czwartek, 09 kwiecień 2015 07:06

Wasilij Gribowskij: Opozycja w Rosji

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Wasilij Gribowskij

Opozycja jest jednym z najczęściej wymawianych słów w Rosji. Władze rosyjskie mówią, że jesteśmy demokratycznym państwem, mamy opozycję i jej możliwości ogranicza tylko prawo. Sami opozycjoniści uważają odwrotnie – obwiniając władze o tłumienie ruchu dysydenckiego. Nawet ochrzcili się „pozasystemową opozycją”, mając na myśli, że trzy pozostałe partie w parlamencie (oprócz Jedynej Rosji) są bezpośrednio wpisane w system państwowy. W świetle wielkich wstrząsów w rosyjskiej przestrzeni geopolitycznej (terytorium byłego ZSRR), które zagrażają rozprzestrzenieniem się na samą Rosję, należy określić, czym jest opozycja w naszym kraju, skąd się wzięła i do czego dąży.

Rosja nie jest jedyna na świecie, więc możemy zobaczyć jak wygląda opozycja w innych krajach. Za pierwszy przykład posłuży nam państwo, które stawia się na pozycji „statui wolności, oświetlającej świat” (Statue of Liberty Enlightening the World).

Cokolwiek mówią teorie spiskowe o jednolitym rządzie, w USA istnieje opozycja polityczna. Niewątpliwie, będąc reprezentowanym tylko przez dwie partie, amerykańskie spektrum polityczne nie wyróżnia się ani szeroką stanową reprezentatywnością, ani barwną paletą ideologiczną. Demokraci i republikanie mogą zawzięcie krytykować się nawzajem, jeśli chodzi o kwestie taktyki i strategii rządzenia, ale ich rozumienie Ameryki pozostaje identyczne.  Dla nich Ameryka jest „grodem na wzgórzu”, jak zapisał w swoim ostatnim przesłaniu założyciel państwa Jerzy Waszyngton, tzn. czymś wybranym, boską zasadą, która dyktuje reszcie świata (jak nazywają wszystkich) ideał życia. W podręcznikach historii północnych i południowych stanów pojawiają się różni bohaterowie wojny domowej w USA, ale, jak mówią Amerykanie – „mamy wspólnych bohaterów, są to nasi ojcowie założyciele".

W następnym akapicie czytelnik znajdzie szereg niezwiązanych z tematem uwag, których autor nie pozwolił sobie pominąć.

Godnym uwagi jest system polityczny Niemiec, który, odwrotnie, jest reprezentowany przez partie prawie wszystkich odcieni ideologicznych. W parlamencie zasiadają chrześcijańscy demokraci, socjaldemokraci, eurokomuniści (nie mylić z radzieckimi komunistami) i zieloni. Po ostatnich wyborach za burtą zostali liberałowie (nie mylić z rosyjskimi liberałami), którzy do tej pory wchodzili do koalicji rządzącej. Do parlamentu prawie weszli eurosceptycy, którzy niedawno pojawili się na scenie politycznej. Zabrakło im tylko 0,3% głosów, żeby przekroczyć próg wyborczy.

Wyróżniającą cechą systemu politycznego Niemiec jest historyczny element jego fundamentu. Doświadczenia przezwyciężenia przeszłości i odrzucenia nazizmu grają w kraju zasadniczą rolę, co wszystkie choćby ledwie znaczące partie uznają za gwarancję budowy społeczeństwa obywatelskiego (jednak to nie przeszkadza Berlinowi pobłażać nazistom poza krajem w celach politycznych, szczególnie na Ukrainie.) Z czasem skrucha za czyny Adolfa Hitlera stała się najważniejszym moralnym osiągnięciem współczesnych Niemiec, przekształcając się w ogólnonarodową wartość i podstawę konsensusu społecznego. Nie zapominajmy także tego, że kraj ten zawsze szedł europejską drogą rozwoju i nie orientował się na nikogo. Mając na uwadze te dwa czynniki, zdrowa narodowa opozycja stała się w Niemczech możliwa.

