środa, 18 maj 2011 11:38

Władisław Gulewicz: Wschodnioeuropejski trójkąt: Rosja-Polska-USA

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

book222  Władisław Guliewicz

Mówiąc o polskiej polityce wschodniej, musimy zawsze pamiętać, że Waszyngton, mimo że jest geograficznie oddalony od regionu Europy Wschodniej, był i nadal jest jednym z głównych graczy geopolitycznych na tym terenie. Innymi słowy - wpływu Stanów Zjednoczonych na relacje Polski ze wschodnimi sąsiadami nie można lekceważyć.

Nawet podczas rozmów polsko-rosyjskich w cztery oczy w rzeczywistości mamy do czynienia z rozmowami w ramach tego trójkata. Ten fakt nigdy nie denerwował polskich elit politycznych, czego nie można powiedzieć już o rosyjskich. Dla Warszawy - Waszyngton był panaceum na działania polityczne Moskwy. Dla Moskwy natomiast rywalem, który wykorzystuje lojalność Polski, żeby zdominować wschodnioeuropejski region świata.

Czy Polska z takiego ukladu odniosła jakieś korzyści? 

Jeżeli spojrzymy na Rosję, jak na wiecznego wroga Warszawy, to pewne zyski mozna zauważyc. W tym przypadku przygotowana do wiecznej wojny z Moskwą, Warszawa posługuje się USA, jak pierwszym pułkiem na froncie rosyjskim. 

Zatem kwestia strategiczna leży nie tyle we współczesnych stosunkach politycznych na linii Warszawa-Moskwa, ile w cywilizacyjnej różnicy dwóch historycznych krajów - Polski i Rosji. Polska, jako państwo zachodnie, nie akceptuje rosyjskiego wpływu w strefie swoich interesów. Jednoczesnie Warszawa nie widzi nic złego w tym, ze równolegle do swoich interesów realizowane są interesy Stanów Zjednoczonych. W relacjach polsko-amerykańskich, Warszawa wypełnia rolę sprzymierzeńca Waszyngtonu, a nie podmiotu polityki wschodniej. Innymi slowy - Polska nigdy nie zgodzi sie z kontrolą Rosji, jednak jest zawsze gotowa pozostawać pod kontrolą Waszyngtonu i podporzadkować się jego hegemonicznym zadaniom. Warszawa, mówiąc o wolności i rosyjskim imperializmie, zapomina o hegemonicznym imperializmie Stanów Zjednoczonych. Oderwanie Kosowa od Serbii, okupacja Iraku, bombardowania Libii przez NATO - to niejedyne przykłady. Jest to szkodliwe dla image'u Polski w oczach jej wschodnich sasiadów.

Drugim punktem, negatywnie wpływajacym na terazniejszy wizerunek Polski, jest wspieranie prozachodniego reżimu w Kiszyniowe. Mołdawia jest dla Polski dzisiaj jednym z najaktywniejszych sprzymierzeńców w Europe Środkowo-Wschodniej. Polska, ze swojej strony, wspiera proatlantyckie dążenia Kiszyniowa. Jednak najenergiczniejszymi zwolennikami eurointegracji państwa mołdawskiego są tzw. "unioniści", czyli zwolennicy połączenia się z Rumunią. Rumunia, ze swojej strony, zajmuje się obecnie historycznym rewizjonizmem, gloryfikującym marszałka Iona Antonesku (sojusznika Hitlera w jego ataku na Zwiazek Radziecki). Moldawscy proeuropejczycy patrzą na faszystę Antonesku, żołnierza, który mordował cywilów na Ukrainie i w Mołdawii, jak na bohatera Rumunii i Mołdawii. 

Jedną z bolesnych kwestii polskiej polityki wschodniej są relacje z Białorusią. Troska Warszawy o białoruską mniejszość polską jest całkowicie zrozumiała. Jednak wydaje się, że białoruscy Polacy są wykorzystywani, jako instrument nacisku, na Mińsk. Białorusini przecież nie wspierają swojej mniejszości etnicznej na terenie Polski - wbrew oficjalnym twierdzeniom władz w Warszawie. Białoruś, wskutek swojego rozmiaru i realnej sily, nie jest krajem, który może stać sie zagrożeniem dla państwa polskiego. Przez Bialoruś wiedzie natomiast najkrótsza droga do Moskwy, z której już korzystali Karol XII, Napoleon, czy Adolf Hitler. To własnie dlatego Rosja patrzy na Białoruś, jako na najważniejszy element swojej obrony. 

Z innej drugiej strony Białoruś to także najkrótszy szlak do Warszawy. Tym samym także Polska patrzy na ten kraj, jako na terytorium o znaczeniu strategicznym. Dla wielu Rosjan i Ukrainców (i oczywiscie Białorusinów) białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka nie jest "ostatnim dyktatorem Europy". Tę nazwę podarowali mu waszyngtońscy ideolodzy Pax Americana za to, że walczy przeciwko zamiarom USA, które dotyczą maksymalnego zdecentralizowania aparatu państwowego Białorusi. Bowiem tylko wtedy kontrola nad Białorusią - bramą z Rosji do Europy, czy szlakiem z Europy do Moskwy - będzie łatwiejsza. Słowa wolność, demokracja, obrona praw człowieka w nawiązaniu do polityki Zachodu wobec Białorusi, wydają się ideologicznymi cliche dla lepszego realizowania geopolitycznych interesów. Aktywna pomoc dla Amerykanów, udzielana przez Warszawę, w tej kwestii nie przyniesie korzyści państwu polskiemu w oczach większości obywateli Białorusi, Rosji czy Ukrainy. Państwa te patrzą bowiem na Warszawę, jako na lennika Waszyngtonu i pewna czesc politycznego (nie etnicznego) antyamerykanizmu harmonicznie przeistacza się w polityczny antypolonizm. 

