środa, 09 styczeń 2013 08:25

Witold Repetowicz: Odwrotna interwencja zbrojna w Mali

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mali-liber  Witold Repetowicz

Interwencja zbrojna w Mali się już rozpoczęła. Pozostaje tylko jeden problem. To nie ta interwencja, o której trąbiły media, którą wpisano w rezolucje i która już szkicowali różni publicyści. Zaczęła się interwencja odwrotna, a mówiąc wprost – atak islamo-narko-terrorystów na rejon Mopti. 

Od kilku dni następowała koncentracja połączonych sił Ansar Edine, MUJAO, AQMI i Boko Haram w Bambara Maounde na linii między Timbuktu a Douentzą, a przedwczoraj zauważono przyczółki islamistów w Bore, w połowie drogi między zajętą przez MUJAO Douentzą a Konną, w której stacjonują wojska Mali. Bore znajduje się jakieś 50 km od Konny i około 120 km od Mopti, drugiego co do wielkości miasta Mali. Wczoraj rano pierwsze uderzyło wojsko malijskie a islamiści cofnęli się. Pojawiły się też doniesienia o tym iż Malijczycy dali się wciągnąć w pułapkę. Zresztą wojsko musiało zareagować, bo (ex)junta kpt Sanogo traci poparcie Malijczyków zawiedzionych swoim wojskiem. Problem w tym, że wątpliwym jest by zdemoralizowane wojsko malijskie zdołało się oprzeć islamistom. Zajęcie przez nich Mopti to kwestia czasu.

 

Kogoś mogłoby dziwić, jak to możliwe, że tuarescy rebelianci prą na południe. Zwycięstwa na pustynnej północy to co innego. Problem w tym, że to nie tuarescy rebelianci, a to co się teraz dzieje, to plon błędów, uproszczeń oraz mrzonek. Tymczasem dokładniejsza analiza sytuacji powoduje, iż siła islamistów przestaje dziwić. Pierwszym błędem w percepcji wypadków w Mali było postrzeganie dwóch stron konfliktu: z jednej strony islamistów-rebeliantów a z drugiej strony Mali, wspieranej przez społeczność międzynarodową, przede wszystkim ECOWAS. W tym podziale szybko „zgubiono” MNLA, czyli tuareskich rebeliantów walczących o niepodległość Azawadu. Marginalizacja medialna MNLA daleko wyprzedzała faktyczną utratę wpływów w terenie. Zresztą MNLA wcale całkowicie nie straciła swych sił, bo część rebeliantów wycofała się do Burkina Faso i Mauretanii a poza tym MNLA wciąż cieszy się dość szerokim poparciem wśród Tuaregów, którzy nie akceptują szariackiego programu Ijada ag Ghali.

Problem MNLA polegał jednak na dwóch kwestiach – finansowej i dyplomatycznej. Co do tej drugiej to Francja, reprezentujący ECOWAS prezydent Burkina Faso, niektóre inne państwa afrykańskie, takie jak Niger czy Mauretania, i poniekąd również USA, dążyli do zbudowania koalicji między Mali a tuareskimi rebeliantami z MNLA. Dlatego MNLA poddana została presji, by zrezygnowała z postulatu niepodległości, a nawet autonomii, gdyż Mali o tym nie chciała rozmawiać. MNLA poszła na daleko idące ustępstwa podczas, gdy malijska opinia publiczna w ogóle nie chciała dać nic w zamian, domagając się głów liderów rebeliantów. Ta asymetria spowodowała, iż wielu Tuaregów zawiodło się na MNLA i wtedy Ansar Edine dokonało zręcznego manewru, przejmując hasła separatystyczne Azawadu i ogłosiło nową platformę polityczną wzywając do stworzenia szariackiego, niezależnego Azawadu. Z drugiej strony od miesięcy islamiści w Mali uzyskiwali różnego rodzaju wsparcie ze strony Kataru i Algierii. Powody generalnie są dwa – oba państwa są zainteresowane wypchnięciem terroryzmu islamskiego na południe i niejako kontrolowaniem go w swoim interesie oraz eliminacją konkurencji, jeśli chodzi o złoża ropy w Taoudeni Basin. Co do tego wypchnięcia, warto dodać, że dla wielu terrorystów-islamistów Sahara to bardzo ciekawe miejsce do działania. Wiodą przez nią intratne szlaki narkotykowe (m.in. kokaina południowoamerykańska). Środki z tego procederu oraz okupów za porwanych Europejczyków zasilało kasę islamistów. I jeszcze jedno źródło – tzw. pomoc humanitarna, przysyłana przez Wysoką Radę Islamską z Bamako (w tejże pomocy jak twierdziło MNLA była też broń). Tymczasem ludzie na północy głodowali więc łatwo było ich kupić. Wystarczyło kilka miesięcy i po stronie MUJAO powstała nowa katiba terrorystów islamskich – Ansar al Sunna, złożona z ludzi z plemienia Songhai. Tylko w Ansar Edine są Tuaregowie, reszta to – obok Songhai w Ansar al Sunna – Mauretańczycy i Sahrawijczycy (MUJAO) oraz Algierczycy (Aqmi) oraz Nigeryjczycy (Boko Haram). A na południu też dużo ludzi głoduje – pieniądze z narkotyków, okupów i od emira Kataru ich przekonają do nadciągającej z północy armii Allaha.

