wtorek, 19 czerwiec 2012 10:11

Władisław Gulewicz: Poradzieckie dziedzictwo - łuk neonazizmu

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

old_ussr  Władisław Gulewicz

Od dnia zakończenia II wojny światowej minęło 67 lat. Niestety wspólnota międzynarodowa wciąż nie może się pochwalić pełnym zwycięstwem nad nazizmem. Jeżeli w krajach zachodnioeuropejskich sympatie ugrupowań ultraprawicowych dla reżimu hitlerowskiego i wszystkiego, co z nim związane, objawiają się w spazmatycznych podrygiwaniach miejscowych neonazistów, to w niektórych krajach Europy Wschodniej, elita rządząca wciąż dumnie profaszystowskie tendencje. Za wszystkim stoi niestety geopolityka...

Takie państwa jak Mołdawia, Rumunia, Węgry, Łotwa, czy Estonia, w poszukiwaniu nowej narodowo-państwowej tożsamości, innej od radzieckiej, zwróciły się w odwrotną stronę, znajdując inspirację w ideologii historycznego uwiarygodniania narodowych, prohitlerowskich reżimów.

Marsze byłych członków Waffen SS po ulicach Łotwy lub Estonii już nikogo nie dziwią. Protesty rosyjskojęzycznej lub żydowskiej części obywateli tych republik są wciąż ignorowane. Wspólnota międzynarodowa również nie przejawia większej aktywności w tej materii. Tymczasem obojętne nastawienie wzbudza poważne zaniepokojenie, bowiem może spowodować istotne wzmocnienie ideologii nienawistnej wobec drugiego człowieka, i to na wschodnich obszarach Unii Europejskiej. Jednym z takich przykładów dobrze ilustrujących ten proces jest przypadek obozu koncentracyjnego (oficjalnie pracowniczo-wychowawczego) w Salaspils (Kircholm), w którym m.in. były przetrzymywali słowiańskie dzieci. Jedną z najbardziej ponurych zbrodni było odsysanie im krwi na potrzeby niemieckich żołnierzy, leczonych w niemieckich szpitalach wojskowych. W wyniku m.in. tych zabiegów 7000 małych więźniów poniosło śmierć. W lutym 2012 ministerstwo spraw zagranicznych Łotwy złożyło oficjalny protest w Rosji w związku z wystawą w państwowym Centralnym Muzeum Współczesnej Historii Rosji, poświęconej niepełnoletnim ofiarom Salaspils. Przyczyna była prosta – załogę obozu stanowili łotewscy kolaboranci, zaś „dostawcą materiału dziecięcego” były łotewskie bataliony SS, które wyłapywały dzieci w czasie zbrodniczych rajdów po terenach Rosji i Białorusi. Tymczasem prezydent Łotwy wciąż wzywa, aby “pochylić głowę i oddać hołd członkom łotewskiej dywizji Waffen SS”.

W Estonii próbuje się umieszczać w aresztach starców, którzy walczyli przeciwko Wehrmachtowi. Kolejną przykrą ilustracją był przypadek członka Antyfaszystowskiego Komitetu Estonii Estończyka Arnolda Meri, który w trakcie przewodu sądowego zmarł. Tymczasem był on jednym z wybitniejszych weteranów II wojny światowej.*
Na Litwie coroczne odbywają się marsze ultranacjonalistycznej młodzieży pod hasłami neonazistowskimi. W jednej z popularniejszych piosenek, ubranej w styl rockowy, zespołu Diktatura, który się składa z litewskich „ultrasów”, padają takie oto słowa:

“Polacy juz wszyscy powieszeni,
Rosjanie zasztyletowani, leżą u zagrody,
Żydzi płoną w piecach
tylko prawdziwi Litwini żyją”. 

Politycy litewscy, niestety, także biorą udział w podobnych przedsięwzięciach.

Obojętne nastawienie polityków europejskich wobec przejawów sympatii neonazistowskich w wyżej wymienionych unijnych państwach członkowskich, pozwala w efekcie faszyzmowi rozprzestrzeniać się po Europie. Do grona tych, którzy przestali traktować w kategoriach grzechu uczestnictwo w II wojnie światowej po stronie Adolfa Hitlera, dołączyły Rumunia i Węgry. 