Bardziej skomplikowana jest sprawa opozycji na Ukrainie. Do 1991 r. kraj ten nigdy nie miał własnej państwowości, dlatego o wierze w historyczne przeznaczenie nie można tu mówić. Społeczeństwo nie ma też wspólnych wartości, z czego wynika czczenie różnych bohaterów na zachodzie i wschodzie kraju. Głównym narzędziem budowy narodu została nie zawsze sprawna antyrosyjska propaganda, która w ciągu dwóch dziesięcioleci wychowała pokolenie „prawdziwych Ukraińców". To właśnie młodzież stanowiła znaczącą część koczujących na Majdanie, którzy wyszli obalać rzekomo prorosyjskiego prezydenta. Przynieśli ikony, śpiewali hymny Ukrainy i UPA, wielu było ubranych w stroje narodowe. Jeśli zapomnieć o tym, do czego doprowadziły te mityngi odbywane w centrum pierwszej ruskiej stolicy, to zebrani robią wrażenie narodowo myślących opozycjonistów, choć po części idiotów.

Wróćmy teraz do Rosji. Czy możecie sobie wyobrazić, żeby tzw. nasza opozycja śpiewała rosyjski hymn narodowy? Już nie będę marzyć o „Boże, zachowaj Cara!”, ale chociażby współczesny. Nie! Oni do tej ostatniej pieśni bezapelacyjnie przykleili metkę stalinizmu. Prędzej już „opozycja" zaśpiewa hymn ukraiński albo amerykański. Czy możemy sobie wyobrazić, żeby opozycja ubrała się w narodowe stroje i śpiewała ludowe pieśni na wiecu przeciw władzy?

Tym bardziej nie. Oni raczej postawią bluźniercze pytanie o racjonalności oddania Leningradu w dniach blokady lub „nie zobaczą szczególnych problemów, jeśli Rosja rozdzieli się na grzbiecie Uralu", jak śmiała donieść dziennikarka Jewgienia Albac na antenie jednej ze znanych stacji radiowych. Co się zaś tyczy ikon, to o wielogłosowym liberalnym jęku za obroną świętokradztwa w cerkwi Chrystusa Zbawiciela nawet nie warto wspominać.

Oczywiście, porównanie opozycji w Rosji i na Ukrainie zasługuje na oddzielne zbadanie, ale już krótkie porównanie faktów wystarczy, aby zrozumieć, co następuje. W Kijowie opozycja, czyli Majdan, może być uważana za narodową z ukraińskiego punktu widzenia. W Rosji liberalna „opozycja” jest w pełni beznarodowa, oderwana od historii, którą tak lubią odsądzać od świadomości narodowej i korzeni duchowych. Jednocześnie jest ona antynarodowa dlatego, że liberałowie, nie mając żadnego wyraźnego programu działania, pragną rewolucji dla rewolucji, która doprowadzi do przelania krwi i kolejnej utraty suwerenności. Właśnie to wyobrażenie zmusza naszych patriotów do uważania „opozycji” za V kolumnę, która współpracuje z tradycyjnymi przeciwnikami Rosji na Zachodzie. Jednak mówić należy nie o samym fakcie współpracy lub otrzymywania pieniędzy. Niech te czyny pozostaną w ich sumieniu, ale o tym, że w rzekomo demokratycznej Federacji Rosyjskiej nigdy nie powstała zdrowa narodowa opozycja.

Jednak czy w Rosji zawsze tak było? Czy zawsze pewne ugrupowanie rewolucjonistów walczyło przeciw narodowi i państwu? Spróbujemy to prześledzić w historii. Przez długie wieki w Rosji w ogóle nie istniała opozycja. Od czasów chrztu do reform Piotra I władza i naród były połączone wspólnymi chrześcijańskimi wartościami, a Rosja rozwijała się własną drogą z minimalnym wpływem z zewnątrz. Nie można mówić o opozycji w tym czasie, dlatego, że nie było warunków dla jej formowania.

