedliwe. Warto zwrócić uwagę na taki szczegół, iż UGKC była finansowana częściowo z budżetu państwa polskiego, będąc drugim wyznaniowym beneficjentem takiej pomocy po Kościele rzymskokatolickim z uwagi na liczbę wiernych. Teoretycznie prawo własności ma ten, kto tą własność finansował i się nią opiekował. To znaczy, że Polska ma prawo własności do mienia UGKC, w tym w odniesieniu do szeregu obiektów religijnych. Jeżeli ukraińscy euroentuzjaści akcentują, że wyjście Ukrainy „spod Rosji” – to historyczna sprawiedliwość, to  samo  można  powiedzieć ze strony polskiej, tylko pod innym kątem widzenia problemu. Tym bardziej, że Polacy będą mieli więcej praw do własności, niż ukraińscy jej dysponenci. Dla Polaków  „powrót Ukrainy do Europy” – to też historyczna sprawiedliwość, gdyż wiąże się on z żądaniem, by zwrócić własność prawowitym właścicielom.

Ukraina, tak czy inaczej, zmuszona będzie przystosować swoje prawo do wymogów prawa europejskiego. Rząd ukraiński deklaruje kurs na członkostwo  w UE. Dla Kijowa to cel strategiczny. Być członkiem strategicznego i ekonomicznego sojuszu znaczy zgadzać sie z zasadami gry, jakie są przyjęte w tym bloku.
Takie działanie dla Ukrainy to koszmarna wizja restytucji i powództwa mogą być kierowane nie tylko przez UGKC oraz obywateli Polski, lecz także przez obywateli Ukrainy, którzy zostali  przesiedleni  w latach 1940’  z zachodniej części jej terytorium wgłąb USRR. Wielu z nich miało także  jakieś nieruchomości. Otóż, lwowskie, iwano-fraknowskie czy tarnopolskie fabryki, biblioteki, kawiarnie, muzea, majątki i parki mogą mięć prawnych (ze względu na normy prawa własności) właścicieli. Równość możliwości oraz obowiązków – to oficjalne podejście Unii do wszystkich swoich członków. Równość Polski i Ukrainy przed prawem europejskim – to restytucja mienia w obydwu krajach.

Ważnym przykładem jest to, iż zwrotu nieruchomości musieli dokonać wszyscy nowi członkowie UE, takie państwa jak:  Rumunia, Bułgaria, Słowacja i Polska  Czym Ukraina będzie się od nich różnić? Czyż nie będą  musiały być stosunku do niej stosowane te same prawa? Także pod warunkiem restytucji mienia do unii wchodziły byłe republiki radzieckie – Litwa, Łotwa, Estonia. Nie sądzę, żeby dla Ukrainy zrobiono wyjątek.

Obecnie  prorządowe ukraińskie media zjadliwie krytykują wszystkich tych, którzy próbują patrzeć kilka lat na  przód, dostrzegając jednocześnie różne aspekty zbliżenia Kijowa z Brukselą, w tym restytucję nieruchomości. Rozmowy  o zwrocie majątków krytykują, jako rosyjską propagandę. Mówią, ze w sprawach zwrotu majątków byłym właścicielom UE kieruje sie wewnętrznym prawem w odniesieniu do państw, gdzie te majątki sie znajdują.

Jednak to propagandowe wykręty. Po pierwsze, bez zwrotu majątków  nie zdołali się obejść ani Litwini, ani Łotysze, ani Estończycy. Dlaczego zdołają to zrobić Ukraińcy? Po drugie, kwestia restytucji własności wcale nie jest  niemożliwa, o czym mówili przedstawiciele Polski w kwestii zwrotu nieruchomości będących we władaniu cerkwi, których prawowitym właścicielem jest Kościół rzymskokatolicki na Ukrainie Zachodniej? Czyż nie?

To nie znaczy, że już jutro Ukrainę zaleje fala powództw sądowych, ale oznacza to, ze wkrótce po zachodniej stronie polsko-ukraińskiej granicy mogą przypomnieć sobie, gdzie mieszkali ich przodkowie w niedalekiej przeszłości. Wtedy okaże się, że dziadkowie, pradziadkowie wielu Polaków pochodzą z Kresów, a ich własność teraz znajduje się w innych rękach.

Ze względu na polityczną i ideologiczną specyfikę obwodów zachodnio-ukraińskich nie będzie niespodzianką, że nowi właściciele dawnej polskiej własności – są potomkami tych, kto dokonywali rzezi na Polakach na Wołyniu w 1943 roku. Liczba Polaków na zachodniej Ukrainie spadła, w wyniku krwawego terroru ukraińskich nacjonalistów. W tym przypadku, odzyskanie domu czy też fabryki zabitego przez nacjonalistów przodka stanie dla Polaka sprawa honoru.

Fot. ercf.blogspot.com

Czytany 7034 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04