Kresy wschodnie (mam tutaj na myśli zachodnio-ukrainskie terytorium) - to jeszcze jedna kwestia do rozwiązania i to nie tylko pomiędzy Warszawą a Kijowem. Ten problem - choć w mniejszym stopniu - dotyczy również Rosji. Dla Polaków Kresy - to miejsce koncentracji pamięci narodowej, wiążacej się z czasami wielkiej mocarstwowości Polski. Na Kresach tworzyli słynni polscy myśliciele i pisarze. Nie można wyobrazić sobie polskiej kultury bez Kresów. Jednak wraz z upływem czasu Kresy stały się także źródłem polonofobii w skali całej Ukrainy. Mówię "w skali calej Ukrainy", bowiem "politycy galicyjscy" wnoszą tę nienawiść na szczeble ukraińskiej władzy w samym Kijowe.

Podobnie sprawa wygląda z kwestią rosyjską. Rusofobia zachodnio-ukrainska i polonofobia zachodnio-ukrainska są dwiema stronami tego samego medalu. Jednak dla Rosji, Zachodnia Ukraina nie niesie takiego wyraźnego symbolizmu kulturowego. Owszem - mieszka tam kilkadziesiąt tysięcy tych, którzy albo są Rosjanami, albo politycznie zorientowani są w stronę Rosji, jednak Zachodnia Ukraina, jako część dawnej Rusi nigdy nie wystąpowała, jako "kolebka" kultury rosyjskiej. Wydaje się, że w interesie Polski i Rosji leży uczynienie wszystkiego, aby "kolebka kultury" nie stała się "kolebką nienawiści". Niestety rzeczywistość nie przynosi realizacji tego projektu. Obserwacja polskich mediów, które specjalizują się w tematyce kresowej, przynosi wrażenie, że na "antyrosyjskim froncie" ukraińscy nacjonaliści i Polska są sojusznikami. I pierwsi i drudzy mówią o barbarzyńskiej Rosji, z którą lepiej nie mieć do czynienia. Tymczasem na Litwie polskie i rosyjskie siły polityczne podczas wyborów razem wystąpują przeciwko litewskiemu nacjonalizmowi. To samo jest możliwe i na kresach wschodnich. Tym bardziej, że w bolesnej kwestii rzezi wołyńskiej Rosjanie popierają Polaków, a nie ukrainskich zwolenników Stepana Bandery. Walka z ukraińskim nacjonalizmem może stać się polsko-rosyjskim polem do współdzialania. I na tym powinno zależeć obydwu państwom. Rosja na Zachodniej Ukrainie nie jest rywalem Polski. Interesy Warszawy i interesy Moskwy są tam zbieżne i mogą pokojowo koegzystować. 

Ksenofobiczne napięcia na Ukrainie - to zysk tylko dla Stanów Zjednoczonych, potęgi, która dąży do osłabienia Rosji. Rosja (w tym jeszcze Chiny, Brazilia, Iran) dąży do stworzenia wielobiegunowego świata. USA chca tylko swiata jednobiegunowego, skoncentrowanego na Waszyngtonie. Napiecia wokól granic Rosji to strategiczny cel Waszyngtonu. To z tego powodu nacjonalistycznie organizacje ukraińskie czuły się tak komfortowo w Ameryce - były bowiem i są nadal instrumentami amerykańskiej polityki w Europe Wschodniej. W tym przypadku traci nie tylko Moskwa, ale i Warszawa. Automatycznie Warszawa staje się ofiarą tej amerykańskiej strategii.

Polsce powinno więc zależeć na konstruktywnej polityce wschodniej. Rywalizacja z Rosją powinna istnieć i byłoby dziwne, gdyby nie istniała, ponieważ Polska i Rosja mają swoje własne interesy, czasami przeciwne. Chodzi o to, aby ta rywalizacja nie miała charakteru złośliwego, czy odwetowego (ani ze strony Warszawy, ani ze strony Moskwy). Obie stolice muszą zminimalizować negatywne efekty swoich politycznych działań skierowanych w stronę swojego sąsiada i wyizolować zbyt potężne wpływy USA w Środkowo-Wschodniej Europie. Tym bardziej, że w niektórych okolicznościach dążenia Rosji mogą być korzystne dla interesów Polski i vice versa. Z trójkąta Rosja-Polska-USA musi wypaść zatem ten ostatni członek.

Tekst ukazał się w ramach debaty Czy modyfikacje w obrębie Doktryny Giedroycia są wystarczające? Jaką drogą powinna podążyć polska polityka wschodnia?, prowadzonej wspólnie przez:

pw pol-globalna ecag-mini

Czytany 7324 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04