wtorek, 02 wrzesień 2014 06:04

Władimir Linderman: Nadbałtyccy podżegacze wojenni

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

nato_summit03  Władimir Linderman

Kiedy przywódcy „starej” Europy usiłują jakoś rozwiązać problem ukraiński, przywódcy Polski i krajów nadbałtyckich rozdmuchują wojenną psychozę, potęgując i uwiaryganiając blef ukraińskiej propagandy i agitacji. Służyć temu ma zbliżający się szczyt NATO...

Czytając oświadczenia polskich i nadbałtyckich mężów stanu w związku z wydarzeniami na Ukrainie chce mi się odrzucić uprzejmość i krzyknąć w duchu radzieckiej „Prawdy” z lat 1930: „Pańska Polska i nadbałtyckie karzełki – podżegacze wojenni!”.

Tymczasem, jak się mawia w takich wypadkach – to ogon kręci psem. Wtedy, gdy państwa „starej” Europy usiłują jakoś rozwiązać problem ukraiński, Polska i kraje nadbałtyckie rozdmuchują wojenną psychozę, potęgując blef ukraińskiej propagandy i agitacji. Cytować nie ma sensu – cały Internet jest przepełniony nim po uszy.

Po co im to wszystko? Tego nie da się wytłumaczyć z ekonomicznego punktu widzenia. Przecież właśnie te kraje poniosą największe straty wskutek wprowadzenia sankcji gospodarczych. W każdym razie gospodarka łotewska – a raczej to, co po niej zostało, a także częściowo polska – zwłaszcza województwa północne – są bardzo uzależnione od współpracy z Rosją. Żadnej bezpośredniej korzyści w rozdmuchiwaniu konfliktu z Rosją pastwa te nie posiadają. O co im więc chodzi?

Po pierwsze, należy pamiętać, że polityką zajmują się nie tylko arcymistrzowie, którzy obliczają daną partię na wiele ruchów do przodu. Polityką parają się również zadufani amatorzy, którzy nie mają nie tylko ani wiedzy, ani talentu, lecz tylko głupotę i wygórowane ambicje. To właśnie ci amatorzy bardzo chcą pokonać Rosję, wziąć jakiś domniemany odwet, pomścić stare krzywdy itd. Dla zaspokojenia własnej próżności oni są gotowi cały świat doprowadzić na krawędź wielkiej wojny.

Po drugie winnym zaistniałej sytuacji jest presja ze strony Stanów Zjednoczonych. To właśnie Amerykanie dążyli do bezpośredniego kontrolowania Polski i krajów nadbałtyckich, omijając Unię Europejską i struktury NATO. Dzisiaj jest to szczególnie widoczne. Przykładami niech będzie rozmieszczenie stałych kontyngentów wojskowych, ćwiczenia przy zachodniej granicy Federacji Rosyjskiej, które odbywają się z pominięciem NATO, na podstawie dwustronnych umów między USA i Łotwą. USA i Estonią itd.

Aby zachować kontrolę nad procesami światowymi, USA potrzebne są niesnaski pomiędzy Europą a Rosją. Jednak „stara” Europa jest już zmęczona wojnami i konfliktami i wcale nie pali się do kolejnej militarnej rozgrywki. Dlatego USA potrzebują „złych i młodych” – takich, jak Polska i kraje nadbałtyckie.

Po trzecie, Łotwa i Estonia chcą wykorzystać wojenną konfrontację między Zachodem a Rosją do ostatecznego rozstrzygnięcia „kwestii rosyjskiej” na własnych ziemiach. W latach międzywojennych łotewskich nacjonalistów denerwowały trzy wpływowe mniejszości etniczne: Niemcy, Żydzi i Rosjanie. „Dzięki” II wojnie światowej udało się pozbyć Niemców i Żydów – pierwsi „dobrowolnie-przymusowo” wyruszyli „nach Vaterland”, a tych drugich po prostu wyrżnięto. Pozostała tylko jedna drzazga w zwartym nacjonalnym ciele – Rosjanie. Wszystkie próby integracji-asymilacji spaliły na panewce – Rosjanie pozostali Rosjanami, a poza tym jest ich dużo. Wojna czy napięta sytuacja międzynarodowa, grożąca wybuchem wojny, dają możliwość traktowania Rosjan nie jak mniejszości etnicznej, lecz jak wrogiej piątej kolumny. Takie traktowanie dominuje już teraz, jednak brak wojny krępuje ręce i nie daje szans na przeprowadzenie czystek etnicznych…

