wtorek, 15 grudzień 2015 07:41

Władimir Pastuchow: Dwa scenariusze wyjścia z kryzysu rosyjsko-tureckiego

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Władimir Pastuchow

Recep Tayyip Erdogan wyjechał z Paryża bez mocnego rosyjskiego uścisku ręki. Nota od prezydenta skierowana do rosyjkiego Zgromadzenia Federalnego nie pozostawiła wątpliwości, że wyłącznie taki gest nie rozwiąże sprawy. Moneta konfliktu rosyjsko-tureckiego zawisła w powietrzu. Na razie nie wiadomo, co wypadnie: „orzeł” – lokalny konflikt wojenny w duchu XIX w., czy „reszka” – pozycyjna, ciągnąca się, zimna miniwojna w stylistyce XX wieku. Teoretycznie możliwe są dwa scenariusze pokonania kryzysu w stosunkach rosyjsko-tureckich: pokój „przez zaciśnięte zęby” lub wojna „ząb za ząb”. Rosja żyje przedsmakiem nowego wydania wojen rosyjsko-tureckich (niech będzie na razie informacyjnych, najważniejsze, że nie rosyjsko-japońskich).

Temat Turcji wyparł z języka prezydenckiego Ukrainę. Jednak Stambuł nie jest słodszy od Kijowa. Rosja znowu będzie musiała wybierać między scenariuszem „złym” i „bardzo złym”.

Pokój „przez zaciśnięte zęby”

W tym scenariuszu Rosja może stracić twarz, lecz zachowa w całości i bezpieczne inne, bardziej wrażliwe na uderzenia losu części ciała. W tym przypadku po pewnej pauzie PR – bańka antytureckiej (z rosyjskiej strony) i antyrosyjskiej (ze strony tureckiej) kampanii propagandowej zacznie być pod kontrolą zdmuchiwana (mniej więcej, jak przy planowym przejściu od „projektu Noworosja” do „autonomii w składzie Ukrainy”).

Uwaga społeczeństwa nie może być zbyt długo skoncentrowana na jakiejś jednej tragedii, dlatego że tragedie zdarzają się tutaj jedna za drugą. Za kilka miesięcy na pewno zdarzy się jeszcze coś innego, coś, co skieruje uwagę społeczeństwa. W końcu można też temu dopomóc, przykładowo stwarzając napięcie w „Donieckiej Republice Ludowej & Ługańskiej Republice Ludowej” – tym bardziej, że nie trzeba szczególnie się starać, by to osiągnąć. Wtedy przywódcy Rosji i Turcji znajdą wreszcie sposób, by porozmawiać, idąc zarazem na szereg wzajemnych ustępstw. Turcja przykładowo ustąpi pola ekonomicznie i zaakceptuje podejście Rosji do ustalania cen gazu. Rosja nieformalnie obieca, że zmniejszy intensywność bombardowań w rejonach przygranicznych z Turcją na terenie Syrii, ogłaszając kogo trzeba nie sojusznikami, a przeciwnikami Państwa Islamskiego.

Ogólnie ten wariant dziś wszystkich zadowoli – a szczególnie Europę, która bardzo chce dogadać się z Rosją, zachowując zaniepokojony (z powodu Ukrainy) wyraz twarzy. Unia Europejska w zasadzie mogłaby zgodzić się z Władimirem Putinem co do tego, że zestrzelony samolot, to nóż w plecy dla polityki ustępstw Kremla.

Wojna „ząb za ząb”

W drugim scenariuszu Rosja zachowa twarz, ale przy tym znajdzie się „na rozgrzanym dachu” pełnowymiarowej wojny daleko od swoich granic. Pojawia się tutaj podejrzenie, że część rosyjskich elit politycznych i wojskowych skłania się właśnie ku „wariantowi zerowemu”, zakładającemu równą wymianę zestrzelonych samolotów. Z pewnością rozmowy będą bardziej ożywione, jeżeli strony znajdą się w podobnym położeniu. Wtedy R.T. Erdoganowi będzie można bez problemu uścisnąć obie ręce. Rzecz jednak w tym, że nie da się wcale przewidzieć, jak w tym przypadku zachowają się ręce tureckiego przywódcy. Mogą otworzyć się do objęć, ale mogą też zacisnąć się w pięści. Przyjąwszy zatem ten scenariusz, Moskwa zagra w „rosyjską ruletkę”.

Gra o interesy

Prawdopodobieństwo tego, że Turcja zareaguje na „wymianę uderzeń” nieadekwatnie jest dziś spore, praktycznie 50 na 50. Problem polega na tym, że konflikt między Turcją i Rosją jest natury zasadniczej. Kraje te dzielą nie tyle ambicje ich przywódców (o czym się dużo dziś pisze), ile interesy, co jest znacznie poważniejsze. Ambicje można stonować, ale od interesów ucieczki nie ma. Tak czy inaczej, wcześniej czy później, na pewno się one objawią i podporządkują sobie logikę polityczną wykoślawiając i niszcząc plany i zamysły. Być może właśnie to obserwujemy obecnie w stosunkach na linii Rosja-Turcja.

