poniedziałek, 07 styczeń 2013 08:02

Tomasz Wojciechowski: Marchewka vs. pomidor GMO, czyli o geopolityce w żywności

Oceń ten artykuł
(1 głos)

gmo_tomato  Tomasz Wojciechowski

Genetycznie Modyfikowane Organizmy to temat ciągle budzący kontrowersje. Modyfikowana genetycznie żywność ma wielu zwolenników ale większość konsumentów UE (około 80%) wypowiada się przeciwko wprowadzeniu do obrotu żywności transgenicznej. Czy faktycznie GMO jest tak niebezpieczne?

Genetycznie zmodyfikowane organizmy nigdy samoistnie nie powstałyby w naturze. To efekt mieszania w laboratoriach roślin z genami zwierząt, bakterii czy wirusów. Rośliny GMO to organizmy żywe, które się rozmnażają i rozprzestrzeniają. Mogą migrować i mutować, mieszać się z naturalnymi uprawami tak, że rolnik nie będzie już wiedział, co jest, a co nie jest roślinami GMO. Powoduje to także wprowadzenie do przyrody tzw. patogenów chorobotwórczych, czego efekty będą widoczne dopiero za 20–30 lat .Zbyt wiele jest tu niewiadomych i obaw o szkodliwość dla ludzkiego zdrowia. Jak dotąd nie przeprowadzono żadnych długoterminowych badań, jedynie testy na zwierzętach np. szczurach.

Zwolennicy upraw sztucznie modyfikowanej żywności twierdzą, że ulepszona pszenica, ziemniaki czy soja spowoduje zmniejszenie głodu na świecie. Nie jest to prawdą. Według analiz Organizacji Narodów Zjednoczonych do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) to nie ilość żywności jest problemem, lecz jej racjonalne dystrybuowanie. Zwróćmy uwagę, że pokaźny procent żywności jest najzwyczajniej marnotrawiony. Podawanym najczęściej przykładem są Indie, gdzie wprowadzenie upraw GMO jako ogólnie dostępnych, spowodowało upadek wielu małych rolników. Blisko ćwierć miliona indyjskich farmerów została wpędzona w spiralę zadłużenia przez firmę dostarczającą nasiona GMO. Patenty na zakup roślin GMO powodowały coroczną, dodatkową opłatę i uzależnianie rolników od dużych, światowych koncernów. Opinia Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego w sprawie GMO w Europie także nie jest przychylna. Stwierdzono w niej jednoznacznie, że wpływ GMO na środowisko naturalne oraz zdrowie będzie nieodwracalny i trudny do oszacowania [1]. GMO zawiera wiele szkodliwych dla ludzkiego zdrowia pestycydów. Koronnym tutaj przykładem jest preparat Roundaup koncernu Mosanto, który zaburza przebieg ciąży, powoduje poronienia, niszczy też organizm człowieka.

Jak wygląda wprowadzenie upraw GMO w krajach Unii Europejskiej?

Zakaz uprawy (lecz nie obrotu nasionami) wprowadzili Niemcy, Węgrzy, Austriacy, Grecy, Luksemburczycy i Francuzi. Profesor Gilles-Eric Seralini Seralini, biolog molekularny z francuskiego Uniwersytetu Caen a jednocześnie ekspert rządu francuskiego w sprawie GMO, przyznał jakiś czas temu z satysfakcją, że udało się zablokować zapędy międzynarodowych koncernów do zalegalizowania upraw GMO we Francji. Nie mniej, jest to decyzja każdego z krajów, zwłaszcza, że żywność, zawierająca GMO, już jest sprzedawana w kilku krajach unijnych. Ponadto, nawet jeśli nie jest produkowana w danym państwie, to może być sprowadzona zza granicy i sprzedawana np. w sieciach supermarketów. Kolejnym aspektem jest oznakowanie. Żywność zawierająca GMO powinna być odpowiednio znakowana. Niestety z tym bywa różnie – część producentów umieszcza taką adnotację drobnym druczkiem. Według portalu nwonews.pl, w Polsce szczególną uwagę należy zwrócić na olej roślinny, gdyż może zawierać transgeniczną soję i rzepak. Sklepy prowadzące sprzedaż produktów GMO to m.in. Biedronka*, Bomi, Kaufland, Lidl, Polomarket** i Żabka.

