wtorek, 01 kwiecień 2014 06:12

Walerij Bondarenko: Ukraina - Majdan dla Unii Europejskiej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

kiev_protests  doc. Walerij Bondarenko

Rosja poniosła poważną klęskę geopolityczną, ale Unia Europejska także niczego nie wygrała… Ukraina była bardzo problematycznym i kłopotliwym partnerem dla Rosji. Obecnie – staje się takim samym dla Zachodu – i zapłaci za to Unia Europejska. 

Powstaje wrażenie, że UE zagrała w jakąś cudzą grę, w dodatku w każdym przypadku, ktokolwiek wygra, będzie musiała płacić i to swoimi pieniędzmi, całkiem prawdziwymi… Nasuwa się tu znane porównanie z walizką bez uchwytu. Teraz owa „walizka” znalazła się w rękach Unii…

Geoekonomia była niczym cyngiel w operacji „Majdan”, którego cele geopolityczne są oczywiste i nikt temu nie przeczy. Unia podpisała ze dwa tuziny analogicznych dokumentów z różnymi krajami – i nic szczególnego się nie wydarzyło, mało kto pamięta o tych szczęśliwcach. Lecz procedura podpisywania takiego dokumentu z Ukrainą, szczerze mówiąc poszła odrobinkę nie tak, jak trzeba…

Cóż więc otrzymuje Unia?

Najważniejsze zyski i straty są już do bólu wiadome. Ostrzeżenia Siergieja Głaziewa, które wcześniej przedstawiano jako „głos jastrzębia politycznego”, jutro będą się wydawać „gruchaniem gołębia”… Oczywiście szczegóły pojawią się później, kontury jednak są właśnie takie.

„Układ o stowarzyszeniu i rozszerzone porozumienie o swobodnym handlu” (tak to się nazywało wcześniej) rzeczywiście otwiera śluzy dla strumienia towarów z Unii w kierunku ogromnego i niebogatego rynku Ukrainy. Ale już wcześniej, przed listopadem 2013 r., miało tak być i to bez szczególnych kosztów ze strony Unii. Byłoby to dość korzystne dla europejskich producentów towarów i w ogóle dla gospodarki Unii, dla partii rządzących ze względów prestiżowych i „ratingowych”.

Lecz Unia – chcąc nie chcąc – wdała się w bardzo trudną potyczkę… Dziś za ten skrajnie agresywny marketing będzie musiała zapłacić. Już obiecano Kijowowi 10–11 mld euro jako „podnośnik” i 5–6 mld na poprawienie granicy z Białorusią. „Nie tak się umawialiśmy” – powie europejski podatnik i będzie miał rację…

Teraz o obecnej strukturze ukraińskiego rynku konsumenta, o jego gotowości do przyjęcia i opłacenia dobrych i nietanich towarów z Unii. Każdy ekspert od marketingu i każdy mieszkaniec, już od dawna wie, że rynek ukraiński już od dawna jest wypełniony towarami z importu – wystarczy przyjechać na znany Białorusinom rynek „na siódmym kilometrze” w pobliżu Odessy. Najlepszy segment zalany jest światowymi markami. Szukać tu wolnej niszy – to interesujący temat do badań marketingowych, ale jeśli chodzi o prawdopodobne zyski – nieobiecujący…

Wprawdzie jest jeden duży segment, na razie nie zajęty przez europejskie towary – rolnicy ukraińscy i na wpół bezrobotni mieszkańcy małych miasteczek i wsi. Biedują, utrzymując się z przypadkowych zarobków, na przykład handlując na przydworcowych rynkach jakąś drobnicą… W jakim stopniu stanowią przedmiot zainteresowań dla europejskich detalistów, to już kwestia marketingu.

Atrakcyjność korporacyjnego segmentu rynku ukraińskiego dla Unii, popyt efektywny zależy od związków z Rosją i Unią Celną. Rozerwanie tych więzów oznacza zmniejszenie tego popytu, dla zachodnich koncernów – ekspansja staje się nieopłacalna…

Tylko podtrzymanie związków z Rosją, z Białorusią, z Unią Celną i Wspólnotą Niepodległych Państw (związków społecznych, gospodarczych i in.) może utrzymać atrakcyjność rynku ukraińskiego dla Unii Europejskiej – ale postanowiono się tym nie przejmować…

Geopolityka. Unia Europejska po raz kolejny zaspokaja swój „główny instynkt” – ekspansję na Wschód. A to „zaspokojenie” kolejny raz zostało zrealizowane na koszt zrozumiałych interesów Rosji (dobra Rosja czy niedobra, teraz nie o to chodzi). W dodatku stało się to w sposób wyjątkowo brutalny, charakterystyczny nie dla powolnej i rozsądnej Europy, ale raczej po kowbojsku, bezceremonialnie, ale skutecznie… Czy jednak skutecznie? Czas pokaże.

Dla Europy oznacza to nowy etap zimnej wojny… przeprowadza się nowe linie podziału, znów opada żelazna kurtyna. Europa otrzymuje, a właściwie już otrzymała, kolejny punkt zapalny i strefę „odłożonego konfliktu”. Tego jej trzeba...?