Dla Turcji Syria jest Ukrainą o lokalnym znaczeniu. Latakia to „Noworosja”, a Baszar al-Assad dla tureckiego prezydenta jest gorszy niż Petro Poroszenko dla W. Putina. Tak samo jak W. Putin, R.T. Erdogan walczy z rewolucją, lecz nie „pomarańczową”, a „zieloną”. Aby przeżyć, powinien zająć się eksportem kontrrewolucji. Wywozi ją więc do Latakii takimi samymi konwojami humanitarnymi, jak te, które tak dobrze znają mieszkańcy Donbasu. Ratując „szeregowego Assada” samoloty rosyjskie bombardują te konwoje i tych, dla których przeznaczony jest ich „całkowicie pokojowy” ładunek. Dlatego na zamykanie oczu na obecność Rosjan w tej strefie R.T. Erdogan nie może sobie pozwolić.

Jednak i Kreml rozpoczął walkę w Latakii nie z własnej woli. Czwarty rok z rzędu ustępuje z Placu Błotnego. Zaliczając tymczasowy przystanek w Noworosji, nie utrzymał się tam i wyruszył dalej na południe. Na opuszczenie Latakii Kreml nie może sobie pozwolić: za plecami ma Donbas. W Syrii wojsko rosyjskie wypełnia misję historyczną, usiłując wyrównać „równowagę sił” na świecie, zachwianą, zdaniem Moskwy, po upadku muru berlińskiego. Turcji Rosja w Syrii wprost nie dostrzega. Jest dla niej niczym podmuch wiatru w globalnej „wielkiej grze”. Tymczasem Turcja ma swoje szczególne powody, by nie lubić Rosji, przy czym nie tyle historyczne, ile bieżące – polityczne.
Obie strony wiąże przeszłość i obie nie mają swobody manewru.

Nie ta wojna

Działania obu stron były świadome i wyważone. Rosjanie celowo bombardowali Turkmenów, aby zapewnić bezpieczeństwo B. al-Assadowi, a Turcy, również celowo, czatowali na rosyjski samolot, aby wyznaczyć granice dopuszczalnego dla nich mieszania się Rosji w konflikt. Wziąwszy na siebie misję obrony bliskowschodnich szyitów, Rosja zachowuje się tak samo, jak 150 lat temu, kiedy wypełniała misję obrony Słowian bałkańskich. Wtedy doprowadziło to do serii wojen rosyjsko-tureckich, które, ogólnie rzecz biorąc, zakończyły się pozytywnie dla Rosji (choć Zachód nie pozwolił jej na wykorzystanie w pełni swojego zwycięstwa). Pamięć o tych konfliktach rodzi w społeczeństwie pewne iluzje i oczekiwania. Jednak nowa wojna rosyjsko-turecka może się okazać w rzeczywistości niczym wojna rosyjsko-japońska, stając się poważnym wyzwaniem nie tylko dla armii, ale i dla ustroju społecznego i państwowego Federacji Rosyjskiej. W Rosji dziś panują takie same hurraoptymistyczne nastroje, jakie obserwowano 100 lat temu, w przeddzień wojny z Japonią.

Jeśli Turcy postanowią zagrać va banque, to rosyjska baza wojenna w Syrii może stać się Port-Arthur XXI w. Lokalna przewaga wojskowa Turcji jest tak wielka, że los rosyjskiego korpusu ekspedycyjnego (w tym zgrupowania marynarki wojennej) faktycznie jest przesądzony. Decyzja o zakrojonym na dużą skalę ataku na Turcję, wziąwszy pod uwagę, że jest członkiem NATO, a na jej terytorium znajduje się broń jądrowa – wydaje się całkowicie nieprawdopodobna. W tej sytuacji Rosja pewnie musiałaby doświadczyć hańby militarnej klęski.

Wiadomo, że klęski znacznie silniej odbijają się na świadomości narodowej, niż zwycięstwa. Dlatego też eskalacja konfliktu z Turcją najprawdopodobniej zrewolucjonizuje społeczeństwo Rosji. Wtedy zamknie się polityczny krąg: ucieczka od rewolucji skończy się rewolucją.

Na razie jest to tylko jeden z możliwych niepożądanych scenariuszy, którego, postępując rozsądnie i rozważnie, można próbować uniknąć. Pokojowe rozwiązanie „tureckiego gambitu” leży w interesie tych, którzy chcą żyć: Rosjan i Europejczyków, Eurazjatów i ludzi o orientacji prozachodniej, apologetów reżimu i zaciekłych wobec niego opozycjonistów. Szkopuł w tym, że żadnego wyważenia i rozsądku póki co nie obserwujemy. Zapałki dano piromanom, którzy z lubością igrają z ogniem. Pozostaje tylko nadzieja, że analityczno-informacyjne programy rosyjskiej telewizji nie zniszczyły całkowicie instynktu samozachowawczego elity rządzącej na Kremlu.

Tłum. Maria Rita Walczak
Źródło: http://poistine.org/dva-scenariya-vyhoda-iz-rossiysko-tureckogo-krizisa#.VmhPH79JHvl
Fot. tasam.org

Czytany 3808 razy