Rumuński prezydent Trajan Basesku, wspominając słynny rozkaz marszałka Antonesku “Przekroczyć Prut!”, oświadczył, że na jego miejscu wydałby identyczny rozkaz. Antonesku w dzisiejszej Rumunii został wyniesiony na piedestał. Jego politykę zewnętrzną stawia się za wzór narodowego bohaterstwa i politycznej przenikliwości. W 1940 roku Antonesku dołączył do trójstronnego sojuszu Niemiec, Włoch i Japonii, podkreślając organiczny związek miedzy legionistami rumuńskimi, nazistami niemieckimi i faszystami włoskimi. 

Na sąsiednich Węgrach, w styczniu 2012 roku odbyły się uroczystości poświęcone pamięci 2 armii węgierskiej, która została rozbita w 1943 r. pod Stalingradem. Wówczas, dwustutysięczna armia straciła w ciągu 2 tygodni blisko 120 tys. żołnierzy. Dla Budapesztu była to poteżna klęska, bowiem w śniegach pod Stalingradem zaległa połowa węgierskich sił zbrojnych. Po 69 latach od tej porażki, uroczystości i ceremonie wspominkowe odbyły się w kilku węgierskich miastach. Minister obrony Węgier uroczyście rozpoczął XII rajd w hołdzie bohaterom Donu. Członkowie młodzieżowych organizacji patriotycznych, uczestniczący w tym przedsięwzięciu, zostali ubrani w mundury wojskowe armii węgierskiej z 1940 r. Do ceremonii przyłączyli się goście z Włoch i Rumunii, także ubrani w uniformy sojuszników hitlerowskich. 

Ukraina także jest znana polskiemu czytelnikowi ze swoich neonazistowskich skłonności. Co prawda tendencje te znane są praktycznie wyłącznie w regionach zachodnioukraińskich, gdzie kult Bandery i dywizji SS Hałyczyna są wciąż żywe, to należy zwrócić uwagę, że rozkwit ten nie byłby możliwy, gdyby nie milczące przyzwolenie władz w Kijowie. Ukraińską ideę i sympatie pronazistowskie dzieli bardzo krótki dystans ideologiczny. W dodatku ukraińska tożsamość łatwo mutuje, balansując między dwoma przeciwstawnymi biegunami – oficjalną ideologią Kijowa jako suwerennego państwa słowiańskiego, a ideą “Ukrainy dla Ukraińców”. Z przyczyn politycznej poprawności oficjalnie prezentowana przez Kijów ukraińska tożsamość, jest stonowaną wersją zasadniczej tożsamości ukraińskiej, pozbawioną jednak elementów rasistowskich. Pozostawiono je jednak w odwodzie jako “tajną broń”, gotową w każdej chwili do użycia. Takie jednak nastawienie pozwala uniknąć krytyki. Z tego też powodu zawsze jako pierwszy atakuje pasjonarny ukraiński nacjonalizm. 

Wyżej wspomniane aspekty mają wyłącznie charker powierzchniowy, są swoistymi zmarszczkami na wodzie, mogącymi jednak skutkować poważnymi przesunięciami w architekturze bezpieczeństwa i to w skali całej Europy. Innymi słowy, „niańczenie” ideologii neonazistowskiej uwarunkowane jest przyczynami geopolitycznymi. Jeśli spojrzymy na mapę, można dostrzec, że u zachodnich granic b. ZSRR utworzył się swoisty “łuk neonazizmu”, z którego jednej strony znajdują się unijne państwa członkowskie, czyli republiki bałtyckie, Węgry i Rumunia, a z drugiej dążące do członkostwa unijnego Mołdawia i Ukraina. Oczywiście sympatie pronazistowskie elit mołdawskich i części elit ukraińskich nie są przeszkodą do eurointegracji. Odmowa akcesji do “rodziny europejskiej” dla Kijowa i Kiszyniowa dysktowana jest przede wszystkim względami ekonomicznymi, polityczno-społecznymi, a nie ideologiczną niezgodą i przyzwoleniem  na hołdowanie weteranom z armii Hitlera.