Sytuacja zmieniła się radykalnie dopiero na początku XVIII w., kiedy Piotr I odwiedził Europę i przywiózł na Ruś cały szereg modnych nowinek społecznych. Jego reformy, w tym likwidacja instytucji patriarchatu, doprowadziły do oderwania rządzącej elity od narodu. Chłop dalej czytał Ewangelie, podczas gdy szlachcic upajał się Wolterem. Wiele stanowisk zajęli wtedy obcokrajowcy, co stało się szczególnie widoczne w epoce przewrotów pałacowych. Przykładowo, w latach rządów carycy Anny Iwanowny na czele państwa stanął w rzeczywistości jej faworyt Ernest Jan Biron, armią dowodził Burkhard Christoph Münnich, a polityką zagraniczną zajmował się Iwan Ostermann. Niewątpliwie, jakkolwiek pożytecznymi byliby ci ludzie dla państwa, nie wiązali oni siebie z narodową Rosją. W ten sposób właśnie Piotr I stał u źródeł rozerwania wartościowej jedności władzy i narodu.

Zachwyt Europą, zachowany w pierwszym liście Piotra Czaadajewa, dążenie za wszelką cenę do „europeizacji" Rosji doprowadziło „opozycjonistów" do antypaństwowego buntu na Placu Senackim. Jeśli poczyta się dokumenty dekabrystów, można znaleźć wiele związków z komunistami, na przykład chęć stworzenia Ukrainy lub zniszczenie monarchii. Podobne niszczycielskie idee krążyły w umysłach inteligencji w ciągu całego XIX w., marzyła ona o zmianach i nie rozumiała całej ich potencjalnej tragicznej istoty. Przecież naród, czy to chłop, żołnierz czy duchowny, pozostawał ruskim i prawosławnym. W stanie głębokiego rozłamu między wielkim i małym (inteligencją) narodem, Imperium Rosyjskie weszło w XX wiek. Mikołaj II rozumiał to i dlatego mówił o konieczności odtworzenia patriarchatu i powrotu wielu elementów życia piotrowskiej Rusi. Jednak car był w mniejszości. Choć władza na tamtą chwilę pozostawała jeszcze monarchiczną i prawosławną, w Rosji już obudziły się te „opozycyjne", a w rzeczywistości antynarodowe siły, które doprowadziły nasz kraj do katastrofy w roku 1917.

Warto zaznaczyć, że szczyt aktywności „opozycji" na początku XX w. paradoksalnie zbiega się z latami, kiedy Rosja prowadziła wojnę przeciwko zewnętrznym wrogom. W czasie rosyjsko-japońskiej wojny miała miejsce tzw. pierwsza rosyjska rewolucja, którą późniejszy szczery historyk nazwie „pierwszym atakiem terrorystycznym". Ekstremiści przejmowali stacje kolejowe, zabijali gubernatorów, organizowali strajki, zapędzali robotników do budowy barykad. Tworzony przez nich chaos doprowadził do częściowej utraty władzy państwowej w regionach i wstrzymania zaopatrzenia armii rosyjskiej walczącej w Mandżurii. Sukcesy rewolucjonistów stały się najważniejszym powodem zwycięstwa Japonii w tym konflikcie na Dalekim Wschodzie.

W latach Wielkiej Wojny 1914–1918 puls życia politycznego Rosji też znacząco się podwyższył. Teraz pierwsze role przypadły nie ulicznym terrorystom, a gabinetowym liberałom, którzy później zostali nazwani fewralistami (февралисты). Do tego czasu kryzys duchowy Imperium Rosyjskiego osiągnął już taką głębię, że prawie cała władza zdradziła tron w imię marzeń o demokracji. Liderzy partii nawoływali ludzi do manifestacji w Piotrorodzie. Przykładowo deputowany Paweł Milukow, występując w Dumie 1 listopada 1916 r., odważył się stwierdzić, że rosyjski wiek się skończył. Duchowni wynieśli z sali obrad Synodu Tron Imperatora, a wyżsi generałowie aresztowali Mikołaja II i faktycznie zmusili go do abdykacji. Przyszły lider białych Ławr Korniłow wdarł się do pokoju carycy, aresztując Aleksandrę Fiodorownę i carewicza Aleksieja. Zaiste rację miał Władca Imperator, kiedy pisał gorzkie słowa „wokół zdrada, tchórzliwość i oszustwo".