Kwestia GMO w Polsce

Sprawa ta wróciła ostatnio pod wpływem przyjęcia przez polski parlament 9 listopada ubiegłego roku ustawy o nasiennictwie. Nowe prawo dopuszcza rejestrację nasion GMO, a także legalizuje handel nimi na terenie Polski.

W kontekście tym warto zwrócić uwagę, że wprowadzenie zakazu obrotu nasionami GMO w Polsce jest fikcją, bo polscy rolnicy mogą bez większych problemów nabyć np. w Czechach nasiona kukurydzy modyfikowanej genetycznie. Wystarczy, że przedstawiciel handlowy danej korporacji sprzeda mu nasiona, a potem wystawi czeską fakturę. Nie zapominajmy, że dzieje się to zgodnie z przepisami Unii Europejskiej, na terenie której obowiązuje wolność przepływu towarów i usług.

Polska jako kraj rolniczy, o dużym potencjale w produkcji żywności, stanowi łakomy kąsek dla międzynarodowych koncernów. Zatem polscy politycy powinni powiedzieć dla GMO stanowczo „Nie!”. Ponadto wieloletnie zaniedbania w tej kwestii doprowadziły Polskę przed Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Stało się tak ze względu na niezgodność istniejącego zakazu obrotu nasionami roślin modyfikowanych genetycznie z prawodawstwem unijnym. Wiąże się to ze karami finansowymi dla naszego kraju. „Stąd nagła reakcja rządu, który deklaruje, że znosi zakaz obrotu nasionami GMO, lecz chwilę później, w oparciu o znowelizowaną ustawę o nasiennictwie, wprowadzi na drodze rozporządzeń zakaz ich upraw” – twierdzi Robert Cyglicki z Fundacji Greenpeace Polska – Rząd deklaruje, że zakazy upraw kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflora powinny wejść w życie przed terminem siewów, zanim rozkręci się na dobre sprzedaż nasion.

Tymczasem, 2 stycznia tego roku Rada Ministrów przyjęła przygotowane przez Ministerstwo Rolnictwa rozporządzenia, w których zakazuje się upraw na terenie Polski dwóch roślin modyfikowanych genetycznie, wspomnianych już kukurydzy MON 810 i ziemniaka Amflora. W ten sposób rząd wywiązał się z publicznie składanych zapewnień, że mimo zniesienia zakazu obrotu materiałem nasiennym roślin modyfikowanych genetycznie w znowelizowanej ustawie o nasiennictwie, rośliny te nie zostaną wpuszczone na nasze pola. Polska dołączyła tym samym do grona ośmiu państw UE, które zakazały upraw GMO na swoim terytorium. Rozporządzenia wejdą w życie razem z nową ustawą o nasiennictwie już 28 stycznia.

GMO – bezpardonowa walka korporacji

Jeszcze w 2009 roku jedynie 10 firm kontrolowało prawie 80% światowego rynku nasion. Tymczasem dzisiaj trzy największe firmy kontrolują już 75% całego rynku zbytu, specjalizując się też w przemyśle agrochemicznym. Nie są to już tylko przedsiębiorstwa zajmujące się hodowlą roślin, ale korporacje działające w sektorze chemicznym, energetycznym i farmaceutycznym. Często wytwarzają one produkty powiązane np. rośliny genetycznie zmodyfikowane, odporne na pestycyd tej firmy. W efekcie międzynarodowi giganci narzucają warunki, dyktują ceny, a na końcu niszczą małe gospodarstwa rolne.

Korporacje takie, jak Monsanto, BASF czy szwajcarska Syngenta, mimo prób lobbowania i uzyskania społecznej akceptacji dla idei GMO, wycofują się powoli z Europy. Na rynek europejski, mimo ich wysiłków, dopuszczono jedynie do obrotu dwie odmiany transgenicznych roślin: kukurydzę MON 810 produkowaną przez Monsanto, oraz ziemniak Amflora firmy BASF. Nasz kontynent nie oferuje tak atrakcyjnych możliwości jak np. USA a przede wszystkim Chiny, gdzie przeniesiono większość laboratoriów badawczych Syngenty. Trwają tam prace nad udoskonalonymi nasionami kukurydzy, rzepaku, soi. Lecz nie tylko Stany Zjednoczone stają się miejscem zainteresowania biotechnologicznych korporacji. BASF zainteresowało się Azją, jako wschodzącym rynkiem z możliwościami uprawy np. modyfikowanego genetycznie ryżu. Ma to zwiększyć znacznie uprawy tamtejszych rolników.