Bukareszt otwarcie propaguje dzisiaj ideę Wielkiej Rumunii, o której mówił już przyjaciel Fuhrera marszałek Antonescu. Pierwszymi ofiarami tej idei padły w 1941 r. Mołdawia i Ukraina, zaatakowane przez armię rumuńską. Obecnie Bukareszt, podobnie jak 70 lat temu, chce zaanektować Mołdawię i ugryźć kawałek Ukrainy. Rząd mołdawski już rezygnuje z ideologii mołdawianizmu, biorąc do ręki broń w postaci ideologii panrumunizmu, zaproponowaną przez Bukareszt. Tym sam powstaje linia rozłamu, która przebiega wzdłuż społeczeństwa mołdawskiego. Duża cześć Mołdawian już uważa się za Rumunów. Druga strona, także spora, broni jednak prawa do istnienia mołdawskiej narodowości. Pełniący obowiązki prezydenta Michał Gimpu mówił jakiś czas temu: „Jestem Rumunem”. Mówił także “Kiedy zmarł Stalin, ja się narodziłem. Jeden dyktator zmarł, inny – narodził się”. Słowa te nie przeszkadzały politykom zachodnim uważać Gimpu za swego partnera politycznego. Wszystko zatem sprowadza się do geopolityki. W swoich wojskowych koncepcjach Bukareszt uważa Rosję za wroga. Kiszyniów idzie w awangardzie polityki rumuńskiej. Z uwagi na Rumunię rząd mołdawski chcę wyprzeć rosyjskich żołnierzy sił pokojowych z Naddniestrza – rejonu, zamieszkiwanego przeważnie przez Słowian – Rosjan, Ukraińców, Bułgarów, ludzi pochodzenia polskiego i serbskiego, aby przyłączyć go znów do Mołdawii.

Ukraina już zasadniczo została pozbawiona wyspy Zmenyj na Morzu Czarnym, która posiada strategiczne znaczenie. Teraz Rumuni mają pretensje do szeregu wysp na Dunaju, a także do Bukowiny, a nawet Odessy. Na granicy rumuńsko-ukraińskiej po stronie rumuńskiej zostały skoncentrowane najlepsze pułki rumuńskiej armii. Tymczasem Kijów dopiero niedawno zajął się umacnianiem własnej granicy z Rumunią. Otwarte plany ekspansji Bukaresztu i rumuńskie wsparcie dla ideologii pronazistowskiej, nie przeszkadzają jednak współpracy z USA. Waszyngton zawsze “wspiera” prawa człowieka i demokratyczne swobody.

Nie słychać też potępienia Kijowa za pobłażliwość wobec heroizacji bojowników z OUN-UPA. Jednym z najbardziej agresywnych wyrazicieli ukraińskiej ideologii nacjonalistycznej jest partia Swoboda  i jej lider Ołeh Tiahnybok. W swoim programie wyborczym jako kandydata na  prezydenta Ukrainy zawarł propozycję podpisania dwustronnej ugody z USA i z Wielką Brytanią o pomocy wojskowej w razie ataku na Ukrainę. Z tej samej przyczyny Swoboda chciała widzieć bazy NATO na ziemiach ukraińskich, zwłaszcza w pobliżu basenu Morza Czarnego. Przez to projekt noszący nazwę “nacjonalizm ukraiński” zawsze miał i mieć będzie polityczne i finansowe wsparcie zarówno z Londynu, jak i Waszyngtonu.

Swego czasu Rosja zainicjowała przyjęcie rezolucji ONZ poświęconej “Niedopuszczaniu pewnych praktyk sprzyjających eskalacji współczesnych form rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nią nietolerancji”. Przy głosowaniu tej rezolucji wnioskodawców wsparło 129 państw świata. Alarmującym znakiem było to, że ze państwa członkowskie UE, wśród nich Litwa, Łotwa i Estonia odmówiły wzięcia udziału w głosowaniu. “Luminarz demokracji” – Stany Zjednoczone – głosowały przeciw. Symptomatyczne, że także Ukraina odmówiła wzięcia udziału w tym głosowaniu, bowiem idea jej suwerenności opiera się również na kroplach neonazistowskich sympatii.

Tym samym, na naszych oczach, na zachodnich rubieżach b. ZSSR, a tym samym na wschodnich rubieżach UE, trwa proces neonazistowskiego odrodzenia.

_______________________________________
* Przeciwko Arnoldowi Meri w Estonii toczyło się śledztwo w związku z jego udziałem w deportacjach Estończyków na Syberię w 1949 r. Pośmiertnie prezydent Feracji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew przynał mu Order Honoru – przyp. red.
Czytany 4063 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04