W lutym 1917 r. najwyższą władzę państwową najpierw przejęła tzw. opozycja monarchii. Rezultatem jej trwającej kilka miesięcy działalności było skrajne osłabienie władzy państwowej, nadszarpnięcie podstaw dyscypliny w armii, szalejąca przestępczość i wzmożenie separatystycznych ruchów i ekstremistycznych rewolucyjnych organizacji. Wszystko to otworzyło drogę do władzy jednej z nich – leninowskiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, która była w opozycji, w pierwszej kolejności, wobec monarchii.

Jeśli liberałowie, którzy mieli w Rosji część władzy byli zmuszeni ukrywać swoje antypaństwowe zamiary to ówcześni komuniści wypowiadali je w pełni otwarcie. Na przytulnej szwajcarskiej emigracji Włodzimierz Lenin marzył nie o zwycięstwie rosyjskiego oręża a na odwrót – o „przekształceniu wojny imperialnej w wojnę domową". Do jakiego to stopnia trzeba nienawidzić tego najbardziej cierpliwego i pokornego narodu rosyjskiego, aby zaszufladkować ten kraj jako „więzienie narodów". Kiedy czyta się prace W. Lenina, powstaje niezmienne wrażenie, że „wódz światowej rewolucji" stanowił opozycję nie tylko dla „krwawego samodzierżawia", ale i samej Rosji. Pomyślmy bez radzieckich szablonów, czy przyjaciel Rosji będzie życzyć nam przegranej w wojnie światowej?

I tacy rusofobi doszli do władzy, przejmując pałeczkę od liberalnych zdrajców. Już po kilku miesiącach po rewolucji Rosja radziecka zaczęła pokrywać się siecią łagrów dla społeczeństwa i koncesji dla zachodnich firm. Jeśli ocknąć się z radzieckiej propagandy tamtych lat, to w ostatecznym rozrachunku wyjdzie następne ramowe hasło: narodowi – więzienie i rozstrzelanie, a zachodniemu biznesowi – wolność rozgrabienia kraju. Tak można opisać „ludową walkę Lenina i Trockiego przeciw kapitalistycznemu światu" w pierwszych latach radzieckiej władzy.

W taki sposób ani z liberałów, ani z komunistów nie było w carskiej Rosji zdrowej opozycji.

Kolejna runda walki przeciw państwu przypadła na okres, który zaczął się po śmierci W. Lenina i zakończył się zniszczeniem „wiernych leninowców" w końcu lat 30. XX w. Walka polityczna w ZSRR charakteryzowała się tym, że wszystkie strony konfliktu były katami narodu rosyjskiego – zarówno stalinowski reżim jak i trockistowksa opozycja. W związku z tym bardzo trudno komukolwiek z kimś sympatyzować, ale z dwojga złego trzeba wybrać mniejsze zło. Wystarczy wspomnieć kolektywizację, rozkułaczanie, głód w latach 1932–1933, co było faktyczną wojną przeciwko rosyjskiej wsi. Józef Stalin walczył przeciw chłopom, ale mało kto wie, że kolektywizacja była dawniej pomysłem Lwa Trockiego, a rozkułaczanie to leninowski testament. Mimo odsunięcia zażartych rusofobów od władzy na początku lat 30., w kraju po dawnemu trwało straszne religijne ludobójstwo.

Po zniszczeniu jądra V kolumny rewolucyjny zapał w kraju został gruntownie zgaszony. Tym nie mniej komunistyczny zastrzyk zrobiony duchowo-politycznemu życiu w ZSRR, nie pozwolił zachować silnego, wzmocnionego Wielkim Zwycięstwem państwa. W kraju znowu zaczęły wzmacniać się te siły, których idolami są mityczna wolność i zachodnia droga rozwoju. Zostało to zapoczątkowane wystąpieniami „postępowych" wtedy sześćdziesięciolatków, a potem te niszczące powiewy wylały się w pełnej skali w pierestrojkę, którą w historii warto byłoby przemianować na demontaż państwa.

