niedziela, 26 czerwiec 2011 13:41

Władisław Gulewicz: Ukraina na dwóch krzesłach

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

2chair  Władisław Guliewicz

Kontakty administracji Wiktora Janukowycza z NATO, które mają poufny charakter, kolejny raz pokazują nam dualność geopolitycznej orientacji Ukrainy (państwa de iure niepodległego). Nigdy w historii swojej niepodległości Kijów nie był zdolny prowadzić konsekwentnej jednobiegunowej polityki zagranicznej, bądź to prozachodniej bądź prorosyjskiej. Polityka zewnętrzna Ukrainy – to odwieczny slalom pomiędzy Rosją i Zachodem.

Kierunki tej polityki często wyznaczają czołowe grupy finansowe, choć ich zysk nie pokrywa się z zyskiem obywateli Ukrainy. Tak jest i w dzisiejszej sytuacji - publicznego podtrzymywania idei zbliżenia z Rosją przez Janukowycza i jednoczesnego oglądania się na Zachód (USA i NATO). To z Zachodem Janukowycz obraduje nad ważnymi sprawami geopolitycznymi – od kwestii stacjonowania floty rosyjskiej na Krymie po politykę wobec Naddniestrza.

 

“Siedzenie na dwóch krzesłach jednocześnie” – to najważniejsza dewiza każdego ukraińskiego prezydenta. Oczywiście nie przyczynia się to do stabilności kraju i Ukraina jest skazana na wieczną poniewierkę geopolityczną pomiędzy Rosją a Zachodem. W skutek tego potencjał przemysłowo-finansowych związków między Kijowem a Moskwą, który promowano jeszcze za czasów ZSRR pozostaje dziś niewykorzystany, choć Ukraina spotyka się z dużymi problemami finansowymi i nie daje sobie rady z ich rozwiązywaniem. Ofiarą tego są szerokie warstwy społeczne, które borykają się z biedą. Konsekwencją powyższego jest spadek poziomu popularności administracji Wiktora Janukowycza.

Zyskują na tym politycy nacjonalistycznej formacji, którzy promują idee radykalizacji ruchu nacjonalistycznego na Ukrainie, jako jedynego nurtu ideowego, zdolnego do naprawy spraw państwowych. Pozostaje tajemnicą jak polonofobia, rusofobia i judeofobia (cechy wyraźne w ideologii ukraińskiego radykalizmu) mogą być korzystne dla usunięcia dużych ekonomicznych problemów w kraju. Wiadomo, że Zachód i przede wszystkim Stany Zjednoczone i Kanada to miejsce schronienia dla ukraińskich organizacji nacjonalistycznych. Tam znajdują się ich sztab-kwatery i środki finansowe wykorzystywane przez środowiska nacjonalistyczne działające na Ukrainie. Powrót Kijowa do struktur Zachodu niejako automatycznie oznacza, więc wzmocnienie nacjonalistycznego elementu w ukraińskiej polityce. Kijów zresztą zawsze chętnie wykorzystywał populizm nacjonalistyczny, jako straszak przeciw Rosji.

Tylko z pozoru stosunki Ukraina-USA dotyczą tylko samej Ukrainy. Wiadomo, że Morze Czarne to jedyne morze, na którym jeszcze nie stacjonują na stałe okręty floty amerykańskiej. Morze Czarne i Krym to etap w długiej drodze do opanowania przestrzeni przed południowymi granicami Rosji i regionu kaukaskiego (Waszyngton wspiera projekt „Wielkiej Czerkiesji” jako geopolitycznej tamy na drodze Rosji do wybrzeża czarnomorskiego). Swoją drogą Kaukaz – to ważny element strategiczny dla opanowania akwenu Morza Kaspijskiego, które już długi czas jest przedmiotem zainteresowania Waszyngtonu (USA omawia ten temat z władzami Azerbejdżanu). Aktualnie obradowanie Kijowa i Waszyngtonu nad kwestiami bezpieczeństwa w basenie Morza Czarnego nie dotyczy kwestii stacjonowania tam floty amerykańskiej. Jednak to, że Ukraina prowadzi poufne rozmowy z USA o problemach bezpieczeństwa wokół Krymu i -patrząc szerzej- akwenu czarnomorskim (graniczącego z Rosją) jest sygnałem, który będzie miał negatywny wpływ na stosunki rosyjsko-ukrainskie.

Zdaje się, że Ukraina znów wraca do „pomarańczowej” strategii zbliżenia z Waszyngtonem i odcinania się od Moskwy.

Tekst jest publikowany równolegle na stronie politykawschodnia.pl


Czytany 4594 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04