Rosja – zarówno władze, jak i szeregowi obywatele – skłonni są raczej z kpiną i ironią przyglądać się rusofobicznym wysiłkom „panów” i „karzełków”, nie widząc w nich specjalnego zagrożenia. Po części przyczyną są tu historyczne stereotypy dotyczące naszego nastawienia na temat sprawstwa II wojny światowej. Oczywistym jest, że Adolf Hitler grał pierwsze skrzypce... Oczywiście, że cieszył się sympatią wpływowych kół Wielkiej Brytanii (Brytyjczycy przy tym zrzucają całą winę na Józefa Stalina…), ale prawie nikt nie mówi o odpowiedzialności państw Europy Wschodniej, które powstały na gruzach byłych imperiów.

Tymczasem to właśnie tym państwom przypisywana jest rola „niewinnych owieczek”. Jednak większość z nich w rzeczywistoości pełniła rolę niewielkich, ale nadzwyczaj agresywnych drapieżników. Każde starało się zdławić mniejszości narodowe na swoim terytorium i przy tym urwać kęs ziemi od swojego sąsiada. W sumie wszystkie one nie mniej niż A. Hitler psuły powietrze Europy miazmatami nacjonalizmu. Przez swoją zewnętrzną i wewnętrzną politykę w pewien sposób legitymizowały „walkę o Lebensraum”. Na ich tle A. Hitler wtedy wcale nie wyglądał na jakiegoś wyjątkowego maniaka.

Część z tych państw mniej lub bardziej ustatkowała się, ale zarówno Polska, jak i „trzy siostry znad Bałtyku” kontynuują starą tradycję: jakoby im czegoś w życiu zabrakło. I jeśli droga do tego „czegoś” wiedzie przez wojnę, to niech będzie wojna. Myślę, że dzisiaj właśnie z takich militarystycznych pozycji te państwa będą przemawiały na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli 30 sierpnia i na szczycie NATO w Walii 4 września. Stanowczo zażądają ingerencji NATO i Unii Europejskiej w konflikt na Ukrainie, a przy tym i rozlokowania wojskowych baz sojuszu w krajach bałtyckich.

* * *

Od redakcji: Władimir Linderman (55 lat) to dosyć interesująca i dla niektóryh kontrowersyjna polityczna postać, funkcjonująca w przestrzeni poradzieckiej. Pod koniec lat 1990’ był ideologiem Partii Narodowo-Bolszewickiej (PNB), która później nazwyała siebie „przeciwnikiem ideologicznym Władimira Putina”. Polityk początkowo lierował działalnością oddziału partyjnego na Łotwie. Właśnie wtedy PNB zasłynęła z głośnych akcji przeciwko dyskryminacji ludności rosyjskiej w tym kraju. Na początku pierwszej dekady XXI w. W. Linderman był kilka razy zatrzymywany przez FSB za udział w akcjach przeciwpaństwowych w Moskwie, po czym został wydalony z Rosji na Łotwę, gdzie on się urodził.
Na Łotwie został liderem partii Za ojczysty język (За родной язык). W roku 2012 zorganizował referendum w sprawie uznania języka rosyjskiego drugim językiem państwowym. W. Linderman nadal zajmuje pozycję opozycyjną wobec rosyjskich władz, ale uznaje, że „po Krymie zrobiło się jasne, że Moskwa wzięła wyraźnie patriotyczny kurs i tu trzeba ją wesprzeć”.

Fot. www.nato.int

Czytany 6143 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04