Jak wielką popularność idea GMO cieszy się w Stanach Zjednoczonych, niech zaświadczy ujawniona przez Wikileaks depesza dyplomatyczna. Ambasada USA w Paryżu zalecić miała utworzenie listy krajów, wobec których należy stosować „odwet gospodarczy” za przeciwstawianie się uprawom roślin modyfikowanych genetycznie. Próbowano zlobbować także otoczenie papieża, aby wywrzeć nacisk na poparcie upraw GMO. Oznacza to że w grę wchodzą naprawdę kolosalne pieniądze i globalna władza nad dystrybucją i produkcją żywności, a tym samym geopolityka, której twarde zasady zaczęły być stosowane nawet na tak „przyziemnym” polu.

Mimo wszystko, lepiej wiedzieć, że pomidor który jemy jest faktycznie pomidorem, a nie mutacją z domieszką np. genów flądry. Na szczęście dla Polaków, kontynuujemy tradycje kraju rolniczego a nasza żywność ceniona jest na świecie, bez wspierania się cudami w stylu GMO.

Fot.: geekweek.pl

_________________________________________
1 Więcej: http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:C:2012:068:0056:0064:PL:PDF

SPROSTOWANIA

* Autor niniejszego tekstu informację o sprzedaży produktów GMO przez sklep Biedronka zaczerpnął z ulotki Fundacji Greenpeace Polska, która znajduje się pod tym linkiem. Następnego dnia po publikacji tego tekstu, z redakcją portalu Geopolityka.org skontaktowało się Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska S.A. z prośbą o uwzględnienie stanowiska firmy w tej sprawie, co niniejszym czynimy, przez publikację treści przesłanego do nas pisma:


Warszawa, 8 stycznia 2013 r.

Szanowni Państwo,

W związku z artykułem „Marchewka vs. pomidor GMO, czyli o geopolityce w żywności“, autorstwa Pana Tomasza Wojciechowskiego, opublikowanym na stronie www.geopolityka.org, pragniemy odnieść się do zawartych w nim informacji, dotyczących sieci sklepów Biedronka.

Zaznaczamy, że zgodnie z deklaracjami producentów, obecnie żaden z produktów produkowanych dla sieci Biedronka, w tym olej roślinny, nie zawiera GMO ani nie powstał z roślin GMO. Jest to określone w wymaganiach i umowach między JMP a dostawcami. Pragniemy również nadmienić, że jeżeli kiedykolwiek sieć naszych sklepów uwzględni w ofercie tego typu produkty, pojawi się na ten temat stosowna informacja na opakowaniu.

Pozdrawiamy
Biuro Prasowe Jeronimo Martins Polska S.A.

______________________________________________

** Po publikacji materiału Tomasza Wojciechowskiego, z naszą redakcją skontaktowało się również Biuro Prasowe sieci POLOmarket z prośbą o sprostowanie treści artykułu. Realizując ten wniosek zamieszczamy poniższy tekst: 

Szanowni Państwo,

W nawiązaniu do doniesień w artykule autorstwa PanaTomasza Wojciechowskiego
„Marchewka vs. pomidor GMO, czyli o geopolityce w żywności“, publikowanego na portalu  Geopolityka.org, informujemy, iż zgodnie z deklaracjami dostawców żywności produkowanej dla sieci POLOmarket, żaden z tych produktów nie zawiera GMO, ani nie powstał na bazie roślin modyfikowanych genetycznie.

Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa występowanie tego typu komponentów w składzie produktu byłoby sygnalizowane stosowną informacją na opakowaniu.

Prosimy o sprostowanie do treści traktujących o rzekomej obecności GMO w produktach sieci sklepów POLOmarket.

Z poważaniem

Biuro Prasowe sieci POLOmarket

Czytany 6831 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04