W 1991 roku w Rosji już po raz drugi w ciągu jednego wieku do władzy przyszła tzw. legitymizowana opozycja. Jakkolwiek mówią liberałowie o braku obywatelskiego społeczeństwa w Rosji, faktem jest, że oni sami nigdy nie próbowali go zbudować. Przecież jakiekolwiek społeczeństwo, w którym człowiek jest wartością, powinno głęboko sięgać korzeniami w tradycję i opierać się na szacunku wobec historii. Liberałowie w Rosji zamiast rozwoju obywatelskości zaczęli pozostałych Rosjan wciągać w kompleksy winy i niższości za cudze lub ogólnie mało istotne grzechy. Zwieńczeniem walki za podobną demokrację stało się rozstrzelanie parlamentu w październiku 1993 r. Nie wszyscy wiedzą, że ceną za krwawe dojście Borysa Jelcyna do władzy i milczenie Zachodu w te jesienne dni było wywiezienie do Ameryki, nawet bez uzgodnienia z Dumą, 500 kg uranu.

Dzisiaj liberałowie znów próbują nas złapać na marzenia o świetlanej przyszłości, mówiąc o „atmosferze nienawiści w kraju". Znów opowiadają nam o demokracji, jak mówili niegdyś dekabryści, fewraliści i komuniści. Ich nie interesuje ani historyczne doświadczenie naszego kraju, ani narodowy charakter naszego narodu. Oni nie czytali prawosławnego filozofa Iwana Ilina, który uprzedzał, że próby zbudowania demokracji po upadku komunistycznej dyktatury doprowadzą Rosję do nowych wstrząsów. Tak jak niegdyś, zachowany został rozłam na linii wartości między narodem a opozycją, która według słów jej liderów przedstawia sobą wolę narodu. Cały „postępowy" arystokratyczny świat bredzi o Europie, demokracji, prawach człowieka (w najbardziej skandalicznym ich rozumieniu). Naród zaś żyje Rosją, prawosławiem, samodzierżawiem i nienaruszalną jednością.

Czy oczarujemy się nową rewolucją, jeśli będziemy wychodzić z założenia, że opozycja w Rosji zawsze skierowana jest na zniszczenie a nie na konstruktywny dialog? Jej zadaniem jest przekonać choćby część naiwnych obywateli do konieczności obalenia pewnego porządku dla pewnej idei. Na dodatek „rewolucyjne przemiany" zawsze były sprzężone z utratą państwowej suwerenności.

Jakkolwiek mocno by nie niszczyły Rosji rewolucyjne siły różnej maści pod maską opozycji, po wszelkich zmianach przychodzi zawsze czas stabilizacji. Przecież formą rozwoju człowieczeństwa jest postępująca ewolucja, a bynajmniej nie gwałtowny i bolesny skok, tym bardziej sprzężony ze zniszczeniem własnej przeszłości. Po niszczących wszystko rewolucjach 1917 r. u władzy umocniła się grupa J. Stalina, co odznaczyło się częściową restauracją starych porządków. Strasznych działaczy kryminalnego przewrotu z lat 1991–1993 z czasem zmieniły kadry Władimira Putina, stronnicy silnego państwa.

Na zakończenie zostaje tylko zaprzeczyć powstałej z pewnością opinii czytelnika o tym, że autor tych wersów opowiada się za likwidacją instytucji opozycji w Rosji jako takiej. Z mojego punktu widzenia, dzisiaj opozycja jest niezbędna, ale powinna być narodowa z kultury i konserwatywna z ducha. Niestety, ani panująca liberalna, ani na nowo powstała komunistyczna opozycja nie mogą się tym pochwalić.

Tekst pochodzi z portalu Geopolitika.ru
Przekład: Urszula Bielec
Fot. www.dw.de

Czytany 8118 razy