Tymczasem w Mali, jak panował totalny chaos – tak panuje. Usunięcie premiera Modibo Diary przez kpt Sanogo było tego kulminacją. Teraz zwolennicy junty oskarżają Modibo Diarę o wielkie defraudacje a prezydenta Burkina Faso o to, że pod przykrywką międzynarodowej interwencji zbrojnej, szykował zamach na kpt Sanogo. W kontekście tym wojsko malijskie zawsze było niechętne idei międzynarodowej interwencji zbrojnej i zgodziło się na nią pod warunkiem, iż nie będzie to oznaczać obecności obcych wojsk na południu kraju.

Entuzjaści międzynarodowej interwencji zbrojnej, kreślący już jej przebieg, nie brali tego oczywiście pod uwagę. Ignorowali też coś ważniejszego – brak wizji przyszłości Mali po takiej interwencji. Tymczasem Malijczycy wyobrażają sobie taki scenariusz na zasadzie przywrócenia status quo ex ante i „ukarania” rebeliantów, a niektórzy wręcz „oczyszczenia” Mali z Tuaregów (wygnania lub wymordowania). O ile Azawad nigdy nie był tak naprawdę zintegrowany z Mali, to obecnie rekoncyliacja jest całkowicie niemożliwa.

MNLA jeszcze miesiąc temu – mimo ich medialnego skreślenia – miało siły w Azawadzie, zajmowało m.in. Lere i Menakę i próbowało odbić Gao z rąk islamistów. Niestety ich walka nie została wsparta przez społeczność międzynarodową. Tymczasem uznanie Azawadu i uzbrojenie MNLA było jedyną drogą pokonania islamistów w Azawadzie. Zwolennicy międzynarodowej interwencji zbrojnej ignorowali bowiem jeszcze jeden fakt – walki na pustyni mają swoją specyfikę i wojska z państw niepustynnych tam po prostu operować nie potrafią.

W końcu grudnia Algieria dokonała sprytnego manewru, doprowadzając do porozumienia między MNLA a Ansar Edine w sprawie dalszych negocjacji z Mali. To osłabiło MNLA w terenie. Ansar Edine zaczęło prowadzić swoje dalsze działania dwutorowo – szykując się na negocjacje w Ouagadougu i przygotowując nową ofensywę. Negocjacje zaplanowane na 10 stycznia są skazane na klęskę. Natomiast, jeżeli chodzi o islamską ofensywę, to po zajęciu przez islamistów Mopti prawdopodobnie inicjatywę negocjacyjną przejmą zwolennicy szariatu z południa tj. Wysoka Rada Islamska, z Mahmoudem Dicko na czele. W efekcie, według tego planu, północ stanie się autonomicznym emiratem islamo-narko-terrorystycznym, gdzie bez problemu AQMI i inne kartele będą mogły robić biznes na przemycie kokainy oraz robić stamtąd wypady na sąsiednie państwa (z wyjątkiem Algierii), by porywać Europejczyków i siać islamistyczny terror. A Katar i Algieria zajmą się eksploatacją złóż.

Fot.: www.biyokulule.com

Czytany 4876 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04