Rosja uważa, że głównym celem politycznym operacji „Majdan” było osłabienie strategicznych i geopolitycznych jej pozycji. Bynajmniej nie mało istotny, zdaniem Moskwy, był plan pozbawienia jej bazy w Sewastopolu, tak by Morze Czarne stało się wewnętrznym morzem NATO. Czy tak się stało? Czytelnicy sami mogą to ocenić: Sewastopol dziś znalazł się na tyłach możliwych zgrupowań NATO na Ukrainie, a strategiczny sens całej tej „operacji” dla NATO (jeśli takowy był) niknie…

„Młodo-Europejczycy” – kraje członkowskie Unii Europejskiej i NATO we wschodniej Europie – zawsze aktywnie rozgrywały kartę swojego położenia „przyfrontowego”, na granicy z okropnymi reżimami W. Putina i A. Łukaszenki, którzy, a jakże! myślą tylko o tym, by je zagarnąć. W rytmie takich bojowych tam-tamów Młodo-Europejczycy, z troską wypisaną na twarzach, żądali, oczywiście, pieniędzy, no i broni, systemów obrony antybalistycznej, i innej amunicji. Obecnie w te ciasne szeregi proszących – od Estonii do Bułgarii – wciska się Kijów… A płacić ma Unia Europejska…

Polityka wewnętrzna w krajach Unii – szczególnie w przeddzień najbliższych wyborów w maju – obowiązkowo zostanie wzbogacona o surowe obwinianie rządzących partii o „popieranie faszystów” na Ukrainie, szczególnie w kijowskim „rządzie zwycięzców”. Jaka może być argumentacja i retoryka antyrządowa – można było zobaczyć w Niemczech: lider niemieckich lewicowców w Bundestagu Gregor Gysi ostro zarzucił kanclerz A. Merkel ten największy dla niemieckich polityków grzech. Ów punkt widzenia podzielała lider frakcji partii Zielonych Katrin Goering-Eckardt, która oświadczyła, że ukraińskie partie Swoboda i Prawy Sektor „nie mają nic wspólnego z wartościami europejskimi i ideami demokratycznymi”.

Takich samych ataków można oczekiwać od partii z prawej strony sceny politycznej. Skrajnie prawicowa węgierska partia Jobbik już ogłosiła, że nowe przywództwo w Kijowie jest „szowinistyczne”. Jak to się trzeba postarać, żeby jeden szowinista zarzucił innemu szowinizm! Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że węgierski ruch prawicowy Jobbik zajmuje siódme miejsce na haniebnej liście antysemitów, a na piąte miejsce „wspięli się” deputowani Ukrainy z partii Swoboda.

Węgierscy nacjonaliści rozpoczęli jawną agitację polityczną już na terytorium Ukrainy. Trudni do rządzenia, a w przyszłości pewnie zmarginalizowani ukraińscy chłopcy, pod banderowskie przyśpiewki już pobili grupę węgierskich uczniów, którzy przyjechali w odwiedziny do swoich ziomków na Ukrainie. Odwiedzili, poznali…

Temat polsko-ukraiński od czasów Tarasa Bulby wzbudza ogromne zainteresowanie, pasek wiadomości czyta się jak thriller polityczny… Polski Senat w 2013 r., w oświadczeniu z okazji 70. rocznicy tragedii na Wołyniu – nazywa te wydarzenia z 1943 r. „czystką etniczną o znamionach ludobójstwa”… Współcześni banderowcy na razie tylko przebąkują o „sprawiedliwości historycznej”, która „wymaga”, żeby ziemie polskie w rejonie Przemyśla „wróciły do Ukrainy”…

Patrioci polscy też nie ustępują w swoich żądaniach: ziemie z rejonu Lwów-Równe-Tarnopol uważają za swoje, tzw. Kresy Wschodnie, utracone terytoria… Jak ich pogodzą Niemcy – oto jest pytanie… Nikt inny, oprócz Niemców, nie będzie się tym w ogóle zajmował, niech to zrobią Niemcy, bo to i doświadczenie duże i niedawne…

Oczywiście, można liczyć na złagodzenie obyczajów rewolucyjnych faszyzującej młodzieży w jakiejś dalszej perspektywie, ale dla walki wewnątrzpolitycznej w tym roku już wystarczy tego, co mieliśmy wczoraj i mamy dziś.

Czy zachwycą europejskich wyborców także obietnice przywództwa Unii o okazaniu szczodrej – choć wcale niewystarczającej – pomocy „nowej” Ukrainie? Niemało starych i zasłużonych uczestników zjednoczonej Europy zaciska pasa i słusznie zadają sobie odesskie pytanie „Czy to nam jest potrzebne?”

Stosunki Kijowa z Brukselą – są po prostu zabawne. Jasne, że o zostaniu pełnoprawnym członkiem szczęśliwej i stosunkowo inteligentnej rodziny narodów europejskich w najbliższej przyszłości Ukraina nawet nie myśli. Wiosenna świeżość sytuacji polega na tym, że banderowcy wcale się do tego nie palą. Banderowcom, jak wiadomo od czasów ich współpracy z hitlerowcami, potrzebna jest niepodległa Ukraina „dla Ukraińców”, to znaczy bez Moskali. Dźwięczy to pieszczotliwie dla europejskiego ucha. Ale to także Ukraina bez Żydów, Węgrów i tak dalej wg alfabetu. Jeszcze zapomniałem o Bułgarach…

To gorzka myśl, że zdrowa dla Europy idea – zjednoczonej Europy od Atlantyku do Pacyfiku – na długo zejdzie z porządku dziennego… Unia Europejska odegrała rolę za kogoś innego i komuś innemu zapewniła wygraną… na dodatek ten ktoś nie odpłaci się za to.

No cóż, jak mówią kowboje w westernach – „To nic osobistego, to tylko biznes”. Prawo gatunku…

Bardzo szkoda, że w dzisiejszej Europie nie ma osobowości takiego wymiaru jak generał Charles de Gaulle, nie ma postaci zdolnej do uświadomienia i obrony interesów Europy od Atlantyku do Uralu.

- Cóż więc otrzymuje Europa w wyniku tego geopolitycznego zwycięstwa?

- Majdan…

Tłum: Maria Walczak
Źródło: http://naviny.by/rubrics/opinion/2014/03/20/ic_articles_410_184961/
Fot. www.thenation.com

Czytany 2703 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04